Właśnie zrobiłem to czego sobie życzą obecnie producenci konsol. Przez ostatnie godziny miałem w chałupie najazd przyjaciół i urządziliśmy sobie „giercowe” party. To u mnie w domu już tradycja. Kiedyś zaproszeni goście dzielili się na dwie grupy. Mężczyźni zbierali się przed ekranem telewizora, chwytali za joypady i odpalali konsole. Graliśmy w bijatyki, wyścigi i tak dalej. W tym samym czasie nasze piękniejsze połowy zbierały się we własnym gronie i z pogardą, choć z wyuczoną latami pobłażliwością patrzyły na figlujące przy grach wideo duże dzieci. Dziś jednak było inaczej. Przede wszystkim na dzisiejszej imprezie oblewaliśmy nowy, kotowy telewizor „TrzyDe”. Poza tym znajomi chcieli przetestować Kinecta. Zaczęliśmy jednak od Playstation 3 i gier w 3D. Muszę przyznać, że nadal jestem nastawiony sceptycznie do tej forsowanej nieco na siłę technologii. Siedzenie w fikuśnych okularach przed ekranem to nie jest TO. Nie muszę dodawać, że na imprezie „trzy-de” w ogóle traci sens? Nieważne! W końcu trójwymiarem będę się rozkoszował w samotności. Czas więc na Kinecta.

Koledzy zgodnie stwierdzili, że nie będziemy miziać tygrysa w Kinectimals ponieważ jak inteligentnie zauważył jeden z kolegów dopiero po kilku głębszych wymówiłby na głos tytuł tej gry. W sumie ma rację… K-I-N-E-C-T-I-M-A-L-S uff… od samego pisania mam ochotę na kieliszeczek czegoś mocniejszego. Co nam pozostało? Kinect Sports oraz wygibasy w Dance Central.

Tu napiszę coś czego nie przeczytacie w żadnej recenzji Kinect Sports. Opóźnienie Kinecta nie będzie wam przeszkadzać o ile zastosujecie się do pewnych reguł. Przede wszystkim – tak jak Ja i moi znajomi – musicie wysuszyć co najmniej ze trzy butelki mocnego alkoholu. Wtedy żadne opóźnienie nie będzie Wam już straszne. A jakby ktoś pytał na poważnie… tak Playstation Move jest bardziej jak to określił mój znajomy „responsywne” (nie wiem, czy istnieje takie słowo, ale jak już pisałem byliśmy nieco zawiani – aaa tak istnieje!). Kinect nadrabia natomiast tym, że faktycznie odbiera ruchy całego ciała. Zaczęliśmy zabawę. Co ciekawe z Dance Central nie poradził sobie utytułowany w czasach młodości tancerz-amator. Natomiast mocno już zamroczony alkoholem informatyk w białych skarpetkach kręcący się niczym bąk na grubym dywanie był niczym John Travolta w „Gorączce sobotniej nocy”. Aż do momentu kiedy wyrżnął łokciem w regał.

W końcu panie zauważyły, że coś nam za wesoło. Wkroczyły do akcji i… cóż dołączyły do zabawy.

Teraz pożegnawszy już gości, siedząc zmęczony na kanapie już rozumiem co jest takiego w tym Kinekcie. Rozumiem już dlaczego ludzie stali w kolejce w dniu premiery oraz kumam dlaczego Sony nie ma ze swoim „dildo” najmniejszych szans z urządzeniem Microsoftu. Kinect jest bowiem idealną „głupawką”. Nie trzymasz w dłoni żadnych kontrolerów. Nie martwisz się o nic. Ba! Nawet fakt niedoskonałości tego urządzenia przestaje irytować. Po prostu Kinect nie jest urządzeniem-kontrolerem do gier. Jest sprzętem do durnej, wesołej zabawy. Wiem, że ciężko uwierzyć na słowo, ale właśnie takie myśli przychodzą mi do głowy w tym momencie – siedząc niemalże połamany i zmęczony po kilku godzinach „Kinektowania”.

Nie znaczy to broń Boże, że jestem tym sprzętem zachwycony na amen. Nadal uważam, że kontrolery ruchu od Sony i Microsoftu to chamskie przedłużenie żywota konsol, które nie powinno mieć miejsca. Jakiś czas temu pisałem już co sądzę o przedłużeniu tradycyjnego, pięcioletniego cyklu życia generacji konsol i zdania w tej kwestii nie zmienię.

Tak więc najbliższe lata spędzimy skacząc przed ekranami telewizorów bawiąc się kontrolerami ruchu. Z drugiej strony mamy „3D”, które rozwinąć skrzydła może dopiero na konsolach następnej (mocniejszej) generacji i nie wierzcie, że jest inaczej.

Muszę już kończyć ponieważ pani Kotowa chce abym jej włączył to Kinectimals. Będzie czochrać tygrysa, czy innego zwierzaka.

A ja? Ja idę do śmietnika wyrzucić puste butelki. Jeśli tak mają wyglądać w najbliższych latach moje „growe” sesje ze znajomymi to biedny Kot może nie doczekać tej cholernej, nowej generacji konsol. Dobrze, że jutro sobota. Odpocznę sobie i zagram w jakieś prawdziwe gry z joypadem w łapie.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

20 KOMENTARZE

    • Imprezka z Kinectem to może wypalić, ale jakoś nie mam na razie ochoty kupować. Move na razie mi wystarczy

      Imprezka dla 12-letnich dziewuszek i owszem 😉

  1. kurde, gdybym teraz nie studiował, a zarabiał kasę (:P) to zakupiłbym z czystej ciekawości tego kinecta po tych wszystkich komentarzach na jego temat. Pierwsze wrażenie patrząc na Kinecta to niedopracowanie i brak „normalnych” gier. Jednak z tego co widzę to świetnie się można przy tym bawić. Jak skończę studia to pomyśle;]

  2. Do Kinecta nie trzeba pić 🙂 I nie mamy tu co porównywać Move do tego. Świetna zabawa i polecam każdemu kto akurat dostał w pracy premię (czy coś w ten deseń).

  3. niestety jak dlugo obecna generacja konsol bedzie dychac tak dlugo jedyna sluszna platworma do grania -PC bedzie zasmiecana portami z prymitywna grafika sprzed 5 lat :(Sony i MS zrobiliby przysluge wszystkim i wydali nowa generacje swoich zabawek . . .

ZOSTAW ODPOWIEDŹ