Forum Valhalli i wszystkie toczące się na nim dyskusje czytam regularnie. Nie ukrywam, że robię to z dużą przyjemnością, a dyskusje, które się tu toczą mocno mnie wciągają. To bez wątpienia Wasza zasługa. I choć miło mi się w Waszym gronie dyskutuje i przebywa nie da się zignorować faktu całkowitej dominacji mężczyzn w naszej społeczności. Odpowiecie – wszak jesteśmy Wikingami, a ci, kiedy wypływali w morze zostawiali kobiety w domach gdyż wojaczka to nie ich domena. Zgadza się. Ale czy granie też nie jest domeną kobiet?! Dane statystyczne mówią co innego. Gdzie zatem podziały się przedstawicielki płci pięknej?

Choć od dawna różne statystyki i badania społeczności graczy starają się nas przekonać o tym, że nie jest to grono stricte zmaskulinizowane ja osobiście patrzę na to z dużym niedowierzaniem. Według badań przeprowadzonych przez Entertainment Software Association kobiety grające stanowią 38% wszystkich graczy. Zakładając, że nie mają one socjofobii należałoby się spodziewać, że co trzeci dyskutujący na Valhalli powinien być kobietą. Niestety tak nie jest. Ale pal licho statystyki. Niech to nie będzie co trzecia, ale choćby co dziesiąta osoba dyskutująca na Valhalli. Wszyscy stali bywalcy doskonale wiedzą, że nie ma wśród nas żadnej przedstawicielki płci pięknej (i tu się mylisz przyp. Katmay)!

Należy zatem zastanowić się dlaczego kobiety nie uczestniczą w życiu społecznym graczy, choć wg badań i analiz stanowią prawie 40% wszystkich grających. Bardzo prawdopodobne, że ów wysoki odsetek to w większości reprezentantki grupy casual gamers, czyli graczy niedzielnych. Ci – jak możemy się domyślać – choć grają nie wykazują większego zainteresowania samym zjawiskiem gier komputerowych, nie szukają newsów ich dotyczących, a przede wszystkim nie toczą zaciętych dyskusji na ich temat. Eliminuje to tym samym takie osobniki z grona przesiadujących np. na Valhalli. Wszak wszyscy tu zgromadzeni to pasjonaci tematu, którzy zęby zjedli na grach i nie jeden joystick mają na sumieniu. Problem przynależności kobiet do tzw. casuali nie może jednak tłumaczyć ZUPEŁNEJ ich absencji na Valhalli. Przecież część dziewczyn/kobiet możemy z czystym sumieniem zaliczyć do grona gamersów, czyli grupy, która siedzi w grach po uszy. Znamy wszyscy doskonale nawet przykłady drużyn kobiecych grających w typowo męskie gry takie jak Counter-Strike. Przyznam szczerze, że nie potrafię wyjaśnić nieobecności choćby jednej reprezentantki tej grupy w naszej małej (?) społeczności.

A może problem tkwi w samych dyskusjach, które dominują na Valhalli? Silne profilowanie i konstrukcja forum wymusza dyskusje tylko i wyłącznie na tematy związane z grami. Może kobiety jako osoby bardziej ulotne, eteryczne niemalże, nie potrafią/nie chcą zamykać się w tak wąskiej tematyce? Wszyscy wiemy, że to mężczyźni są bardziej konkretni, to ich bardziej bawi dłubanie i specjalizowanie się w jakichś dziedzinach. To oni mają swoje „zabawki” i to oni poświęcają im tyle czasu, czy to siedząc w garażu czy na Valhalli dyskutując o grach właśnie. Czyżby nasz ukochany serwis był tak silnie utożsamiany z samczym terytorium? Wirtualny garaż pełen męskich zabawek gdzie kobiety czują się po prostu źle?

Przecież, jeśli wierzyć danym przytoczonym na początku tego wpisu co trzeci gracz jest kobietą!! Swoją drogą ciekawym tematem do rozważań jest również rodzaj gier, w które gra owe mityczne 38% graczy. Przy obecnej dominacji FPSów zastanawiający wydaje się tak duży udział płci pięknej w naszej społeczności. Choć dopuszczam fakt, ze na pewno jest parę dziewczyn, które lubią postrzelać do Big Daddy'ego nie wydaje mi się, żeby FPSy były gatunkiem preferowanym dla większości z nich. Kiedyś mówiło się, że kołem zamachowym do szybkiego wzrostu liczby grających kobiet miała być gra The Sims. Czy zatem wciąż głównie Simsy trzymają nasze panie przed monitorami? Możliwe, że interesującą ofertą okazał się dla nich niezwykle popularny World of Warcraft lub inne pozycje gatunki RPG. Mało prawdopodobne natomiast, żeby atrakcją miały być dla nich symulatory, gry strategiczne czy wszelkiej maści strzelanki.

Zatem, w co gra i gdzie ukrywa się piękna część naszej społeczności? Z tym pytaniem pozostawiam Was i zapraszam do dyskusji.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

13 KOMENTARZE

  1. Ja widziałem już co najmniej dwie spódniczki na V. Mało się udzielają a jedna z nich tylko w konkursach ;)Moim zdaniem estrogen nie wszędzie łagodzi obyczaje.

  2. Ja jak poznam dziewczynę (nie w internecie ale w realu), która mówi, że gra w gry to zawsze trudno mi w to uwierzyć. Z moich doświadczeń to może 1% graczy do dziewczyny. Kobiety lubią sobie pogadać o niczym – ich nie obchodzą tak skrajnie analityczne rozmowy o rozrywce jakie tutaj czasami padają. One traktują gry jako sposób na rozrywkę bez głębszego zastanawiania się nad tyloma pierdołami, które my tutaj rozbieramy na części pierwsze i oceniamy próbując developerom przemówić do rozsądku. Moja Żona zaczęła uprawiać elektroniczną rozrywkę kiedy kupiliśmy X’a. I to tylko gry arcade. Wcześniej pogrywała w Małysza i trochę Diablo 2. O strategiach/FPP nie ma mowy – gra kobietom musi sprawiać przyjemność a nie przyprawiać o wypadanie włosów (rozgryzając kolejny trudny level na poziomie impossible). Jak do tego dojdzie kwestia problemów technicznych, kompatybilności, patchy itd. to zupełnie odpada. Gdyby w pecetach było tak samo jak na konsoli – wkładam płytę i gram to pewnie płci pięknej byłoby znacznie więcej w świecie gier.

  3. Ja nawet jednej dałem minusa, ale była to typowa kretynka onetowa, więc nie szkoda. :)W domu mam grającą kobietę – moją osobistą żonę. 🙂 Mogę zapytać, czemu nie udziela się na Valhalli (czasem za to się interesuje, czemu toczę pianę z pyska czytając V ;). Póki co mogę mniej więcej wyprorokować – jej nie interesują dyskusje o grach, ją interesuje granie. Ma serdecznie gdzieś problemy rynku, albo czasopism, albo że konsola taka się psuje, a śmaka nie ma gier (o ile pamiętam, według niej konsole są dla mięczaków :). Wszelkie informacje na temat nadchodzących gier czerpie z CDA wyłożonego w wychodku 😉 – czasem zadaje pytania pomocnicze w rodzaju „co to jest FPS”. W sytuacjach krytycznych, czyli zazwyczaj wtedy, kiedy ja akurat jestem zajęty intensywnym graniem albo jakąś rzeźbą w brązie (kiedyś byłem programistą i po dziś dzień czasem coś dłubię), przychodzi do mnie z rozdzierającym „nuuudzi mi sięęęę. . . w co ja mam graaać?” i wtedy w minut 5 muszę wymyślić coś do grania. 🙂 Nawyki gralnicze ma chyba typowe – swego czasu HoMM2 na jakimś pierwszym pececie, potem długo, długo nic, Diablo 2 na studiach (jakiś czas temu sobie przypomnieliśmy – doszliśmy razem gdzieś pod koniec Nightmare i znudziło nam się). Od paru lat z przerwami katuje Disciples 2, ale tylko klanami, elfami i w ostateczności imperium, bo demony i undeadzi są be. 🙂 Na jakieś święto w ramach prezentu dostała od męża The Longest Journey i mąż miał spokój na jakiś miesiąc. :] Na następny prezent kupiłem jej bodajże trylogię Myst, i tu już było mniej różowo – od połowie pierwszej części musiałem pomagać, a drugiej zobaczyliśmy początek i daliśmy spokój. Poza tym bardzo dobrze jej wchodzą przygodówki Benoit Sokala, pod warunkiem, że ja gram, a ona patrzy i podpowiada. 🙂 Czasem przychodzi popatrzeć, jak jeżdżę, latam albo po raz tysięczny budzę koty bluzgiem ginąc w Deus Exie, ale próbować jakoś nigdy nie chciała. Jak się tak zastanowię, to znam jeszcze kilka grających kobiet, ale żadnej, która żywo interesowałaby się grami i zjawiskami okołogrowymi. Czemu tak jest – nie mam pojęcia.

  4. Moja żona absolutnie maniacko grała w Morrowinda. Ja sobie odpuściłem a ona skonczyła jego i oba dodatki. Na święta dostałą Obliviona, ale niestety nie gra, bo 1) nie ma czasu – work work work 2) można go odpalić tylko na moim kompie, a nie na jej laptopie, a ja jak sie domyślacie okupuję kompa całodobowo, więc. . .

  5. No fakt. Kobiet w świecie gier, (po właściwej stronie ekranu) jak na lekarstwo. Skoro mowa już o żonach, to ta, którą posiadam, w obecnej chwili grywa jedynie w pasjansa i z tego co widzę robi to wręcz automatycznie, niczym jakiś T-1000, przekładając karty z prędkością bijącą na łeb mistrzów Counter-Strike’a. Kiedyś, z tego co pamiętam, grywała nałogowo w SuperFroga, Benefactora, Lotusa itd. Teraz tylko pasjans. Jeżeli zaś chodzi o ogólną problematykę nieobecności kobiet w naszym świecie, to cóż, po tym co zaraz powiem, zostanę pewnie obrzucony zgniłymi pomidorami, jajami, workiem kartofli (w całości) oraz zostanę okrzyknięty świnią i brudnym szowinistycznym tępakiem, ale cóż, takie życie. No więc moim skromnym zdaniem kobiety nie angażują się ani w poważniejsze gry, ani w jakiekolwiek głębsze dyskusje ponieważ. . . . niestety nie mają wyobraźni. Przynajmniej takiej, która to pozwala zanurzyć się w świat gry beż opamiętania, tak że nic poza nią w danej chwili nie istnieje. Oczywiście nie chcę tu generalizować, wyjątki się na pewno zdarzają, ale wiecie co mówią o wyjątkach. Nie chciałem tu nikogo absolutnie obrażać, jeżeli ktoś poczuł się dotknięty to serdecznie przepraszam i liczę na zrozumienie. Ale taka jest niestety prawda. To bardzo podobny przykład jak ten, dlaczego tak mało kobiet czyta szeroko rozumianą literaturę SF, to samo brak pewnego rodzaju wyobraźni. Tak sie składa, że w moim otoczeniu znajduje się wiele świetnych kobiet/dziewczyn, które są fantastycznymi koleżankami i do pracy i do kielicha :), tak więc moje obserwacje poczyniłem na dość szerokiej grupie przedstawicielek płci odmiennej. Niestety nienada, jak już wydaje się, że prawie udało się rozbudzić szczyptę zainteresowania, zainteresowanie to momentalnie rozpada się pod ciężarem hmmm. . . . wypełzającej skądś przyziemności. Co do rozmaitych casuali, niestety w moim rozumieniu tematu nie są to żadne gry, tylko wyroby gropodobne, więc nie można ich niestety zaliczyć do naszych statystyk. Często zastanawiałem się nad faktem, co też takiego jest potrzebne, aby zatopić się w jakiś wyimaginowany świat, czy to książki czy też gry. Nie odkryje tu żadnej ameryki, mówiąc, że świat widziany oczyma kobiety wygląda zupełnie, ale to zupełnie inaczej. Niektórzy psychologowie wypowiadają się nawet w ten sposób, iż jeżeli by potraktować podobieństwa i różnice kobiet/mężczyzn pod kątem złożoności psychiki, to moglibyśmy stanowić dwa oddzielne gatunki. ( Kiedyś na discovery channel był o tym bardzo ciekawy program). Ja nazywam to wyobraźnią, może ten brakujący element to jednak całkiem coś innego, jednak nie zmienia to faktu że go jednak brakuje. Najlepsze w tym wszystkim jest to, iż nie ma sie wcale z czego cieszyć. Być może to właśnie my samce, w których to przez całe życie tkwi jakiś tam pierwiastek dziecka, zatrzymaliśmy się w, powiedzmy to, ewolucji? A może kobiety posiadają wyobraźnie na tak rozwiniętym poziomie, że takie proste rozrywki jak gry są im nie potrzebne? Ja tam w każdym bądź razie nie narzekam, bo jak na razie bawię się przednio, a staż mam już raczej niezły. Dobra, lecę, lekko się rozpisałem, a przecież trzeba jeszcze troszkę postrzelać się w CounterStrike’a z 12-latkami. 🙂

  6. Kobiety są inaczej uwarunkowane przez naturę, ale o brak wyobraźni bym ich nie podejrzewał. Mężczyźni mają bardziej awanturniczą naturę, są rządni przygód a w naszych czasach nie jest o nie tak łatwo jak kiedyś więc zastępuje nam je rozrywka – gry komputerowe, filmy (z naciskiem na akcję, którego to gatunku kobiety generalnie nie trawią), hazard, sporty ekstremalne. Tak nas ukształtowała mamusia natura – samiec zdobywa, sieje, zapewnia byt, samica dogląda potomstwa i ogniska domowego. Od czasów prehistorycznych tak było i mimo, że schemat ten coraz bardziej się zaciera, to do radykalnego od niego odstępstwa nam na razie jeszcze daleko.

  7. Ja tam bym przyklasnął temu co mówi digital_cormac ale się boje jak moja kobieta zobaczy, że popieram takie idee jakoby kobietom czegoś brakowało to zaraz będę musiał sam prać i prasować. A tego bym nie chciał. Więc oficjalnie Cormac w ogóle się się z tobą nie zgadzam. ;P

  8. też miałem zaproponować, że mogę kilka postów napisać jako kobieta – było się w szkolnym teatrzyku, ma się różne doświadczenia 😀 no i mam długie włosy już na wejściu :Da skoro wszyscy chwalą się grającymi żonami, to ja też się nie pohamuję 🙂 swoją wychowałem na własnym łonie, można rzec 🙂 Podsunąłem najpierw Shoguna – grała. Potem Diablo II – oj, jak grała. Potem Civ III – no, tu już rozpasanie kompletne i trwa do dziś w przeniesieniu na część czwartą. Potem. . . musiałem kupić jej komputer (a właściwie kupić sobie nowy, a jej dać swój stary:P), bo jednego nie starczało dla obojga. A potem było The Sims 2. . . 😀 i jest do dziś. Przynajmniej godzinę lub dwie dziennie. Codziennie. Niepojęte, ale prawdziwe. Odnośnie zaś kobiet i gier. Uwarunkowania psychologiczne, społeczne i atawizmy. Kobieta w jaskini niańczyła bachory i warzyła zupę na korzonkach. Mężczyzna polował na mamuty. I tak mniej więcej zostało dziś, przynajmniej jeżeli chodzi o utrwalone głęboko w podświadomości wzorce psychologiczne. Dopóki gry nie przestaną przypominać polowań na mamuty, a zaczną gotowanie szynki z renifera, garbowanie skóry z królika i pogaduszki z kobietami innych jaskiniowców, dopóty kobiet będzie w społeczności graczy mało. Doskonałym przykładem ilustrującym i potwierdzającym tą tezę są Simsy właśnie (gotowanie etc) oraz MMO, w których jest dużo kobiet, bo są to gry społeczne – a kobieta jest stworzeniem o wiele silniej związanym ze społecznością niż mężczyzna. Howgh.

  9. Ja z kolei spotykałem na mojej drodze życiowej różne kobiety. Jedne grały, inne pogrywały czasami. Bilans na niekorzyść grania. Wybrane tytuły, dorywczo, bez pasji. Faktycznie więcej miało serce do MMO niż do Quejka :)Teraz mam kobietę która nie cierpi grac bo szkoda jej czasu. . . ale przynajmniej nie ma zastrzeżeń do mojego grania. A co do powszechności grania kobiet – Kurnik.

  10. Cóż, może i nie udzielam się za bardzo na V, ale grać gram i to nie w (raczej mało rozrywkowe dla mnie) Simsy, lecz razem z facetami w Armę i tym podobne. Facetem nie jestem :PW sumie to ja też raczej się nie spotkałam ze zbyt dużą ilością graczek, właściwie osobiście nie znam żadnej prócz siebie, ale zbyt mnie to nie dziwi. Spróbowałam kiedyś z pewną jedną porozmawiać o komputerach,a ona zasypała mnie adresami jej blogów o Paris Hilton, więc zrezygnowałam z takich pytań. Brrrr. Z drugiej strony mam znajomą, która interesuje się heavy metalem, co spotyka się wśród naszej płci trochę częściej, ale też nie jest to jakaś szczególnie wielka liczba. Co tu gadać: różnimy się i to bardzo i zawsze będzie wśród pasjonatów FIFĄ i innymi grami więcej mężczyzn niż kobiet i wątpię, żeby się to w najbliższej przyszłości zmieniło. No, chyba że Seksmisja stanie się scenariuszem życia 😛

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here