Uwielbiam, wręcz kocham gry wideo. Dla osób postronnych to jakaś aberracja granicząca ze zboczeniem, ale wiem, że osoby czytające ten felieton są w stanie to zrozumieć. Zapewne czują podobnie. Ilekroć dostaję nową grę czuję się jak dziecko, a jeśli jest to w dodatku wersja przedpremierowa to już w ogóle czuję się jak dzieciak z reklamy tych niemieckich cukierków z wnusiem i dziadusiem. Ostatnio jednak te „cukiereczki” zaczynają mieć dla mnie gorzki posmak. Pamiętacie jak w recenzji Medal of Honor napisałem o tym, że kampanię single player ukończyłem między obiadem, a kolacją? Podobna sytuacja dopadła mnie podczas sesji w Call of Duty: Black Ops. Dziś premiera tego tytułu. Ile osób ukończy grę jeszcze przed północą? Zakładam, że miliony. Oczywiście ktoś powie, że zawsze mamy tryb multi. Ja należę do tego pokolenia tych „starych, leśnych dziadków”, które uważa, że Gra, przez duże „G” powinna zawierać zacną i rozbudowaną kampanię dla pojedynczego gracza, a tryb sieciowy to tylko dodatek. Takie rozumowanie często budzi śmiech wśród „młodych”. Czuję się wtedy jak jakiś stary, niepotrzebny piernik.

No, ale wróćmy do Black Ops. Pominę kilka „rodzynków”, które zostawię sobie na potrzeby recenzji, ale muszę powiedzieć, że przechodząc nowego Call of Duty czułem się miejscami jakbym grał w… Medal of Honor. Oczywiście gry różnią się ot choćby ramami czasowymi i tak dalej, ale prowadzenie akcji i niektóre elementy są powiedzmy, że bliźniacze. Z matrixowym spowolnieniem czasu na czele. Jestem przekonany, że gdybym teraz odświeżył sobie Modern Warfare 2 w trybie dla 1 gracza to mógłbym napisać to samo – nihil novi.

No właśnie! Nic nowego. Wojna, strzelanie, szybka, a czasem zbyt szybka akcja popychająca gracza ku nieuchronnemu zakończeniu. Prowadzenie jak za rączkę. Kilka godzin i koniec. Tak wygląda dzisiejsza gra z gatunku First Person Shooter. Tak się zastanawiam, czy oprócz lepszej oprawy wizualnej te dzisiejsze strzelanki różnią się poziomem skomplikowania od pierwszego DOOMa? Kiedy po nieco ponad trzech godzinach w których zamknęła się przede mną kampania dla pojedynczego gracza w Black Ops siedziałem i nad tym myślałem, to doszedłem do wniosku, że NIE… niczym się nie różnią. Może jest nawet gorzej? W Doomie przynajmniej szukałeś jakichś kluczy. W Medal of Honor i Black Ops? Biegniesz, szybko, szybko byle do przodu… strzelasz, oglądasz… strzelasz… koniec! Do licha!

No, ale takie gry się sprzedają. Marketingowa machina stojąca za takimi tytułami jak nowy Medal of Honor, czy wchodzący dziś na sklepowe półki Call of Duty: Black Ops przemieli wszystko. Muzyczka znanego zespołu promująca grę? Jest! Słynni aktorzy z pierwszej półki Hollywoodu zatrudnieni przy produkcji? Są! No to można już szykować się na deszcz dolarów.

Nie twierdzę, że takie gry są złe. Ba! Z mojego, zawodowego punktu widzenia taki stan rzeczy jest idealny. Zrecenzowanie takiej gry jest niezmiernie proste. Inna rzecz, że takie tytuły jak MoH i CoD są… „recenzjoodporne”. Co mam na myśli? W oczach większości recenzentów Medal of Honor nie jest jakąś wybitną grą. Oceny także nie były zbyt łaskawe. Cóż z tego? Gra się sprzedaje. Być może nie powinienem tego pisać, ale w ostatnich latach oceny mediów powoli tracą na znaczeniu. Liczy się przede wszystkim marketing. Tę smutną prawdę unaocznił mi mój znajomy zajmujący się zawodowo branżą filmową – kiedy mu o tym powiedziałem stwierdził, że tak być powinno. Tak jest w „kinie”. Nikt nie idzie na filmowego „blockbustera” po przeczytaniu recenzji! Do kina idziesz pod wpływem impulsu ze strony trailera, plakatu i „szumu medialnego”. Uświadomiłem sobie, że ma rację. To samo dzieje się powoli z branżą gier.

Jak zapewne pamiętają stali bywalcy Valhalli często w moich felietonach wspominam o kumplu, który kilka lat temu pożegnał się z elektroniczną rozrywką i dopiero niedawno ten growy syn marnotrawny powrócił na łono harcowania z joypadem w łapie. Lubię podrzucać mu nowe gry. Bardzo podoba mi się jego świeże, wręcz powiem, że dziewicze spojrzenie na to jak bardzo zmieniły się gry w ostatnich latach. Kiedy pożyczyłem mu Medal of Honor to następnego dnia przy piwku i orzeszkach rzucił mi na biurko MoHa i skwaszony rzekł: zabieraj tę dziwkę, już ją zaliczyłem w jeden wieczór. Chowając płytę do mojego plecaka zapytałem a dlaczego „dziwka”.

Powoli nalewając piwko (aby piany nie było) kolega powiedział tak: …a bo wiesz ten MoH jest jak prostytutka. Płacisz niebotyczne pieniądze, masz krótką chwilę ostrej zabawy, a potem koniec… puka alfons i wyrzuca cię za drzwi, znaczy odkładasz grę na półkę.

Odparłem, że w mojej recenzji mimo wszystko poleciłem ludziom tę grę. W odpowiedzi usłyszałem: Noo, właśnie ty jesteś tym przeklętym alfonsem!

No serdeczne dzięki przyjacielu… kończę, bo muszę napisać dla Was recenzję Call of Duty: Black Ops. Kolega już dzwonił dwa razy – chce pożyczyć i zagrać. Erotoma… pardon, maniak gier z niego na potęgę.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

22 KOMENTARZE

  1. Jeśli ktoś nie ma własnego zdania to można, że tak określę, go zaliczyć do zacnego grona „owiec”, które podążają za swoim baranem, bezwolnie i bez namysłu. Nie chodzę na filmy nie przeczytawszy wcześniej kilku recenzji, nie gram w gry, które nie są wystarczająco dobre, by spożytkować z nimi swój czas (wyjątkiem są polskie gry, które chcę wspierać zamawiając przed wydaniem, acz nie wszystkie). Reklama jest dla mnie odstraszająca, trailery mają za zadanie pokazać to co dobre, a często poza scenami z trailera nie ma nic wartego uwagi, więc nie stanowią jakiegoś szczególnego odniesienia. Z grami jest o tyle lepiej, że youtube szybko po wydaniu pokaże prawdziwy gameplay, a fora zapełnią się opiniami zadowolonych lub zniechęconych graczy. No i całe szczęście, że jest Valhalla, która prezentuje podejście gracza niesponsorowanego przez wydawców.

  2. Gdzieś, już nie pamiętam gdzie przeczytałem, że oto właśnie wyrasta na naszych oczach nowy gatunek – Generic Shooters.

  3. Czyli bez niespodzianek :)Mala literoweczka „Może jest nawet gorze?”. . J zapewne mialo byc. Ja mam ochote na DOBREGO RPG’a z perspektywa z pierwszej osoby. Zastanawiam sie nad New Vegas (z braku laku bo nic innego chyba po prostu nie ma). Warto? A moze cos innego sie pojawilo (nie musi byc super nowosc)?A co do wszedobylskiego deja vu w nowych grach to od razu przypomina mi sie Castelvania. Ostatnio dorwalem God of War collection i „zaliczylem” czesc pierwsza w ramach uzupelnienia trylogii. Nastepnego dnia odpalilem Castelvanie i. . . odlozylem na polke, musi poczekac kilka tygodni az odpoczne od tego typu gier. W Castelvanie sie gra jak w nastepna czesc God of War! Paranoja.

  4. Fajne i jednocześnie dobre porównanie:). Sam należę do tych „starych” graczy, dla których liczy się przede wszystkim single player. Już nie pamiętam ile razy przeklinałem tych wszystkich „młodych”, którzy po prostu niszczą moją pasję. Przykro mi, ale nie potrafię zrozumieć osób, które potrafią całymi dniami biegać po kilku mapach i strzelać do siebie, jakby ich mózg już nie potrafił wymyślić nic bardziej kreatywnego. Tu możecie mnie zmieszać z błotem, ale to właśnie w dużej mierze młode pokolenie głosując swoimi portfelami (lub rodziców), powoduje iż cała ideologia związana z projektowaniem gry zaczyna przypominać tworzenie właśnie takiego Call of Duty. Kiedyś świetna gra była dla mnie ucieczką w dobrą przygodę i ciekawy, a zarazem inny świat- tak, są ludzie którzy uwielbiają, a wręcz czują potrzebę odnajdywania się w nieznanych miejscach i niecodziennych sytuacjach, a moim zdaniem ciekawy tytuł może w jakimś stopniu tą potrzebę zaspokoić. Dziś, może rzeczywiście już jestem „stary”, ale zagłębianie się w pakiet typu 4-godzinna kampania plus odmóżdżający multi (tylko 200zł), to dla mnie jakiś koszmar.

  5. dlatego w FPSy juz dawno przestalem grac, spedzilem miesiace kataujac stare AvP, Q3, CSa czy AA i przejadlo sie bo kazda nasetpna gra byla taka sama dla mnie, roznica polegala w ladniejszej grafice czy innych celach do ktorych strzelalismy . . . reszta w 90% identycznai o ile pewnie za to posypia sie na mnie gromy, takie odczucie doszlo do mnie juz kilka lat temuwidac nie jestem jedyny

  6. Zgadzam się z treścią felietonu w całej rozciągłości. Zapewne podobnie jak 95% (statystyki z sufitu FTW 😉 ) czytelników Valhalli. Nurtuje mnie w związku z tym jedno pytanie. Zastanawiam się jak je sformułować, bo nie chcę być źle zrozumiany. . . Może spróbujemy najbardziej zwyczajnie. Skoro wszyscy mamy serdecznie dość nudnych odgrzewanych kotletów, prequeli sequeli i designu, który odpada w przedbiegach gdy go zestawić z grami z lat 90-tych, to dlaczego poświęcamy im tyle uwagi?Valhalla nie jest serwisem „mainstreamowym”. Czy powinna nim być to chyba kwestia na odrębną dyskusję, ale skoro i tak nie jest, to IMHO fajnie byłoby poświęcić więcej uwagi bardziej nietypowym grom spod znaku „indie”. Takie gry jak LOVE Eskila Steenberga, Minecraft czy ostatnio wspominany przez Jola w jednym z komentarzy Dwarf Fortress są na Valhalli praktycznie nieobecne. A szkoda, bo to tytuły bardzo ciekawe. Bardzo oddalone od „głównego nurtu”, często eksperymentalne (szczególnie LOVE) i dlatego, mam nadzieję, interesujące dla ludzi rzeczywiście kochających gry i tęskniących za bardziej nietypową, wymagającą czy „staroszkolną” rozgrywką. I nie musicie się ze mną zgadzać, ale moim zdaniem jeśli gdziekolwiek w polskim Internecie może znaleźć się miejsce na teksty poświęcone tego typu produkcjom, to jest to właśnie Valhalla. To nie znaczy, że marzy mi się V poświęcająca się wyłącznie niezależnym (i często niezrozumianym lub też wręcz niezrozumiałym) produkcjom. Nie popadajmy w przesadę. Uważam natomiast, że jeśli rzeczywiście mamy dość tego beznadziejnego, ogłupiającego. . . rzekłbym hollywoodzkiego („cinematic game” anyone? brrr. . . . ) kierunku, w którym podąża dzisiejszy przemysł gier, to fajnie byłoby częściej spoglądać na tą jego stronę, która jest mniej skupiona na działach marketingu i rachunkowości, a bardziej w piwnicy designu. Oczywiście pozostaje kwestia mocy przerobowych — wyżej dupy się nie podskoczy, i ja to doskonale rozumiem. Dlatego ten post nie jest wyrazem pretensji, tylko skromną sugestią — promujmy, poświęcając im odrobinę miejsca, bardziej niezależne produkcje wśród ludzi, którzy mogą być nimi zainteresowani (czyt. wikingów), zamiast ograniczać się do narzekania, że większość graczy to owce napędzane zwiastunami i żywiące się „rozwałką po sieci”. Tak, dokładnie tak jest, i właśnie dlatego powinniśmy wspierać bardziej kreatywnych developerów, pisząc o ich grach, oraz siebie nawzajem, informując się o nich. Wiem, że Valhalla to nie serwis misyjny, ale chodzi tu raczej o pisanie o rzeczach, które mogłyby nas zainteresować bardziej niż nowa strzelanka od EA czy Activision pod której recenzją (poza pochwałami tekstu) pojawią się głownie wyrazy rozczarowania grą (którą, nota bene, większość z nas i tak kupi, co już uważam za kompletną paranoję. . . ).

  7. Kiedys nie uzywalem w grach trybu MP w ogole, ale ostatnimi czasy, zawsze jak ma pojawic sie jakis ciekawy dla mnie tytul, to pierwsze co robie, to sprawdzam jaki gra bedzie oferowala tryb sieciowy. Nie dlatego, ze moje preferencje z grania w kampanie zmienily sie na granie rozgrywki sieciowe, ale wlasnie dlatego, ze SP przestaje cokolwiek graczowi oferowac. A ze jestem bardzo wybredny, to gram tylko w to co jest naparwde dobre, a tego z kolei jest bardzo malo. Najnowsze MoH czy tam CoD:BO nic nowego do tematu MP, a tym bardziej SP, nie wnosi, i sa to tylko marne popluczyny po sukcesie MW2, ktore samo w sobie jest kocim wymiotem. Jedyne dla mnie dwa tytuly, ktore cokolwiek dobrego soba reprezentuja, to MW1 i BF:BC2, ktore IMO przez jeszcze wiele lat beda niedoscignionymi wzorcami dla producentow gier, a reszta to tylko efekt wzwodu wydawcow na te tytuly. Sadze, ze nawet BC3, czy MW3 czy inne wynalazki typu BF:P4F, nie beda w stanie zagrozic obecnie triumfujacemu BC2, tym bardziej, ze niedlugo premiera Vietnam’u, a ponadto DICE szykuje dla nas Vip Map Pack 7, w ktorym dostaniemy jeszcze 4 mapy do obecnego BC2. To faktycznie przykre co sie dzieje z dzisiejszymi grami, ale bardziej przykre jest to, a musze to napisac, ze „dzisiejsi” gracze to po prostu idioci. Czasami tylko zastanawiam sie czy dlatego, ze lubia placic po 200zl za gry, ktore przechodzi sie w 3h z czego polowa to przerywniki filmowe, czy bardziej dlatego, ze daja sie wkrecac w ten reklamowy wir pt. „obiecanki cacanki”.

  8. Do autora przeszedł grę przeszło w trzy godziny !? przepraszam ale same przerywniki trwają przeszło 30 minut . . . proszę bez sciemy nie wiem na jakim poziomie trudności zapierd. . . do przodu i nic więcej . Zaczyna się lanie wody przez znawców .

  9. Black Opsa można przejść w 4, a nawet 3 godziny z kawałkiem bez najmniejszego bólu. Gra sama pcha cię do przodu. Masz do mnie pretensję że tyle mi to zajęło czy co? Na pociechę mojemu kumplowi zajęła gra w singlu jakieś 4,5 h drugi grał jak sam powiedział, a nie mam powodów żeby mu nie wierzyć ponad 6 godzin. Można spokojnie powiedzieć, że Black Ops jest grą na mniej więcej od 4 do 7 godzin. Choć pewnie znajdzie się ktoś kto zaraz osobie która grała te 7 godzin wyskoczy że „lamuch bo tak długo grał”. . .

  10. Moje przemyślenia. Zerwałem się o 6:00 do roboty. Na miejscu byłem przed 7 dzięki temu mogłem wybiec z pracy po 12. Nie wiem chyba góra 40 minut zajął mi lot koszący do sklepu. Bałem się, że nie będzie COdzika, ale był! Wziąłem zapłaciłem ruszyłem do domu z piskiem opon. Było po 13 jak dotarłem zziajany. Żona w szoku bo obiadu nie ma jeszcze, pies skacze radośnie naiwnie sądząc, że go wyprowadzę. Niestety musiałem. Po powrocie zamknąłem się w pokoju odpaliłem telewizor która była? Dalibóg żeby nie skłamać gdzieś okolice 14. Właśnie skończyłem singla, a herosem FPSów nie jestem i nigdy nie byłem. Skończyłem grać tuż przed Wydarzeniami Polsatu. W międzyczasie kilka razy przerywałem grę na dobre kilka minut żeby coś zjeść i wiadomo coTo sobie policzmy ile godzin grałem. :/ Nie może lepiej nie liczyć bo od razu człowiek to przelicza na wydaną gotówkę. Tylko, czy żałuję? Nie. Bawiłem się świetnie, a w tekście nigdzie nei zauważyłem aby autor Jarosław (fuuu z Kaczyńskim się kojarzy:D) negatywnie o grze mówił. To, że jest krótka to fakt. Tylko to bolączka każdej dzisiejszej gry FPS od wymienionego Moha po ekstremum w postaci Vanquisha grę którą można rozwalić z palcem w nosie w 2 i pół godziny. Teraz czas na multiego. Zobaczymy jak się spodoba to będę git. Jak nie to Allegro.

  11. Miałem kupić ale w Tesco kłamią!!!!! Miało być po 99 złotych. W ogóle nie było dziś na premierę. Usłyszałem, że może jutro parę sztuk będą mieć

    • Miałem kupić ale w Tesco kłamią!!!!! Miało być po 99 złotych. W ogóle nie było dziś na premierę. Usłyszałem, że może jutro parę sztuk będą mieć

      W Mediamarkt powinna byc. Moj kumpel kupil. Ale nie ma sie na co napalac.

  12. Taaaa glorian kupuj dalej w Tesco to zimą będziesz w sandałach chodzić. Są problemy z CODem w sklepach. Najpewniej kupować w MM jak mówi boro666 i w Empikach. Oczywiście w Emp. drożej niż gdzie indziej. Ja nie wiem czy kupię pewnie tak jak Medal o Honor jak stanieje to wezmę

  13. Apropo tego co mówi coppertop – niedługo polska premiera Amnsesia, czekam na recenzję, sam zastanawiam się nad kupnem ; )W temacie zaś. Tak jak też ktoś tam wyżej powiedział. Powstaje nam nowy gatunek FPSów. Hmm to właśnie takie intensywne interaktywne filmy akcji. Ja prawdę mówiąc nie miałem okazji ich jeszcze posmakować (prócz dema MW2, które było nawet po prostu fajne, końcówka jak z Bonda jakiegoś), ale przez to że mnie raczej nie ciągnie i szkoda mi kasy, a w multi nie gram. . .

  14. Nie. Bawiłem się świetnie, a w tekście nigdzie nei zauważyłem aby autor Jarosław (fuuu z Kaczyńskim się kojarzy:D) negatywnie o grze mówił.

    Bo NIE mówił. Black Ops jest git. Oczko wyżej niż MoH pod wieloma względami. Pod innymi nie. . . To że jest niezły nie znaczy, że mam przymknąć oko na to co mi się nie podobaGeneralnie nie podoba mi się polityka wydawców której konsekwencją są takie gry jak MoH, dwa ostatnie CoDy itd.

  15. Uuuuuuuuuuu jest jednak ktoś kto nie zwariował jak 99% neta i nie leży plackiem przed WH (Wielkim Hiciorem). Super się czytało. Na recenzję czekam:)Dodam też, że Black Opsa kupię, ale na Mikołajki 😛 bardziej z ciekawości niż z rozsądku.

  16. Zgadzam się z autorem w ogóle ostatnio to boję się otworzyć lodówkę żeby BlackOps nie wyskoczył. Nie kupiłem i na razie nie kupię. Poza tym, że żona zabroni 😉 to mam już po dziurki w nosie jak to nazywacie Military shooters? Po Medal of Honor trzeba odpocząć. Ileż można?

  17. Większość ludzi, szczególnie jeżeli chodzi o gry, filmy czy książki idzie po najmniejszej linii oporu i bierze to co jest najbardziej rozreklamowane i nagłośnione. Ich lenistwo napędza sprzedaż, a ludzie z działów marketingu mogą spokojnie obmyślać kolejne kampanie reklamowe. Wszystko to było wcześniej, obiecywano nam złote góry a dostawaliśmy badziewie. Lata 90-te minęły, rynek powoli pęczniał i mamy teraz sytuację którą opisuje kot. Najważniejsze to znaleźć rozsądek w tym całym zgiełku, który tworzy środowisko graczy w sieci. Wielu daje się wodzić za nos producentom i jeszcze ich bronią. Są na szczęście jeszcze rozsądni ludzie którzy czują pismo nosem. Wybierać sobie tytuły znane i takie, które zrobione zostały przez grupkę zapaleńców. Robię tak od wielu lat, i wydaje się to być rozwiązanie optymalne ;).

  18. Sprawdźcie to, bo warto, tylko dla prawdziwych facetów;) Jeśli chcecie wziąć udział w konkursie, w którym można wygrać zestaw narzędzi o równowartości 8000 złotych, oraz raz w tygodniu tor wyścigowy za 600 złotych wystarczy, że zalogujecie się na stronie:^%$&&$&$

ZOSTAW ODPOWIEDŹ