Motorstorm powoli się rozkręca. Chociaż nie wygląda jeszcze tak kapitalnie, jak nam obiecywano rok temu, fani taplania się w błotku amerykańskich bezdroży, poczują się w naszej galerii jak w domu.

Po ukończeniu zabawy z recenzowaną produkcją mogę śmiało powiedzieć, że z zapowiadanej ewolucji tytułu nie zrobiono nawet tyciej rewolucji. Wszelkie przedstawiane zmiany, a przede wszystkim zróżnicowanie bohaterów, zostało wykonane na pół gwizdka, co paradoksalnie, nie należy odczytywać za wadę. LEGO Harry Potter trzyma poziom całej serii, co już samo w sobie jest sukcesem.

Lata 1-4

Podtytuł gry wyraźnie wskazuje z jakimi częściami całego siedmioksięgu będziemy mieli do czynienia. Warto jednak wspomnieć, że twórcy ograniczyli się tylko do filmowej adaptacji, dlatego też sporo książkowych wątków zostało pominiętych. Podzielenie całego filmu na sześć grywalnych epizodów wymagało także poszatkowania narracji. Jest to jednak zabieg znany, bo stosowany we wszystkich częściach z serii LEGO, począwszy od Star Wars, a na Indiana Jones kończąc. Niestety wadą tego rozwiązania jest konieczność obejrzenia wcześniej filmów lub przeczytania książek. Bez tego historia na ekranie monitora będzie chaotyczna i niespójna, a doszukiwanie się w niej sensu będzie niczym więcej jak syzyfową pracą.

Pierwszym epizodem jest „Kamień Filozoficzny”, który należy traktować jako typowe wprowadzenie zarówno do gry, jak i przygód Pottera. Pomiędzy nauką czarów, a poszukiwaniem tytułowego kamienia, poznamy również najgorszego z najgorszych, Tego-Którego-Imienia-Nie-Można-Wymawiać, czyli Lorda Voldemorta w prawie własnej osobie. Drugi rok przedstawiony w „Komnacie Tajemnic” to przede wszystkim rozwiązywanie tajemnicy ataków na uczniów z rodzin niemagicznych (lub mugolskich jak kto woli), a także poszukiwanie dziedzica Salazara Slytherina, jednego z założycieli Hogwartu.

Wredne schody

Trzecią częścią jest „Więzień Azkabanu”, w którym po raz pierwszy staniemy oko w oko z Dementorami, a także przyjdzie nam bliżej poznać tytułowego aresztanta. Istotnym wątkiem, choć drugoplanowym, jest powrót Voldemorta. Ten temat będzie rozwinięty w czwartym epizodzie – „Czara Ognia”. Poza turniejem trójmagicznym, takimi swoistymi mistrzostwami dla młodych czarodziejów, będziemy także świadkami odrodzenia się złego lorda i pierwszej potyczki z Harrym.

Kotu na problemy z żołądkiem zalecono węgiel

Każdy rok będziemy musieli przejść przynajmniej dwukrotnie, a zdarza się, że nawet trzy lub cztery razy. Za pierwszym razem wymaga tego fabuła, a drugi i każdy kolejny (w trybie swobodnej rozgrywki), by odnaleźć wszystkie poukrywane bonusy. Na szczęście nie jesteśmy już wtedy ograniczeni do dwóch/trzech wybranych przez nas postaci. Po dobraniu głównego bohatera komputer sam skompletuje nam resztę ekipy, która będzie miała odpowiednie umiejętności, byśmy mogli ukończyć etap w 100% – no chyba, że nie mamy przynajmniej jednego przedstawiciela danej profesji.

Dwie bazy

W grach z serii LEGO zawsze istnieje główna lokacja, takie swoiste centrum dowodzenia, z którego rozpoczynamy każdą fabularną czy dodatkową misję. Poza tym możemy szukać różnego rodzaju „znajdziek” czy kupować bonusy (np. opcje ułatwiające rozgrywkę), a także nowe postacie. Nie inaczej jest w LEGO Harry Potter, lecz tym razem zamiast jednego HUB-a dostajemy dwa.

Pierwszy z nich to ulica Pokątna oraz znajdujące się na niej sklepy. To właśnie tutaj kupimy wszelkiej maści dodatki, takie jak nowe czary, złote klocki czy dodatkowe postacie. Znalazło się tu także miejsce na edytor plansz, dodatkowe mapy (obie opcje w Banku Gringotta), a dzięki wiszącej w Dziurawym Kotle tablicy możemy ponownie rozegrać wszystkie etapy fabularne.

Drugą bazą jest oczywiście zamek Hogwart, skrywający wiele ukrytych komnat. Nasza aktywność na tej planszy ogranicza się „tylko” do eksploracji pomieszczeń w celu odnalezienia dodatków. Dlaczego zatem napisałem tylko w cudzysłowu? Z bardzo prostego powodu – szkoła magii jest największą i najrozleglejszą mapą, jaką dotąd było mi dane widzieć w serii LEGO. Poza salami, w których poznajemy nowe czary oraz ogólnie dostępnymi pomieszczeniami, jest tu także mnóstwo zamkniętych dla niewtajemniczonych pokoi, które cierpliwie czekają aż wykupimy postacie z odpowiednimi umiejętnościami. O jej wielkości niech także świadczy, że po raz pierwszy w serii programiści z Traveller’s Tales zdecydowali się na wprowadzenie pomocnika (w tej roli Prawie Bezgłowy Nick), który prowadzi nas do następnej fabularnej misji.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

1 KOMENTARZ

  1. Nigdy nie interesowałem się Lego-Grami dopóki grałem tylko na PC – to faktycznie nie ma sensu dla przeciętnego hardcore’owego gracza 🙂 Lego-Gry dostarczają całego wora zabawy dopiero grane przed telewizorem – koniecznie na dwa pady (w moim przypadku ten drugi dzierżony jest przez żonę) – czyli, mówiąc wprost – na konsoli. . . Lego-Gry – koniecznie wyposażone w komplet aczików/trofeów do zdobycia są prawdziwym rajem dla graczy-zbieraczy. . . No chyba, że trafi się trofeum zabugowane, które nie wpada mimo, że powinno. . .

ZOSTAW ODPOWIEDŹ