Nie mogę rozgryźć Elektroników, naprawdę... Firma ta potrafi wydawać znakomite produkcje, do jakich jestem skłonny wracać przez długie, długie lata. Jednak w jej studiach powstają też tytuły cięższe, mniej pomysłowe lub zwyczajnie słabe, niedopracowane. Dobitnie pokazuje to seria Battlefield, której najnowszą odsłonę przyszło mi dziś recenzować.

Fabuła? Z przyjemnością przedstawię: 20 czerwca 2096 roku, kolonia na Ganimedesie została zaatakowana przez armię obcych. Tyle.

W trakcie rozgrywki prowadzimy trzy różne postacie: żołnierza marine, dziwnego typka o przezwisku „napalm” oraz sexowną (przynajmniej w założeniach) „snajperzycę”.

Spis treści

Gorące lufy

Walcz albo zjedzą Cię kosmici

Jakiekolwiek nie stałoby przed nami zadanie wynikające z fabuły, celem i tak jest przejście z punktu A do B w jednym kawałku. Tylko kilka razy znajdziemy się w pomieszczeniu, gdzie trzeba przetrwać atak obcych. Jest to wciągnięcie trybu „przetrwanie” do kampanii, ale trzeba zaznaczyć, że momenty te należą do zdecydowanie zbyt prostych, by wzbudzać większe emocje. Fale obcych nie są duże i rozwalamy stworki bez najmniejszego problemu.

Shadowgrounds Survivor w ogóle, nie należy do produkcji zbyt wymagających. Kolejne etapy przechodzi się z palcem w nosie, a na średnim poziomie trudności zginąłem ledwie dwa razy (i to przez własną nieuwagę). Marine i Napalm dysponują dużą siłą ognia dzięki karabinowi pulsacyjnemu i miotaczowi ognia (Marine ma jeszcze wyrzutnię rakiet, a druga postać shotguna i miniguna). Najtrudniej gra się Isabel – jej snajperka nie sprawdza się przy większej ilości wrogów, a dopiero pod koniec dostajemy lepszy karabin. Do tego jednak problemem jest amunicja, więc prowadząc tę postać palec z nosa trzeba wyjąć i pomęczyć się nieco bardziej.

W trakcie rozgrywki oprócz apteczek i amunicji zbieramy, zielone „coś” pozwalające na modernizację broni. Każda giwera to trzy i więcej ulepszeń. Dzięki nim, standardowy pistolet z nieskończoną amunicją, staje się w rękach Isabel bronią o całkiem przyzwoitej sile ognia. W pozostałych wypadkach jest to często zwiększenie pojemności magazynka, obrażeń czy alternatywny strzał (np. przyczepiany do wrogów granat). Efekt modernizacji jest odczuwalny, szkoda tylko, że ich jest tak mało. Oprócz ulepszeń broni, po awansie na wyższy poziom możemy też wybrać modyfikacje postaci zwiększające szansę na trafienie krytyczne, dające więcej punktów życia czy automatyczne używanie apteczki, kiedy jesteśmy ranni.

Hej hej, mars napada

Ilość obcych nie poraża i mam tu na myśli zarówno ich zróżnicowanie (zaledwie 3-4 rodzaje, każdy w dwóch wersjach) jak i fakt że na ekranie nie pojawia się ich więcej niż kilka na raz. Atakowani jesteśmy przez niewielkie grupki, które nie stanowią większego wyzwania.

Rozczarowanie byłoby pewnie mniejsze, gdyby na drodze co jakiś czas stanął boss. Niestety, emocjonujących walk z tego typu przeciwnikami nie uświadczymy. Raz udało mi się znaleźć przerośniętego robala, ale padł szybko i był bardziej przerażony niż ja bo niespecjalnie atakował.

Parcie przed siebie i strzelanie do wszystkiego co się rusza nie zdąży nam się znudzić, bo kiedy już mamy ziewać, gra się kończy. Nie oczekiwałem kilkudziesięciu godzin zabawy, ale całość ukończyłem w jakieś pięć godzin, więc Shadowgrounds to zabawa raptem na dwa wieczory spokojnego grania.

Ładnie umrzeć

Graficznie Shadowgrounds Survivor wygląda więcej niż przyzwoicie. Wnętrza baz, kanały, beczki, roślinność na zewnątrz – te elementy prezentują się ładnie. Jeszcze lepiej wyglądają efekty świetlne podczas wybuchów czy strzelania z broni energetycznej. Zakrzywienie obrazu, fala uderzeniowa, a szczególnie gra cieni robią wrażenie, bo jest to przecież produkcja, której autorzy dysponowali skromnym budżetem. Jedynie skały będące naturalnymi granicami na otwartej przestrzeni rażą kantami, ale to już czepialstwo z mojej strony, bo zapewne nikt nie zwróci na nie uwagi.

”Ostatnie (zdecydowanie za łatwe!) etapy sprawiają wrażenie, jakby ekipie już nie chciało się pracować nad tytułem”

Od tego poziomu, odstaje nieco oprawa dźwiękowa. Muzyka jest może i klimatyczna, ale też drażniąca ucho. Po kilkudziesięciu minutach nie wytrzymałem i zastąpiłem ją własnym soundtrackiem. Odgłosy wydawane przez broń nie porażają, ale już dźwięk spadających na ziemię gorących łusek należy do przyjemnych. Zaskoczeniem były przetłumaczone kwestie mówione. Są one jednak bardzo nierówne i o ile w przerywnikach lektorzy spisują się nieźle, to już w trakcie misji, kiedy jesteśmy świadkami przerwy wynikającej z prowadzenia akcji, głosy brzmią fatalnie. Marine gada niczym osobnik upośledzony (z całym szcunkiem dla nich), zaś poszczególne zdania brzmią jak wyrwane z kontekstu.

To już koniec

Efekty oświetleniowe budują klimat

Jak na produkcję względem której oczekiwania nie są duże Shadowgrounds Survivor i tak wypada średnio. Ładna grafika nie jest aż tak istotna, a poza nią nie otrzymujemy niczego wychodzącego ponad niższe stany średnie. Małe zróżnicowanie wrogów, brak walk z bossami no i długość rozgrywki to główne wady. Na koniec zostawiłem sobie też ostatnią uwagę. Bardzo rozczarowujące jest zakończenie gry. Ostatnie (zdecydowanie za łatwe!) etapy sprawiają wrażenie, jakby ekipie już nie chciało się pracować nad tytułem, co niestety da się odczuć. Filmik i końcowa batalia są nijakie i mało satysfakcjonujące, co tylko potęguje rozczarowanie.

Grę ratuje przystępna cena oraz fakt, że na dobrą sprawę aktualnie nie ma konkurencji. Jest tu kilka fajnych pomysłów (rozwój broni/postaci), ale ich realizacja wyszła średnio.

Oprócz kampanii głównej jest jeszcze tryb przetrwania i multiplayer, ale musicie wybaczyć, że więcej o nich nie napisałem. Zwyczajnie nie ma sensu. W tym pierwszym zostajemy zrzuceni do pomieszczenia wypełnionego amunicją i musimy przetrwać jak najdłużej, zaś do multi… nie udało mi się nikogo namówić, czemu wcale się nie dziwię. Wątpię by ktokolwiek miał ochotę przejść Survivora drugi raz lub bawić się w przetrwanie.

Nie ma się co rozpisywać i silić na oryginalność. Oprócz gier od których wymagamy fabuły, efektów i niezapomnianej dawki emocji, są takie, mające zapewnić jedynie niezbyt wyszukaną rozrywkę. Tzw. odstresowywacze nie mają się ostatnio zbyt dobrze, więc zupełnie niespodziewanie Shadowgrounds Survivor, musi zaspokoić spore nadzieje.

Plusy

Minusy

[Głosów:0    Średnia:0/5]

6 KOMENTARZE

  1. Wersja podstawowa była dużo lepsza od Survivora. Wszystkiego 2x więcej. A gra była względnie dłuższa. W survivorze poprawili kamerę, choć brak mi możliwości jej obracania z klawiatury (wcześniej sie dało). Jednak za tą cenę nie można narzekać. W następnym dodatku podobno będzie multiplayer po sieci !

  2. powiem tylko tyle, że gra dla dwóch osób w ogóle nie dopracowana. Drugi gracz może przechodzić przez te bariery co to niby mają nas zatrzymać i w ostatniej misji podąża za robotem którym steruje gracz pierwszy jakieś takie bugi (N!E)drobne

  3. tower assault to absolutne mistrzostwo swiata 😉 a ja wlasnie zaczalem grac w shadowgrounds i. . . nie ma sie co klamac, do alien breedow mu daleko, ale zagrac mozna 😉

Pozostaw odpowiedź Piotr Czyszczoń Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here