NPD Group ogłosiło, że w czerwcowe wyniki sprzedaży gier wideo prawdopodobnie będą niższe, niż w roku ubiegłym. Baaardzo niedobrze.

Mówienie o sposobie postrzegania w Polsce erotyki przypomina trochę tłumaczenie idei lotów kosmicznych jaskiniowcom. Oczywiście nie może być inaczej, jeżeli nie wyszliśmy jeszcze poglądowo z etapu „bij pedała” i założenia, że edukacji seksualnej powinno nie być, bo seks sam w sobie jest zły. Mimo wszystko jednak, czy tego chcemy, czy też nie, seks stanowi jeden z najbardziej integralnych elementów naszego bytowania, choćby nie wiem ile osób twierdziło, że jest inaczej. Nie dziwota więc, że mniej lub bardziej oczywisty negliż pojawia się w grach.

Istnieje popularny pogląd, że powszechność pornografii to efekt rewolucji internetowej. Niby anonimowość sieci i łatwość wyszukiwania powodują, że każdy może spełniać swoje najbardziej wyuzdane zachcianki i oglądać kopulację faceta z melonem. Oczywiście to bzdura, bo pornografia i erotyka stanowią integralny element kultur od tysięcy lat.

Można sobie mówić do woli, że pierwsze świadome produkty artystyczne kultur plemiennych sprowadzały się do podkreślania cech fizycznych kobiet, vide licząca sobie 27640 lat figurka bogini, odnaleziona w 1986 na Morawach. Do znudzenia opisywać można bardzo graficzne przypadki przedstawiania seksu homoseksualnego na malowidłach ze starożytnych Aten, czy XII-wiecznych Indii. Bez wiary w zmianę punktu widzenia rozmówcy wskazywać na to, że jedną z najistotniejszych pozostałości po rzymskich Pompejach jest malowidło kopulującej pary, i że podobnych dzieł w Imperium, które położyło podwaliny pod kulturę europejską, było znacznie więcej. Można ględzić o japońskim shungua, malarzach ruchu realistów, zalewie zdjęć pornograficznych w połowie XIX wieku, zaraz po wynalezieniu aparatów fotograficznych, Leni Riefenstahl, i tak dalej. Konsensus jest jednak taki, że oto zbaczamy wszyscy z moralnej drogi, której trzymaliśmy się przez tysiące lat, a pornografia w Internecie jest tego dowodem.

Tym bardziej interesujący jest szok wielu osób przy konfrontacji z erotyką, czy wręcz pornografią w grach komputerowych. Dziwom w mediach nie było końca przy okazji premiery Tomb Raider`a i sukcesu piersiastej Lary Croft, i to pomimo faktu, że jako żywo twórcy gry inspirowali się rozpowszechnionymi w życiu codziennym ideałami seksualnymi a`la Pamela Anderson. Być może z racji na fakt, że gry od początku kojarzone były jako rozrywka dla młodzieży, założono a priori, że seksu w grach być nie powinno. Larry Leffer i jego przygody postrzegano więc na równi z zabawkowym wozem strażackim, w którym na tylnim fotelu między zabawkowymi strażakami siedzi goła baba. Co najmniej nie na miejscu. Umyka też gdzieś fakt, że gry erotyczne pojawiały się od samego początku. Radosne tytuły z początku lat 80-ych nie pozostawiają wątpliwości – Custer's Revenge, Beat `Em and eat `Em, Gigolo na ATARI 2600, czy Buble Bath Babes, Hot Slots i Peakaboo Poker na NES.

Tymczasem kasowe tytuły od wiodących wydawców zręcznie problematykę omijają. Jeżeli już ktoś się za ten temat bierze, to efekt końcowy przypomina raczej bajkową wizję miłości z bajki Disney`a, gdzie romantyczny pocałunek i szkliste oczy symbolizują frywolną noc wygibasów łóżkowych. Sceny miłości a'la Hollywoodzkie kino lat 70-ych pojawiały się sporadycznie – ja szczególnie pamiętam tą ze Strike Commandera.

Szok medialnym zamanifestował się ostatnio przy okazji zapowiedzi premier kilku gier MMO, nastawionych głównie na uprawianie tzw. cyber seksu, choć można się zastanowić, ile w tym seksu, a ile starego, dobrego manus stuprare. Popyt czyni podaż, nie dziwota więc, że jeżeli do wirtualnej miłości desperaci używają Everquesta i World of Warcraft, pojawi się ktoś, kto zaproponuje bardziej wyspecjalizowany produkt. Gry takie, jak Naughty America (http://www.naughtyamericathegame.com/) , reklamowanej hasłem „Sex in an online game? It's about time!”, czy Red Light Center (http://www.redlightcenter.com/), z hasłem “Create a new You!”, wypełniają tą niszę doskonale.

Nie da się tez ukryć, że tą specyficzną naiwność graczy stara się wykorzystać w dość zaskakujące sposoby. Nagły influks klanów dziewczyn, rzekomo grających zawodowo w gry komputerowe, zdawał się być odpowiedzią na głosy, iż w gry gra za mało kobiet. Tymczasem okazało się, że wspomniane klany są niczym innym, niźli chytrym sposobem sprzedawania miękkiej pornografii, opakowanej w tematykę gier komputerowych.

Wnioski? Niestety, oczywiste. Erotyka i pornografia były i będą. Oburzenie i pozorna kultura normalności, promujące święty ascetyzm, prowadzić mogą co najwyżej do opóźnienia i tak nieuniknionych procesów, z tą drobną różnicą, że kilka osób może faktycznie zostać wdrożona w tematykę ludzkiej seksualności w sposób nieodpowiedni i szkodliwy.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

6 KOMENTARZE

  1. O, trafne, i w sumie dziwne , ze gry zazwyczaj nie maja zadnych watkow milosnych dot. glownego bohatera, ba nawet temat niezobowiazujacej zabawy jest jakos pomijany. . . Chodzi mi o zachod, bo Japonce maja zupelnie inne podejscie. . . A jak w Dune porywaja Chani to chyba w kazdym budzi sie zlosc, i leci na ratunek 😛 Tak samo przygodowki typu Spellcasting czy inne takie kiedys byly i bylo tego troche , i w sumie nie byly zleI nie chodzi mi o pokazywanie golizny dla samej golizny. . To jak to pokazano w Dune tez bylo ok. . . No az zaczelem myslec gdzie jakiekolwiek watki zwiazane z tymi sprawami widzialem w zachodnich grach i. . . Fallout 2 (m. in. dowiedzialem sie kto to fluffer:P) , Dune. . . Dark Earth (na sile dopasowuje:>), no i kurde gdzie ? Nie licze gier w ktorych kobiety pelnia role podobna do tej z teledyskow hiphopowych, czyli np. Vice City. . . Dziwne, tym bardziej ze w polowe filmow ładuje się watek milosny. . . Producenci traktuja nas tylko jak chlopcow chcacych pobawic sie w wojne. . .

  2. No az zaczelem myslec gdzie jakiekolwiek watki zwiazane z tymi sprawami widzialem w zachodnich grach i. . . Fallout 2 (m. in. dowiedzialem sie kto to fluffer:P) , Dune. . . Dark Earth (na sile dopasowuje:>), no i kurde gdzie ? Nie licze gier w ktorych kobiety pelnia role podobna do tej z teledyskow hiphopowych, czyli np. Vice City. . .

    Fahrenheit – całkiem mocne sceny tam były jak na grę komputerową. O nim mogłeś zapomnieć, ale Larry? Nie uwierzę, że nie grałeś 🙂

  3. W Fahrenheicie byly momenty ? A to nie wiedzialem. . . A Larrego celowo nie wymienilem, bo to gra tylko o tym, a szukalem zwyklych gier z jakimis motywamy damsko-meskimi :)Jeszcze mi sie przypomniala gra w ktorej gral piosenkarz, chyba David Bowie ? Ale nie moge sobie tytulu przypomniec. . . A, juz mam – Omikron: Nomad Soul. . .

  4. Oj byly w Fahrenheicie momenty, byly. I to chyba dwa, czy trzy w glownym watku + jeden filmik jako bonus, z zona Tylera (czy jak tam sie ten pan detektyw nazywal) tanczaca na stole 😛

    A, juz mam – Omikron: Nomad Soul. . .

    To czasem nie jest wlasnie od tworcow Fahrenheita?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here