Japoński serwis poświęcony nowinkom technologicznym wygrzebał spod ziemi intrygujący patent Sony. Rewolucja w graniu może być bliżej niż nam się zdaje.

Nie liczę na to, że recenzowany tytuł uciszy wszystkich malkontentów twierdzących, że EA zabija elektroniczną rozrywkę. Jasne, firma wciąż wydaje n-te części sprawdzonych tytułów, ale liczba ciekawych nowości przygotowanych przez nią na ten rok pozytywnie zaskakuje. Jedną z takich nowości jest właśnie Dead Space. Tytuł to nie byle jaki, znaczy się dobry, ale nie pozbawiony wad. Przyjrzyjmy mu się więc i wypunktujmy jego mocne i słabe strony.

Nie czytaj

Tu się podobno nie pali

Ile to już razy samotny gracz stawał naprzeciw całej armii krwiożerczych bestii? Sto? Dwieście? Wciąż jednak lubimy w pojedynkę ratować świat przed zagładą, czy po prostu walczyć o życie w jakimś bardzo nieprzyjemnym miejscu. W Dead Space mamy do czynienia z tym drugim rozwiązaniem. Gracz wciela się w postać Isaaca Clarka, inżyniera naprawiającego uszkodzone statki kosmiczne. Recenzowana produkcja rozpoczyna się w momencie, gdy dolatujemy do potężnej jednostki USG Ishimura – tak zwanego „planet cracker”. Ten olbrzymi pojazd wyrąbuje gigantyczne kawałki planet, które nie zapewniają ludziom odpowiednich warunków do osiedlania się. Wydobyte porcje skały przerabiane są na materiały potrzebne przy konstruowaniu statków kosmicznych, baz orbitalnych czy monitora, w który właśnie się wpatrujesz. Niestety wszelki kontakt z Ishimurą urwał się, a nasz bohater z czteroosobową ekipą musi zbadać co się stało i prawdopodobnie po prostu naprawić uszkodzone podzespoły statku. Na wstępie dowiadujemy się też, że na „górniczej” jednostce znajdowała się ukochana Isaaca.

Chyba nie zdradzę żadnej tajemnicy jeśli napiszę, że statek opanowały obrzydliwe, krwiożercze bestie. My natomiast jesteśmy na nim uwięzieni. Łatwo można się domyślić co jest naszym celem w trakcie zabawy. Musimy po prostu wydostać się z Ishimury, a przy okazji nie stracić życia. O tym czym albo kim są potwory, kto odpowiada za cały ten bałagan i wielu innych tajemnicach nie napiszę ani słowa. Wszystkiego dowiecie się przechodząc Dead Space. Mogę tylko wspomnieć, że historia opowiedziana w tym tytule, podobnie jak jej zakończenie nie jest specjalnie zaskakująca. Nie sprawi ona, że będziemy chcieli grać „jeszcze pięć minut”, by poznać jej kolejny fragment pomimo wielu ubarwiających ją dokumentów tekstowych i audio, które znajdujemy zwiedzając poszczególne pokłady Ishimury.

Pierwszych liter

Odnoszę wrażenie, że największy wpływ na atrakcyjność fabuły ma nieprzemyślany podział dwóch kluczowych elementów gry – survival i horroru – akcji i filmowości. Niestety (dla mnie, bo na pewno nie dla wszystkich) Dead Space o wiele lepiej sprawdza się jako gra akcji niż jako dreszczowiec.

Nieświeży oddech – cudowna broń

Lubię kiedy potrafią mnie one przestraszyć. Tego właśnie spodziewałem się po recenzowanej pozycji. W otwierającym ją materiale filmowym jedna z osób towarzyszących naszej postaci zauważa, że Ishimura ma wyłączone wszystkie światła, panuje na niej absolutna ciemność (swoją drogą może wy wiecie co stało się z dwoma pilotami, którzy opuszczają nasz statek i nigdy już nie pojawiają się w grze?). Tymczasem wewnątrz „łamacza planet” pali się zadziwiająco dużo wszelkiego rodzaju lamp, żarówek i diod. Bardzo rzadko zdarza się, że otacza nas całkowita ciemność, albo mrok tak gęsty, że możemy się jedynie domyślać czym są otaczające nas kształty. Atmosferę gry mogłyby potęgować egipskie ciemności rozświetlane kosmiczną latarką. Zamiast tego w zasadzie wszystko widać jak na dłoni pomimo możliwości ustawienia ilości „czerni” przed rozpoczęciem zabawy. Nawet wyskakujące na nas potwory straszą swoim wyglądem, a nie tym, że niczym w Obcym domyślamy się, że są wszędzie naokoło nas, ale za cholerę ich nie widzimy, ani nie wiemy kiedy rozpocznie się atak. W Dead Space kiedy ten już się zacznie jedynym na co stać bestie jest szaleńczy bieg w kierunku naszego bohatera. Czasem próbują odskoczyć w bok czy zajść go z boku lub od tyłu. Najczęściej jednak po prostu na nas szarżują. Oczywiście nie każdemu musi to przeszkadzać, ale ja odrobinę zawiodłem się na tym elemencie Dead Space.

Egipskich ciemności w grze nie ma. To już wiemy. Niestety nie znalazłem w niej również drugiego uwielbianego przeze mnie smakołyku, którym jest kapitalne udźwiękowienie. I tu drogi czytelniku nie musisz się ze mną zgadzać, ale nowe dzieło Electronic Arts jest po prostu za głośne, zbyt mocno atakuje ilością dźwięków. W trakcie zabawy słyszymy jakieś złowieszcze szepty, w tle pracuje maszyneria utrzymująca przy życiu Ishimurę, warczą i skrzeczą potwory, co chwila po korytarzach niesie się echo wystrzałów. To wszystko tworzy istną ścianę dźwięku, uderzającą po uszach z siłą odpalanego silnika rakietowego. Nawet nie wiecie jak bardzo żałuję, że twórcy Dead Space nie potrafili dawkować nam tych tworzących nastrój elementów. Czemu, idąc dobrze oświetlonym korytarzem, nigdy nie usłyszymy jak tajemnicze szepty prześlizgują nam się po karku, spływają w dół kręgosłupa, który chwilę potem zamienia się w kawałek lotu kiedy drapiące o stal pazury sygnalizują obecność niewidzialnego jeszcze wroga? Czemu wszystkie „filmowe” sceny, które w najmocniejszych pozycjach sezonu powodują opad szczęki, tutaj jakoś nie potrafiły mnie wzruszyć. No tak, to gra akcji, nie horror, a nad sposobami straszenia Electronic Arts musi jeszcze popracować.

Kolejnych

Nie mogę natomiast powiedzieć złego słowa o survivalu – akcji. Już sam dobór broni pozytywnie zaskakuje. Nie licząc szybkostrzelnego karabinu i miotacza ognia, „pukawki” są oryginalne i używa się ich z przyjemnością choć w sumie jest ich niewiele. Czy sięgniemy po podstawową broń z niby prostacko, ale jednocześnie bardzo oryginalnie rozwiązanym trybem alternatywnego strzelania, czy też piłę tarczową z ostrzem trzymanym na grawitacyjnej uwięzi, ich używanie powinno sprawiać przyjemność. Praktycznie przez całą grę nie mogłem się napatrzeć na to jaką masakrę urządzam przy pomocy wymienionej przed chwilą piły. Jak dla mnie rewelacja. Ten element gry zyskuje kolejnego niewielkiego plusika za możliwość modernizowania broni i pancerza naszego bohatera czy dwóch używanych przez niego mocy. Te ostatnie to zresztą także nic nowego, ale dobrze wkomponowano je w świat gry. Przed przejściem do dalszej części recenzji muszę jeszcze wspomnieć o schematach broni i przedmiotów. Znajdujemy je przemierzając Ishimurę, a po odwiedzeniu sklepu wzbogacają one listę rzeczy, które możemy w nim kupić.

Nie daj się zjeść kosmitom

I właśnie w tym miejscu dochodzę do kolejnego elementu, który ucieszył mnie w trakcie zabawy. Są nim potwory. W sumie samych rodzajów bestii nie jest bardzo dużo, ale większość, jeśli nie wszystkie są kapitalnie zaprojektowane – potrafił mnie odrobinę przestraszyć nawet jeśli widziałem je już dziesięć czy dwadzieścia razy. Brawa należą się twórcom gry za to jak rozwiązali sprawę ich eksterminowania. Znane z gier akcji faszerowanie ciał gorącym ołowiem czy plazmą tu się nie sprawdza. Choć patent na mordowanie bestii jest jeden, to poprzez utrudnienie zabawy sprawia, że staje się ona o wiele bardziej atrakcyjna. Na dodatek Survival powinno się w tej pozycji pisać z dużej litery. Grając na najwyższym z dostępnych na starcie poziomów trudności nie raz musiałem wczytywać zapisany stan gry ponieważ…zabrakło mi amunicji czy apteczek. Osoby, które lubią długo trzymać spust broni będą miały problem z przejściem Dead Space. Tu liczy się celność, oszczędzanie amunicji i unikanie potworów jak ognia. Apteczek również nie znajdujemy tak często jak byśmy chcieli, a pieniądze wydamy w sklepie na ważniejsze rzeczy. O zdrowie trzeba więc dbać. Pomimo tego, że po pewnym czasie zrozumiemy jak „oszukać system”, by amunicja zbyt prędko nam się nie skończyła, to z ręką na sercu muszę przyznać, że w recenzowanym tytule cały czas będziemy ciężko pracowali, by utrzymać Isaaca przy życiu. Super. To mi się bardzo podoba. Zanim przejdę do dalszej części recenzji muszę jeszcze wspomnieć o kapitalnych animacjach towarzyszących śmierci naszego bohatera. Jest ich naprawdę dużo, a to jak bestie potrafią nas rozerwać na kawałki czy zamienić w jedną z nich, to absolutne mistrzostwo świata. Musimy tylko uważać, by nie oglądał ich młodszy brat, siostra czy nasza pociecha. Sceny te nie są odpowiednie dla młodego fana elektronicznej rozrywki.

Rambo by się przestraszył

Elementem, który nie do końca się sprawdził są przerywniki, w których strzelamy z działek pokładowych Ishimury Banalnie proste i króciuteńkie „strzelanki” w drugiej odsłonie gry muszą się doczekać konkretnego faceliftingu albo powinny z niej zostać usunięte. Odrobinę ciekawszym urozmaiceniem zabawy są natomiast momenty kiedy walczymy w próżni albo w warunkach Zero-G. Te części gry nie zrywają czapki z głów, ale są miłą odskocznią od zwykłego chodzenia i mordowania. A skoro mowa o chodzeniu, to musisz wiedzieć, że choć system sterowania naszą postacią jest intuicyjny i wygodny to zakres ruchów jakie możemy wykonać jest dość niewielki. Isaac potrafi biegać, ale kucnąć, położyć się czy skoczyć już nie (choć to ostatnie potrafi robić w pomieszczeniach, w których nie oddziaływuje na niego grawitacja).

Akapitów

Żal można mieć do autorów gry z powodu kiepsko zaprojektowanych misji. Prawie zawsze sprowadzają się do naprawienia statku w punkcie A lub przyniesienia bardzo istotnego przedmiotu B tylko po to, by dowiedzieć się, że trzeba jeszcze naprawić C, a przy okazji przynieść D. Na dodatek takie chodzenie po statku prawie zawsze sprowadza się do przejścia kawałka planszy tylko po to, by wrócić do punktu wyjścia dokładnie tą samą drogą, którą przyszliśmy. Oczywiście w drodze powrotnej atakują nas kolejne potwory. Po pewnym czasie robi się to nudne i strasznie przewidywalne. Niestety i wnętrze statku nie zaskakuje różnorodnością. Niezależnie od tego gdzie się znajdujemy wygląda dość podobnie. Mimo to na grafikę w tej produkcji nie można strasznie narzekać. Warto także zauważyć, że w przeciwieństwie do kilku wydanych ostatnio tytułów Dead Space cały czas wyświetla stałą, wysoką liczbę klatek na sekundę. Kiepsko prezentuje się natomiast mini-mapa. Pomysł na wyświetlanie jej w powietrzu w postaci hologramu (podobnie jak inwentarza, przychodzących połączeń wideo czy dokumentów tekstowych) jest bardzo przyjemny. Niestety często zdarza się, że nie jesteśmy w stanie odpowiednio jej ustawić.

Czarodziejskie sztuczki

„Yyyyy” – mniej więcej taki odgłos wydobędziesz z siebie po obejrzeniu mocno przeciętnego zakończenia gry, poprzedzonego najbardziej oklepaną walką z Wielkim i Groźnym ostatnim bossem. Dla czegoś takiego nie siedzi się tych kilkunastu godzin przed telewizorem. Ano właśnie, gra jest dość krótka, choć wydłużają ją zaskakująco długie „loadingi” po śmierci naszego bohatera (zdaje się, że szybciej wgrywają się nawet nowe plansze). Można ją skończyć w dwa, może trzy wieczory i choć jesteśmy zachęcani do przejścia jej jeszcze raz, to nie wiem ile osób będzie chciało to zrobić szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę w jak gorącym okresie trafił do sklepów recenzowany tytuł.

Jeśli nie chcesz zepsuć sobie zabawy

Jaki jest więc ten debiut Electronic Arts w świecie survival horrorów? Pomimo mojego narzekania (lubię narzekać) jest to przyzwoita pozycja, która powinna nas bawić przez te parę dni. W zasadzie jest to tak samo udany debiut jak Skate. Dead Space to poprawnie zrealizowana produkcja, czerpiąca pomysły całymi garściami ze sprawdzonych gier. Tworzą one jednak tytuł wart polecenia.

Ekstremalnie dobry i rewolucyjny Dead Space niestety nie jest i na pewno nie spodoba się każdemu. Zawieść na nim mogą się osoby czekające na tytuł, który oczaruje je niesamowitym klimatem. Nie brakuje w niej natomiast dużej ilości akcji. W pierwszej kolejności Dead Space powinni się więc zainteresować gracze wypatrujący Resident Evil 5 – wielbiciele survival horrorów. Pozostali powinni uważnie obejrzeć produkcje stojące na sklepowych półkach (chyba, że narzekacie na nadmiar pieniędzy). Gdyby nie to, że recenzowana produkcja trafiła na rynek w okresie, w którym potencjalny hit goni inny potencjalny hit z czystym sumieniem mógłbym ją polecić. W obecnej sytuacji także to zrobię, ale pomimo wysokiej oceny, którą wystawiam Dead Space radzę się zastanowić czy właśnie tym tytułem w tej chwili chcecie uzupełnić swoją kolekcję gier.

PS. Naprawdę nie radzę łączyć ze sobą pierwszych liter kolejnych akapitów recenzji pomimo tego, że odrobinę się napracowałem przy takim układaniu tekstu, by ten zabieg miał jakikolwiek sens. „Niespodzianka” jest bardzo dużym spoilerem, ale nie mogłem go sobie darować. Autorzy Dead Space zrobili dokładnie to samo w swojej produkcji i mnie odrobinę popsuli zabawę. Przechodząc ją można spojrzeć na pierwsze litery nazw poszczególnych etapów. Osoby ciekawskie mogą dzięki nim poznać jedną z tajemnic gry.

Kiedy firma Electronic Arts ogłosiła, że Skate spróbuje odebrać fanów serii Tony Hawk's, graczom z niedowierzania uniosły się brwi. Rynkowy debiut pokona gry mocno zakorzenione w świadomości fanów elektronicznej rozrywki? Przecież to niemożliwe. A jednak. Skate wywrócił świat wirtualnej deskorolki do góry nogami i udowodnił, że Tony Hawk musi przeżyć metamorfozę. Teraz czytasz recenzję kolejnego rynkowego debiutu EA. Tym razem Elektronicy przedstawiają swój pierwszy survival horror. Premierze gry nie towarzyszy niedowierzanie, niepewność. Wszyscy czekają na hit. Niemożliwe? A jednak.

Plusy

Minusy

[Głosów:0    Średnia:0/5]

18 KOMENTARZE

  1. Czemu tak nisko? Trzeba dać powód EA żeby nie robiła kolejnych NFS i NFL, zmieniając i dodając to, czego nie trzeba <joke>. Brawa za pewnego rodzaju innowację i smaczny kąsek na zimne wieczory. Świetna recenzja, oby tak dalej!

  2. Jak zwykle recenzja pierwsza klasa. W tekst wkradło się drobne powtórzenie

    Kiepsko prezentuje się natomiast natomiast mini-mapa

    Co do samej gry, ciągle wypatruję jej w dobrej cenie na ebay’u. Ale miałem przyjemność obejrzeć Dead Space Animated Comic z Xbox Market Place oraz animowany film Dead Space Downfall, obie rzeczy wprowadzają do fabuły całej gry i z obu jasna wynika, że nie będzie to horror w stylu Silent Hill tylko ostra rzeźnia. Co dla mnie nie do końca jest wadą, Silent Hill może być tylko jeden. Co do narzekania na fabułę sam napisałeś, że gramy mechanikiem który ma naprawić statek więc nic dziwnego że biegamy od A do B w celu znalezienia C by naprawić D 😉

  3. Pierwsza gra którą przechodzę drugi raz na X360. A pewnie i trzeci raz będzie bo calaka mi się zachciało (nigdy wcześniej nie zbierałem achivów). Żadnych dwóch pilotów w grze nie widziałem. Był tylko jeden na początku i zaraz ginie pociachany przez stwora (chwilę przed naszą ucieczką do windy). Jak dla mnie gra bardzo dobra.

  4. Przed samą grą polecam obejrzeć animowany film o tym samym tytule – wtedy wyłapiemy sporo smaczków. Gra jest hmm – ciekawa. Grafika jak na moje oko bardzo dobra. Aż by się chciało by taka grafika była w colonial marines ^^Nieco upierdliwe sterowanie – ale dzięki temu nie jest łatwo i właśnie tak surwiwalowo. Ogólnie jest bardzo fajnie, mimo że nie za bardzo przepadam za takimi „wolnymi” grami. Ps. Spróbowałem zagrać w ciemnym pokoju ze słuchawkami na uszach. Wytrzymałem tylko kilka potworów po czym wróciłem do bardziej standardowej zabawy ^^

  5. Bardzo dziecinny sposob kreowania recenzji. Mam na mysli negowanie stalych ktore tworza esencje danego typu gry. Co do Dead Space, to wg mnie gra pokroju Bioshocka. Pewnie styl z gory zamierzony, gdyz nawiazan do Rapture jest sporo. Mnie najbardziej sie spodobal motyw z „rozrywaniem planet”. Gry nie skonczylem bo zaszalalem i zaczalem grac na najwyzszym poziomie a teraz mam problem z rozwaleniem Leviatana :)Gra na sluchawkach to szalenstwo:) A archiv za przejscie calej gry na poziomie „impossible” to jeden z najtrudniejszych w historii gier na x360. A pilotow bylo chyba dwoch. Obaj zgineli na poczatku.

  6. A ja tak na przkór wszystkim powiem, że na Dead Space straszliwie się zawiodłem. Oczekiwałem klimatycznej, przerażającej pustki, a otrzymałem w zasadzie kolejny shooter w klimatach SF. Gra generalnie jest poprawnie wykonana, jednak brakuje jej bardzo dużo do tego, co w moim mniemaniu powinno być survival-horrorem. Historia taka sobie, jakichkolwiek zagadek praktycznie zero, a schemat idź-zniszcz-wróć-idź-naciśnij-wróć, nudzi się jak zwykle po paru godzinach gry. Dodatkowo maksymalne uproszczenia w stylu podświetlanej ścieżki do najbliższego punktu imo rozwalają całą rozgrywkę. Rozumiem, że DS może się podobać jako survival-shooter, mnie jednak znudził się po ok 6h gry i jak zwykle poleciał na allegro. Co do pierwszych liter poszczególnych etapów – ciekawe posunięcie, nie miałem o nim pojęcia. Zauważyłem jednak inne podobieństwo. Otóż w/g mnie, nazwisko Issac Clark straszliwie kojarzy mi się z dwoma czołowymi autorami literatury SF, Isaac’em Asimov’em i Arthur’em Clarke. 😉

  7. Ja odniosę się do udźwiękowienia w DS, otóż autor pisze ze zalewa nas ściana dźwięku, która nie dawkowana zabija klimat. Moim zdaniem dźwięk w tej grze jest wykonany wręcz fenomenalnie, ściana dźwięku słyszana w słuchawkach jest ściana dźwięku . . ale z podłączonymi głośnikami 5. 1 tworzy cały świat gry. To właśnie ta masa smaczków dźwiękowych buduje klimat, znajdujemy się wewnątrz wielkiej metalowej maszyny razem z masą poruszających się istot. I tu miała by panować cisza?Przestronność tej sceny właśnie buduje klimat, to dzięki niej czujemy się wewnątrz całej akcji a nie jakbyśmy siedzieli przed monitorem. Stłumione krzyki, obcy przemieszczający się szybami wentylacyjnymi, brzdęk potrącanych narzędzi. . To wszystko nas otacza z każdej strony i to dzięki tym dźwiękom zaczynamy zdawać sobie sprawę ze znaleźliśmy się wewnątrz kolosa i nie będzie się łatwo wydostać. . . No ale jeśli grac na słuchawkach to faktycznie jest to ściana hałasu :E

  8. jak widac kazdemu podoba sie cos innego , ja jestem ta gra zachwycony , juz wiem napewno , ze bede gral kilka razy. obecnie posiadam tez inne nowosci ktore wyszy takie jak gears of war2 i fallout3, jak sie okazuje dwie ostatnie ciagle leza na polce , jak do tej pory z przyjemnoscia gram w dead space, od bardzo dawna nie gralem w cos tak dobrego jak dead space. autor recenzji narzeka na zbyt duzo swiatla, uwazam , ze wlasnie swiatlo jest bardzo dobrze zbalansowane, jesli autor uwaza , ze bylo zbyt jasno to proponuje tzw. krok na przod i poszukac gry w ktorej jest poprostu ciemny ekran z widocznym tylko celownikiem broni ktora posiadamy in wszystkie inne rzeczy robimy na wyczucie.

  9. i jeszcze jedno , jesli chodzi o dwoch pilotow ktorzy na samym poczatku wchodza na ishimure . . zostaja zabici przy pierwszym kontakcie z obcymi, widac swiatla nie bylo zbyt duzo skoro osoba piszaca recenzje nie zauwazyla tego faktu

  10. Jestem wielkim miłosnikiem gier z gatunku survival-horror,latego też nie potrafiłem się doczekać DS. Po pierwszych recenzjach w których pisali ze gra raczej tylko próbuje straszyć pojawily sie obawy. Wkoncu gierka wylądowała w czytniku, no i oczywiscie jako stary wyjadacz by poczuc klimat walki o życie poziom trudności HARD no i jes poprostu rewelacyjnie. Wedlug mnie gra straszy konkretnie ( a stary juz ze mnie chlop). Gram na porzadnym zestwie 5. 1 po prostu efekty dziekowe masakryczne. . Wlasnie grajac na Hardzie mozna poczuc prawdziwy survival. Ciagle braki amunicji , silni przeciwnicy. . . swietna muzyka potegujaca momety zagrozenia w ktorych pojawiają sie stwory sprawia ze mozna nie raz wpasc w panike . Jako fan seri Sielnt Hill , Resident Evill , a także Aleien vs Predator 2 ( misja marins jesli ktos kojaży) albo swietnego horroru Alien Ressurection z PSX, jestem wpelni usatysfakcjonowany. ale pamietajcie : poziom Hard to gwarancja dobrej zabawy

  11. Nie wiem czemu, ale ja w odróżnieniu do recenzenta mam takie coś, że „a jeszcze do następnego save’a” i tak non toper aż mija 4h gry bez przerwy. Fabuła nawet mnie wciąga. Właśnie czekam na tą końcówkę. Czy uda się uciec czy nie. Krzysiek na razie ostudził mój zapał, jeśli na prawdę końcówka jest mało zaskakująca. Dead Space jeszcze nie przeszedłem. Jestem w 8 rozdziale. Na poziomie średnim rozgrywka jest banalna. Tyle razy ile zginąłem mogę policzyć na palcach jednej ręki. Faktycznie jest mało straszna. Ani razu nie podskoczyłem na krześle. Wszystko jest przewidywalne jeśli chodzi o straszenie. Ogólnie gra się bardzo przyjemnie:)

  12. Genialna gra nie spodziewałem się tak dobrego tytułu po EA. Grywalność,dźwięk,grafika,PL wersja to bardzo pozytywne combo. Dla mnie mocne 9 /10.

  13. Kurde, zły jestem na siebie, że przeczytałem te pierwsze litery. Niby autor nie chciał spojlerować, ale tak mnie to zaciekawiło, że musiałem. . ;pCo do samej gry – nie kupiłem jej jeszcze, ale chyba się skuszę, sama recenzja może za bardzo do tego nie zachęca, jednak lubię klimaty SF i nowe rozwiązania w grach :}

  14. Zgadzam się z opalen, udźwiękowienie w tej grze jest rewelacyjne i świetnie oddaje klimat grozy. Tym bardziej mnie dziwi uznanie tego jako minus gry. (może kiepska karta dźwiękowa albo nagłośnienie ?) Jak dla mnie ta gra to największe pozytywne zaskoczenie tego roku i świetna produkcja. 9. 3/10

  15. Zdecydowanie polecam Dead Space. Mnie osobiście klimat przygniótł do ściany i mocno o nią wytarł (w pozytywnym świetle), tak dobrej gry od dawna nie było na moim twardzielu. Grę zakupiłem w dniu premiery i się absolutnie nie zawiodłem. Ta gra to dla mnie wstęp do gatunku survival horrorów. Nigdy nie spodziewałbym się po sobie, że kupię grę tego typu i jeszcze będę nią zachwycony. Zauważyłem, że każdy odbiera tą grę inaczej, jednym nie podoba się liniowość, drugim klimat, a trzecim znowu udźwiękowienie. Wszystkich zadowolić się nie da. Mnie natomiast przypadły do gustu każde z tych czynników. Klimat jak pisałem wciągnął mnie bardzo. Czytanie wszystkich tekstów jakie nam twórcy gry przygotowali, odsłuchiwanie nagrań wprowadza w niesamowitą historię. Dźwięki to główny czynnik strachu w tej grze. Przechodzę ją drugi raz na najwyższym możliwym stopniu trudności, a praktycznie za każdym razem podskakuję z fotela i próbuję ratować swoje życie. Dźwięki są tak świetnie wkomponowane w grę, że słów zachwytu znaleźć nie mogę. Co do liniowości, może to i dobrze, trudno stworzyć grę nie liniową, która mogła by nas zaskoczyć za każdym razem. W moim przypadku nawet w miejscach w których już byłem, podświadomie wiedziałem co nastąpi, zostałem zaskoczony i wdarło się we mnie uczucie paniki, ratowania swojego tyłka. Bronie w tej grze są świetne, każda ma jakieś zastosowanie i to sobie chwalę. Po co 20 rodzajów broni, gdy będziemy używać ich tylko pięć? Chciałbym poruszyć jeszcze temat brutalności. Szczerze to nie grałem jeszcze w tak brutalną grę, szczegóły ran, istny GORE zapierający dech w piersiach (ponoć wzorowali się na realistycznych zdjęciach ofiar wypadków, nie znam źródeł). Co do tzw. odstresowywaczy, strzelanie do asteroid itp. moim zdaniem są bardzo przyjemne, nie ma to jak oderwać się na chwilę od strzelania do częściowo obranych z naskórka kolegów i koleżanek z wadą kręgosłupa. Mój dość długi wywód kończę pochwałami dla twórców. Trailery jakie stworzyli na potrzebę gry i to jak pasjonująco opowiadali o swoim dziele pokazały ile pracy w to włożyli. Czekam z wytęsknieniem na drugą i trzecią część. Wierzę, że panowie twórcy utrzymają dobrą passę i nie spartolą kontynuacji. Trochę mnie odrzuciło stwierdzenie, że Dead Space wg autora nie jest tzw. Must-have’m dzisiejszego okresu jesiennego. Jako szczęśliwemu graczowi trudno mi było przeczytać coś takiego, zważając na to, że ta gra moim zdaniem deklasuje sporą ilość tytułów które wyszły/wyjdą w niedalekiej przeszłości/przyszłości. Radziłbym się zastanowić dlaczego właśnie Dead Space nie powinien znaleźć się w waszych koszykach. Oczywiście każdy odbiera grę na swój sposób, ja właśnie odebrałem ją po swojemu. Każdy ma swoje zdanie i szanuję to.

  16. Przeszedłem w końcu pierwszy raz podskoczyłem dopiero na samusieńkim końcu filmiku ostatniego:P Tak to może raz mi się zdarzyło. Gra jest świetna, ale wolę horrory takie które są takie „psychodeliczne” jak np. Call of Cthulhu: Dark corner of the earth – polecam te grę za jedyne 25 zł!

  17. do ludzi ktorzy mowia ze za malo subtylnie straszy- to jest SURVIVAL horror, czego wy oczekujecie gry cieni na scianach i malej almy znikajacej za rogiem?

  18. dazz007 – zgadza sie, Call of Ctulhu jest swietne :)a Dead Space, nie kupilem, widzialem u kolegi na 42″ TV i sprzecie audio za ponad 10 TPLN. Wrazenia estetyczne swietne, ale sama gra to faktycznie zwykly shooter. Nie wiem. . . . . no mooooze po skonczeniu Fallouta3. . . 🙂

Pozostaw odpowiedź Przemek Piprek Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here