Dlaczego uwielbiamy przygody najbardziej rozpoznawalnej bohaterki ze świata gier? Jedni powiedzą, że to świetne połączenie gry zręcznościowej, akcji i ciekawych zagadek. Inni stwierdzą, że uwielbiają wyprawy po wielkie skarby, odkrywanie tajemniczych miejsc. Jeszcze inni odpowiedzą natomiast, że po prostu mają tak, że mogą się godzinami wpatrywać w wirtualną pupę Lary. Ci ostatni nie kłamią.

Z słynną panią archeolog spotykamy się już od prawie piętnastu lat. Przez ten czas seria Tomb Raider przeżywała wzloty i upadki. Nie da się jednak ukryć, że każda jej kolejna część była obserwowana przez setki tysięcy graczy. Albo fanów bardziej krągłych części ciała Lary.

I choć prezes firmy Eidos Interactive – Ian Livingstone – zapowiedział już, że w niedalekiej przyszłości zagramy w kolejną odsłonę Tomb Raider, to przed jej nadejściem wydawca przeprowadzi mały eksperyment. Eksperyment ten nazywa się Lara Croft and the Guardian of Light.

Tak samo, ale inaczej

Bez makijażu?

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy w przypadku tej produkcji jest jej tytuł. Porzucenie słów „Tomb Raider” jest oczywiście celowym działaniem ze strony firmy Eidos. Chce ona w ten sposób podkreślić, że omawiana gra jest czymś innym, czymś, co przygotowano z myślą o największych fanach Lary. Guardian of Light ma szansę stać się początkiem nowej serii produkcji, które będą wydawane pomiędzy kolejnymi „dużymi” częściami Tomb Raidera. I choć pod względem gameplayu mogą one znacznie różnić się od tego, do czego się przyzwyczailiśmy, to zawsze mają posiadać klimat, esencję charakterystyczną dla tej serii. Warto również zaznaczyć, że gra posiadać ma duże „replayability” czyli atrakcje zachęcające nas do jej ponownego przechodzenia.

Totec kontra Xolotl

Skoro ma być klimat, to musi być przygoda i skarby. Tych rzecz jasna nie zabraknie w Guardian of Light. Nie wiem w jaki sposób Lara to robi, ale jakimś cudem odszukała kolejny artefakt. Człowiek mógłby myśleć, że seksowna heroina zdążyła już znaleźć i „ukraść” wszystkie skarby tego świata (łącznie ze srebrną zastawą twojej mamy), ale okazuje się, że nie.

Błyskotka, na którą natrafiła Lara, znajduje się w Ameryce Południowej. Jest nią Lustro Dymu (Mirror of Smoke), w którym podobno znajduje się duch złego Xolotla. Ten miał zostać pokonany przez Toteca, lidera Armii Światła, który po wygraniu wielkiej bitwy, zamknął swego przeciwnika w artefakcie. Nasza bohaterka prędko odnajduje skarb, ale (po raz setny) wpada on w ręce bandy tropiących ją najemników czy jak kto woli awanturników. Nie wiedzą oni jednak jaką moc posiada Lustro, i niechcący oswabadzają Xolotla. Ten odwdzięcza się urządzeniem krwawej jatki, z której cało wychodzi tylko Lara. Zanim nasza bohaterka poprawi swój makijaż, a nawet zanim zdąży doprowadzić do ładu swoją fryzurę, staje przed nią rozgniewany Totec. Oznajmia on, że artefakt trzeba odzyskać. Widząc wojownika wpatrzonego w jej „skarby”, Lara postanawia razem z nim rozpocząć swą kolejną przygodę.

Stara szkoła

Stara szkoła

Nie trzeba nawet grać w omawianą produkcję, by nabrać pewności, że nie jest to „stary dobry Tomb Raider”. Wystarczy spojrzeć na pochodzące z niej fotki. Najwięksi wielbiciele serii mogą przy tym dostać zawału serca, ale mnie eksperyment Eidosu zaciekawił. Guardian of Light to produkcja, która przypomina klasyczne zręcznościówki sprzed wielu lat. Kamera w grze nie może być obracana tak jak w produkcjach TPP, a my obserwujemy plansze z widoku izometrycznego. Gra nastawiona jest na zabawą, szybką akcję. Naszym głównym celem jest strzelanie i zdobywanie punktów za pokonywanie przeciwników. Oczywiście nie zabraknie tu też elementów czysto zręcznościowych czy zagadek.

Choć w omawiany tytuł możemy grać sami, to jego autorzy mówią, że najwięcej frajdy czerpać będziemy z zabawy w trybie kooperacji. W tym przypadku każdy z graczy wciela się w jedną z pierwszoplanowych postaci Guardian of Light. Lara i Totec posiadają uzupełniające się umiejętności, które nie raz i nie dwa pozwolą im pokonać układy, na których jedna osoba by się zatrzymała.

W przypadku kobiety jest to dobrze znana kotwica z podczepioną do niej liną. Pozwala ona wspinać się na niedostępne platformy czy przechodzić nad urwiskami. Totec wbija natomiast włócznie w ściany, które Lara wykorzystuje do wskakiwania na położone nad jej głową półki. Bohater może też używać swej tarczy, by podnieść panią archeolog. Ta, w ramach rewanżu, dzieli się natomiast wiedzą – w dalszej części gry nauczy Toteca korzystać z broni palnej.

Wprowadzenie współpracy do gry ma podobno podkreślać elementy fabuły mówiące o budowaniu więzi między bohaterami.

Będzie romans?

Ludzie z Crystal Dynamics przygotowali także zmodyfikowaną wersję gry. Jest ona przeznaczona dla pojedynczego gracza. Bawiąc się samemu, wcielamy się w Larę, której umiejętności zostały odrobinę poprawione. Podobnie jest z wszystkimi zagadkami czy układami zręcznościowymi. Po włączeniu gry w trybie single zobaczymy ich alternatywne wersje, które da się pokonać w pojedynkę.

Jeśli zaś chodzi o zagadki, to w ich przypadku raczej nie czekają nas wielkie niespodzianki. Autorzy gry szykują zabawę z dźwigniami, gaszenie ognia czy układy testujące naszą pamięć albo umiejętność rozpoznawania kształtów. Raczej nie będą one należały do wymagających.

Celuj i strzelaj

Wymagająca nie będzie również walka, choć to ona jest jedną z dwóch najważniejszych części składowych omawianej gry. W trakcie biegania po poszczególnych planszach spotkamy wiele sympatycznych kreatur takich jak dzikie zwierzęta, zmutowane pająki czy nieumarli wojownicy. Będziemy się z nimi witać za pomocą dwóch charakterystycznych pistoletów Lary i włóczni rzucanych przez Toteca. W trakcie starć musimy się koncentrować na jak najszybszym eliminowaniu wrogów. Za zbieranie skarbów i każdego zabitego przeciwnika Lara albo Totec dostają punkty umożliwiające odblokowywanie dodatkowych przedmiotów. Ludzie z Crystal Dynamics twierdzą, że są one „cool”, ale nie zdradzają co konkretnie dla nas szykują.

Wiemy natomiast jak rozłożono ciężar między elementami zręcznościowymi, akcją i łamigłówkami. Dwa pierwsze elementy są najważniejsze i dzielą grę mniej więcej na równe połowy. Zagadki jedynie uzupełniają strzelanie i wspinanie się.

Patrz, ale nie dotykaj

Będzie na grilla!

Za oprawę graficzną Guardian of Light odpowiada silnik znany z trzech ostatnich odsłon Tomb Raidera. Ma on być na tyle mocny, że bez problemu poradzi sobie z tym tytułem. Oczywiście przedstawiciele studia Crystal Dynamics zapewniają, że w trakcie zabawy zobaczymy zapierające dech w piersiach otwarte przestrzenie i atrakcyjne, „zamknięte” poziomy. Wśród dodatkowych walorów wymienia się również oświetlenie liczone w czasie rzeczywistym, realistyczną fizykę i cienie czy takie drobiazgi jak roślinność naturalnie reagująca na ruszające ją postaci. Nic ciekawego nie mogę natomiast napisać o oprawie audio gry. Zakładam jednak, że będzie się składała z dynamicznych utworów przygrywających w trakcie walki i spokojnych, tajemniczych dźwięków kiedy będziemy przemieszczać się po dżungli czy zaginionych świątyniach.

Idzie nowe

Zapewne nie wszyscy wielbiciele serii Tomb Raider są zadowoleni z eksperymentu, którym jest Guardian of Light. Osobiście uważam jednak, że dobrych produkcji przypominających „stare, dobre czasy” wciąż jest zbyt mało. Chociażby dlatego z przyjemnością sprawdzę najnowsze dzieło Crystal Dynamics. Jego premierę wyznaczono na osiemnastego sierpnia tego roku. Gra zostanie wydana na pecetach i konsoli Playstation 3 (PSN) oraz Xbox 360 (Xbox Live). W usłudze Microsoftu wyceniono ją na 1200 Microsoft Points czyli mniej więcej czterdzieści złotych.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

5 KOMENTARZE

  1. Tak, w końcu ktoś ruszył głową, lub swoimi czterema literami i postanowił wprowadzić coś nowego do najbardziej chyba skostniałej serii wszech czasów. Nie powiem, że nie lubię klasycznego Tomb’a, bo grałem praktycznie w każdą część, ale ludzie, ile można. W każdym bądź razie, traktuję GoL, jako bardzo słuszny krok. Jeżeli już marketingowcy boją się tak straszliwie zmieniać grzędę dla starej kwoki znoszącej złote jajka, to niech przynajmniej dokupią jej młodego koguta. Może to coś zmieni.

  2. d_c to samo odczucie miałem co Ty w związku z ostatnimi częściami TR’a a zaczęło się to chyba już po. . . 2 no może po 3 części. Tylko wiesz jest też coś innego. . . niektóre hmmm tematy się wypalają. Wybacz ale np Tomb Raider to był dla mnie hit 10 lat temu dziś. . . Lara C wygląda mi na starą nudną markę, która np. Unchartedowi mogłaby co najwyżej czyścić buty. To tak jak z FPS’a bez automatycznej regeneracji życia, które dziś dziwią 😀 jedynie. Albo chyba najbardziej ekstremalny przykład Mortal Kombat. Ktoś się może na mnie oburzyć, ale MK to teraz żenada – Scorpion? Sub-Zera (Noob Saibot nie, nie czytajcie wspak :D) to dla dzisiejszych młodych graczy obciach.

  3. Jak wydadzą osiem części Uncharted to ta seria też stanie się starą nudna i oklepaną marką . . . Tylko trochę szkoda że wersja na PS3 pojawi się dopiero w połowie września.

  4. Przecież to nie jest następca TRUW,ten kiedyś tam wyjdzie. Poza tym obecnie mało jest platformówek i nie mam nic przeciwko kolejny wygibasom lary.

  5. PoP także idzie w kierunku TR. Niby wprowadzają coś nowego ale suma sumarum wychodzi na to samo. Ciekawi zapowiada się to nowe(?) spojrzenie na LC. I jeszcze taki mankament w treści: „. . . i dzielą grę mniej więcej na równe połowy. ” – dzielić można jedynie na równe połowy; jeżeli coś przeważa to nie jest już połową ale jakąś większą częścią 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ