Szał na kortach – recenzujemy Virtua Tennis 3 PC

W tenisa grałem może 3 razy w życiu, z czego raz na korcie. W TV oglądam go naprawdę od święta. Na komputerze grałem w niego ostatni raz jeszcze na moim C-64....

Kolejny cios – recenzja Call of Duty: Modern Warfare 2 PC

Tysiące bajtów przepłynęło przez łącza internetowe. Informacje dobre i złe, głosy zachwytu i petycje oburzonych fanów. Wszystko to złożyło się na największą chyba akcję promocyjną w historii naszej małej branży. Druga część Modern Warfare była na klawiaturach wszystkich, zanim jeszcze zaczęto pakować ją do pudełek. Najgłośniej dawali o sobie znać gracze wierni PCtom. Im mniej dni pozostawało do premiery gotowego produktu, tym więcej niepokojących informacji ujawniano. Brak serwerów dedykowanych, brak lobby, brak LANu. Pojawił się nawet nieśmiertelny Hitler, wyrażający swoją dezaprobatę w kolejnej przeróbce słynnego fragmentu filmu Upadek.

Bajka nieumarłych – recenzja Trine

Dawno, dawno temu. Za siedmioma górami, za siedmioma lasami i siedmioma rzekami, była sobie gra. Ważyła zaledwie 40 megabajtów, a mimo to wydawała się większa i ciekawsza od wielu mających wielomilionowe budżety produkcji, wypełniających płyty DVD po brzegi. Gra ta nazywała się Puzzle Quest: Challenge of the Warlords. Wspominam ją dziś, ponieważ w ręce wpadł mi inny niewielki tytuł, który jest moim zdaniem cichym hitem tego roku.

Duchy? To jakieś zombie – recenzja Ghost Recon Advanced Warfighter 2

Znacie to uczucie? Wracacie do domu z dopiero co zakupioną grą. Po włożeniu jej do napędu i kliknięciu „next, yes, next” robicie to, co przez całą drogę powrotną. Myślicie o tym jak doskonale będziecie się bawili już za kilka chwil. Przez pierwsze kilka minut spędzonych przy nowym tytule jest świetnie, ale potem już coraz gorzej. W pewnym momencie zdajecie sobie sprawę z tego, że ktoś was nabił w butelkę. Tak było w przypadku moim i GRAW 2.

Jubilatka na Valhalli – recenzujemy Tomb Raider: Anniversary

Życie potrafi być okrutne. Kiedy przygotowywałem się do napisania tej recenzji strzelił we mnie taki jeden bobas ze skrzydełkami, łukiem i siusiakiem na wierzchu. Na skutek tego zdarzenia na karygodnie długi okres czasu zapomniałem o obowiązkach wynikających z testowania gry Tomb Raider: Anniversary. Jaki z tego wniosek? Nawet największa komputerowa piękność, Lara Croft, nie przebije rzeczywistych 169 centymetrów.

Colin wiecznie żywy – recenzja DiRT 2

Po tragicznej śmierci Colina McRae w katastrofie lotniczej mieliśmy już więcej nie zobaczyć gry sygnowanej jego nazwiskiem. Codemasters zmieniło jednak zdanie, czego dowodem jest seria DiRT, wciąż dumnie nosząca nazwisko legendarnego Szkota. Pierwsza cześć recenzowanego tytułu nie odkryła Ameryki, była kolejnym krokiem w rozwoju gier z rajdami w roli głównej – mniej realistyczna, za to dużo bardziej efektowana i nastawiona na szerszą publikę. Jak na tym tle wypada jej bezpośrednia kontynuacja?

Queen of Persia – recenzja Mirror’s Edge

Szwedzkie studio DiCE miało u mnie minusa za Battlefield: Bad Company. Mocno rozreklamowana gra nie okazała się tak genialna jak zapowiadające ją klipy. Premierze Mirror’s Edge nie towarzyszyła już tak wielka promocja. Szkoda, ponieważ tytuł ten zapowiadał się o wiele ciekawiej, niż kolejna strzelanka z czwórką amerykańskich wojaków w roli głównej. Przygody Faith wywołały jednak niezły zamęt wśród fanów elektronicznej rozrywki. Czy zachwycający się tą produkcją gracze powinni po nią sięgnąć? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w tekście.

Dusk of War – recenzja Dawn of War: Soulstorm

Wielbiciele bitewnego Warhammera 40K otrzymują trzeci i ostatni dodatek do bardzo udanej gry strategicznej Dawn of War. Na horyzoncie już widać drugą odsłonę serii. Czy powinniśmy więc wesprzeć machinę wojenną Chaosu, Imperialnych Marines, Orków i kilku innych frakcji, toczących nieustającą wojnę naszymi ciężko zarobionymi pieniędzmi? A może lepiej odłożyć je na pełnoprawną kontynuację przeboju studia Relic? Odpowiedź na te pytania poznacie w ciągu kilku minut, jeśli przeczytacie naszą recenzję.

Opuszczamy Amerykę – recenzja Age of Empires III: The Asian Dynasties

Odtrutka. Tym prostym słowem, pojawiającym się już na samym początku recenzji najnowszego dodatku do AoE 3, chciałbym przywitać się dziś z Czytelnikami. Używam go nie dlatego, żeby zasugerować komuś jakąś kurację, lecz raczej po to, żeby oddać to, co ja sam czułem w trakcie zabawy z The Asian Dynasties. Po długiej i męczącej przygodzie z Empire Earth III martwiłem się, czy czasem nie nabawiłem się za jej sprawą alergii albo co gorsza wstrętu do gier będących strategiami czasu rzeczywistego. Na szczęście z pomocą przyszedł mi rzeczony dodatek. Oto i jego recenzja.