Electronic Arts szturmuje Wii. Firma poinformowała o produkcji co najmniej sześciu tytułów na nową konsolę Nintendo. Oto co wyrzucił z rękawa największy wydawca na świecie.

Tekst rozpoczniemy jak zwykle od opisu fabuły. Ta różni się od literackiego pierwowzoru dość znacznie, za co należą się scenarzystom słowa uznania, czyni to bowiem produkcję nieprzewidywalną i wciągającą także dla tych, którzy wcześniej czytali książkę. Na początku gry badacz wampirów profesor Van Helsing otrzymuje wiadomość od swojego ucznia i przyjaciela, Jonathana Harkera, z której dowiaduje się, że jego podopieczny znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, po tym jak zakradł się do siedziby Drakuli w Transylwanii i podjął próbę inwigilowania hrabiego. Na domiar złego zagrożona jest też dziewczyna Harkera imieniem Mina, o której istnieniu przypadkowo dowiedział się Drakula. W obliczu takiego nagromadzenia przeciwności Van Helsing nie waha się ani przez chwilę – bohater rusza z odsieczą, w której pomożesz mu właśnie ty, drogi Czytelniku.

Sceny tylko dla dorosłych

Muszę przyznać, że będzie to odsiecz całkiem przyjemna, historia opowiedziana w grze stoi bowiem na wysokim poziomie i bardzo wciąga. W trakcie gry odwiedzisz, drogi Czytelniku, nie tylko Londyn, w którym rozpoczyna się tytuł i Transylwanię, w której produkt się kończy, ale też przyjdzie ci penetrować co ciekawsze rejony Egiptu i Austrii. Na swojej drodze spotkasz szereg postaci o silnie zarysowanych portretach psychologicznych. Podejrzewam, że wszystko to razem sprawi, że nie będziesz w stanie oderwać się od gry Dracula: Początek – przynajmniej tak było w moim przypadku.

Kamerdyner pożerający insekty

Ale z czym to się je? Recenzowany tytuł, podobnie jak kilka wcześniejszych gier Frogwares, jest produktem obdarzonym interfejsem typu point and click, zrealizowanym w środowisku 2,5D. Jako że są to moim zdaniem optymalne warunki dla każdej przygodówki, w grze animuje się lekko, łatwo i przyjemnie.

Łamigłówek nie zabraknie

Przed jedną rzeczą muszę jednak potencjalnych nabywców ostrzec – jeśli jesteś zwolennikiem przygodówek przegadanych albo polegających tylko i wyłącznie na zbieraniu oraz używaniu na sobie przedmiotów, to gra ta nie spełni w stu procentach twoich oczekiwań. Okazuje się bowiem, że Dracula: Początek łamigłówkami stoi. Już wyjaśniam, o co chodzi. Standardowa gra przygodowa zawiera z reguły wszystkie trzy wymienione przeze mnie przed chwilą aspekty – musisz więc w niej prowadzić rozmowy, zbierać przedmioty i używać je oraz zmierzyć się co jakiś czas z jakąś łamigłówką. Kiedy jednak jeden element jest zanadto eksponowany, gra taka staje się automatycznie spełnieniem marzeń ludzi, którzy go lubią i przekleństwem dla tych, którzy wolą w przygodówkach inne rzeczy. Właśnie tak wygląda sprawa z produktem Frogwares. Dracula: Początek jest wprost naszpikowana wysokiej jakości łamigłówkami i dlatego trzeba być ich wielkim fanem, żeby czerpać z grania prawdziwą przyjemność.

Naprawdę jest ich dużo

Jeśli się jednak aż tak łamigłówek nie kocha, to wypada raz po raz zaciskając zęby przechodzić te elementy i czekać na coś, co spowoduje przyspieszone bicie serca. Tym czymś mogą być na przykład zagadki polegające na używaniu poszczególnych przedmiotów na sobie. Podobnie jak łamigłówki element ten również zasługuje na pochwałę. Próżno w tytule szukać zadań, których sensowność może budzić wątpliwości – wszystko jest tu logiczne i uporządkowane. Bingo!

Ale żeby nie było za różowo, recenzent w tym momencie czyni swą powinność i zaczyna marudzić. Z jakiego powodu? Standardowo – pixel hunting. W Draculi: Początek momentami naprawdę trudno odnaleźć szukany element i trzeba drobiazgowo machać kursorem tam i nazad, żeby cokolwiek odnaleźć. Wkurzające? I to jak! Co prawda osoby wygodniejsze zawsze mogą nacisnąć spację i wtedy wszystkie hotspoty ładnie im się przedstawią na ekranie, osobiście uważam jednak, że takie rozwiązanie zabija przyjemność płynącą z grania, dlatego też zdecydowanie preferuję gry, w których potencjalną aktywność poszczególnych przedmiotów da się z mniejszym lub większym prawdopodobieństwem przewidzieć. W niniejszym produkcie się niestety nie da. Już lepiej puścić kupon w totolotku.

Słoje z dżemem – przetwory z serc

Dobre słowo, choć tu akurat bez jakiegoś większego entuzjazmu, należy się natomiast dialogom. Dracula: Początek jest produktem, w którym wszelkie rozmowy zrealizowano bardzo poprawnie. Dialogi prowadzi się wykorzystując hasła i zwroty pojawiające się w prawej górnej części ekranu. Słowem – przyjemny standard, jak u Kate Walker.

No to teraz długość gry i poziom trudności tejże. Produkt da się ukończyć w nieco ponad 10 godzin, co jest wynikiem jak na dzisiejsze czasy całkiem przyzwoitym. W trakcie tych kilkunastu pełnych obrotów dużej wskazówki zegara przyjdzie ci, drogi Czytelniku, zmierzyć się z tytułem, który może nie stawia jakichś przesadnie wygórowanych wymagań odbiorcy, wymaga jednak od niego podstawowych zdolności w zakresie myślenia oraz uwielbienia dla atakujących go ze wszystkich stron łamigłówek.

Gdzie te wampiry?

Od strony graficznej gra prezentuje się za to bardzo dobrze – piękne i szczegółowe rysowane tła znakomicie współgrają z dobrze zrealizowanymi trójwymiarowymi elementami. Jako że produkt przenosi cię, drogi Czytelniku, raz po raz w różne zakątki naszej planety, twoim oczom ukaże się cała paleta ładnych obrazków i nie będą to tylko, jak to by się mogło wydawać, krwiste sceny.

Dźwiękowo pięknie. Muzyka znakomicie komponuje się z grafiką i tworzy fantastyczny nastrój niepewności, obawy, a momentami nawet grozy. Osobiście bardzo ubolewam nad tym, że City Interactive nie dubbinguje wydawanych przez siebie przygodówek. Słuchanie dobrze dobranych polskich głosów na pewno przyniosłoby więcej pożytku od angielskojęzycznego bełkotu, którym raczy nas wydawca. Na szczęście napisy udało się dystrybutorowi przetłumaczyć i nawet zrobił to całkiem dobrze.

Głodny? Na co czekasz!

Czas na podsumowanie. Dracula: Początek jest bardzo dobrą przygodówką z niezłą fabułą, świetnymi zagadkami i łamigłówkami oraz urokliwą grafiką. Niestety, tak dobra gra posiada również wady, z których co bardziej denerwujące to zbyt duża ilość łamigłówek, która może przytłoczyć nieprzepadających za tym elementem graczy oraz irytujące polowanie na piksele. Kto w takim razie powinien się tym tytułem zainteresować? Osobiście polecam produkt wszystkim tym, których wymienione przeze mnie małe minusy nie odrzucają. Osoby takie z całą pewnością docenią duże plusy, które posiada ta gra.

No to została jeszcze tylko ocena końcowa. Wystawiam dziś temu tytułowi bardzo przyzwoitą ósemkę. Mam nadzieję, że Frogwares jeszcze kiedyś odstawi na bok swojego pupilka Sherlocka Holmesa i powróci do rozpoczętego dziś krwistego tematu. Jednocześnie pragnę zauważyć, że Kheops Studio od jakiegoś czasu tworzy grę Dracula 3, będącą bezpośrednią kontynuacją wspomnianych przeze mnie we wstępie dwóch gier Wanadoo i że gra ta nie posiada jeszcze swojego polskiego dystrybutora! Wydawcy, nie śpijcie – gracze ostrzą sobie na ten tytuł zęby!

Hrabia Drakula, w przeciwieństwie na przykład do takiego Sherlocka Holmesa, nie bywa zbyt często głównym bohaterem gier komputerowych. To prawda, że dobrych kilka lat temu Wanadoo popełniło dwie przygodówki z jego udziałem, ale, powiedzmy sobie szczerze, niewielu dziś o nich pamięta. Nadeszła pora na odświeżenie legendy czarującego krwiopijcy – zapraszam do lektury recenzji gry Dracula: Początek.

Plusy

Minusy

[Głosów:0    Średnia:0/5]

6 KOMENTARZE

  1. No to teraz długość gry i poziom trudności tejże. Produkt da się ukończyć w nieco ponad 10 godzin, co jest wynikiem jak na dzisiejsze czasy całkiem przyzwoitym.

    moze dla FPSow. Jak na przygodowke – tak 50% wiecej byloby okej. Tak jest slabo, ale moze zagadki przedluza pierwsze przejscie. Recka taka sobie. jak na ilosc recenzji napisanych, moznaby juz sobie darowac takie zwroty jak „Tekst rozpoczniemy jak zwykle od opisu fabuły. „; „No to teraz. . „; „Czas na podsumowanie”. ujdzie u mlodego recenzenta, bardziej doswiedcznie powinni ich unikac. . . ocena troche chyba za wysoka. Czas powiedziec jasno – skonczyl sie okres przygodowkowej posuchy, i skale ocen trzeba lekko odswierzyc, a nie kazdej przygodowce jaka jest na rynku podwyzszac ocene za to, ze w ogole jest.

    • moze dla FPSow. Jak na przygodowke – tak 50% wiecej byloby okej. Tak jest slabo, ale moze zagadki przedluza pierwsze przejscie.

      Szczerze mówiąc nie mam pojęcia w ile się przechodzi FPSy, bo w nie zwyczajnie nie grywam. Jako że jednak mam okazje grać we wszystkie przygodówki wychodzące w Polsce (i w Czechach, ale to inna bajka) stwierdzam, że ostatnimi czasy przyzwoita czasochłonność przygodówki to więcej niż 10 godzin – każda ilość mniejsza jest niewystarczająca. NIestety, gier zabierających 20 i więcej godzin już nie ma.

      Recka taka sobie. jak na ilosc recenzji napisanych, moznaby juz sobie darowac takie zwroty jak „Tekst rozpoczniemy jak zwykle od opisu fabuły. „; „No to teraz. . „; „Czas na podsumowanie”. ujdzie u mlodego recenzenta, bardziej doswiedcznie powinni ich unikac. . .

      A dlaczego? Osobiście uważam, że dzięki temu przyjemniej się czyta – tekst nabiera jakiejś takiej wewnętrznej spójności. Może się mylę, ale kiedy ktoś sucho analizuje poszczególne elementy bez żadnych tego typu wtrąceń, to jest sztywno i nudno. A ja nie chcę, żeby moje tekst były sztywne i nudne – za długo je piszę, żeby tak było 😉

      ocena troche chyba za wysoka. Czas powiedziec jasno – skonczyl sie okres przygodowkowej posuchy, i skale ocen trzeba lekko odswierzyc, a nie kazdej przygodowce jaka jest na rynku podwyzszac ocene za to, ze w ogole jest.

      Nigdy żadnej grze nie zawyżałem oceny tylko dlatego, że jest przygodówką, tak nie robię i robił nie będę. Jeśli Dracula dostaje ode mnie 8, to znaczy, że moim zdaniem na taką ocenę zasługuje i zawsze staram się to uargumentować w tekście. Żeby to lepiej unaocznić dodam, że w minionym roku tylko jedna przygodówka dostała ode mnie więcej niż 8. Myślę, że kryteria mam świeże :).

  2. Wujo444, co się czepiasz formy, jeden lubi Lovecrafta inny Anne Rice. Kwestia gustu 😉

    . . . Standardowo – pixel hunting. . .

    Mniaaaaaam 😉

    . . . osoby wygodniejsze zawsze mogą nacisnąć spację i wtedy wszystkie hotspoty ładnie im się przedstawią na ekranie. . .

    Błeeeeeeee ;)Jedno trzeba przyznać. Troszkę mało się dowiedziałem po tej recce. Nie żebym się czepiał. Jakoś mnie nie przekonała do kupna. Napisz sammy na priva jeśli możesz, czy po prostu ci się podobała czy nie. Bez zbędnej merytoryki, tak prosto z mostu. Mało jest miłośników czystego adventure, którzy grają w tego typu gry od czasów Pradawnych. Choć kto wie. . . może jednak zakupię (oczywiście wersję ang. jakoś nie trawię tłumaczeń) i postawię na dwukilometrowej półce z napisem „Do Zagrania”. ps. Tła nie są rysowane tylko prerenderowane. Wiem, wiem, ale to zboczenie zawodowe. 😉

    • Jedno trzeba przyznać. Troszkę mało się dowiedziałem po tej recce. Nie żebym się czepiał. Jakoś mnie nie przekonała do kupna. Napisz sammy na priva jeśli możesz, czy po prostu ci się podobała czy nie. Bez zbędnej merytoryki, tak prosto z mostu.

      Napiszę nawet tutaj – tak, ta gra mi się podobała. Ale ja jestem nienormalny, tzn. lubię literackie i historyczne klimaty oraz uwielbiam łamigłówki. Każdemu, kto w swej nienormalności jest podobny do mnie, też się spodoba.

      Choć kto wie. . . może jednak zakupię (oczywiście wersję ang. jakoś nie trawię tłumaczeń) i postawię na dwukilometrowej półce z napisem „Do Zagrania”.

      Ja mam taką samą, tylko nazwałem ją „Zaległości”. Niestety, po tegorocznym wysypie przygodówek ja do dzisiaj się odkopuję z tekstami.

      ps. Tła nie są rysowane tylko prerenderowane. Wiem, wiem, ale to zboczenie zawodowe. 😉

      Skoro tak twierdzisz 🙂

Pozostaw odpowiedź Anonim Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here