Żywotność gry to jedna z kluczowych cech każdego tytułu. Twórcy stają na głowie aby przedłużyć życie swego dziecka. Jedną z najczęściej stosowanych metod jest udostępnienie narzędzi do budowy modów. Jeśli są one przystępne, a gra zaskarbiła sobie miłość odpowiednio dużej ilości graczy możemy być pewni, że dzięki temu zabiegowi czeka nasze dzieło długie życie.

Co dziwne, ale od zawsze byłem odporny na zabieg z modami. Nawet najbardziej lubiana przeze mnie pozycja nie żyła na komputerze dłużej niż trwało przejście oficjalnej kampanii. Praktycznie nigdy nie korzystałem z modów, a tym bardziej nie próbowałem ich tworzyć. Skoro ta sztuczka twórców był wobec mnie zupełnie nieskuteczna czy oznacza to, że oszukałem system? Bynajmniej.

Innym zabiegiem na przedłużenie żywotności tytułu są wszelkiej maści achievementy czy jak kto woli wyzwania/osiągnięcia. W tym przypadku program niejako obok głównego nurtu rozgrywki zalicza nam konkretne zadania. Zależnie od gry są one różne, ale jako, że głównie spotykamy je w FPSach to najczęściej ograniczają się one do czegoś na kształt „zabij 3 wrogów pod rząd”, „zabij 5 przeciwników jednym granatem”, „zabij nożem/łomem/doniczką/strzałem w głowę” etc. Oczywiście nikt nie bawiłby się w tego typu rzeczy gdyby nie marchewka, którą pokazują nam twórcy. A polega ona najczęściej na kuszeniu dostępem do jakichś unikalnych elementów ekwipunku, ukrytych map czy tym podobnych rzeczy. Banalne i naiwne – pomyślicie? Ja też do niedawna tak myślałem. Dopóki nie uruchomiłem Call of Duty 4 w trybie multi. Początkowo na listę zadań patrzyłem z przymrużeniem oka, jednak z czasem złapałem się na tym, że staram się ubić 100 przeciwników ze snajperki aby odblokować specjalny celownik ACOG. Potem było już tylko gorzej, a ja zaliczałem kolejne zadania dla przysłowiowej marchewy, która na dobrą sprawę nawet nie była mi potrzebna.

Nieco inną formą łatwego przetrzymania gracza przed komputerem są w grach wyścigowych limity czasowe. Zaobserwowałem to w Trackmanii, która przyciąga mnie m.in. właśnie tymi trasami, na których nie udało mi się zdobyć złota. Uparcie próbując przełamać barierę wyznaczonego czasu potrafię ścigać się wciąż na tym samym torze nawet godzinę i więcej. Wszystko tylko po to aby rozłożyć go na części pierwsze, a potem układając całą układankę w całość przejechać to jedno wymarzone okrążenie, które daje mi… złoty medal, czyli grafikę złotego kółeczka – jednym słowem – nic.

Czy takie postępowanie cechuje dorosłego człowieka? Czy pogoń za kolejnym wyzwaniem, lepszym o 0.05 sekundy czasem na jednym z torów Trackmanii to objaw mojej słabej psychiki, która zawsze wydawała mi się dość mocna? Czy tak objawia się… starość?! A może to po prostu mój wciąż żywy duch rywalizacji, który nie pozwala mi przegrywać, albo przynajmniej poddawać się każe gromadzić mi te wszystkie wyzwania i medale? Może właśnie w ten sposób przekonujemy siebie, że jesteśmy dobrymi graczami? Przecież ilość zdobytych medali czy innych osiągnięć w jasny i przejrzysty, a przede wszystkim bezsporny sposób pozwala nam między sobą się porównywać. A wtedy jak na dłoni widać kto jest lepszy…

To ile my mamy lat?!

[Głosów:0    Średnia:0/5]

21 KOMENTARZE

  1. Bo i po co ? Osobiscie gram w gry dla przyejmnosci i nie musze z nikim rywalizowac. Nawet jesli gram w multiplayer i przeciwnik jest odemnie lepszy to tez sie dobrze bawie bo wiem ze gra z nim czegos mnei nauczy. Nie potrzebuje marchewki wazne aby gra byla ukonczona i obym czul ze gre ukonczylem dobrze sie bawiac.

  2. Gra to frajda sama w sobie. . . ale nie dziwi mnie że biegamy za wszelkimi osiągnięciami. To naturalne dla człowieka. . . Wyobrażacie sobie życie bez stawiania sobie kolejnych celów i prób ich osiągnięcia??Życie z dnia na dzień i bez celu przez 70 albo o90 lat?? tylko, żeby przeżyć ?? NUDA!!!Ja sam przynajmniej 2 -3 razy w roku stawiam sobie cele długofalowe a do tego kilka razy w miesiącu krótkoterminowe. Lubie być panem sytuacji i wiedzieć, że mogę, potrafię. . . że żyję!

  3. Przecież po to się gra, żeby coś wygrać 🙂

    Gra sie po to aby czerpac z tego przyejmnosc a nie napis ” Jetses super bo wygrales o punkt wyzej niz przeciwnik”Kazdy inaczej czerpie przyjemnosc z gry.

  4. Tym tekstem swiadomie lub tez nie poruszyles bardzo wazna kwestje iluzji zeczywistego siwata,naszej pogoni, ktora w cichy sposob serwowana jest nam przez naszych moznowladcow a ktorej sami nie dostrzegamy przyjmujac za cos oczywistego. Wyrabiaja nam od dziecka okreslone poglady „zdobadz 1000achiv bedziesz dobrym graczem” lub „przejedz tor w 10 sekund dostaniesz zloty medal” dzieki takim zabiega utrzymuja nas w nieswiadomej pogoni za kroliczkiem. Jak charty na torze. A króliczek sztuczny, tworzac z nas nieswiadomych niewolnikow. Do tego manipulacja historia, filozofia i psychologia dla ukrycia mechanizmow. Czasem tylko siedzac przed konsola po zaliczeniu arcy trudnego archiv przychodzi reflekcja „po co to” ,” tak sie zachowuje dorosly czlowiek” naszescie te mysli zaraz sa dlawione przez rozsadna odpowiedz „ilosc zdobytych medali pokazuje kim jestem”

  5. Podobnie, zawsze lubilem, we wszystkich grach w jakie zaczynalem grac, osiagac jak najlepsze wyniki. Potrafilem przesiedziec cala noc nad jednym torem, plansza, boss’em, zeby tylko pokazac kto tu jest prawdziwym masterem! Czerpalem z tego olbrzymia satysfakcie, i czasem pomimo irytacji, do ktorej doprowadzaly mnie moje potyczki z komputerowym przeciwnikiem, wspominam te wszystkie gry najlepiej. Upartosc i dazenie do wyznaczonego sobie celu to chyba dobra cecha, nawet jesli chodzi o zdobywanie bezsensowych punktow w grze, i czerpanie z tego radosci jak dziecko. Przeklada sie to przeciez tez w prawdziwym zyciu, gdzie umiejetnosc radzenia sobie z wszelakimi trudnosciami, przydaje sie przeciez jeszcze bardziej. I na nic to zastanawianie sie nad tym, po co to wszystko. . . ? bo prostym sposobem mozemy dojsc do wniosku, po co w ogole zyc ? ;]. Po co grac w gry i marnowac czas na gromadzenie bonusow, skoro i tak pozniej odinstalujemy gre, i bedzie gnila na polce. . po co chodzic do szkoly, uczyc sie, poglebiac wiedze. . po co isc do pracy, zarabiac pieniadze. . zenic sie, tworzyc rodzine, budowac dom. . . . i tak przeciez wszyscy umrzemy :D.

  6. chmura przesadzasz. Sugerujesz więc żyjmy bez celu, bez dążeń, pragnień, dążenia do doskonałości (pomijam temat gier)? To po co ja w ogóle żyję, skoro do niczego nie dążę? Więc dorosły człowiek powinien wyzbyć się pragnień i żyć bo musi do końca swoich dni? Trochę to to depresyjnie brzmi.

  7. Kolega mówi że jestem „pogięty” i nie czerpię przyjemności z gry, ponieważ pierwsze co robię po wystartowaniu nowego tytułu to ustawiam poziom trudności na Hard/Insane/Realistic, najwyższy z możliwych. Bo co to za przyjemność zrobić CoD’a w jeden dzień na casual’u? Czy też Gears of War przebiec bez wczytania save’a? W Unreal jest taki poziom trudności, nazywa się Tourist Mode – bardzo trafne sformułowanie 🙂 Dopiero na najwyższym poziomie czuję wyzwanie i gra sprawia mi przyjemność,. To nic że od jednego checkpointa do drugiego będę grał 3 dni i bluzgał przy tym jak szewc gdy zginę – ale jaka frajda jak już się uda. Polecam Rainbow Six Vegas na Realistic, zobaczycie o czym mówię. Wystarczy przysłowiową piętę wystawić z za rogu bez sprawdzenia co/kto się za nim znajduje i już wczytujesz save’a.

  8. to jedno wymarzone okrążenie, które daje mi. . . złoty medal

    a wiesz, że jest jeszcze wyższy medal od złotego jak pobijesz rekord konstruktora trasy? to nawet następne pare godzin rozrywki na każdym odcinku, powodzenia! xP

  9. Takie kolekcjonowanie to jeszcze jest OK. Ja złapalem się na tym, że mam Star Wars Complete Saga (choć przeszedłem na PC), po premierze kupiłem Indiego Jonesa (nawet w to nie zagrałem jeszcze) a już czekam na Batmana. Wszystko LEGO rzecz jasna.

  10. Tutaj jest mała sprzeczność, bo w dzisiejszych czasach dev nie chce przyciągnać gracza do dlugiego grania, a do zakupu produktu. Wyjątek stanowią produkcje niskobudżetowe, tzw. przez graczy – dla graczy (np. Open Source), bądź wysoko budżetowe policzalne na palcach 1-2 rąk . . . no i jeszcze MMO. Devom cieżko przyciągnąć gracza na długo, widać to chociażby w MMO – tylko 10% gier MMO przeżywa 1wszy rok

  11. Czy tak objawia się… starość?!

    Powoli dobijasz do trzydziestki i taki tekst o starości?? Nie lubię, jak młodzi ludzie próbują robić z siebie ludzi starszych niż są, dla mnie osobiście jest to objaw niedojrzałości, ot co. Pozdrawiam.

  12. @shadow_xiii bingo. . . dla deva nawet lepiej zeby gra nie pozwalala na ciagniecie rozgrywki w nieskonczonosc – no bo w koncu jesli zostanie wydana bardzo zywotna 1 to gracz nie kupi 2 bo ciagle bedzie gral w 1. . . po prostu dlugie gry sa nieoplacalne bo swoja zywotnoscia blokujom droge nastepcom. . . czyli doplywowi swiezej gotowki do kieszeni wydawcow. . . . co najlepiej widac w produkcjach EA kiedys posiadajacych w pewnej czesci otwarta strukture (vide nfsy chociazby) a obecnie nie do ruszenia. . .

  13. Od wydania pierwszej części jakiejś gry do wydania drugiej jej części musi minąć co najmniej pół roku, a bardziej prawdopodobnie – rok. Przejście nawet najdłuższej gry dwa razy to czas rzędu 200-300 godzin. Jak więc widać raczej marne szanse by długość gry sprawiła, że gracz nie kupi sequelu będąc zajętym podstawką. Tak samo przykład – Simsy. W pierwsze Simsy można grać w nieskończoność, a jednak zostały wyparte z rynku przez drugie Simsy. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że to naturalna kolej rzeczy, że kupuje się kolejne części tego co się lubi (nawet jeśli jest się zasadniczo przeciwnikiem sequelizmu, jak ja), a po drugie dlatego, że wprowadzały nowe elementy rozgrywki. A każdy sequel wprowadza coś nowego, czasem są to nowe meble, czasem nowe czołgi czy karabiny a innym razem ciąg dalszy (albo wcześniejszy) fabuły. Więc powodów, dla których ludzie kupują sequele jest mnóstwo i naprawdę długość czy potencjalna żywotność gry nic w tej kwestii nie zmienia. Jedyne sequele które się nie sprzedają to te, w wypadku, których najzwyczajniej nie ma jasnej korzyści z zakupu nowej części (jak UT3). Inną sprawą są mody. One są w stanie przedłużać żywotność i zainteresowanie grą w nieskończoność ale i w ich przypadku nie ma mowy o sytuacji, w której całkowicie zablokowałyby sprzedaż sequelu. Aż takiej siły nie mają. A gry są coraz krótsze dlatego, że jest coraz mniej czasu a ilość pracy koniecznej do wykonania przy grze cały czas roście. Ot cała tajemnica.

  14. @coppertopzobacz sobie jak zywotne sa gry ktore pozwalaja na modyfikacje. . . neverwinter nights czy chodzby rome: total war do ktorego widze ze caly czas ukazuja sie mody. . . ba! kompletne modyfikacje gry. i wlasnie zmierzam do tego o czym ty mowisz. . . nie chodzi o calkowita blokade squelu. . . ale pewien wplyw warto zaobserowowac. . . pamietam taka sytuacje, ze ludzie powiazani z EA marudzili, ze nfs6 im sie nie sprzedaje tak jakby chcieli bo ludzie caly czas graja w poprzednie czesci. . . a co czasu robienia gier. . . kto im broni posiedzenia nad gra pol roku dluzej? gdyby tylko wydawca chcial zeby gral byla ‚pelniejsza’ i dluzsza moglby bez problemu uwzglednic ze wiecej czasu trzeba na nia poswiecic niz pierwotnie sie zaklada. pytanie tylko po gra mialaby byc dluzsza? studio traci czas a graczom i tak przeciez pocisnie sie kolejna czesc bo przeciez 15 letni Johnny ze Stanow nie bedzie gral w jakies stare gry bo to niemodne. trzeba miec to co najnowsze. i na tym sie biznes kreci. moim zdaniem gdyby dzisiaj przecietna firma robila Baldurs gate (a nie Bioware, o ktorym wiadomo, ze chce wypuszczac jak najlepiej wykonczone produkty wprowadzajace cos wiecej do gatunku niz lepsza grafike czy nowy rodzaj broni. przy czym to firma ktorej zalezy na renomie i produkcie. nie musza sie spieszyc z wydawaniem kolejnych tytulow – maja komfort pracy, bo nie biora udzialu w zadnym wyscigu jak firmy pokroju EA czy Ubisoftu) mysle, ze trwaloby to mniej wiecej tyle samo co tworzenie oryginalu. a nowa jakosc jaka wprowadzilaby ta nowa firma swoim hipotetycznym BG na pewno nie moglaby byc porownana z ta jaka wprowadzilo Bioware 10 lat temu. zreszta. . . teraz mamy swietny przyklad. dlaczego blizzard nie trzaska co rok kolejnej czesci starcrafta i diablo (no przeciez nie dlatego ze nie ma na nich chetnych)?mysle ze kazdy jest w stanie sobie odpowiedziec na to pytanie.

  15. a co czasu robienia gier. . . kto im broni posiedzenia nad gra pol roku dluzej?

    Wydawcy. I wcale niekoniecznie działa to tak, jak mówisz, że jakby chcieli żeby gra była dłuższa to daliby im więcej czasu. Wydawca chcąc zrobić dłuższą, większą grę po prostu zatrudni więcej ludzi. Ale czasu nie da więcej bo wie, że konkurencja nie śpi. A to jest jak wymaganie by 9 kobiet urodziło dziecko w miesiąc. Oczywiście gry są coraz krótsze również dlatego, że taka strategia się opłaca (ludzie chcą takich gier bo mają coraz mniej czasu, bo coraz więcej jest graczy, którzy grają bo grają itd. ) ale moim zdaniem najpierw zaczęły się zmniejszać a dopiero potem wydawcy zauważyli, że nikomu to w sumie nie przeszkadza i słupki od tego nie spadają (a może wręcz przeciwnie).

    pytanie tylko po gra mialaby byc dluzsza? studio traci czas a graczom i tak przeciez pocisnie sie kolejna czesc bo przeciez 15 letni Johnny ze Stanow nie bedzie gral w jakies stare gry bo to niemodne. trzeba miec to co najnowsze. i na tym sie biznes kreci.

    No tak, o tym właśnie mówię, zmienia się przekrój rynku. Ale to już inny temat, nie sądzisz? Do tego obgadany już chyba na wszystkie strony na V ;D

    nie musza sie spieszyc z wydawaniem kolejnych tytulow – maja komfort pracy, bo nie biora udzialu w zadnym wyscigu jak firmy pokroju EA czy Ubisoftu

    Heh, Bioware należy obecnie do EA. Inna sprawa, że Elektronicy raczej nic tam zmieniać nie będą, bo studio ma renomę, więc można mu pozwolić na więcej – bo na pewno się sprzeda. Inna kwestia, że marne są szanse by ktoś pozwolił obecnie zrobić coś w rodzaju Mass Effect jakiejś pierwszej lepszej firmie – bo to za dużo kosztuje a finansowe efekty, z racji braku znanego i cenionego developera, są niepewne.

    mysle, ze trwaloby to mniej wiecej tyle samo co tworzenie oryginalu. a nowa jakosc jaka wprowadzilaby ta nowa firma swoim hipotetycznym BG na pewno nie moglaby byc porownana z ta jaka wprowadzilo Bioware 10 lat temu.

    Dlaczego zakładasz, że by nie mogła? Owszem, ciężej jest wprowadzić coś nowego, a już szczególnie dużo nowego, do względnie dojrzałego przemysłu ale bez przesady, nie zakładajmy z góry, że nie mieliby szans. Co do tego czy trwałoby to dłużej. . . Gdyby faktycznie mieli osiągnąć ten poziom to musiałoby to trwać dłużej. Problem w tym, że. . . . nie trwałoby. A to dlatego, że nikt by im nie pozwolił robić gry latami. 18 miesięcy i na półki. Nie skończyliście? To wypychamy to co jest a wy lecicie na bruk. Smutne ale dużo w tym prawdy.

    zreszta. . . teraz mamy swietny przyklad. dlaczego blizzard nie trzaska co rok kolejnej czesci starcrafta i diablo (no przeciez nie dlatego ze nie ma na nich chetnych)?

    Chwała im za to, ale czy to czegokolwiek dowodzi? Tylko rozsądku Blizz w kwestii niekatowania własnej marki, która i tak świetnie się trzyma. Ale czy sądzisz, że gdyby wydawali powiedzmy co 2 lata nową część gry, która wprowadzałaby choć trochę nowości i względnie trzymała poziom to ludzie nie rzucaliby się do sklepów? Ja myślę, że jednak tak. Narzekaliby na dojenie franczyzy ale i tak by kupowali. Tym niemniej przyznam, że SC to dobry przykład gry, której nie trzeba doić żeby na niej zarabiać. Co nie zmienia faktu, że gdyby zaczęli ją doić to raczej nie zarabialiby mniej.

  16. [quote]Wydawcy[/quote]mialem na mysli, ze kto broni wydawcy dac studiu wiecej czasu ;)jedyna odpowiedzia jest oczywiscie rzadza kasy. bo nie nie uwierze jesli ktos mi powie, ze gdyby EA przesunelo o pol roku premiere gry (i pozwolilo pracowac w spokoju studiu) to firma by zbankrutowala. [quote]ludzie chcą takich gier bo mają coraz mniej czasu[/quote]a to calkiem ciekawe twierdzenie. . . tylko. . . skad ten wniosek?i niby dlaczego ludzie teraz maja miec mniej czasu niz kiedys?[quote]Dlaczego zakładasz, że by nie mogła? Owszem, ciężej jest wprowadzić coś nowego, a już szczególnie dużo nowego, do względnie dojrzałego przemysłu ale bez przesady, nie zakładajmy z góry, że nie mieliby szans. [/quote]ok, moze przesadzilem z tym, ze nie mielby szans. ale szansa by dokonali takiego przelomu – moim zdaniem – jest na pewno o wiele mniejsza. oczywiscie takze z tych przyczyn o ktorych ty mowiles – czyli faktu, ze branza jest teraz bardziej rozwinieta. co nie zmienia tego, ze dokonanie podobnej rewolucji byloby tak samo trudne jak 10 lat temu. bo podobnie jak bioware ta nasza nowa hipotetyczna firma musialby dokonac skoku jakosciowego na podobna skale. z drugiej jednak strony moznaby podac argument, ze to bioware mialo ciezej bo bylo pionierem, a nowa firma moglaby skorzystac z doswiadczenia calej masy innych produkcji. ale wszystko sprowadza sie do tego o czym ja mowilem i o czym Ty mowisz – prawdopodobnie nie mielby po prostu na to czasu bo producent nie pozwolilby im zrobic gry takiej jaka by chcieli. [quote]Ale czy sądzisz, że gdyby wydawali powiedzmy co 2 lata nową część gry, która wprowadzałaby choć trochę nowości i względnie trzymała poziom to ludzie nie rzucaliby się do sklepów?[/quote]oczywiscie, ze uwazam ze ludzie by sie rzucili. o tym mowilem juz. idealnym przykladem tego jest seria nfs. jednak zobacz jak zmienia sie nastawienie ludzi. . . z serii kochanej przez miliony stala sie seria ktora z kazda kolejna odslona traci szacunek swoich fanow. co oczywiscie nie powoduje spadku jej sprzedazy. a blizz to firma z podobnymi tradycjami co bioware. poza tym. . . zaskoczyles mnie troche z tym ze bioware to EA. . . coz, nie jestem na biezaco. jednak przyklad ten pokazuje, ze jesli sie chce to mozna dac wiecej czasu to mozna to zrobic. no i tu mozna dopatrzec sie pewnej ciekawej rzeczy. mysle, ze ludzie z blizz po prostu chca byc postrzegana firma. bo zauwaz, ze tak naprawde firmy, ktore wykonuja skok na kase nie stworza produktow zapamietanych na lata. owszem, moga tworzyc dobre gry, ale z perspektywy czasu ludzie wymieniaja jako kanony wlasnie gry typu BG, Diablo, SC, pierwsze Age of Empires, Heroesi robieni przez 3DO czy Civilization. . . widocznie blizzowi bardziej zalezy na tym aby ludzie ich zapamietali niz na tym zeby za wszelka cene wycisnac jak najwiecej kasy. widze jednak, ze z grubsza mamy podobne zdanie na ten temat. moze pare szczegolow w naszym sposobie myslenia rozni sie, ale ogolnie chyba obu nam chodzi o to samo. podsumowywujac, to trudna kwestia do omowienia, bo temat jest bardzo rozmyty, z wieloma zmiennymi. wszystko jest zalezne od siebie. pokusze sie jedynie o stwierdzenie, ze jesli chodzi o male studia, to maja szanse na zrobienie w spokoju czegos wielkiego tylko te, ktore nie sa zalezne od wielkich korporacji. pozdrawiam 😉

  17. bo nie nie uwierze jesli ktos mi powie, ze gdyby EA przesunelo o pol roku premiere gry (i pozwolilo pracowac w spokoju studiu) to firma by zbankrutowala.

    Oczywiście, dokładnie o to mi chodzi. Wydajesz dużo == zarabiasz dużo. Filozofia nie do końca poprawna (ostatecznie powinna liczyć się jakość a nie ilość) ale powszechna.

    a to calkiem ciekawe twierdzenie. . . tylko. . . skad ten wniosek?i niby dlaczego ludzie teraz maja miec mniej czasu niz kiedys?

    To w sumie nie jest wniosek a jedna z przyczyn podawanych czasem przez wydawców i developerów. Czy prawdziwa czy nie? Chyba jednak po trosze tak. Choć w trochę innym sensie – nie tyle ludzie ogólnie mają mniej czasu co zmiany w targecie (casualizacja) sprawiają, że przeciętny klient poświęca na granie mniej czasu. Nie jest już gościem, który przez dobrych kilka godzin dziennie przeszukiwał każdy centymetr mapy w Deus Ex (oh to były czasy ;D) a zwykłym kolesiem, który gra 2, 3 godzinki przy bardzo dobrym wietrze. Nie mówiąc już o tym, że średnia wieku graczy ustawicznie się zwiększa – a skoro tak to gry nie są już kierowane do nastolatków ale do osób dwudziesto- czy trzydziestokilkuletnich, czyli takich, które mają pracę, często też rodzinę i nie mogą poświęcać pół dnia na przechodzenie gry. Ale skończyć ją jednak chcą w sensownym czasie.

    ok, moze przesadzilem z tym, ze nie mielby szans. ale szansa by dokonali takiego przelomu – moim zdaniem – jest na pewno o wiele mniejsza.

    Zdecydowanie.

    z drugiej jednak strony moznaby podac argument, ze to bioware mialo ciezej bo bylo pionierem, a nowa firma moglaby skorzystac z doswiadczenia calej masy innych produkcji.

    Z całą resztą akapitu się zgadzam, dodam tylko 0,03 PLN tutaj. W zasadzie można by powiedzieć, że wprowadzając prawdziwie rewolucyjne rozwiązania zawsze jest się pionierem. Więc w zasadzie nadal wymyślać musieliby tyle samo, a różnica polega chyba wyłącznie na tym, że mieliby więcej wskazówek z przeszłości, które pomysły wypalą.

    z serii kochanej przez miliony stala sie seria ktora z kazda kolejna odslona traci szacunek swoich fanow.

    Tak, rzecz w tym, że jest to spowodowane dojeniem na siłę. EA powinno się nauczyć, że jak doić to też z umiarem. Zamiast co roku to może co dwa?

    co oczywiscie nie powoduje spadku jej sprzedazy.

    Dziwne ale prawdziwe ;D

    zaskoczyles mnie troche z tym ze bioware to EA. . .

    Niedawno ich kupili. Od razu po przejęciu zapowiedzieli zresztą, że zostawią ich w świętym spokoju i będą tylko odcinać kupony 😉

    widocznie blizzowi bardziej zalezy na tym aby ludzie ich zapamietali niz na tym zeby za wszelka cene wycisnac jak najwiecej kasy.

    Tak, choć to też jest sposób na biznes. Zrób bardzo dobrą grę, wypromuj ją tak, by została legendą, odcinaj kupony przez kilka lat a dopiero jak gracze sami zaczną coś przebąkiwać, że u ciebie cicho – wyskocz z sequelem. A w międzyczasie wprowadź jakąś nową-starą franczyzę w stylu WoW’a. Podejście EA „starej gwardii” jest znacznie prostsze, ale i mniej efektowne. Choć z drugiej strony ciężko powiedzieć, żeby NFS, Fifa i spółka, czy chociażby Battlefield nie należały do kanonu. Nawet jeśli jest to mniej elitarny kanon, w którym gracze pamiętają grę dlatego, że cały czas o niej słyszą, a nie dlatego, że do niej tęsknią.

    podsumowywujac, to trudna kwestia do omowienia, bo temat jest bardzo rozmyty, z wieloma zmiennymi. wszystko jest zalezne od siebie.

    Przede wszystkim niewiele tak naprawdę wiemy. Bardzo duża część tego, co nazywamy przemysłem gier rozgrywa się za zamkniętymi drzwiami a gracze mogą tylko gdybać (co przecież właśnie robimy ;D) i próbować zrozumieć to i owo na podstawie strzępków informacji z wywiadów itp.

    pokusze sie jedynie o stwierdzenie, ze jesli chodzi o male studia, to maja szanse na zrobienie w spokoju czegos wielkiego tylko te, ktore nie sa zalezne od wielkich korporacji.

    Naturalnie. Przy czym jest też inna zmienna – nowatorski pomysł. Często widzę gry małych, niezależnych studiów, które są niczym innym jak niedorobionymi klonami wielkich produkcji. I choć dobrze jest stworzyć grę, którą da się wpisać do jakiegoś gatunku to jednak zbyt dużo studiów zaczyna od tworzenia gier nijakich. Najlepszy przykład ostatnio mieliśmy niestety z naszego kraju – Polskie, z bożej łaski, GTA. Żałość i beznadzieja. Szykuje się gniotoklon w pełnym znaczeniu. A w sumie niewiele trzeba było, by wyszło z tego coś ciekawszego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here