Nie ma już miejsca na kreatywność – liczą się tylko wyniki sprzedaży i excelowe słupki w rocznych podsumowaniach. Nikt nie chce ryzykować, sprzedają się tylko superprodukcje i to w dodatku ohydnie okaleczone. Sequele kulciaków są upraszczane, nowe gry tworzone są tylko po to, żeby przypodobać się masowemu odbiorcy i nawet ocet nie smakuje tak, jak dawniej. Choć generalnie jestem przeciwny wszelkim teoriom histeryczno-spiskowym, muszę przyznać, że coś w tym jest. Jeśli duży producent ma do wyboru – kasę albo sztukę… zwykle wybiera to pierwsze.

Niektórzy rozdzierają szaty nad faktem, że gry są coraz prostsze i mniej wyszukane. Ja – biorąc pod uwagę, że coraz bardziej się starzeję – aż tak bardzo się tym nie przejmuję. Refleks już nie ten, jasność umysłu też… więc gdyby gry były w dzisiejszych czasach tak trudne, jak kiedyś to pewnie też bym nie nadążył :P. Gorzej, że za wytycznymi księgowych nie idzie tylko upraszczanie gier znanych i lubianych. Zauważyłem, że pojawiły się bowiem gry od początku zaprojektowane jako te „gorsze”.

Kiedyś, kiedy ktoś wydawał dziwną grę, z kiepską grafiką albo niedopracowanym interfejsem, była to zwykle produkcja niedoświadczonego, startującego wydawcy, który miał nadzieję, że nadrobi wszystko oryginalnymi rozwiązaniami i nowymi opcjami. Dziś – nie umiem się oprzeć temu wrażeniu – wiele gier jest tworzonych od początku do końca z myślą o przeciętniactwie. Dajmy średni silnik, średnią fabułę, trochę dosyć efektownych wybuchów i fabułę o spisku w Watykanie. Będzie miało widok z perspektywy pierwszej osoby, więc zapewne się sprzeda. Jeśli nawet nie w full prajsie, to licząc na oceny w okolicach 6+ (byłoby świetnie!), możemy liczyć na zysk i jeszcze przedłużenie żywota za pomocą koszów z grami po 9,99.

To tak jak z tymi filmami straight-to-video, na które co jaki czas każdy z nas się nabiera, a które stacje telewizyjne kupują, żeby zapchać dziurę w niedzielne popołudnie. „Wróg blisko drzwi”, „Niebezpieczne ryzyko” i „Wewnętrzne smutki”, w reżyserii Arnolda Farkina z Liz Schmoops w roli głównej. Kiedy się ten film już obejrzy, człowiek zadaje sobie pytanie: „po co ktoś w ogóle zadawał sobie trud jego nakręcenia?” „Po co ci wszyscy statyści, dekoracje, kostiumy?” „Czy naprawdę myślałem, że film o fikcyjnym zabójstwie George'a W. Busha będzie wykraczał poza schemat „ach ten wredny Bush i jego piekielne hordy””? Muszę uważać, bo zapętlają mi się cudzysłowy.

Tak samo jest z niektórymi grami. Grasz i zastanawiasz się „o co tu chodzi”? Kiepski klon Command & Conquera, Dooma czy Tomb Raidera. Po co powstał? No właśnie – dla tych przeklętych księgowych, którzy wyliczyli, że to się opłaci i – o zgrozo – mieli rację. Zawsze tą gierkę można przecież wcisnąć na cover z fullami, jako zapchajpłytę. Bo ma niskie wymagania sprzętowe i umysłowe, bo można napisać „sympatyczna strzelanka na parę godzin” i jakoś się to przepchnie. Wszyscy są zadowoleni, a ja zgrzytam zębami, widząc, jak te wszystkie siły i środki, animacje i tekstury mogły być wykorzystane w czymś naprawdę fajnym, oryginalnym i zabawnym.

A tymczasem wszyscy przeżuwamy tę papkę i prawdę mówiąc powinniśmy być wdzięczni, kiedy księgowi decydują się na stworzenie sequelu do pięciogwiazdkowej gry. W nim możemy przynajmniej być pewni dobrej kontroli jakości, prawdziwych aktorów i grafików z górnej półki. Może nie polotu, ale przynajmniej poprawnego rzemiosła. Gorzej, kiedy ktoś wyliczy, że najbardziej się opłaca tworzyć tanie, jednowymiarowe klony hitów z przeszłości. Wtedy już nie pozostanie nam nic innego, jak tylko znów zagrać w Wolfensteina 3D i tęsknić za jego sequelem. Uch.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

7 KOMENTARZE

  1. Dostajemy to na co zasłużyliśmy. Głosując naszymi portfelami stworzyliśmy potworka to i teraz cierpmy z honorem. Nawet patrząc po statystykach ,,ściągalności’’ dem widać jak ciężko zachęcić graczy nawet do zapoznania się z ,,innowacjami’’. Będąc wydawcą chyba nie skusił bym się na zielone światełko dla takiego BG&E 2. Sam kac moralny można przeżyć a dolary z NOWEGO NFS-a pozwolą na podjęcie ,,nowatorskiego’’ projektu jakiejś, najlepiej drugowojennej, strzelanki :/. Obecnie z wielką radością pogrywam w doskonałego STALKERa CS przegryzając FLATOUTem UC i nie narzekając na wtórność ale świadomość że nawet Jade robić będzie pod (tfu tfu) casuali, rani me wrażliwe serce 🙁

  2. Ja jeszcze moge okazac doze zrozumienia dla dopiero co wchodzacych na rynek gier producentow, chcacych zapewnic sobie jakis start, poprzez wydanie gry bazujacej na tym co obecnie jest najbardziej chwytliwe. Ale szlag mnie trafia jak czytam, ze ktos specjalizujacy sie od nastu lat produkcja i wydawaniem gier, postanawia zrobic pietnasta kontynuacje swego arcyciekawego tytulu. Miejsce na kreatywnosc zawsze jest, zwlaszcza dla wielkich branzowcow z jeszcze wieksza kasa. Tylko oni takiego terminu jak „kreatywnosc” nie biora pod uwage, planujac budzet na nastepny rok.

  3. Rozumiem gry pod sprzedaż, po to by zyskać budżet dla sztuki. Ale czy takie studia istnieją? Strategia wygląda następująco. Zróbmy hit! Zaróbmy miliony, podbijmy serca graczy, ryzykujemy dużo, ale możemy zyskać jeszcze więcej, a gdy już zyskają, nie chcą stracić, więc mamy ctrl+c ctrl+v.

    • Rozumiem gry pod sprzedaż, po to by zyskać budżet dla sztuki. Ale czy takie studia istnieją?

      sa studia, ktore robia znakomite gry dla kasy [blizzard, Id – choc ich gry sa ostatnio bardzo. . ‚specyficzne’, vide doom3]

      Ja jestem bardzo wyczulony na jakość i jeżeli gra nie ma 90+% na gamerankings to żal mi wydawać kasy. Coraz trudniej o takie gry,dlatego osobiście kupuję jakieś 3-5 gier rocznie.

      dla mnie gamerankings to nieporozumienie. Ilez bylo dyskusji o tym, ze ludzie zle oceniaja gry ( 7/10 wg ogolu to sredniak, a 5/10 to gniot)moze to nie bedzie chlubne, ale wiekszosc moich oryginalow ‚testowalem’ wczesniej na piratach. To jest o wiele lepszy sposob niz slepe ufanie recenzja. (bylo tylko pare wyjatkow, wobec ktorych bylem pewien, ze sie nie zawiode – gothic2 , stalker clear sky)Wiekszosc osob narzeka,ze w ciagu roku jest bardzo malo ambitnych,ciekawych gier. Ja sie siesze z tego faktu, wreszcie mam czas by zagrac we wszystkie interesujace tytuly, bez pospiechu :)pare lat temu, bylo to niemozliwe.

  4. Ja jestem bardzo wyczulony na jakość i jeżeli gra nie ma 90+% na gamerankings to żal mi wydawać kasy. Coraz trudniej o takie gry,dlatego osobiście kupuję jakieś 3-5 gier rocznie.

  5. dzięki bogu PCtowcy posiadają jeszcze Blizzard,który raz na 5 lat wyda grę godną uwagi i poświęcenia wielu tygodni/miesięcy graniachociaż sami powoli zjadają swój ogon, bo ileż można naprodukować warcraftów/stracraftów i diabełków ?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here