Sony Santa Monica powraca z kontynuacją najlepszej gry minionego roku. Jakie zmiany przyniesie oczekiwany sequel?

O Mass Effect napisano już wszystko (lub prawie wszystko) na fali jego premiery na konsolę Microsoftu. Na naszym Valhallowym drakkarze mieliście okazję przeczytać recenzję samego WODZA dlatego też w tym tekście skupię się wyłącznie na kwestiach wydania wersji PC i tego, co budzi olbrzymie emocje w kraju nad Wisłą – lokalizacji dokonanej przez naszego rodzimego wydawcę, firmę CD Projekt.

Produkt wyjątkowy

Do odstrzału!

O tym, że studio BioWare potrafi robić gry z gatunku RPG przekonał się chyba każdy fan elektronicznej rozrywki. Wystarczy wymienić takie tytuły jak Baldur’s Gate, Neverwinter Nights, Jade Empire czy Star Wars: Knights of The Old Republic. Kolejnym dzieckiem tego studia stał się Mass Effect, który pod koniec zeszłego roku trafił na konsolę Xbox360, a dopiero teraz na komputery osobiste.

Tym, którzy nie czytali recenzji Katmaya i jakimś cudem nie zetknęli się z informacjami na temat tego tytułu przypomnę, że Mass Effect to typowy RPG rozgrywany w konwencji S-F, opowiadający historię komandora Sheparda, który wstępuje w szeregi elitarnego, galaktycznego oddziału Widm. Jego członkowie stoją ponad prawem, a zatem potrafią wykonać nawet najtrudniejsze (fizycznie i dyplomatycznie) zadania. Pojawienie się pierwszego człowieka w szeregach jednostki zbiega się w czasie z większą zawieruchą, której stawką będzie (a jakże) los całej galaktyki. To właśnie nie kto inny, ale właśnie Shepard będzie musiał ją uratować. Trzeba przyznać, że choć w niektórych momentach fabuła ociera się o banał cała historia jest opowiedziana niezwykle sprawnie i wciągająco w iście filmowej konwencji. Tyle o fabule.

Wersji PC jaka pojawiła się nad Wisłą, jak podkreślał od samego początku jej wydawca jest wyjątkowa. Prestiżowość polskiego wydania Mass Effect na PC widać na wielu szczeblach produkcji. Po pierwsze – była to największa lokalizacja w historii firmy. Dziesiątki aktorów, setki godzin nagrań, olbrzymia ilość przetworzonego tekstu. Pod względem wysiłku, który włożono w projekt, Mass Effect przewyższał chyba nawet pierwszą i wyjątkową z tego względu lokalizację Baldur’s Gate. Wysiłek tym większy, że dzieło BioWare posiada możliwość rozegrania go zarówno męskim jak i żeńskim bohaterem, a co za tym idzie wszystkie dialogi musiały zostać zdublowane. Olbrzymi rozmach przedsięwzięcia miały podkreślać głośne nazwiska aktorów wcielających się w role główne. Męską wersję komandora Sheparda zagrał Marcin Dorociński, zaś żeńską Magdalena Różczka.

Tak wyjątkowe wydanie Mass Effect w Polsce miało być (wg słów samego wydawcy) ukoronowaniem niezwykle życzliwych stosunków jakie panują między CD Projektem, a BioWare. Warto przypomnieć, że oryginał silnika Aurora, z którego skorzystało CD Projekt RED przy tworzeniu swego flagowego produktu, czyli Wiedźmina jest właśnie autorstwa BioWare.

Mam moc!

Prestiżowość wydania polskiego poza kwestią lokalizacji widoczna jest nawet w tym, co znajdziemy w pudełku z grą. Poza dwoma płytkami z Mass Effect, otrzymamy jeszcze jedną z tzw. materiałami dodatkowymi, czyli filmem, z którego dowiemy się jak przebiegała lokalizacja dzieła BioWare. Poza tym w pudełku znajdziecie karty pocztowe z artworkami z gry, grubiuteńki, pełen map i przydatnych wskazówek poradnik, skróconą kartę pomocy i oczywiście instrukcję. Z pozoru – standard. Warto jednak zwrócić uwagę na jakość. To co mnie najbardziej zaskoczyło to fakt, że ktoś wreszcie nie oszczędzał i wydał instrukcję i poradnik w kolorze. Niby nic, ale zupełnie inny odbiór, nie mówiąc, że najzwyczajniej w świecie wreszcie coś widzę na zamieszczonych w instrukcji screenach, co w przypadku wydań czarno-białych wcale nie jest takie oczywiste.

John „Flegma” Shepard

Wróćmy jednak do lokalizacji. Tak jak napisałem to największe tego typu przedsięwzięcie w historii CD Projektu. I trzeba przyznać, że widać tego rozmiary. Lokalizacja jest kompletna, obejmując zarówno wypowiadane przez postacie kwestie, opisy w ekwipunku po kompletnie przetłumaczony (również z lektorem) tekst leksykonu. Jeśli chodzi o samo tłumaczenie trudno tu do czegokolwiek się przyczepić. Jest ono spójne, zachowuje odpowiedni klimat S-F. W proces lokalizacji zostało zaangażowano ponad 70 aktorów i trzeba przyznać, że całkiem nieźle to wyszło. Postarano się nawet o odpowiednie „stechnicyzowanie” wypowiadanych kwestii poprzez modulację głosu co bardzo przyjemnie uwypukliło cechy niektórych ras. Niestety nie we wszystkich wypadkach podkładający głos aktorzy spisali się na medal. Niektóre dialogi są czytane zupełnie beznamiętnie i bez emocji. Co warte zaznaczenia, w grze zobaczymy pełną synchronizację ruchu warg z wypowiadanymi po polsku słowami. Za ten element należą się duże brawa, szczególnie wspominając brzuchomówcę Geralta.

Kto tak brzydko mówi?

Siłą przyciągającą do tytułu miały być, jak już pisałem głośne nazwiska odtwórców głównych ról – Marcina Dorocińskiego i Magdaleny Różczki. Paradoksalnie ten zabieg CD Projektu okazał się chyba największym błędem w całym procesie polonizacji. O ile Różczka radziła sobie całkiem nieźle i przyjemnie słuchało się wypowiadanych przez nią kwestii, o tyle Dorociński nie sprawdził się zupełnie. Przez cały czas gry miałem wrażenie, że komandor Shepard dzień wcześniej zaliczył niezłą imprezkę i jest mocno niewyspany. Nawet w największym bitewnym zamieszaniu głos Sheparda brzmiał jakby ten zaraz miał powiedzieć „moment, tylko skończę kanapkę i dopiję kawę”. Brak werwy i męskiej szorstkości w głosie nijak nie przystawał do elitarnego żołnierza ratującego galaktykę, który co chwila odsyła do piachu dziesiątki wrogów. W efekcie gra męskim Shepardem sprawiała wrażenie flegmatycznej, a wszystkie jego kwestie przyprawiały mnie o ziewanie. Zdecydowanie lepiej w tej roli sprawdziłby się choćby Jacek Rozenek (nota bene również zaangażowany w lokalizację Mass Effect).

Podkładający głosy pod pozostałych członków naszej drużyny nie wyróżnili się niczym szczególnym. Z jednej strony nie było w tym wielu emocji, przez co postacie wypadły dość nijako, z drugiej strony skłamałbym gdybym napisał, że mi to jakoś szczególnie przeszkadzało w grze. Ot, nic porywającego.

Odświeżony interfejs

Moją uwagę zwróciła jednak budząca kontrowersje, zwulgaryzowana w polskiej wersji językowej postać Urdnota Wrexa. Choć wielu recenzentów taki zabieg oburzył, mnie wyjątkowo przypadł do gustu. Nieprzebierający w słowach krogański najemnik zdecydowanie wyróżnia się z plejady, raczej nudnych i nijakich postaci (biorąc pod uwagę odgrywających ich rolę aktorów). Oczywiście wulgaryzmy mogą budzić oburzenie niektórych, traktujących je jako zbędne i nikomu niepotrzebne, ja jednak uważam, że taka wulgaryzacja bezkompromisowego, prymitywnego i brutalnego kroganina doskonale podkreśla charakter jego samego jak i jego rasy.

Podsumowując samą lokalizację – widać olbrzymi wysiłek CD Projektu. Niestety efekt końcowy zepsuła średnia (zbyt „płaska”) gra aktorów i wyjątkowo słaby Dorociński, który po prostu chyba do tej roli nie pasował temperamentem. Na brawa zasługuje zaś warstwa tekstowa, która stoi na najwyższym poziomie. Dodatkowo należy zaznaczyć, że polska edycja jest ponoć jedyną, z której usunięto idiotyczne ograniczenie ilości instalacji gry.

Grzechy (konsolowych) przodków

Zmienione elementy „logiczne”

Wydanie PC Mass Effect to jednak nie tylko sztuczki CD Projektu. Sam BioWare zadeklarował, że wersja na komputery osobiste, nie będzie prostym portem z konsoli, ale zostanie dostosowana do platformy, na którą migruje. W ten oto sposób właściciele pecetów mieli dostać tę samą, acz nieco ulepszoną wersję gry, którą pół roku wcześniej otrzymali konsolowi koledzy. Studio dotrzymało obietnicy.

Najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest walka. W wersji konsolowej była ona nastawiona na czystą akcję przybierając postać typowej strzelanki TPP. Na PC choć wciąż odbywa się ona w ten właśnie sposób ludzie z BioWare oddali nam możliwość kierowania poczynaniami naszych kompanów z drużyny. Aktywna pauza pozwala na wydanie rozkazów poszczególnym członkom zespołu. Nie ograniczają się one tylko do „broń”, „atakuj”, „idź”. Możemy także wymusić na naszym towarzyszu skorzystanie z konkretnej umiejętności/mocy. W ten sposób walka choć wciąż niezwykle dynamiczna zyskuje elementy rozgrywki taktycznej.

Najprawdopodobniej poprawiono też pracę kamery, na którą skarżył się redakcyjny WÓDZ, bo podczas całej gry nie uświadczyłem z tym żadnych problemów.

Niestety, pomimo silnej krytyki w wersji konsolowej nie zmieniono nic z podróżami na planety i klonowanymi schematami znajdujących się tam budowli. Najwidoczniej wymagałoby to zbyt dużej ingerencji w kod gry. W ten sposób wycieczki MAKO po powierzchniach planet wciąż są męczącą zapchajdziurą zamiast czynnikiem uatrakcyjniającym rozgrywkę. Szkoda.

Chyba nie powie „ręce do góry”

Nie zmieniła się też długość kampanii. Grę można skończyć w niewiele ponad 30h co jak na standardy pecetowych RPGów nie jest wynikiem oszałamiającym. Mnie, choć włóczyłem się po świecie i zmarnowałem sporo czasu na bezproduktywne zwiedzanie ukończenie Mass Effect zajęło 41h, co w porównaniu z ponad 100 godzinami poświeconymi NWN2 czy grubo ponad 50-ma na Wiedźmina trudno nazwać wynikiem zadowalającym. Główna linia fabularna jest śmiesznie krótka co ewidentnie rzuca się w oczy. I choć naprawdę wciągająca, graczowi wychowanemu na Baldurach i innych pecetowych RPGach pozostaje pewien niedosyt. Dorzucając do tego schematyzm większości sidequestów niektórzy mogą odnieść wrażenie, że zamiast głównego dania otrzymali zaledwie przystawki.

Wyjątkowo krótki wątek główny tłumaczy zapewne fakt, że Mass Effect od początku był planowany jako trylogia. Mimo wszystko… obawiam się, że dla wyrafinowanego pecetowego gracza to, co zaoferowano mu w pierwszej części może być niewystarczające.

Pozytywnie należy natomiast ocenić prędkość doczytywania danych. Odbywa się to bardzo szybko i zupełnie nie przeszkadza w grze. Istotnym faktem, szczególnie dla tych posiadających niewielkie dyski twarde jest fakt, że Mass Effect potrzebuje ponad 13GB do instalacji.

Efekt nie do końca masowy

Podsumowując Mass Effect PC w wersji PL należy podkreślić wysiłek jaki rodzimy wydawca włożył w wydanie tego tytułu. Niestety operacja zakończyła się tylko połowicznym sukcesem o czym pisałem w akapicie poświęconym lokalizacji.

Shepard zdziwiony niskim poziomem doświadczenia

Ocena wersji PC Mass Effect wciąż jednak pozostaje wysoka. Cieszy szczególnie „utaktycznienie” walki. Szkoda zachowania grzechów z wersji konsolowej, jednak jak rozumiem twórcy tak znaczące poprawki zostawili sobie na drugą część gry. Pomimo tego, że minęło ponad pół roku od premiery na konsole to wciąż bardzo mocny tytuł, a ludzie z BioWare po raz kolejny potwierdzili, że znają się na robieniu RPGów. Grę całkiem zgrabnie udało się przenieść na komputery osobiste. Na plus zasługują również starania naszego rodzimego dystrybutora, jednak w przypadku drugiej części gry rozważyłbym opcję ponownego castingu na aktorów odtwarzających główne role. Szczególnie męską wersję Sheparda.

Ode mnie spolonizowany Mass Effect PC otrzymuje porządne 8.5.

Kiedy na konsolach ukazał się ostatni produkt BioWare ich zwolennicy zyskali argument potwierdzający wyższość ich platformy nad PC. Na szczęście twórcy Mass Effect postanowili zlitować się nad właścicielami poczciwych blaszaków i wydali swoje dziecko na komputerach osobistych. Co więcej – dostosowali je do platformy na którą przygody komandora Sheparda zostały przeniesione. Do całej tej mieszanki swoje dorzucił nasz rodzimy wydawca CD Projekt, dokonując największej w historii firmy lokalizacji gry. Co z tego wyszło?

Plusy

Minusy

[Głosów:0    Średnia:0/5]

16 KOMENTARZE

  1. Aktywna pauza pozwala na wydanie rozkazów poszczególnym członkom zespołu. Nie ograniczają się one tylko do „broń”, „atakuj”, „idź”. Możemy także wymusić na naszym towarzyszu skorzystanie z konkretnej umiejętności/mocy.

    W wersji konsolowej również mogliśmy wymusić skorzystanie z mocy. W opcjach gry dało się ustawić, czy postać sama ma uzywać mocy, czy wszystko chcemy robić manualnie. Nie widzę więc żadnej różnicy w rozgrywce.

  2. Czyli w sumie wychodzi na to ,że gry wcale nie poprawili, bo jak powiedział Arkejd ta aktywna pauza na konsoli była bodajże urochamiana za pomocą LB (nie pamiętam dokładnie), bo praca kamery była znośna.

    • Czyli w sumie wychodzi na to ,że gry wcale nie poprawili, bo jak powiedział Arkejd ta aktywna pauza na konsoli była bodajże urochamiana za pomocą LB (nie pamiętam dokładnie), bo praca kamery była znośna.

      Tak, praca kamery była znośna. I tak, gry wcale nie poprawili bo gdyby chcieli to zrobić, w wersji PC nie byłoby ciągle powtarzających się lokacji jak w konsolowym oryginale. Bioware miało ponad pół roku na poprawę błędów wytkniętych w recenzjach, zle nic nie poprawili. Czemu? Absolutnie niemam pojęcia. Może oni są tak zapatrzeni w swoje dzieło, że nie chcą nic poprawiać? Może nie mogli poprawić błędów bo jakiś zapis w kontrakcie z Microsoftem im na to ne pozwalał? Któż to wie.

  3. Problem z polską wersją jest taki, że nie działają z nią patche. Więc ma się wrażenie że dostało się ładnie zapakowanego pirata. . . Poza tym w angielskiej wersji aktorzy faktycznie grali, wypowiedzi były bardzo emocjonalne i równie klimatyczne, a w polskiej wszystko sprawia wrażenie jakby ktoś beznamiętnie czytał co ma napisane na kartce.

  4. trzeba dodac ze polonizacja ma kilka kwiatkow – w paru miejscach kwestia pisana i mowiona sie nie zgadzaja (wymawiana jest kwestia z innej opcji dialogowej), w kilku miejscach brakuje wogole tekstu mowionego, a i udalo mi sie znalezc tekst wogole nieprzetlumaczony (i to w glownym watku fabularnym, podczas desantu na jedna z planet)ale generalnie nie bylo tak zle, polonizacja nie przeszkadza o to juz dobrze. aha wrex rzadzi 🙂

  5. Jeśli chodzi o dialogi to faktycznie przetłumaczono je przyzwoicie i nie czuć zbytniej drętwoty oraz walki tłumacza ze swoim lenistwem. Podczas walki zastanawiałem się czemu autorzy nie dali systemu turowego (tak wiem jest „passe”), w tej grze sprawdziłby się rewelacyjnie. Jakoś nie lubię zbyt dynamicznej walki w crpg, od tego mam fps`y

  6. Okey, to w takim razie mam jedno, a w sumie to dwa pytania. Pierwsze: Czy wersja angielska jest kinowa? I pytanie drugie, wiazace sie poprzednim: Czy w niej tez wystepuja problemy z patchami?

  7. Polskie wydanie Mass Effect możesz zainstalować w dowolnej konfiguracji: polskie głosy i tekst, angielskie głosy polski tekst, angielski tekst i głosy, polskie głosy angielski tekst. Nie powiem ci na 100% mnemic, ale według mnie problemy z patchami nie wynikają z tego jaką masz zainstalowaną wersję językową. Polskie wydanie jest pozbawione zabezpieczenia jakie mają inne wydania. Zabezpieczenie wymaga autoryzacji przez internet i ma ograniczoną liczbę instalacji. Z tego co wiem by zainstalować patch trzeba najpierw przejść przez jakąś procedurę autoryzacji czy też generowania klucza. Brak tego zabezpieczenia to zapewne między innymi inny plik . exe gry. Jeśli ten plik podmienia się, albo modyfikuje według danych z patacha do wersji z zabezpieczeniem to wydanie polskie przestaje działać. Są to jednak tylko moje domysły w tej sprawie więc mogę się mylić.

  8. Cholera, jesli idzie o sama gre, to az sam sie dziwie efektowi, ktory na mnie wywarla 🙂 Po prostu chce sie grac i gra przyciaga mocno. Ostatnio takie parcie mialem chyba przy Wiedzminie, a wczesniej to dlugo dlugo nic. Z drugiej strony – tej bardziej technicznej – gra nie spelnia podstawowych wymogow, ktore mam w stosunku do gier cRPG. Jest liniowa, misje poboczne sa koszmarnie powtarzalne, wiec po pewnym czasie zdecydowana ich wiekszosc po prostu nuzy. Brak jakichs wyraznych relacji pomiedzy czlonkami zespolu. Do tego jeszcze wrzucono jakies durne achievementy, ktore nie wiadomo z jakiej racji wplywaja (dosc znacznie momentami) na ewentualne nastepne rozgrywki w gre. Gwozdziem do trumny sa ograniczone, podobne i rowniez monotonne swiaty, ktore mozemy odwiedzic. Jedynie planety glownowatkowe sa swietnie przygotowane, roznia sie od siebie mocno, dajac kazdorazowo inne odczucia i tworzac rozny klimat. Ale podsumowujac – mimo oklepania i sztampowosci glowny watek daje rade i utrzymuje ta gre w kupie. Z pewnoscia warto w gre zagrac, pomimo wszystkich mankamentow jakie posiada. Mam tylko nadzieje, ze nastepne czesci beda jednak lepiej skonstruowane. p. s. Wrex rzadzi. Co prawda zaczalem z nim grac w nastepnych przejsciach gry, ale jego komentarze naprawde sa piekne.

  9. Ja nie dawno zakupiłem tą grę, skuszony dobrymi opiniami. To, że warto w nią zagrać już pisało wielu, dlatego pominę tego typu komentarze. Chciałem tylko pożalić się, jak bardzo irytuje mnie sterowanie 2 dodatkowymi NPCami. Po kilku godzinach gry skończyło się to tym, że używam ich jako. . . mięsa armatniego:P Nie zmienia to jednak faktu, że co walkę myślę tylko gdzie mi sie oni będą pałętać, gdzie polecą, jakiego rozkazu nie wykonają, co zablokują, zasłonią(szczytem irytacji jest moment, kiedy jeden z towarzyszy nagle wyparowuje z pola walki, a dzieje się to dość często:/). . . Szczerze, wolałbym tą grę z samym Shepardem.

  10. Szkoda,ze nie za bardzo pociagaja mnie takie gierki w klimatach Science Fiction, do tego konwersja z konsoli ale zawsze pozostaje stary poczciwy Baldurs i Planescape 🙂

  11. Ja troche z innej beczki. Nie wiem dlaczego wszystkie sieci tak uporczywie promuja tę gre. Powoli robi się to denerwujace jak przed kazdym „komputerowym” leży 50 zakurzonych poduelek z ME. (taka sytuacja jest min. w empiku,media markt). Przechadzajac sie ostatnimi czasy nie mozna oprzeć sie wrażeniu, że w Polsce dostepna jest jedna pozcyja; własnie ME- trudno mi znaleźć gre która by w kraju nad wisłą miała tak wielki wachlarz reklamowy. Gra naprawde nie jest zła, ale ogladanie jej we wszytskich możliwych sklepach,na kazdej polce i reklamie,delikatnie rzecz biorąc „pcha na usta pejoratywne słowka”

    • Ja troche z innej beczki. Nie wiem dlaczego wszystkie sieci tak uporczywie promuja tę gre. Powoli robi się to denerwujace jak przed kazdym „komputerowym” leży 50 zakurzonych poduelek z ME. (taka sytuacja jest min. w empiku,media markt). Przechadzajac sie ostatnimi czasy nie mozna oprzeć sie wrażeniu, że w Polsce dostepna jest jedna pozcyja; własnie ME- trudno mi znaleźć gre która by w kraju nad wisłą miała tak wielki wachlarz reklamowy. Gra naprawde nie jest zła, ale ogladanie jej we wszytskich możliwych sklepach,na kazdej polce i reklamie,delikatnie rzecz biorąc „pcha na usta pejoratywne słowka”

      Nie martw się stary. U nas gry sobie leżą na półkach a na forach internetowych aż wre od opinii na temat dzieła Bioware. Taka nasza polska rzeczywistość. Wszyscy grają we wszystko a gry na półkach leżą i się kurzą. Jak to pięknie katmay ujął w innym temacie – ulubioną produkcją polskich graczy jest osiołek czy inny torrent. Ten fragment wyjaśnia prawie wszystko i ja osobiście zgadzam się z nim w 100%.

  12. Akurat to, że ME jest pełno na polskich półkach to nie tylko wina piratów, ale opieszałości CDP w wydaniu gry. Swiatowa premiera na PC pod koniec maja, polska premiera gdzieś w połowie lipca – nawet najbardziej cierpliwi i szanujący prawo zdążyli kupić swój egzemplarz w zagranicznym sklepie wysyłkowym, albo w wersji EA Downloader. Btw. Aballah – o ile pamiętam do samego patcha nic nie było potrzebne, natomiast instalacja (śmiechu wartego, z resztą) dodatku „Bring down the sky” wymagała weryfikacji klucza i wygenerowania jeszcze jednego, dla dodatkowej zawartości właśnie.

    • Swiatowa premiera na PC pod koniec maja, polska premiera gdzieś w połowie lipca – nawet najbardziej cierpliwi i szanujący prawo zdążyli kupić swój egzemplarz w zagranicznym sklepie wysyłkowym, albo w wersji EA Downloader.

      Nie rozśmieszaj mnie. Zajrzyj na kilka największych for w Polsce i będziesz wiedział jak ludzie „kupują” gry z zagranicy. To jest PLAGA przez naprawdę duże „P”. Szkoda mi tego kraju i tych młodych ludzi ze skrzywionym poglądem na piractwo. Według nich to nie jest złodziejstwo i takie myślenie jest bardzo smutne.

  13. Ja nie mówię o gówniarstwie (wiekowym czy mentalnym, bez różnicy), do którego niestety większość dużych serwisów o grach w polsce jest kierowana, tylko o dorosłych ludziach, których na gry stać i nie pożyczają ciągle od wujka Torrenta. Ja swoją kopię ME zamówiłem z Gameplay.co.uk, bo kolejna wiadomość o przesuniętej premierze mnie dobiła (a nie lubię płacenia za gry bez pudełek).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here