Kiedy osiem lat temu rozpoczynałem swoją recenzencką przygodę, nawet nie śniło mi się, że będę miał taką dziwną specjalizację. Dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez gier przygodowych (oby żyły wiecznie!), cRPG i strategii wszelkiej maści, zupełnie natomiast nie interesują mnie gry akcji. Jako zatwardziały pecetowiec pałam też względem konsol szczerą i odwzajemnioną nienawiścią. Jak może wyglądać ranking dziesięciu najlepszych gier stworzony przez kogoś takiego jak ja?

Co łączy dwa angielskie słowa mini i gun? Absolutna miłość graczy do demolowania wirtualnych światów… Bo co może nadawać się do tego lepiej niż sześć pędzących luf?

Sześć tysięcy pocisków na minutę to siła ognia małego oddziału żołnierzy. Tutaj, to siła skupiona w jednej broni i w rękach jednej osoby. To nie może nie wywołać złowrogiego uśmiechu na twarzy.

Growe korzenie miniguna sięgają głęboko bo do starych, dobrych czasów pierwszej części Dooma i jego młodszego brata Wolfensteina. Podobnie jednak jak w przypadku piły łańcuchowej i pewnie paru jeszcze innych broni, to właśnie ‘Zagłada' na dobre wprowadziła do świata elektronicznej rozrywki wielolufowy, obrotowy karabin błędnie jednak nazywając go w grze chaingunem. O tym, dlaczego błędnie nieco dalej.

Skazani na zagładę

Trochę historii

Doom'owy minigun wystrzeliwał dokładnie 525 pocisków na minutę przy maksymalnej ilości 400 naboi w plecaku. Długie, celne serie powodowały występowanie błędów przy animacji spirte'ów przeciwników, którzy krwawiąc na wszystkie strony zaczynali kręcić się na boki, co zostało ochrzczone przez samych autorów gry mianem ‘chaingun cha-cha'. Z uwagi na olbrzymią moc i gęstość strzałów minigun już wtedy stał się jedną z najbardziej lubianych broni w grze. Przed developerami zarysowała się długa droga rozwoju działka w prawdziwą obrotową broń, w której słychać szczęk i dzwonienie stali zanim nie rozpocznie się żegnanie wszystkiego, co nie zdołało wyemigrować daleko poza zasięg widzenia.

Wśród gier, w których wygłodniali gracze dostali miniguna są między innymi trzy części Dooma, Fallout, seria Unreal Tournament, Hitman, GRAW, Serious Sam, GTA: Vice City i wiele innych. Nawet robale z serii Worms spotkały się z tą bronią. Lista jest zbyt długa by przytaczać ją w całości. Warto jednak jeszcze wspomnieć, że ostatnio posiadacze Xboxów 360 mogli nacieszyć się wyjątkowo udanym wcieleniem obrotówki w Lost Planet, gdzie minigun, choć występował głównie jako broń dołączana do robotów bojowych, mógł być też używany przez samego bohatera. Patrząc z perspektywy czasu wyraźnie widać, że z każdym kolejnym tytułem minigun stawał się coraz mocniejszy upodabniając się do swojego pierwowzoru, co z pewnością nie pozostawało bez związku z nowymi żądzami graczy.

Gubernator i jego duży przyjaciel

O której grze by jednak nie mówić, idea miniguna pozostaje zawsze taka sama – absurdalna moc i szybkostrzelność w połączeniu z nieodpartą pokusą przeorania wszystkiego to czysta radość dla każdego gracza. Nawet krótka seria wystrzelona z tej broni wyrzuca w powietrze chmury pyłu, tynku i wszystkiego, o co bezlitośnie zahaczyły pociski. Nie ma tu mowy o finezji. To nie precyzyjne cięcie kosmicznym laserem, czy celny strzał rakietą wystrzeloną z bezpiecznej odległości. Minigun to kawał dobrej, poczciwej mechaniki, chlapiącej smarem, w której słychać jak pracuje stal.

Wszystko przy fontannie rozgrzanych łusek. To jak stary muscle car przy nowoczesnej limuzynie. To esencja męskiej… głupoty? Może i tak, ale ile daje radości! Pamiętacie jak przy użyciu miniguna można było zamiatać po ziemi ciała przeciwników w Hitmanie..? Tak, czy owak, minigun to najlepszy sposób by wtargnąć do bazy przeciwnika i osobiście nadzorować porządek. Z bliska, oferując maksymalne upokorzenie. Oprócz gier minigun stał się też symbolem szerszej popkultury pokazując się w mnóstwie filmów, bardzo często również jako przenośna broń w rękach bohatera.

Odrobina historii

Od tego się zaczęło

A czym to się je naprawdę? Prawdziwa historia miniguna zaczyna się jeszcze w dziewiętnastym wieku, dokładnie w 1861 roku w Stanach Zjednoczonych. Wtedy to niejaki Richard J. Gatling skonstruował pierwsze na świecie sześciolufowe, obrotowe działko, ochrzczone na cześć swojego wynalazcy mianem działka Gatlinga. Pierwsza konstrukcja była bardzo prymitywna i ciężka, a broń napędzana była ręcznie przy użyciu korbki. Brakowało w niej spustu, co utrudniało kładzenie celnych serii. Pomimo pewnych pozytywów, jak choćby duża szybkostrzelność, ilość wad, jakie miała nowa broń odstręczyła jednak armię amerykańską od bliższego zainteresowania się pomysłem. Brakowało też wówczas standaryzowanej amunicji, co łącznie spowodowało, że idea obrotowej broni musiała przeczekać prawie sto lat.

Minigun to kawał dobrej, poczciwej mechaniki, chlapiącej smarem, w której słychać jak pracuje stal.

Sam pomysł Gatlinga pozostał jednak niezmieniony – sześć luf umożliwia jednoczesne strzelanie z jednej, opróżnianie i ładowanie pozostałych luf, zapewniając ciągły i bardzo szybki ogień, a dodatkowo nieeksploatując nadmiernie konstrukcji, co przekłada się na wysoki poziom jej pewności. Dodatkowo zewnętrzny napęd uniezależnia broń od siły odrzutu, dzięki czemu niewypał nie powoduje zacięcia działka. Minusem jest natomiast czas potrzebny do uzyskania pełnej szybkości obrotowej, co nawet w nowoczesnych konstrukcjach sięga pół sekundy. Może nie wydawać się to zbyt dużo, ale ten, kto przez nawet niewielkie lagi nie mógł trafić nikogo w grze zrozumie, o co chodzi.

Kolejna szasna dla miniguna pojawiła się w latach '40 dwudziestego wieku, gdy w lotnictwie bojowym powstało zapotrzebowanie na szybkostrzelne karabiny. Wymagała tego specyfika walk powietrznych, które toczą się bardzo szybko na dużych odległościach. Ruszył „Project Vulcan”. Efektem prac stał się M61 i jego późniejsze odmiany, który stanowi jedną z podstawowych broni w amerykańskich siłach powietrznych.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

44 KOMENTARZE

  1. . . . spoko,spoko, fajny artykuł, tak na marginesie – skąd wygrzebałeś info o Jesse Ventura i o jego doświadczeniach z minigunem w Predatorze?

  2. ps. „Growe korzenie miniguna sięgają głęboko bo do starych, dobrych czasów pierwszej części Dooma i jego młodszego brata Wolfensteina. „Sięgają dużo dalej, najstarsza gra z minigunem jaką pamiętam (a być może pierwsza) to Dogs of War, wydana na Amigę, przez bodajże firmę Elite.

  3. Tekst fajny i dziwne jest, że skomentowała go dopiero jedna osoba. . . A tak po za tym to nigdy nie pojmę, dlaczego ten GUN ma w nazwie MINI. ;P

  4. Dboss – bo jest malutki i poreczny ;p to w koncu tylko 40 kilosow do noszenia po polu walki ;] naszczescie w grach nie jest to az tak odczuwalne ;D

  5. BO to takie małe cacuszko które każdy facet chciałby trzymać pod poduszką w razie jakby pojawił się włamywacz :DBardzo fajny artykuł. Miło poczytać, że nie tylko ja darze sentymentem tą broń.

  6. Abbalah – gdyby pojawil sie wlamywacz i chcialbys ubic go z miniguna, to troche by Ci zajelo zamontowanie go na „stojaku”, przygotowanie amunicji i rozkrecenie broni do maksymalnej szybkosci 😛 w tym czasie wlamywacz zdarzylby Cie okrasc, sprzedac skardzione rzeczy paserowi i jeszcze wrocic na herbate ;]

  7. jako uzupelnienie artykulu polecam filmiki z youtube, na tych filmikach dopiero widac moc tej maszynki :)co do predatora to uzupelnie to tekstem z filmweba:”Dallas (Jesse Ventura) używa „miniguna”, najczęściej montowanego z boku helikoptera i przez to musiano poczynić wiele przeróbek aby użyć tej broni w filmie. Zasilano ją przez kabel elektryczny umieszczony w spodniach Dallasa. Pomimo strzelania ślepakami, aktor musiał nosić kamizelkę kuloodporną aby zabezpieczyć się przed niebezpiecznie wyskakującymi magazynkami. Gdyby używał prawdziwej amunicji, cały sprzęt ważyłby ze 110 kg z każdej strony – to tak jakby leżeć na plecach i próbować podnieść w powietrze Pudzianowskiego :)Amunicja dla 20 sekund użycia tej broni ważyłaby 25 kg (2000 pocisków po 12. 5 grama każdy), a wszystko to miałoby się znaleźć w plecaku Ventury. „

  8. Ja raczej skalnialbym sie ku dwom malym pistolecikom ;] Tomb Raider, Hitman, Counter-Strike i pewnie jeszcze sporo innych mialy owa bron jako jedna z podstawowych ;]

  9. A nie mówiłem ^^ Wiedziałem że będzie minigun, teraz trzymię kciuki żeby nastepnym razem powstał artykuł o Rocket Launcherze.

  10. Proponuję jednak, aby następny artykuł traktował o najstraszliwszej broni znanej ludzkości, istnym ” ultimate weapon” jakim jest nóż.

  11. O rany jak ja kocham dźwięk miniguna. 🙂 Szkoda, że współczesne gry tak mało ten temat eksploatują. Jak myślę o połaczeniu działania miniguna z nowoczesnymi havokami, ragdolami i euphoriami, mam ciary na plecach. może ktoś na to wpadnie. . . —-> Crysis?

  12. W Crysisie jest minigun. O ile pamiętam jest nawet filmik w sieci który pokazuje jak bohater ścina nim drzewa 🙂 naprawdę polecam ten filmik. Jakbym znalazł to dam znać.

  13. @ gruby – a co tu by bylo do liczenia dla tych Havokow, ragdoli itd. czlowiek (a pewnie i inne „obiekty”) trafiony seria z tej broni zamienia sie w mala buraczana salatke. . .

  14. nie ma to jak poczciwy mini gun ja szczerze najbardziej pamietam jak zamiatalem zombi’ich po zdobyciu miniguna w resident evil 3:) to byly czays:P

  15. A co z Gta 😛 Tam to jest sieka miniganem :). Fajny artykuły + wiedza z historii . . . dzienks xD . Ps:Bazooka to też bardzo ”lubiana” broń siekomanów 🙂

  16. Minigun to jest to! Idealna broń psychologiczna. Na sek. przed wywaleniem z luf setki pocisków słychać rozpędzanie się luf i już wiesz, że zaraz skosisz wokoło wszystko i wszystkich, albo ktoś ciebie zaraz skosi i trzeba dawać nogę. Szczególnie jest to widoczne (a raczej słyszalne) w Unreal Tournament. Ze staruteńkich gierek niezłego miniguna można było używać w Syndicate oraz w jej drugiej części Syndicate Wars. Jeszcze jedna uwaga. Tak naprawdę to ciężko kiedykolwiek będzie można używać miniguna ręcznego. Efekt żyroskopu tak stabilizuje broń, że trudno ją wogóle przekręcić na bok.

  17. Wytłumaczenie czemu Mini:”The „mini” of the name is in comparison to designs that use a similar firing mechanism but 20 mm or larger shells, such as General Electric’s earlier M61 Vulcan. „

  18. „a co tu by bylo do liczenia dla tych Havokow, ragdoli itd. czlowiek (a pewnie i inne „obiekty”) trafiony seria z tej broni zamienia sie w mala buraczana salatke. . . „Człowiek tak, ale fajnie by było rozwalić minigunem jakiś domek drewniany (nawet niekoniecznie drewniany :]) czy tak jak będzie w Crysisie (drzewa).

  19. @ackbar – ach przypomniałeś mi Syndicate. . . Cóż to za szpila była. Jedna z niewielu jakie dawały mi kopa przy komputerze. I faktycznie mini były tam niesamowite. Przynajmniej tak pamiętam. . . 🙂

  20. Zgadłem że będzie Minigun :DDD Też polecam filmiki z youtube z prawidziwymi maszynkami. Może kiedyś doczekamy się gry gdzie minigun będzie miał realistyczną prędkość strzału (w większości istniejących modeli można ją regulować na 2000, 4000 lub 6000 strzalów/min). 🙂

  21. Pamiętam chwilę gdy w pierwszym Hitmanie w misji: Say Hello to my little friend” znalazłem w pewnym namiocie miniguna:). Kolumbijczycy nie mieli żadnych szans, a ja z bestialskim błyskiem w oku rozgramiałem kolejne fale żołnierzy. Wielki plus za pomysł przedstawienia właśnie miniguna w artykule!!!

  22. Cudowna maszynka. . . :). A wracając do tematu, to Minigun wiele razy uratował moje życie na The Edge w drugim Quake`u. Toporny, powolny, ale w starciu w ciasnym pomieszczeniu z kilkoma osobami naraz był wprost niezastąpiony :).

  23. Świetny tekst :). W końcu dowiedziałem sie czegoś o legendzie growego uzbrojenia. Właściwie takim sentymentem darze jeszcze tylko bozara z Fallouta (nie wiem niestety jaki to konkretnie model, gdzieś tam coś o nim czytałem). Tysiące pocisków siekających wszystko wokoło, mmmmm 😀

  24. Naprawdę interesujący artykulik o mojej ulubionej giwerze z pierwszego Fallouta. 😀 Ahhh ten dźwięk szatkowanego mięsa po celnej serii z tego cudeńka. Takich smaczków nigdy się nie zapomina. . .

Pozostaw odpowiedź Anonim Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here