Bubel z Liberty City
Co byście powiedzieli gdybyście zamiast zamówionego nowego, czarnego BMW prosto od dealera dostali szare niekoniecznie błyszczące z tłukącym się błotnikiem coś, co w ogóle czasem nie chce odpalić? Bylibyście wściekli? Reklamowalibyście? A co byście zrobili gdyby na wasze protesty dealer poinformował was, że jest świadom niedoskonałości owego szarego „cosia” i rozmowę zamknąłby mglistą obietnicą, że „coś zrobi, żeby było lepiej”? Już wiecie jak byście się czuli? Dokładnie tak samo jak nabywcy GTA IV na PC…
Bartosz Kotarba, Valhalla.pl - 10.12.2008 - 14:33
Tak wygląda LC kiedy nie nawalają tekstury…
2
Od soboty gram w grę, na którą czekałem bardzo długo. Obok Fallouta 3 i Allana Wake’a GTA IV było absolutnym „must have”. Nie miałem co do tego wątpliwości nawet przez chwilę. Nie przeszkadzało mi, że posiadacze konsol bawią się już tym tytułem od dłuższego czasu. Czekałem cierpliwie. Wierny fan serii. Swój głód podsycałem od czasu do czasu oglądając screeny i czytając informacje dotyczące edycji na PC. Nie miałem też wątpliwości od samego początku, że taka się ukaże.
Z czasem pojawiły się pierwsze obietnice, screeny, deklaracje. Że będzie lepiej, fajniej, więcej (w multi) etc. Wprawdzie nie mam kompleksu gorszego dziecka, który wykazują czasem gracze PC sfrustrowani tym, że coś wyszło wcześniej na konsole, mimo wszystko miło było słyszeć te wszystkie obietnice. O ile zawsze podchodzę do takich deklaracji ostrożnie o tyle w przypadku Rockstara obaw nie miałem. Ta firma zawsze stawała na wysokości zadania. GTA, ich flagowy produkt narodził się na PC więc nie przychodziło mi nawet do głowy, że Gwiazda Rocka może pokazać graczom PC zadnią część swojego jestestwa.
Niestety, to co dostaliśmy w ślicznym pudełku z wielkim napisem Grand Theft Auto IV nie jest tym co nam obiecywano. I nie chciałbym być zrozumiany źle – bawię się w GTA IV świetnie. Chłonę klimat Liberty City pełną piersią. Podpalam, morduję lub najzwyczajniej w świecie włóczę się po nocy po Middle Park. Czwarta część serii jest godną następczynią swych poprzedniczek. Jednak zarzut pozostaje w mocy – to co otrzymaliśmy w pudełku nie jest tym co nam obiecano. Szczęśliwie zaliczam się do niewielkiego grona ludzi (jak wnioskuję po dyskusjach w necie), którym bez problemu udało się grę zainstalować i normalnie uruchomić. Nawet nie oburzają mnie kosmiczne wręcz wymagania, które sprawiają, że na moim komputerze nie mogę nawet włączyć ustawień detali na high, kiedy we wszystkich innych grach z zamkniętymi oczami przesuwam wszystkie suwaki w prawo. To co oburza, to koszmarne wręcz potraktowanie setek tysięcy klientów, którzy zapłacili niemałe pieniądze za niekompletny produkt. Bo jak inaczej mam nazwać grę, w której tekstury wariują, znikają, a my nagle siedzimy w zawieszonym w powietrzu samochodzie otoczeni szarą plamą? Czy to jest synonim produktu wysokiej jakości?! I nie byłoby to tak wkurzające gdybyśmy nie mówili o grze-legendzie, najbardziej oczekiwanej premierze tego roku! Jak mamy interpretować skandaliczne wypowiedzi ludzi z Rockstara, że są świadomi niedoskonałości swego produktu. Skoro są tacy świadomi to dlaczego wypuścili go na rynek? Żeby nabić setki tysięcy frajerów w butelkę, a dopiero potem zacząć pracę nad patchem, który i tak nie wszystko naprawi?! Polityka wydawania wersji beta pełną gębą – szkoda tylko, że dotknęła ona takiej ikony jaką jest GTA, serii bez wątpienia niezwykle istotnej dla branży komputerowej rozrywki.
Niezrozumiałe są również deklaracje mówiące o tym, że ustawienia high dedykowane są dla konfiguracji, które dopiero powstaną. Czyli kupiliśmy grę, którą nacieszyć się w pełni będziemy mogli za jakiś czas dopiero kiedy pojawią się pecety, które ją udźwigną? Rozumiem, że nie każdy musi grać na high. Ale jeśli już ktoś posiada relatywnie mocny sprzęt w stosunku do pewnej średniej to możliwość taką posiadać powinien. A z tego co można wyczytać w necie nawet na komputerach-rakietach ma to więcej wspólnego z oglądaniem pokazu slajdów niż płynnym graniem. Po co robić coś takiego? Dla kogo w takim wypadku jest ta gra? I co chciał osiągnąć Rockstar wypuszczając taki bubel? Czy GTA IV na PC to dowód całkowitego lekceważenia tego rynku czy totalnego niechlujstwa? To jasne, że od pewnego czasu głównym targetem firm produkujących gry są konsole jednak rynek PC wciąż nie jest mały i można zarobić na nim parę milionów. Tym bardziej, że GTA właśnie tu ma swoje korzenie i wciąż na tej platformie ma wielu fanów. Z taka świadomością wydawałoby się, że Rockstar podejmował decyzję o stworzeniu edycji na PC. Co więc zmieniło się w międzyczasie? A może to dowód ostatecznych przenosin serii na konsole i dość niechlubne pożegnanie z PC? Tylko znów nasuwa się pytanie – po co? Po co rezygnować z rynku, na którym można zarobić kolejne miliony?
I co z tego - można by rzec - wszak i tak cała masa osób kupiła grę. Cel został osiągnięty. Niestety, niewykluczone, że Rockstar zaszkodził sobie bardziej niż mógł się tego spodziewać. Trudno bowiem mówić o budowaniu jakości marki kiedy w świat idzie wiadomość, że Steam masowo oddaje pieniądze za niedopracowany produkt niezadowolonym klientom. Oczywiście zarówno Rockstar jak i samo GTA IV się obroni, jednak w branży gdzie opinia jest niezwykle istotnym czynnikiem wpływającym na decyzję o zakupie produktu taka wpadka może odezwać się czkawką w najmniej spodziewanym momencie. Jak będzie? Zobaczymy. Na razie czekamy na ruch Rockstara, który ma nieco uspokoić graczy. Czy ta wpadka będzie miała poważne konsekwencje dla twórców Wielkiego Złodzieja? Czy sami padliście ofiarą tej akcji? Podzielcie się z nami opinią co o tym wszystkim sądzicie!
A ja wracam obejrzeć kolejne show w moim ulubionym lokalu Split Sides…