Reklamy w grach? Nie, dziękuję
Różne sposoby zarabiania na grach to temat, który bardzo mnie ciekawi. Kiedy wszyscy obstawiają in-game advertising, mi osobiście wydaje się, że fortuna tkwi gdzie indziej. Jakoś nikt nie zarobił gazyliona dolarów na wsadzaniu logosów do różnych miejsc w grach.
Krzysztof Kania, Valhalla.pl - 22.01.2007 - 16:23
Silnik Unreal łamie kolejne bariery technologiczne - każdy chce go mieć w swojej grze!
0
Reklama w grach to taki wytrych – pomysł oczywisty, jak strzał pięścią w nos. Nie bez przyczyny każda mała firemka w realu zaczyna od tabliczki reklamowej na osiedlowym trawniku. Nic też dziwnego, że co i raz ktoś wpada na genialny pomysł: „będę sprzedawał reklamy w grach!”.
Powiedzmy to sobie wprost – pomysł fatalny. Wystarczająco dużo już przekazów atakuje nas na co dzień na ulicach i mass mediach, żeby dodatkowo znosić to w niejako świętej strefie rozrywki w zaciszu domowym. Dostaję piany na ustach, kiedy muszę oglądać reklamy na płycie DVD z wypożyczalni, za którą już zapłaciłem. Jeżeli reklama pojawia się w grze, za którą zapłaciłem 100 złotych, mam ochotę wpaść do studia developera lub wydawcy i otworzyć ogień z broni palnej. Nikt na tym nic nie zyskuje!
Moim zdaniem prawdziwą perełką są nowe technologie. Technika tworzenia gier jest na tyle złożona, że nie ma możliwości napisania Gears of War bez używania gotowych rozwiązań. Kupujemy silnik gry, podkręcamy kilka śrubek i skupiamy się na czymś naprawdę ważnym, jak fabuła. Zyskuje developer, bo oszczędza. Na plusie jest autor silnika gry – on także zarabia. Ale to nie koniec łańcuszka.
Autor silnika również ma swoich podwykonawców, którzy tworzą najróżniejsze jego elementy – zasoby tekstowe trzeba przetłumaczyć na potrzeby klientów z innych państw. Jacyś genialni studenci opatentowali niesamowity algorytm, dzięki któremu spadające beczki będą spadały jeszcze lepiej. Wystarczy go kupić i włączyć do swojego produktu. I tak dalej.
Kluczem do sukcesu jest posiadanie na własność jak największego łańcuszka. Autorzy silnika Unreal nie tylko tworzą własne gry, ale aktywnie wspierają produkcję kart akcelerujących obliczanie zjawisk fizycznych. Id Software żyje głównie z licencji na swoje tytuły i silników. Gigant Electronic Arts ma wszystko w nosie – firma jest w stanie obsłużyć sama siebie od początku do końca.
Reklamy w grach są zaś... dla pośredników.
OSTRZEŻENIE: Wszystkie komentarze na portalu Valhalla.pl są monitorowane. Nie obrażaj nikogo, pisz na temat i sprawdź pisownię. Niepodporządkowanie się do tych zasad będzie się wiązało z usunięciem twojej wiadomości.
Niech to wszystko sie dzieje, jesli:
- gra przez to bedzie kosztowac 50% obecnej ceny
- gra bedzie bardziej dopracowana, rozbudowana
Lecz niestety skonczy sie to zapewne tak:
- przy starcie gry, logo firmy ktorego przerwac sie nie da (a'la DVD)
- przy wczytywaniu bedzie caloekranowe logo sztucznie wydluzace okres wczytywania
- jak w Wyspie (filmie) produkt placement bedzie strasznie nachalny, wszelkie ujecia zaczynaja sie i koncza na znaku handlowym
- (najgorsze) popupy wyskakujace co raz w grze, np. otwierasz komunikatora, a tam reklama coli, kliknij OK i idziemy dalej, zamykasz, nieee.. najpierw click na reklamie pepsi
- ceny gier wcale nie beda nizsze, gdyz bardzo latwo wymyslic bajke o wiekszych kosztach produkcji gier, i 'dzieki' reklamom utrzymywaniu ich na stalym poziomie.
Ehhh... rzucic to wszystko i wyjechac do Pcimia.