Zobacz nową grę, utrzymaną w klimatach najlepszych przygodówek od LucasArts! Vampyre Stories nadchodzi i zapowiada się doskonale.

Na tegoroczne targi E3 czekałem z duszą na ramieniu. Internetowym spekulacjom i plotkom nie było końca. Tuż przed targami Nintendo wywołało burzę. Zmieniając nazwę ze świetnego „Revolution” na już nie tak świetne „Wii” wzbudziło falę krytyki, niechęci i miłości w jednym. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – u mnie głównie niechęci i krytyki, a dopiero później miłości. W dodatku stałe zapewnienia, że nowa konsola będzie dużo słabsza technologicznie od konkurentów i ma stawiać na proste i krótkie gry, dopełniło obrazu nędzy i rozpaczy. Pomachałem Wii na pożegnanie i postanowiłem żyć dalej u boku Sony i Microsoftu.

Kurtyna się rozsunęła i Wii nie jest już dłużej tajemnicą. Możecie odetchnąć z ulgą. Ja odetchnąłem. Wii okazała się całkiem konkretną konsolą z paroma nowatorskimi rozwiązaniami, idiotyczną nazwą i kiepską grafiką.

Nintendo przekonuje, że nadeszła pora, żebyśmy wyrzucili za okno przestarzałe pady i joysticki. To co oferuje firma z Kyoto jest odpowiednikiem PC-towej myszki, połączonej z pointerem. A wszystko działające w trójwymiarowej przestrzeni. W jaki sposób? Przypominające pilota do telewizora urządzenie przesyła do konsoli dane dotyczące swojego położenia w przestrzeni. Wii wie dzięki temu dokładnie, co robimy z pilotem i przekłada ruchy na ekran telewizora. Jakkolwiek głupio to nie brzmi, technologia działa nienajgorzej. Drugą częścią pada, którą z pilotem łączy cienki kabelek, jest przystawka „nunchaku”. Na niej jest zamontowany tradycyjny grzybek analogowy, a całość jest wyposażona w akcelerometr, czyli przyrząd mierzący wychylenia i przyspieszenia naszej lewej dłonii.

Nowatorski kontroler to główna karta przetargowa Nintendo i na jego prezentacji zależało Nintendo najbardziej. Prezentacje grania za pomocą wii-mote'a w tennisa (gracz musi machać padem jak rakietą), gry RPG (tu pilot zamienia się w miecz, albo łuk) i FPS-y (pilot pełni rolę pistoletu). Nie obyło się bez wpadek – widać że technologia jest nowa zarówno dla graczy, jak i producentów i jeszcze nie wszyscy wiedzą, jak wykorzystać drzemiący w nim potencjał.. Jedno wiadomo na pewno. Nowy sposób sterowania wymaga treningu przyzwyczajenia, ale potem jest już z górki.

To co cieszy najbardziej, to że Nintendo poszło w końcu po rozum do głowy i Wii będzie można podpiąć do sieci. Ale sieć w wizji Nintendo to nie tylko rozgrywka multiplayer i ściąganie demonstracyjnych wersji gier. Nintendo zapowiedziało funkcję Wii 24 Connect., dzięki której, nawet kiedy konsola będzie wyłączona, będzie mogła odbierać z sieci najróżniejsze dane. Prezenty, dema – wszystko bedzie do nas przychodzić nawet kiedy śpimy, albo oglądamy mecz w telewizji i wściekamy się, bo Sri Lanka strzeliła nam czwarta bramkę przed przerwą.

Takie rozwiązanie jest o tyle sprytne, że grając na przykład w symulatory życia, jak Animal Crossing, czy The Sims nasi znajomi bedą mogli zawsze „wpaść” do naszej gry. Zostawić notkę, wiadomośc, albo jakiś prezent. Niestety nie ma róży bez kolców. W Wii 24 Connect powracają znane z NDS-a kody przyjacielskie- oznaczające, że będziemy mogli odwiedzić tylko ludzi, których znamy. Trochę to dziwne, bo już Live w Xboxkie pokazał, jak powinna wyglądać usługa online na konsolach. Z drugiej strony za Live trzeba płacić, a Wii 24 Connect będzie darmowe jak ulotki.

Online ma zostać wykorzystany do ściągania gier retro. Tutaj trzeba będzie już wyciągnąć z kieszeni parę groszy – z nieoficjalnych źródeł wiemy, że przedział cenowy gier zależnie od wieku i popularności ma się kształtować w granicach 5-10$. Wii ma emulować wszystkie wcześniejsze stacjonarne systemy firmy. W dniu premiery na ściągnięcie będą czekać wszystkie tytuły kiedykolwiek wyprodukowane przez Nintendo. Co więcej do zabawy włączyła się Sega oferując swoje gry z systemu Genesis i Hudson z grami na TurboFX. Słychać już o kolejnych producentach, przymierzajaych się do umieszczenia na Virtual Console swoich produkcji.

Następna pozytywna wiadomość- Wii będzie tanie. Chociaż Nintendo milczy, to inne źródła nie są już tak małomówne. Sega sugeruje, że cena Wii na pewno nie przekroczy 250$. Niezależni analitycy są jeszcze bardziej optymistyczni i prognozują cenę 199$. Jakby nie było, w porównaniu do kosztującej 499$ Playstation 3, czy nawet 299$ za Xboxa360, Wii będzie tanie jak barszcz.

Niska cena musi skądś wynikać. Zgodnie z zapewnieniami Nintendo, ich nowa konsola nie stawia na potęgę technologiczną. Nie ma co ukrywać, że gry wyglądają nienajlepiej. Przedstawiciele firmy Epic niedawno potwierdzili plotki, że konsola Nintendo nie udźwignie raczej silnika Unreal 3, czyli next-genowego standardu. Co więcej, gry pokazane na Wii nie odbiegają od standardów, wyznaczonych przez Gamecube'a, czy Xbox'a, czyli, bądź co bądź, konsol pięcioletnich. Podobno ma być lepiej… Ale na razie oprawa nie zachwyca.

Nawet pomimo przestarzałej grafiki, Wii okupuje pierwsze miejsce na listach popularności. Widać, że Wii w zamierzeniach Nintendo ma iść ścieżką sukcesu ich ostatniej konsoli przenośnej – Nintendo DS. Czy strategia się powiedzie? Trudno powiedzieć, ale niezły line-up gier, w połączeniu z nowatorskim sterowaniem, możliwością ściągania tysięcy gier retro i bardzo przystępną ceną (spekuluje się o przedziale 199$-249$) może spowodować, że Nintendo wróci na konsolowy tron. Pierwsze oznaki już widać – akcje Nintendo po targach zanotowały wzrost o 6,2%, największy od 2002 roku. Pytanie tylko jak długo kiepska technologicznie konsola będzie mogła jechać na magii unikatowego kontrolera. Jedno wiadomo na pewno. Z zapowiedzianymi już potencjalnymi hitami pokroju Metroid Prime 3, The Legend of Zelda: Twilight Princess, czy Super Mario Galaxy fani Nintendo mają na co czekać.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułExodus exclusivów
Następny artykułNadchodzi nowa Legenda

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here