Ach, nie zapomnę tych wspaniałych chwil, kiedy to będąc maturzystą i odkrywając Internet, przyjeżdżałem do dalekiej Warszawy, aby spotkać się z przedstawicielami Valhalli. To dzięki temu serwisowi wepchnąłem się (może nie jakoś bardzo efektownie, ale jednak) do naszej cudownej branży, i jak widać – dwanaście lat później wciąż piszę. Czasem niezbyt mądrze, zgadzam się. Czasem nie do końca profesjonalnie – to też mi czasem wytykacie. Ale jednak jestem tutaj, wśród gier. I staram się z dnia na dzień być lepszy.

Wtedy, 12 lat temu Internet był w powijakach i wystarczył łut szczęścia – odpowiedzenie na ogłoszenie na Valhalli, trochę pracowitości, umiejętność jako-takiego klecenia zdań, no i średnia-na-jeża znajomość gier. Różnie z tym bywało, na szczęście jako tysiącprocentowy pasjonat, przez lata starałem się uzupełnić braki i teraz „jestem, kim jestem”. Fakt – wciąż jeszcze po wodach branży udaje mi się dryfować i… oby to trwało jak najdłużej.

Ale obawiam się, że czasy „specjalistów z przypadku”, takich jak ja (i pewnie jeszcze wielu większych ode mnie) powoli odchodzą w niepamięć. Czy ktoś tego chce, czy nie, branża się profesjonalizuje i już wkrótce czeka nas najazd stuprocentowych profesjonalistów, wyszkolonych i przygotowanych na to, żeby projektować, produkować, a później promować produkt, jakim jest taka, czy taka gra komputerowa. Uf, trochę za dużo tych ‘pro'.

I tym samym nasz świat podzieli się już na zawsze na producentów i konsumentów. Tak samo jak w filmie, czy telewizji – rzadko kiedy zdarza się, żeby przeciętny widz, czy nawet najbardziej zatwardziały kinoman, przedarł się do branży i zrobił w niej karierę. Żeby grać w filmach, zwykle trzeba być profesjonalnym aktorem (pozdrawiam braci Mroczków, a szczególnie tego, który kocha Muchę – trzymam za Was kciuki) i nie ma co liczyć na to, że hermetyczne i zwarte „środowisko” przyjmie nas z otwartymi ramionami i jeszcze podzieli się kasą.

Dopóki na świecie nie było szkół i uniwersytetów szkolących „ludzi od gier”, my, biedne żuczki po informatyce, polonistyce i technologii żywienia mogliśmy startować w szranki – wystarczyło właściwie nie robić błędów ortograficznych i jako-tako się wysławiać. Nie było po prostu (i chyba wciąż nie ma) konkurencji w postaci wyszkolonych gro-specjalistów. Ale tak, jak w radiu, bez dziennikarstwa ani rusz, a w warsztacie samochodowym trzeba mieć skończone technikum mechaniczne (czy coś), na pewno kwestią czasu jest, gdy zostaniemy wyparci przez studentów kierunku „gry wideo” na Uniwersytecie Warszawskim. Cóż. A przecież kolejne uczelnie na zachodzie (i nie tylko) otwierają specjalistyczne kierunki „gejmingowe” i chociaż dyrektorzy firm tworzących gry często podkreślają, że „wykształcenie to nie wszystko” (w końcu oni też, póki co, wykształceni w tym kierunku nie są), to chyba jednak będzie nieuniknione – branża się sprofesjonalizuje, zarówno po stronie twórców, jak i dziennikarzy.

Smutno mi z tego powodu? Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie – w końcu to dotyczy właśnie mojej osoby. Z jednej strony wydaje mi się oczywiście, że „szkolenie” nigdy nie zastąpi „pasji” i że tak naprawdę to JA jestem lepszy, niż nawet najbardziej pilny student „Uniwersytetu Growego”. Ale punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia, a na gorącym stołku siedzę teraz ja. No cóż, mam nadzieję, że czytelnicy Valhalli mnie – jak zwykle – nie zawiodą i że przez kolejnych dwanaście lat będą czytać moje – nie wykształcone, ale pisane z serca – felietony. Dla mnie najważniejsze jest to, że piszę o tym, co kocham. Tyle 🙂

[Głosów:0    Średnia:0/5]

16 KOMENTARZE

  1. Nie chcę czytać notek od profesjonalistów. Lepiej czyta mi się tekst wiedząc, że jest to tekst od gracza takiego jak ja (czy inni użytkownicy), który tak samo jak ja lubi pograć, a nie MUSI pograć, żeby zwiększyć swoj profesjonalizm :}Niedawno był tu tekst, już nie pamiętam kto go pisał, że gry nie będą tak spopularyzowane jak filmy, czy ogólnie – telewizja. Zgadzam się z tym, dlatego też głosuję na NIE.

  2. E, bzdura. Zawsze beda developerzy Indie i zawsze beda moderzy. A ci ze swego garazowego stadium moga spokojnie przejsc do profesjonalki, jesli maja dosc umiejetnosci. Wiec imho nie ma sie czego obawiac.

  3. Jeśli osoba pisząca o grach jest „tylko” dziennikarzem to zazwyczaj oznacza katastrofę dla opisywanego tytułu. Nie trzeba daleko szukać – weźcie w Empiku jakąś gazetę-o-wszystkim, z pewnością znajdzie się jakaś mini recenzja czy opis nowej gry. Te teksty to zazwyczaj czyste zło 😉 Co do twórców gier to standaryzacja już trwa od dawna, z nielicznymi wyjątkami co jakiś czas potwierdzającymi regułę (choć gry indie chyba jeszcze nigdy nie były tak popularne jak dzisiaj).

  4. Wydaje mi się że branża gier jest jedna z tych w której nie potrzeba żadnych „papierów” by być dobrym. W końcu gry zostały stworzone by cieszyć nas, graczy. Co prawda niektórzy się doszukują sztuki w grach komputerowych gdzie występuje nietuzinkowa grafika. Jednak mimo wszystko najlepsza recenzja to taka od „kolegi z podwórka” który powie ,że gra jest dobra i warta uwagi czy też odwrotnie totalny badziew nie wart złotówki. A jako tego „kolegę” możemy potraktować każdego gracza wypowiadającego się czy to na forum o grach czy to właśnie na jakimś portalu który umie pisać choć nie jest żadnym super pro graczem. Oczywiście trzeba uważać na rzetelność komentarzy choć tutaj na Valhalli nam raczej fanboyizm nie grozi.

  5. eee. . . nie histeryzujmy. profesjonalizacja w tej branży to jak dla mnie coś niemożliwego. recenzja powstaje od gracza dla graczy i nic nie jest w stanie tego zmienić. co mi po przeczytaniu „profesjonalnej” recki, skoro, jako szary gracz kowalski, niewiele z tego zrozumiem. . . będzie ona o wszystkim, ale tak w zasadzie o niczym. wydaje mi się, że „niepro” mogą spać spokojnie, bo póki co to czytelnik decyduje, o tym co chce czytać, a nie ktoś za niego. ja, jako jeden z nich, wolę czytać recenzje lekkie, łatwe i przyjemne. bez naukowego bełkotu, przypuszczeń i domniemywań. . . albo że ktoś (pro-autor) zrobiłby to inaczej i z pewnością byłoby lepsze. . . tym się różni profesjonalista od nieprofesjonalisty, że ten pierwszy grę bada naukowo, a ten drugi, grając, staje się graczem i nie patrzy na grę jak etnolog na góralskie spodnie. . . ocenia ją jako gracz, a nie naukowiec. . . także spokojnych snów. ^^

  6. Nie wiem co autor chciał powiedzieć tym tekstem, ale dla mnie, profesjonalistą jest ten kto wykonuje jakąś robotę za pieniądze (zawodowo). Nie ważne czy jest to wynoszenie śmieci, czy pisanie o grach. A dziennikarstwo to zawód, który wykonują ludzie naprawdę z różnym wykształceniem, nie koniecznie kierunkowym. . . i też są profesjonalistami. Co innego jakość roboty którą się wykonuje, moim zdaniem albo ktoś umie coś robić albo nie. . . bez zagłębiania się w etykietki. Tak że ten tekst (blog) to wynurzenia całkiem niezrozumiałe dla mnie. . .

    • Co innego jakość roboty którą się wykonuje, moim zdaniem albo ktoś umie coś robić albo nie. . . bez zagłębiania się w etykietki. Tak że ten tekst (blog) to wynurzenia całkiem niezrozumiałe dla mnie. . .

      Chodzi o to, że jeśli pójdziesz do Wyborczej i powiesz, że jesteś z wykształcenia ginekologiem i że chciałbyś dla nich pisać na tematy polityczne, to raczej cię wyśmieją. Natomiast jeśli napiszesz do Katmay’a, że jesteś ginekologiem i że chcesz pisać o grach komputerowych, to Katmay cię nie wyśmieje, a jedynie poprosi o jakąś fajną zapowiedź, żeby sprawdzić czy się nadajesz. Nie będzie go interesowało, że jesteś ginekologiem. I teraz puenta tego felietonu jest taka, iż coraz bardziej przychodzenie do Katmay’a zaczyna przypominac przychodzenie do Wyborczej – nie masz wyrobionego skillu i nazwiska, to co najwyżej możesz dodawać gry do bazy danych :P.

  7. @soviet : Myślę, że jak bym poszedł do Wyborczej z tekstami, które napisałem, np. dla lokalnej gazety z Podola Głębokiego i te teksty były by na dobrym poziomie, to bym robotę dostał, pomimo studiów „ginekologicznych”. . .

    • @soviet : Myślę, że jak bym poszedł do Wyborczej z tekstami, które napisałem, np. dla lokalnej gazety z Podola Głębokiego i te teksty były by na dobrym poziomie, to bym robotę dostał, pomimo studiów „ginekologicznych”. . .

      No ta, ale tu chodzi o to, że wchodzisz bez tekstów, na zielono, jedynie chęci masz.

      • No ta, ale tu chodzi o to, że wchodzisz bez tekstów, na zielono, jedynie chęci masz.

        Dorobek, czy jego brak nie ma nic wspólnego z profesjonalizmem. Bierzesz kasę za jakąś robotę to jesteś profesjonalistą. . . nie ważne czy od dziesięciu lat czy od miesiąca. . . A to, kto kogo na jakiej podstawie zatrudnia to już polityka kadrowa „firmy”. . .

  8. Glownie Zachod promuje specjalizacje. Osobiscie uwazam, ze to dobra droga, bo czlowiek nie musi znac sie na wszystkim i zwyczajnie nie moze. W koncu nie od dzis mamy wydzialy dziennikarstwa na uniwersytetach. To jasno sugeruje, ze dziennikarz czy recenzent powinien umiec sie wyslowic i znac zasady panujace w prasie. Choc oczywiscie zawsze beda pasjonaci, ktorzy po prostu maja do tego smykalke.

  9. Profejsonalizacja jest nieunikniona?

    Khem, znowu zwracam uwagę. Profesjonalizację trzeba zacząć od siebie ;). Wiem, czepiam się. Profesjonalizacja to brzmi dumnie i wyniośle. Jednak trzeba zejść na ziemię, co z tego że co roku przyjmuje się tylu studentów na kierunki dziennikarskie. Ile procent z absolwentów będzie pracowało w mediach ? Jak pokazują biografie polskich pismaków, po prostu trzeba być wytrwałym, cierpliwie pracować u podstaw, odrobina talentu i eurydycji plus parę tajemnych składników tworzy osobę, którą zawsze chętnie się „czyta”. Oczywiście ktoś, kto jest zupełnie zielony powinien się głęboko zastanowić nad tym co robi. Można się uczyć czegoś innego, a przy okazji szlifować się pod względem pisania. A co do tych uczelni – twierdzę, że zapalczywy 30-latek z pasją(i nie tylko), który był ze wszystkim na bieżąco, poruszał się w obrębie branży jako gracz, jest w stanie być lepszym recenzentem od tych,m którzy wyszli spod skrzydeł takich alma mater. Profesjonalny PR-owiec informuje profesjonalnego dziennikarza o profesjonalnie wykonanej grze. Później dostaję profesjonalną zapowiedź. Czuję jednak, że po przeczytaniu takiego tekstu dzień później bym w ogóle go nie pamiętał. O recenzjach nie wspomnę. Ja tak widzę tą zapowiadaną „profesjonalizację”.

  10. Moim zdaniem profesjonalizacja nie oznacza tego, że sprawami gier zajmą się ludzi wykształceni w tym kierunku. Chodzi chyba o to, żeby osoba pisząca, PROFESJONALNIE podchodziła do tego co robi. I dlatego zdecydowanie to popieram. Produkować

    nie wykształcone, ale pisane z serca

    to można komentarze a nie artykuły. Oczywiście MUSI być tak że piszący jest jednocześnie graczem bo inaczej artykuł będzie kompletnie „niestrawny” ale wydaje mi się, że MUSI być także obiektywny (na ile to tylko możliwe) oraz pisany po sprawdzeniu informacji i danych które się w nim zamieszcza. Po prostu powinien być napisany profesjonalnie co wcale nie oznacza, że piszący go powinien mieć jakieś tam wykształcenie.

  11. Profesjonalizacja moim zdaniem nie polega na tym, że pisaniem o grach zajmą się ludzi z odpowiednim wykształceniem. Chodzi chyba o to żeby ludzie zajmujący się tą dziedziną zachowywali się i pisali jak profesjonaliści. I dlatego w całej rozciągłości to popieram. Żeby szanowni redaktorzy starali się być obiektywni (na ile tylko się da) i rzetelni. I żeby zanim coś napiszą to sprawdzili czy informacje i dane które podają są prawdziwe i aktualne. I żeby nie pisali

    nie wykształcone, ale pisane z serca – felietony

    tylko pofatygowali się i otworzyli słownik ortograficzny jak na profesjonalistów przystało . . . i wykształcenie nie ma tu nic do rzeczy. W ten sposób . . . z serca . . . bez słownika to można pisać (tak jak ktoś to już wcześniej napisał ale jego wpis zaginął) komentarze a nie artykuły.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here