Chcesz zamieścić reklamę? Kliknij tutaj!

Nie można mierzyć się z legendą. Zapewne do takiego, bardzo słusznego wniosku doszli producenci trzeciej odsłony Fallouta. Od premiery wielkiego hitu z Black Isle Studios minęła ponad dekada. Przygody w postnuklearnym uniwersum na stałe wpisały się w główny nurt elektronicznej rozrywki oraz szeroko pojętej kultury masowej. Kiedy zatem prawa do tytułu pozyskała Bethesda jasne było, że przemodelują ulubiony tytuł wielu gracza na swoją modłę. Cóż! Takie ich zbójeckie prawo.
Twórca trzeciej odsłony Fallouta, Todd Howard postanowił iść z duchem czasu. Bethesda od lat, co może nie być dla wszystkich oczywiste, skupia się na produkcjach konsolowych. Dobrze wiedzą na której półce leżą słoiki z najsmaczniejszymi konfiturami. Morrowind pojawił się na konsoli Xbox, a jego następca – Oblivion na Xbox 360 i po pewnym czasie na Playstation 3. Było zatem od początku pewne, że Fallout 3 będzie w dużej mierze produkcją konsolową – ze wszystkimi konsekwencjami takiego radykalnego posunięcia. Pan Howard miał jednak coś na swoją obronę. W 2004 roku na pierwszym Xboksie i Playstation 2 wydano Fallout: Brotherhood of Steel. W tym zręcznościowym RPGu wcielaliśmy się w młodego adepta (jest kilka postaci do wyboru) Bractwa Stali. Niestety ostatnia gra z serii Fallout wyprodukowana przez Interplay nie spotkała się ze zbyt ciepłym przyjęciem. BoS był pozbawiony finezji która charakteryzowała słynnych poprzedników.
Zakładam, że w tym momencie znakomita część czytających ma oczy wielkie jak spodki – zaryzykuję nawet stwierdzenie, że w „ekszynowego” Fallouta grał niewielki procent miłośników tej serii i nie mam tu na myśli tylko graczy z naszego, polskiego podwórka. Mówiąc wprost, perypetie wojownika z lubianej przez graczy paramilitarnej organizacji przeciwstawiającej się pladze mutantów nie weszły do kanonu i nie przypadły ludziom do gustu. To po prostu fakt nad którym nie ma sensu się rozwodzić.
Dlaczego wspominam o Fallout: BoS? Przede wszystkim dlatego, że grając w trzeciego Fallouta miałem nieodparte wrażenie, iż panowie z Bethesdy najwięcej czasu spędzili właśnie nad zręcznościowym BoSem i z niego głównie czerpali inspirację przy tworzeniu swojej wizji postnuklearnego uniwersum. Niestety to nie wszystkie złe informacje dla radykalnych fanów pierwszych gier spod znaku wielkiego „F”, którzy są gotowi wyć pod niebiosa za każdym razem kiedy wspomni się, że nawet do pecetowej wersji gry twórcy zalecają joypada jako główny kontroler (tu rozległ się wrzask!). Niestety trzeba przełknąć gorzką prawdę – rynek się zmienił, gracze się zmienili, używając marketingowego bełkotu napisałbym, że ta produkcja ma inny „target” i jest kierowana do tych, którzy tę dekadę z okładem temu, czyli w momencie premiery pierwszego Fallouta uczyli się mówić „baba”, a wolny czas spędzali bawiąc się resorakami i szli spać o godzinie 19:30 tuż po „Troskliwych misiach”. Tak, tak – może trochę przejaskrawiam całą sprawę, ale nie można ot tak przejść nad tą kwestią do porządku dziennego.
Bethesda niczym pijana baletnica rozkraczyła się w szpagacie między legendą, której mimo wszystko próbowała w jakimś stopniu sprostać, a grą, która ma być dostępna dla każdego kto siedząc wygodnie na kanapie z padem w dłoniach odpali sobie sesję na przysłowiową godzinkę. Warto napisać o tym prosto z mostu. Dzięki temu starsi fani serii unikną sporego zawodu i będą mogli zasiąść do tego tytułu z odpowiednim nastawieniem. Ja jestem w stanie wybaczyć te wszystkie trudne kompromisy. W końcu gry to produkt komercyjny, stworzony po to, aby na nim zarabiać i mówiąc brutalnie - nikt nie będzie robił jakiejś, w sumie bardzo niewielkiej grupie fanów prezentów.
Jest jednak coś czego wybaczyć nie potrafię mimo, że nadzwyczaj mocno, jako fan poprzednich części rozciągnąłem swoją dobrą wolę i przyjąłem Fallout 3 z otwartymi ramionami. Nowy tytuł od Bethesdy to dla mnie tak zwana „pełna konwersja”. Zapomnijcie o wyświechtanym i pogardliwym, choć niestety prawdziwym określeniem Oblivion with guns. Prawda jest jeszcze bardziej brutalna – Todd Howard wraz ze swoją wesołą ekipą zrobił jeden z największych „przekrętów” (cudzysłów zamierzony, nie bądźmy aż tak surowi) w historii elektronicznej rozrywki. Co ciekawe wszystko to... ujdzie mu na sucho. Już teraz gra święci ogromne triumfy na listach przebojów. To kliniczny przykład potęgi marki jaką wypracowała sobie ta seria w ostatnich dziesięciu latach – nic poza tym. No, ale wróćmy do sedna sprawy. Fallout 3 jest Oblivionem i Morrowindem w najczystszej postaci. Pomijając oczywiście pewne zmiany dotyczące mechaniki rozgrywki.
Wystarczy udać się na pustkowia i wyciągnąć przypasany do boku miecz chińskiego oficera. Od razu poczułem się jak w produkcji rodem z krainy fantasy. Tylko smoków, orków i słodziutkich elfików mi brakowało. Co ciekawe gra nie tylko wykorzystuje system walki bronią białą wzięty prosto z poprzednich produktów Bethesdy to jeszcze... część oprawy dźwiękowej wyrwano żywcem z Morrowinda. Niektóre odgłosy pochodzą prosto z tej produkcji. Nie zdawałem sobie z tego do końca sprawy, aż do momentu kiedy mój znajomy zasiadł przed monitor i zanurzył się na chwilę w zrujnowaną krainę otaczającą Waszyngton. Po chwili stwierdził: już gdzieś to słyszałem. To jest właśnie główny problem Fallouta 3 – wtórność. Ta gra nie jest twórczym rozwinięciem serii. To jej główna wada. A przecież, mimo wszystko początek jest naprawdę rewelacyjny i nad wyraz pomysłowy.
Na samym początku wita nas nastrojowa muzyka. Ukłonem w stronę starych fanów serii jest piosenka „I Don’t Want to Set the World on Fire” popularnej w latach 40 i 50 ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych grupy czarnoskórych muzyków z zespołu The Ink Spots. Oryginalnie wprowadzający nas w klimat trójki utwór miał pojawić się w introdukcji pierwszego Fallouta. Niestety jedenaście lat temu branżę gier nie traktowano jeszcze tak poważnie jak dziś i Interplayowi za żadne skarby nie udało się pozyskać licencji na akurat tę konkretną piosenkę. Chwilę potem możemy już delektować się naszymi wirtualnymi narodzinami.
Tak, tak naszego protagonistę poznajemy w momencie przyjścia na świat. Pierwszą osobą, która przywita nas na tym okropnym, zniszczonym atomową wojną świecie będzie nasz ojciec. Od razu możemy określić jak w przyszłości będzie wyglądać nasza fizys. Modelujemy twarz, fryzurę. Oczywiście wybieramy rasę – możemy zostać Latynoskim hombre, kochającym radioaktywne chińskie pierożki Azjatą, bladym jak śnieg typem o kaukaskiej urodzie. Rzecz jasna nie mogło zabraknąć murz... o pardon! Co za faux pas! Oczywiście do wyboru jest też Afroamerykanin. No cóż, już na samym początku naszej zabawy z trzecią odsłoną Fallouta musimy zaakceptować jedno. To nie będzie obrazoburcza, ocierająca się o skandal gra. Kontrowersyjne, poważne tematy, które niejednokrotnie pojawiały się w dwóch pierwszych odsłonach serii tutaj sprowadzają się do ilości przelanej krwi i dosadnego, miejscami wulgarnego języka. Sceny seksu, które bardzo smacznie zostały zrealizowane w naszym rodzimym Wiedźminie, tutaj polegają na zapłaceniu dziwce za łóżeczko w którym nasz 19 letni bohater sobie odpocznie. Zbytek łaski.
Następna strona (2/3)
Jeżeli uważasz, że ten artykuł był dla Ciebie ciekawy, nie bądź bierny Poleć go innym!
Post edytowany 2008-11-11 o godzinie 11:32:57
Post edytowany 2008-11-11 o godzinie 12:01:25
Post edytowany 2008-11-11 o godzinie 12:37:30
Post edytowany 2008-11-11 o godzinie 15:49:59
Post edytowany 2008-11-11 o godzinie 17:14:17
Post edytowany 2008-11-11 o godzinie 21:39:11
Post edytowany 2008-11-11 o godzinie 23:24:28
Post edytowany 2008-11-12 o godzinie 10:48:41
Post edytowany 2008-11-12 o godzinie 15:27:06
Post edytowany 2008-11-12 o godzinie 16:10:02
Post edytowany 2008-11-12 o godzinie 18:19:01
Post edytowany 2008-11-12 o godzinie 20:04:38
Post edytowany 2008-11-12 o godzinie 20:06:17
Post edytowany 2008-11-12 o godzinie 20:07:43
Post edytowany 2008-11-12 o godzinie 20:09:22
Post edytowany 2008-11-12 o godzinie 20:10:56
Post edytowany 2008-11-13 o godzinie 16:57:10
Post edytowany 2008-11-20 o godzinie 13:31:45
Post edytowany 2008-11-20 o godzinie 13:33:15
OSTRZEŻENIE: Wszystkie komentarze na portalu Valhalla.pl są monitorowane. Nie obrażaj nikogo, pisz na temat i sprawdź pisownię. Niepodporządkowanie się do tych zasad będzie się wiązało z usunięciem twojej wiadomości.
Ranking:
34 na 5831
Recencje użyt.: 0
Użytkowników przeglądających Valhalla.pl: 699 (693 anonimowych użytkowników i 6 zalogowanych)
Zalogowani: michrz, digitalmellon, garrett, fakk, redz1222, ober