Chcesz zamieścić reklamę? Kliknij tutaj!

Szwedzkie studio DiCE miało u mnie minusa za Battlefield: Bad Company. Mocno rozreklamowana gra nie okazała się tak genialna jak zapowiadające ją klipy. Premierze Mirror’s Edge nie towarzyszyła już tak wielka promocja. Szkoda, ponieważ tytuł ten zapowiadał się o wiele ciekawiej, niż kolejna strzelanka z czwórką amerykańskich wojaków w roli głównej. Przygody Faith wywołały jednak niezły zamęt wśród fanów elektronicznej rozrywki. Czy zachwycający się tą produkcją gracze powinni po nią sięgnąć? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w tekście.
W nowym dziele studia DiCE widzimy świat jaki już niebawem może nas otaczać. Na pewno spodoba się on wielbicielom teorii spiskowych (Nowego Porządku Świata). Wszechobecne kamery, szpiegowanie ludzi, służby porządkowe wspierane małymi prywatnymi armiami. Wszystko to ma sprawić, że ładu w idealnie czystym i poukładanym świecie nie zakłócą żadne przestępstwa. Ci, którzy sprzeciwiali się życiu pod czujnym okiem kamery zostali uznani za wywrotowców. Ich protesty kończyły się aresztowaniami albo krwawymi zamieszkami.
W takie realia rzucony zostaje gracz. Wcielamy się w seksowną pół-azjatkę Faith. Nasza heroina jest Biegaczem (w oryginale Runner) - rodzajem kuriera przenoszącego informacje, które nie powinny się dostać w ręce zawsze czujnej policji. Do przemieszczania się po futurystycznej metropolii przydaje się jej najbardziej miejski z miejskich sportów – parkour. Korzystając z elementów otoczenia oraz siły i zwinności wysportowanego ciała, Faith przedostaje się z miejsca na miejsce ścieżkami niedostępnymi dla zwykłych śmiertelników.
To właśnie bieganie i skakanie miało być jedną z najważniejszych atrakcji w recenzowanej produkcji i muszę uczciwie przyznać, że potrafi ono zachwycić. Faith dysponuje w sumie niewielkim repertuarem ruchów. Łączy je jednak w długie sekwencje dzięki sprytnemu rozmieszczeniu kolejnych przeszkód na naszej wirtualnej ścieżce zdrowia. Gdy dodać do tego szaleńczy bieg mikstura zaczyna się robić wybuchowa. Byłbym kłamcą gdybym napisał, że poruszanie się naszą bohaterką nie sprawia przyjemności. Możliwych wariantów tras, które możemy wybrać jest dużo, a bieganie po dachach budynków czy niektórych bardziej pomysłowych lokacjach daje niesamowitą frajdę. Z całą pewnością warto się zapoznać z grą chociażby po to żeby zobaczyć z jaką gracją porusza się nasza "baletnica".
Sama historia opowiedziana w recenzowanej produkcji nie jest jednak czymś nowym i zaskakującym. Mamy morderstwo polityka i wrobioną w zabójstwo funkcjonariuszkę policji, która dziwnym trafem jest siostrą Faith. Reszty dowiecie się grając. Na pewno jednak fabuła zaprezentowana w grze nie ociera się o wyżyny, na które Mirror’s Edge wspina się dzięki powiewowi świeżości, którym jest opisany przed chwilą parkour.
Przywiązanie do głównej myśli gry – bycia Runnerem – źle wpłynęło na kilka jej aspektów. Niestety przez ten tytuł przebiegniecie bardzo szybko. Kilka godzin zabawy wystarczy na ukończenie Mirror’s Edge. Zarwanie dla niej nocki czy solidna porcja grania za dnia na pewno zakończy się oglądaniem listy płac. Teoretycznie zabawę przedłużają dwa dodatkowe rodzaje zabawy (Time Trial i Speed Run). Są to jednak tylko dodatki, z których jeden odblokujemy po przejściu gry. Jeśli więc istotny jest dla ciebie przelicznik ilość zabawy/cena, to nad zakupem recenzowanej pozycji radzę się poważnie zastanowić.
Druga wada nie musi już być wadą dla wszystkich, ale mnie zabrakło w grze większej ilości spokoju. W trakcie zabawy prawie cały czas gonią nas nieustannie strzelający mundurowi (amunicja im się nie kończy). Akrobacje wykonujemy więc kiedy dookoła głowy świszczą nam kule. Gra w moich oczach zyskałaby bardzo dużo gdyby bieganie i strzelanie częściej przeplatały układy czysto akrobatyczne. Skoro parkour jest jednym z największych atutów recenzowanej produkcji i sprawia w niej tak wiele przyjemności, to chciałbym się nim trochę bardziej podelektować. Wykonywanie wszystkich posunięć w tempie ekspresowym na pewno to utrudnia. Żałuję więc, że autorzy wymuszają na nas ciągłe bieganie i rzadko pozwalają nam odpocząć i po prostu poskakać rozkoszując się sprawnością naszego wirtualnego ciała.
Bardzo spodobał mi się kierunek, w którym poszli graficy projektujący Mirror’s Edge. Ich pomysł dodatkowo potęguje klimat ciekawego świata stworzonego na potrzeby gry. Wszystko co w nim widzimy jest szare. Szare są mury budynków, szare są chodniki, szara jest nawet roślinność. Wszystko jest szare jak życie mieszkańców Miasta. Kolor zarezerwowany jest dla korporacji. One są atrakcyjne. One sprawiają, że wszystko błyszczy. One dbają o nasze bezpieczeństwo. To one, wyróżniając się na jego tle, tworzą charakter Miasta.
Oczywiście wszędzie dookoła dominują proste linie, oszczędna forma. Surowość i czystość świata na pewno pozytywnie wpływa na iluzję stworzoną przez studio DiCE. Aż chce się wierzyć, że tak może wyglądać futurystyczna metropolia, nad którą z hukiem raz po raz przelatuje duży samolot pasażerski.
Pochwalić należy też przerywniki pomiędzy poszczególnymi misjami. Są to krótsze i dłuższe kreskówki. Choć z początku możemy w nich wyczuć nutę infantylizmu, to po pewnym czasie docenimy je i to, że są one jeszcze jedną rzeczą wyróżniającą Mirror’s Edge na tle innych produkcji.
Warto jednak podkreślić, że sporo tekstur nie wygląda w grze najlepiej. Widziane z bliska budynki przypominają te, które widzieliśmy w odrobinę starszym Skate. Krótko mówiąc nie są ładne. Kłują także w oczy sklonowani policjanci. To armia sobowtórów trzymających pistolet, strzelbę czy karabin snajperski. Brakuje też większej ilości filmowych scen takich jak ta, w której zwisająca z płozy śmigłowca Faith zamyka pierwszy rozdział gry.
Nie można się natomiast przyczepić do oprawy audio. Przestrzenna, elektroniczna muzyka nie spodoba się każdemu, ale to oczywiście kwestia gustu. Mnie poszczególne kawałki bardzo podpasowały. Na pewno są dobrze dopasowane do wirtualnej rzeczywistości stworzonej na potrzeby Mirror’s Edge, potęgują klimat tego tytułu.
Dźwięki, choć nie ma ich specjalnie dużo, także stoją na poziomie. W trakcie zabawy słyszymy szum wiatru, kroki Faith, jej przyspieszony oddech, czy lekkie jęknięcia kiedy wybija się w górę albo ląduje na twardej powierzchni. Drażni jedynie praktycznie nieustanny ostrzał, kule rozpryskujące się pod nogami Faith. Nic z nim jednak nie zrobimy czy nam się to podoba czy nie.
W grze znajdziemy też kilka irytujących błędów. Niektóre układy nie są zbyt czytelne. Pomimo tego, że na łatwiejszych poziomach trudności gra podpowiada którędy mamy iść, czasami można się „zawiesić” na jednej z wielu lokacji. Odszukanie właściwej drogi skutecznie utrudnia goniąca nas policja. Czasami jesteśmy też zmuszeni do walki z gliniarzami co w połączeniu z trudnościami związanymi z odszukaniem dobrej trasy może zaowocować dziesiątkami nieudanych prób przejścia jednego układu. Mniej cierpliwi gracze na pewno w takich momentach wyłączą grę. Niewiele dobrego można też powiedzieć o sztucznej inteligencji przeciwników. Służby porządkowe potrafią tylko biec na nas z gnatem w łapach albo stać w miejscu i do nas strzelać. Sama walka z policją również rozczarowuje. Faith wie jak wyprowadzić kilka ciosów, ale szybko zdamy sobie sprawę, że potrzebne będą nam tylko dwa. Każdego mundurowego (jeśli naciera na nas sam) pokonamy stając za dowolna ścianą. We właściwym miejscu czekamy aż się zbliży, wyskakujemy z ukrycia, uderzamy dwa razy pięścią i się chowamy. Czynność powtarzamy do skutku – nokautu policjanta. Wygląda to naprawdę marnie.
Faith lubi też od czasu do czasu zaciąć się w miejscach, w których nic nie stoi na naszej drodze. Mogą to być ruchome schody czy zbita szyba. W takich wypadkach najlepiej cofnąć się o krok i przeskoczyć niewidzialną przeszkodę. Na całe szczęście te drobiazgi w znaczącym stopniu nie wpływają na miodność Mirror’s Edge. Pomimo ich obecności ta stoi na bardzo wysokim poziomie.
Czy warto więc sięgnąć po recenzowany tytuł? Moim zdaniem zdecydowanie tak (kto spojrzał na obrazek, ten wie). Mirror’s Edge próbuje nieco ożywić naszą ulubioną branżę poprzez wprowadzenie do niej czegoś nowego. Niby już w Prince of Persia mogliśmy robić to, co robi Faith. Nie przypominam sobie jednak zbyt wielu produkcji przenoszących nas w takie realia jak dzieło DiCE, a jednocześnie oferujących tak wyborny i dobrze zrealizowany gameplay. Na dodatek gra nie zmusza nas do używania broni palnej co w moich oczach jest dodatkową zaletą. Dzięki temu posunięciu możemy się skoncentrować na wielkiej przyjemności jaką jest przemierzanie wirtualnego miasta.
Po dość przeciętnym Bad Company Szwedzi oddają w nasze ręce króciutką, ale bardzo dobrą produkcję. Jeśli więc masz już odłożone pieniądze na nową grę, to radzę uważnie przyjrzeć się temu tytułowi. Największe potencjalne hity tego roku mnie odrobinę rozczarowują (już niebawem przeczytacie co myślę o Far Cry 2), a przygody Faith bardzo miło mnie zaskoczyły. Grze wystawiam ocenę 8,9. Dajcie jej szansę i sprawdźcie jak wygląda tegoroczna Księżniczka świata elektronicznej rozrywki. Wielbiciele tego typu produkcji teraz powinni czekać na nadejście Księcia. Oby był w tak wysokiej formie jak Faith.
Jeżeli uważasz, że ten artykuł był dla Ciebie ciekawy, nie bądź bierny Poleć go innym!
Post edytowany 2008-11-27 o godzinie 23:21:47
Post edytowany 2008-11-28 o godzinie 01:21:08
Post edytowany 2008-11-28 o godzinie 10:41:24
Post edytowany 2008-11-28 o godzinie 11:38:44
Post edytowany 2008-11-28 o godzinie 12:28:31
Post edytowany 2008-11-28 o godzinie 21:06:39
Post edytowany 2008-11-28 o godzinie 21:23:29
Post edytowany 2008-11-28 o godzinie 21:25:24
Post edytowany 2008-11-28 o godzinie 23:32:45
Post edytowany 2008-11-29 o godzinie 13:02:56
Post edytowany 2008-11-30 o godzinie 23:01:58
Post edytowany 2009-01-25 o godzinie 14:09:35
Post edytowany 2009-01-25 o godzinie 14:11:11
OSTRZEŻENIE: Wszystkie komentarze na portalu Valhalla.pl są monitorowane. Nie obrażaj nikogo, pisz na temat i sprawdź pisownię. Niepodporządkowanie się do tych zasad będzie się wiązało z usunięciem twojej wiadomości.
Użytkowników przeglądających Valhalla.pl: 494 (484 anonimowych użytkowników i 10 zalogowanych)
Zalogowani: fett, orzeh, sn666, digital_cormac, vramin, marioppp, szczygiell, sirdoom, qdwa, simonthered666
Postarajcie sie moze o jakies kolokwialne oceny redakcyjne, gdzie w takich wypadkach ocene poprzedzi burza mozgow. bo na razie tylko sie osmieszacie z tymi ocenami. mimo subiektywnosci pewnych rzeczy nie wypada
No chyba, ze Valhalla chce uchodzic za "oryginalna inaczej". Jesli tak, to jest na dobrej drodze.