Chcesz zamieścić reklamę? Kliknij tutaj!

Bethesda bez wątpienia uczy się na błędach. Jednak robi to w tak nieporadny, powolny sposób, że czasami człowiek ma ochotę ogłosić oficjalny bojkot produktów tej firmy i mieć nadzieję, że takie działanie zmieni cokolwiek. W ostatnim tygodniu przyszło mi zapoznać się z trzecim już dodatkiem do Fallouta 3. Rozszerzenie faktycznie jest pełniejsze, bardziej rozbudowane, niż jego poprzednicy. Ale wciąż daleko mu do tego, o czym marzą weterani serii...
Oczekiwania wobec Broken Steel, bo właśnie o nim mowa, były niemałe. Stwierdzenie w tym miejscu, że jest ono złym add-onem, okazałoby się niesprawiedliwie, jednak majaczące gdzieś w tle słowa składające się w tytuł The Lost and Damned sprawiają, że daleki jestem od wyśpiewywania peanów na cześć twórców z Bethesda Softworks.
Już teraz osoby, które nie miały dotąd okazji ukończyć głównego wątku Fallout 3, powinny zrezygnować z lektury tego tekstu i wrócić doń dopiero po nadrobieniu niechlubnej zaległości. W przeciwieństwie do Operation Anchorage oraz The Pitt, historia opowiedziana w Broken Steel nie jest zadaniem pobocznym, ale pełnoprawną kontynuacją głównej linii fabularnej gry. By utrudnić sobie nieco zabawę, zdecydowałem się na wczytanie jednego ze starszych stanów zapisu, w którym posiadałem postać na 15 poziomie doświadczenia, gotową do wyruszenia z Cytadeli w towarzystwie Liberty Prime. Zakończenie trzeciego Fallouta zostało odpowiednio „doszlifowane” przez autorów. Już w czasie drogi do Pomnika Jeffersona natrafimy na nowe jednostki Enklawy, gotowe przypiec głównego bohatera. Właściwa zabawa zaczyna się jednak dopiero po dokonaniu ostatecznego wyboru...
Niezależnie od tego, czy poświęciliśmy się sami, skazaliśmy na śmierć jasnowłosą towarzyszkę czy też poprosiliśmy o pomoc mutanta Fawkesa (a przy okazji czy doszliśmy do porozumienia z Prezydentem), wszyscy znajdujący się w Project Purity zostają oślepieni niezwykłą jasnością dochodzącą z urządzenia. Budzimy się dwa tygodnie po tych wydarzeniach, będąc pod czujną opieką przedstawicieli Bractwa Stali. Tak, tak! Nawet jeśli oddaliśmy własne życie, okazuje się, że nie giniemy. Umarły teorie o klonach, bracie bliźniaku – budzimy się, dostając jedynie szczątkowe informacje na temat tego, co miało miejsce wcześniej.
Najistotniejszym elementem rozszerzenia jest podniesienie granicy poziomów doświadczenia o dziesięć, aż do trzydziestego i umożliwienie graczom dalszego eksplorowania Stołecznych Pustkowi mimo zakończenia głównej linii fabularnej. Jeżeli znajdzie się ktoś, kto nie miał do tej pory okazji wypróbować wcześniejszych DLC dla gry, Broken Steel jest bez wątpienia najlepszym wyborem w kategorii „pierwszy dodatek do Fallout 3, który pobrałem”. Wszyscy pozostali z pewnością odczują, jak małe kroczki postawiła Bethesda, jednak i oni nie zawiodą się całkowicie, mając świadomość, że otrzymują więcej contentu niż ostatnim razem.
Project Purity spełnił swoją podstawową rolę, a świat, jaki znamy z wcześniejszych podróży, zaczął odżywać. Bractwo Stali, czuwając czujnie nad okolicami Pomnika Jeffersona, stara się rozprowadzać oczyszczoną wodę do najdalszych miast i schronów. Jednak prawdziwym utrapieniem, którego ciężko się pozbyć, są wciąż aktywne siły Enklawy. To walka z nimi jest motywem przewodnim dodatku.
Podobnie jak w ostatnich DLC, autorzy oferują nam trzy zadania główne do wykonania. Całość sprawia wrażenie odrobinę dłuższej, jednak nie powinna nam zająć więcej niż 5-7 godzin. Na początku, jak to już miało miejsce wcześniej, zostajemy odesłani na totalne odludzie, gdzie przechodzimy przez jeden z tuneli i dołączamy do oddziałów Bractwa. Z Liberty Prime na czele uderzamy na jedną z baz wroga, prąc następnie z niewielką obstawą aż do pomieszczenia stanowiącego coś przypominającego serwerownię. Splot wydarzeń sprawia, że zmuszeniu jesteśmy do powrotu do Cytadeli, gdzie wraz ze starszyzną przemyślimy nasze dalsze ruchy.
By móc odpłacić Enklawie pięknym za nadobne, zmuszeni jesteśmy do przeprowadzenia poszukiwań i odnalezienia elementu potrzebnego do zbudowania nowej broni (o niej samej za chwilę). Drugie z zadań nie odbiega znacząco od schematu, do jakiego każdy zdążył już zapewne przywyknąć. Nawet opcjonalne cele, jakie przychodzi nam wykonać, nie wpływają tak naprawdę na przebieg misji (lub ich znaczenie jest marginalne, wręcz niezauważalne). Wiele frajdy daje zaś ostatnia misja, której tytuł - „Who dares wins” - jest miłym odniesieniem do brytyjskiego Special Air Service. Nie chcąc jednak psuć zabawy, powiem tylko, że finału warto doświadczyć. Chociażby ze względu na kolejne, raczej szare niż czarno i białe wybory moralne.
Nasze zmagania z zastępami przeciwników otrzymają wsparcie w postaci nowych rodzajów ekwipunku. Wśród dodanych typów broni na pierwszym miejscu należy wymienić wspomniane przed momentem Tesla Cannon – jego zbudowanie warte jest zachodu, ponieważ do swych rąk otrzymamy jedną z najpotężniejszych „zabawek” dostępnych na Stołecznych Pustkowiach. Potrafi ona nie tylko zamienić w pył grupę wrogów, ale też jednym strzałem zniszczyć unoszący się w powietrzu śmigłowiec typu Vertibird. Jest ona też ukłonem Bethesdy w stronę nigdy nie wydanego Fallout: Brotherhood of Steel 2, dla której urządzenie zostało zaprojektowane. Inną z atrakcji jest Heavy Incinerator – broń wystrzeliwująca na daleki dystans kule ognia, nie tylko raniące, ale i zapalające przeciwnika. Atmosfera potrafi być gorąca.
Na naszej drodze stanie kilka typów nowych wrogów. Największe wrażenie zrobiły na mnie potyczki z Super Mutant Overlordami, którzy – wedle autorów – stanowią „brakujący szczebel pomiędzy znanymi typami mutantów a Behemotami”. Uzbrojeni w najcięższe typy uzbrojenia, są nie tylko wymagającymi przeciwnikami, ale i doskonałym źródłem rzadziej spotykanej amunicji. Na uwagę zasługują też nowe typy ghouli, radscorpionów oraz żołnierzy Enklawy.
Nieodłącznym elementem downloadable content są osiągnięcia. Dzięki trzeciemu dodatkowi do F3 możemy zdobyć aż sześć nowych, wartych w sumie 150 Gamer Points. Nie trudno domyślić się, że zachowany został (przynajmniej częściowo) schemat znany z poprzednich rozszerzeń. Co za tym idzie, trzy z achievementów (każdy wart 30GP) zdobędziemy zwyczajnie wykonując poszczególne główne zadania oferowane przez add-on. Pozostałe nie różnią się niczym od grupy osiągnięć zawartych w podstawowej grze – zostaną odblokowane po zdobyciu trzydziestego poziomu doświadczenia z daną karmą na koncie.
Tu też należy wspomnieć o dość smutnym fakcie. Wielu z graczy zdecydowało się na wykonanie większości (lub wszystkich) zadań pobocznych przed ukończeniem głównego wątku gry. Niestety punkty doświadczenia zdobywane po osiągnięciu dwudziestego levelu nie są zliczane i zainstalowane Broken Steel w żaden sposób ich nie refunduje. Może się więc okazać, że dobicie do trzydziestego poziomu będzie możliwe tylko przy ponownym rozpoczęciu gry. Jeżeli jednak to się powiedzie, na graczy czeka zestaw nowych perków. Nie należą one do specjalnie wymyślnych, ale zwiększenie wszystkich statystyk do 9, samoczynne zmniejszanie się napromieniowania czy szybsza regeneracja punktów akcji naprawdę potrafią zmienić obliczę rozgrywki. Wisienką na torcie jest... nuklearna eksplozja naszej postaci, gdy jej życie spadnie do 20!
W czasie, gdy grałem w Broken Steel, żyłem ze świadomością, iż najprawdopodobniej zapoznaję się z ostatnim rozszerzeniem dla Fallouta 3. Wynika z tego pewien niesmak, uczucie, że można było zdziałać więcej, zwłaszcza przy tak szumnych zapowiedziach. W chwili, gdy piszę te słowa, wiadomo już, że Bethesda wyda jeszcze co najmniej dwa dodatki typu DLC, bliższe charakterem pierwszym dwóm (side-questy na zamkniętym, oddzielnym obszarze). Czy warto zagrać w Złamaną Stal? Niewątpliwie jest to najlepszy z wydanych dotąd add-onów dla trzeciego Fallouta. Jednak wiele wody upłynie z Project Purity, zanim gracze będą otrzymywać wyłącznie pełnoprawne pobieralne dodatki, równe lub lepsze z tym, co w lutym 2009 pokazało Rockstar Games. Tymczasem niecierpliwie czekam z nadzieją na kolejne nowości od Bethesdy. Wiara czyni ponoć cuda...
Jeżeli uważasz, że ten artykuł był dla Ciebie ciekawy, nie bądź bierny Poleć go innym!
Post edytowany 2009-05-21 o godzinie 22:37:43
Post edytowany 2009-05-21 o godzinie 23:20:53
Post edytowany 2009-05-22 o godzinie 01:55:40
OSTRZEŻENIE: Wszystkie komentarze na portalu Valhalla.pl są monitorowane. Nie obrażaj nikogo, pisz na temat i sprawdź pisownię. Niepodporządkowanie się do tych zasad będzie się wiązało z usunięciem twojej wiadomości.
Fallout 3: Broken Steel (XBox 360)
Ranking:
688 na 5797
Recencje użyt.: 0
Użytkowników przeglądających Valhalla.pl: 837 (812 anonimowych użytkowników i 25 zalogowanych)
Zalogowani: fett, golabk, digital_cormac, one, gooralesko, marioppp, pisu, patriota, cyprees, wladek616, geek, robber, quatrix, szczygiell, ki_siel, kafar, vifon, jarek17x, onoofry, driver, fakk, ediee83, kamil1810, mako151, polik88
Nie nazwałbym tego wisienką na torcie. Nazwałbym to: "Litości!"
Już podstawka jest nastawiona na masterowanie znacznie większej ilości umiejętności niż poprzednicy (Których przechodzenie wiązało się z realnymi wyborami i specjalizowaniem naszego herosa w trzech lub maksymalnie czterach umiejętnościach. W pozostałych byliśmy kompletnie zieloni). Tutaj przy możliwośći uzyskania 30 poziomu większość um. będzie miała 100 pkt lub prawie tyle. Ja osobiście uważam to za kompletną bzdurę. Wypacza to sens istnienia Falloutowego rozwoju postaci. Oj bethesda, bethesda...
Post edytowany 2009-05-21 o godzinie 22:37:43