Chcesz zamieścić reklamę? Kliknij tutaj!


Tytuł tego tekstu jest zarazem zwrotem, który z ust przedstawicieli BioWare padał w ostatnich miesiącach dziesiątki razy. Dragon Age: Origins, w niedługim czasie od zapowiedzi, stało się wyznacznikiem nadziei, jakie żywili i wciąż posiadają gracze pamiętający „stare, dobre RPG”. Ostatnie lata to kilka mniej lub bardziej spektakularnych prób stworzenia tytułu, który zaskarbi sobie serca miłośników gier fabularnych – mieliśmy przecież trzeciego Fallouta, Mass Effect, Fable II, Neverwinter Nights II i wiele innych produkcji. Ciężko jednak powiedzieć, że pewien nie do końca sprecyzowany niedosyt został zaspokojony w stu procentach. Na scenę, wraz z obszerną porcją dobrej strawy, wychodzi więc ekipa z Kanady.
Należę do grona osób, które poświęciły wiele miesięcy na zapoznawanie się zwłaszcza z drugą częścią Wrót Baldura. Nigdy nie wypowiadałem się źle o wymienionych chwilę temu grach – ba, nie mam ku temu podstaw, ponieważ każda dała mi po kilkanaście godzin wspaniałej zabawy. Wciąż jednak czekałem na tytuł, który przytłoczy mnie obszernością wykreowanego świata. Okazuje się, że król nie musiał umrzeć, byśmy mogli zawołać „niech żyje król!”.
Gdybym został poproszony o wymienienie najlepszych decyzji biznesowych Electronic Arts, bez wątpienia na pierwszym miejscu umieściłbym wykupienie BioWare i tym samym pozyskanie zespołu, który jak żaden inny zna się na tworzeniu gier RPG. Początek, bo tak brzmi polski podtytuł Dragon Age, dostępny jest na naszym rynku od kilku dni, a mnie dane było poświęcić na zwiedzanie Fereldenu już kilkadziesiąt godzin.
W sposób charakterystyczny dla roleplejów swoją zabawę rozpoczynamy od stworzenia postaci. Wybieramy więc płeć i jedną z trzech ras: ludzi, elfów lub krasnoludów. Trzecia i czwarta decyzja będą zarazem najistotniejszym wyborem, ponieważ określać będziemy swoje pochodzenie i reprezentowaną profesję (wojownik, mag lub łotrzyk). Tytułowe origin decyduje zarówno o wyglądzie i przebiegu pierwszych kilkudziesięciu minut rozgrywki, jak i naszych kontaktach z mieszkańcami krainy, dostępnych opcjach dialogowych czy nawet pewnych predyspozycjach. Sam, co było wyborem dość oczywistym, pierwszą przygodę rozpocząłem ludzkim wojownikiem szlacheckiego pochodzenia.
I choć jest to wariant, który w erpegach uznawany jest za najpowszechniejszy, i on potrafi zdrowo zaskoczyć – przykładem jest tu bardzo ciekawa opcja, pojawiająca się już w finale wątku głównego. Znane nazwisko pozwala forsować co bardziej szalone pomysły... Samo pochodzenie daje nam ciekawą perspektywę na mające miejsce wydarzenia – obecne w Fereldenie rasy nie zawsze przejawiają zachowania zgodne z ogólnie przyjętymi standardami fantasy, tym więcej frajdy sprawia poznanie każdego z sześciu origin stories.
Na potrzeby DA BioWare stworzyło autorski system rozwoju postaci. Z jednej strony pozwoliło to twórcom uwolnić się od ograniczających (i drogich!) licencji, z drugiej zaś sprawiło, iż stał się on prosty, na szczęście jednak nie ubogi. Naszego bohatera cechuje kilka statystyk, które rozwijamy w czasie podróży. Część z umiejętności nie wiąże się z określoną klasą, inne zaś będą dostępne tylko dla np. najlepiej wyszkolonych magów. Okazuje się, że nawet dwukrotne przejście gry łotrzykiem może nieść ze sobą tonę nowości, ponieważ każdą z profesji możemy rozwinąć za pomocą specjalizacji (do wyboru dwie z czterech, przy czym pierwszą dostajemy na siódmym poziomie doświadczenia, drugą zaś na czternastym).
Nie okłamujmy się – Dragon Age nie stawia na rewolucję. Dostarcza nam szeregu sprawdzonych, nieco urozmaiconych rozwiązań, które jednak (wyposzczeni oczekiwaniem) chłoniemy równie szybko, co dzieci wcinające słodycze po okresie rygorystycznego Adwentu. Testowana przeze mnie wersja przeznaczona dla Xboksów 360 nie sprawiała żadnych problemów. Być może pomocą okazała się tu dobra znajomość wspominanego już Mass Effect, z którego zaczerpnięto wiele rozwiązań w mechanice. Nawet bez tego jednak nie jest problemem połapanie się w logicznie ułożonych, intuicyjnych menusach.
Rzecz jasna pad nie daje równie szybkiego dostępu do dziesiątek funkcji, co kombinacja mysz plus klawiatura, jednak wybór poszczególnych akcji przez nas podejmowanych zajmuje tylko chwile, nijak nie zaburzając przebiegu zabawy. Najwięcej obaw związanych było z systemem walki. Jak wiadomo chyba każdemu, w wersjach konsolowych Początku zabrakło kamery z rzutem izometrycznym, znanej chociażby ze wspomnianych Baldurów. Brak odczuwalny jest jednak jedynie w sferze sentymentalnej, ponieważ pojedynki idą sprawnie i sprawiają kupę frajdy, wymagając od graczy nieustannego skupienia i odpowiedniego planowania. Gra pozwala na przypisanie sześciu umiejętności (trzech głównych oraz trzech dostępnych po przyciśnięciu prawego triggera).
Następna strona (2/3)
Jeżeli uważasz, że ten artykuł był dla Ciebie ciekawy, nie bądź bierny Poleć go innym!
Post edytowany 2009-11-13 o godzinie 19:57:35
Post edytowany 2009-11-14 o godzinie 10:59:38
Post edytowany 2009-11-15 o godzinie 11:48:30
Post edytowany 2009-11-15 o godzinie 22:55:21
Post edytowany 2009-11-17 o godzinie 22:09:15
OSTRZEŻENIE: Wszystkie komentarze na portalu Valhalla.pl są monitorowane. Nie obrażaj nikogo, pisz na temat i sprawdź pisownię. Niepodporządkowanie się do tych zasad będzie się wiązało z usunięciem twojej wiadomości.
Dragon Age: Origins (XBox 360)
Ranking:
59 na 5826
Recencje użyt.: 0
Użytkowników przeglądających Valhalla.pl: 853 (828 anonimowych użytkowników i 25 zalogowanych)
Zalogowani: katmay, fett, digital_cormac, michrz, mnemic, coppertop, obcy2003, marioppp, 99problems, andrzej001, twilitekid, aeonflux, cyprees, freak, wladek616, tomikku, brk, adlerfromsc, looocyfer, marello, jarek17x, sohrani, lone, nannar, neurot
To znaczy, że jest jakaś opcja otrzymania tych dwóch dodatków za free?