Chcesz zamieścić reklamę? Kliknij tutaj!


Od momentu, gdy BioWare zapowiedziało sequel Mass Effect, machina marketingowa Electronic Arts została rozgrzana do czerwoności. Wszyscy, począwszy od speców od reklamy, przez szychy w EA, a na poszczególnych członkach ekipy deweloperskiej skończywszy, starali się przekonać graczy, że oto nadchodzi gra 2010 roku. Czy faktycznie na sklepowych półkach pojawił się prawdziwy hit zasługujący na maksymalną notę? Tego dowiecie się z tej recenzji.
Tekst należałoby zacząć od odwołania się do twórczości Alfreda Hitchcocka i konieczności ukazania sceny określanej jako „trzęsienie ziemi”. Prawda jest jednak taka, że to, co oferuje nam kanadyjskie studio we wstępie Mass Effect 2, jest jeszcze śmielszym krokiem. Osoby nie czytające spoilerów mogły uniknąć informacji na temat wprowadzenia, dlatego też nie pokuszę się o opisanie jego zawartości. Jednak to, czego jesteśmy świadkami w pierwszych minutach zabawy doskonale zarysowuje obraz tego, co doznamy w czasie całej rozgrywki. Jest ponuro, smutno, wręcz przytłaczająco. I podano to w sposób zrobiony z najlepszym wyczuciem.
Shepard wraca. Dwa lata to długi okres, a w jego trakcie wiele zmieniło się na znanych światach. Suweren został zniszczony, a Cytadela uchroniona. Widmo nowego zagrożenia wciąż wisi nad wszystkimi rasami, jednak wielu woli uznać, iż było to jednorazowe niebezpieczeństwo. Pozostawiony w nietypowej sytuacji, główny bohater musi dołączyć do organizacji Cerberus, dbającej o to, by zapewnić przetrwanie ludzkości. Za wszelką cenę i każdymi możliwymi środkami. Choć Żniwiarz został pokonany, gdzieś na odległych koloniach rysuje się inne zagrożenie – tajemnicza rasa Zbieraczy, atakująca i porywająca całe ludzkie osady. Nasz bohater musi zbadać tę sprawę, jednocześnie dochodząc do sytuacji, gdy na potrzeby nadrzędnego celu zmuszony jest zebrać ekipę złożoną z najlepszych z najlepszych.
Główny wątek ME2 to historia zasłużonego człowieka, który z czasem musi przewartościować swoje ideały, znaleźć właściwy cel, a jednocześnie współpracować z ludźmi, których każdy inny unikałby jak ognia. Podstawowe misje nie są długie, jest ich niewiele i – co zrozumiałe – stanowią raczej pomost pomiędzy pierwszą a trzecią częścią trylogii. Jeszcze przed otrzymaniem własnego egzemplarza gry obawiałem się nieco, że zabraknie w niej zwrotów akcji, jakie w pewnym stopniu stanowiły o sukcesie „jedynki”. W miarę odkrywania historii opowiedzianej w Mass Effect 2 pojawia się jednak kilka niespodzianek, są też dwa momenty, które szczególnie zapadają w pamięć. Co prawda jeden z motywów zawartych w finale bardziej bawi niż wprowadza człowieka w patetyczny nastrój, ale i on okazał się dla mnie miłym akcentem.
To na czym opiera się geniusz drugiej części serii to wspomniane już tworzenie własnej ekipy. Na potrzeby swojej misji Shepard poproszony jest o skompletowanie zespołu, który podoła najcięższym wyzwaniom. Trafiają do niego biotycy, naukowcy, żołnierze, ale też zabójcy, skazańcy i wyjęci spod sprawa. Śmietanka niejednej galaktyki. O ile śledzenie Zbieraczy bywa interesujące, dużo więcej frajdy daje poznawanie ludzi, z którymi ruszymy do boju. Są to postaci niejednoznaczne, czasami z naprawdę złożoną przeszłością. Jej poznanie i rozwiązanie problemów trapiących poszczególne osobistości to zadanie nie tyle najważniejsze, co istotne, niezbędne do poniesienia jak najmniejszych strat.
Wiąże się z tym specjalny system lojalności, wprowadzony na potrzeby Mass Effect 2. Werbując każdego członka drużyny rozwiązujemy jego bieżącą sytuację, jednak odpowiednie poprowadzenie rozmów umożliwia przejście dodatkowych misji. Usunięcie problemu z głowy danego delikwenta sprawia, że skupi się on na głównym zadaniu. Podczas poszczególnych wizyt na Normandii kilka razy przyjdzie nam obserwować jak układają się stosunki pomiędzy poszczególnymi bohaterami, szkoda jednak, że nie rozwinięto tego bardziej. Zabrakło większej ilości decyzji w odniesieniu do ich relacji.
A to właśnie rozwiązywanie różnych sytuacji na zgoła odmienne sposoby przypomina nam, dlaczego część pierwsza odniosła taki sukces. ME2 pozwala nam na wczytanie stanu zapisu z poprzedniej gry, a tym samym na przeniesienie naszych decyzji (twórcy podjęli ich część za nowych graczy). Czy pozwoliliśmy królowej rachni opuścić bazę na Noverii? Czy zabiliśmy rozjuszonego Wrexa, gdy ten protestował przeciwko naszym działaniom na Virmire? Czy uratowaliśmy Radę podczas ostatecznego starcia? Na część z pytań, także tych mniejszych, związanych chociażby z dociekliwą reporterką czy nadgorliwym fanem, znajdujemy odpowiedź już w „dwójce”. Część majaczy gdzieś w tle, czekając na rozwiązanie w zwieńczeniu trylogii. Wiele akcji podejmujemy tym razem z większą rozwagą, zwłaszcza gdy widzimy, że z pozoru nieistotne decyzje z podstawowego ME mogą być bolesne w skutkach. Jest to więc największy sukces BioWare – stworzenie historii spersonalizowanej pod gracza, dostosowanej do jego przekonań. Opcji jest multum, a gdy już historia Sheparda zostanie zamknięta, prawdziwą przyjemnością będzie przejście jej jeszcze raz, od początku do końca.
O ile komandor jest w stanie załatwić wiele spraw wyłącznie za pomocą rozmowy, natrafiają się momenty, gdy jedynym skutecznym mediatorem okazuje się broń. Mass Effect 2 to gra akcji, co do tego nie można mieć wątpliwości. Jest ona bardzo bliska rozbudowanym sztrzelankom, ale nijak nie można uznać tego za wadę. Głównym novum są magazynki chłodzące, nie wiedzieć czemu nazywane przez wielu amunicją. System przegrzewania znany z części pierwszej został zastąpiony wkładami, które kolekcjonujemy w czasie rozgrywki. Zależnie od typu broni (tych jest w sumie pięć, o różnej sile i szybkostrzelności), mieści się ich mniej lub więcej. Będąc przyzwyczajonym do starego rozwiązania z początku odczuwałem dyskomfort, ale po przejściu gry z całą stanowczością mogę powiedzieć, iż jest to zmiana na lepsze, dodająca zabawie dynamiki. Prowadzenie walki daje kupę frajdy i pewne unikatowe doświadczenie, inne od pozostałych gier TPP, chociażby dzięki obecności mocy biotycznych i zdolności technologicznych. Plusem jest też system osłon, jak również znacznie poprawiona sztuczna inteligencja naszych towarzyszy (nie atakują już ściany jak szaleni).
Następna strona (2/2)
Jeżeli uważasz, że ten artykuł był dla Ciebie ciekawy, nie bądź bierny Poleć go innym!
Post edytowany 2010-01-30 o godzinie 20:41:37
Post edytowany 2010-01-30 o godzinie 21:56:52
Post edytowany 2010-02-01 o godzinie 14:43:48
Post edytowany 2010-02-05 o godzinie 16:38:01
Post edytowany 2010-02-05 o godzinie 17:38:50
Post edytowany 2010-02-09 o godzinie 15:45:10
OSTRZEŻENIE: Wszystkie komentarze na portalu Valhalla.pl są monitorowane. Nie obrażaj nikogo, pisz na temat i sprawdź pisownię. Niepodporządkowanie się do tych zasad będzie się wiązało z usunięciem twojej wiadomości.
Ranking:
25 na 5797
Recencje użyt.: 0
Użytkowników przeglądających Valhalla.pl: 943 (930 anonimowych użytkowników i 13 zalogowanych)
Zalogowani: fett, dragoonus, mnemic, siergiej, pisu, andrzej001, twilitekid, robber, marello, mateuszx20, vortex666, calm, simonthered666
http://www.metacritic.com/games/platforms/xbox...ct2?q=mass
Prawie 50 recenzji i srednia ocena 96/100 ! Giera musi byc naprawde dobra! Ale ja tam mam PS3 i swojego Dragon Age i tez daje rade 8]