Chcesz zamieścić reklamę? Kliknij tutaj!


Nasza branża widziała już różne szalone pomysły, a stworzenie rankingu dziesięciu najbardziej pokręconych jest chyba niemożliwe przez nadmiar kandydatów. Mordowaliśmy, spacerowaliśmy, gwałcili nas obcy, a bohaterów tysięcy produkcji spotykały różne mniej lub bardziej przyjemne sytuacje. Gry zawierają niezliczone ilości odwołań do literatury. Po raz pierwszy jednak, średniowieczny poemat zostaje zaprezentowany w taki sposób, jak to ma miejsce w Dante's Inferno.
Za interpretację „Boskiej Komedii” brali się już filmowcy, muzycy, ale i twórcy tytułów konsolowych i komputerowych. Za bezpośredni przekład katabasis Dantego wzięło się jednak Electronic Arts, kreując coś innego od oczekiwanego produktu. „A miało być tak pięknie...”.
Elektroniczne Dante's Inferno to slasher. Chcemy czy nie, dzieło literatury światowej, które zapewne przeczytali nieliczni z nas, zostało sprowadzone do formy tępej rąbanki, a główny bohater podróży przez piekło do roli marnego klona Kratosa z God of War. Nie jest to zresztą porównanie przypadkowe, jednak na odniesienia do sztandarowej produkcji z platformy Sony przyjdzie jeszcze właściwa pora.
Kilkugodzinną wędrówkę rozpoczynamy podczas oblężenia Akki, którego dokonały wojska króla Ryszarda Lwie Serce w czasie trzeciej wyprawy krzyżowej, a więc w końcówce XII wieku. Pominąć należy rozważania z cyklu „jakim cudem, skoro wędrówka Dantego rozpoczyna się w Wielki Piątek 1300 roku?” - gra w małym stopniu stawia na wierność oryginałowi. Ważne jest, że nasz dzielny krzyżowiec, po zaszlachtowaniu kilkudziesięciu obywateli miasta, bawi się w Cezara i kończy z nożem w plecach.
Niczym zaalarmowana, przed naszym bohaterem staje Śmierć we własnej osobie. A my, będąc pewni prawidłowości słów biskupów, zapewniających nas o przebaczeniu grzechów, próbujemy walczyć o swoje. Pojedynek z Kostuchą to pierwsza z serii walk z bossami, które w DI potrafią mieć ogromną skalę, a jednocześnie może im brakować jakiegokolwiek polotu. W ostatnich latach miałem okazję grać w kilka innych produkcji tego typu, z Ninja Gaiden II i obiema częściami GoW na czele, jednak po raz pierwszy zdarzyło mi się, że do „szefów” podchodziłem bez jakiejkolwiek fascynacji. By nie zdradzać za wiele, przywołam tu chociażby przykład Cerbera – trzygłowy strażnik dawał ogromne pole do popisu, tymczasem nijak nie odczułem tego, że walczę z gigantem, który broni dalszych części piekła. Projektanci kierowali się dobrą drogą, ale w pewnym momencie jakby stracili orientację w terenie.
System walki w Dante's Inferno stanowi w dużym stopniu kalkę rozwiązań z przygód Kratosa, jest też zdecydowanie mniej techniczny i wymagający od pojedynków prowadzonych przez Ryu Hayabusę. Na początku podróży przez kręgi zaświatów główny bohater poszczycić może się tylko ograniczoną liczbą ciosów (standardowo szybkie i silne), zadawanych za pomocą kosy skradzionej Śmierci. Potem do arsenału dołącza jeszcze krzyż oraz ataki magiczne. W dużej ilości starć, zwłaszcza gdy zdecydujemy się na niższe poziomy trudności, poradzimy sobie zwykłym losowym uderzaniem w klawisze, jednak w ramach postępów wrogowie stają się coraz bardziej wymagający, a wygrana zależy od objętej taktyki.
W grze pojawiają się szczątkowe elementy rozwoju postaci - gromadzimy doświadczenie, rozbudowujemy i zdobywamy dodatkowe umiejętności. Podzielono je na dwa drzewka: święte i nieświęte. Każdy typ punktów zdobywany jest oddzielnie, w momencie wykańczania danego oponenta. DI dość często korzysta z quick time eventów, także w efektownych finisherach. Gdy zdrowie wroga bliskie jest zeru, otrzymujemy możliwość potępienia lub rozgrzeszenia danej jednostki. Podobnie jest z duszami, które spotkamy podczas swej wędrówki. Druga z opcji (wybaczanie biedakom), wiąże się z rozegraniem dość dziwnej gry, przypominającej Guitar Hero na krucyfiksie. W przeciwieństwie jednak do produkcji muzycznych, po kilkunastu „partyjkach” odruchowo wybieramy już potępianie, byle tylko uniknąć nudnego uderzania w klawisze pada. Zebrane punkty (dusze) służą jednak rozwojowi mocy Dantego, więc żałować można, że sprowadzono to do zwykłego kliknięcia w kolejną „kulkę”. Aż prosiło się, by los głównego bohatera zależny był od jego nastawienia wobec dusz (skoro już odchodzimy od pierwowzoru, czemu nie popuścić wodzy fantazji?).
W ramach promowania Dante's Inferno autorzy dość intensywnie zachwalali różnorodność poszczególnych kręgów piekła, które przyjdzie nam przemierzyć. Zgodzę się, że niektóre z widoków potrafią być niesamowite w swym okropieństwie, znalazło się kilka lokacji, które na dłużej zapadną w pamięć, ale są to wyjątki. Reszta z odwiedzonych miejsc to twórcze wariacje na temat kolorystyki, zabawa detalami – bohater wielokrotnie ma okazję wspinać się po ścianach, które stworzone zostały z tysięcy ciał potępionych ludzi. A czy święcą one na żółto, czy też przygnębiają ciemnym granatem, jest mi zupełnie obojętne. Niektóre kręgi są boleśnie krótkie, a ich potencjał niewykorzystany. Zabawy nie wydłużają też elementy platformowe, które choć zmuszają do myślenia, częściej irytują, niż dają frajdę. Sztywna kamera i niekiedy niewielka „chwytliwość” postaci sprawiają, że do części z zagadek podejdziemy po kilka(naście) razy, faktycznie odnajdując w sobie co najgorsze, z odpowiednim zasobem słów na czele.
Gdy wchodziłem do strefy obżarstwa, (jakkolwiek to zabrzmi) miałem nadzieję, że zostanę doszczętnie obrzydzony. Gdy na mej drodze stanęła Wielka „widać mi cycki” Kleopatra, czekałem na zalew bezpruderyjnej erotyki, spodziewając się wszystkiego, czego można oczekiwać po kręgu pożądania. Jakież płonne były to myśli... Pewnym czynnikiem jest tu sposób, w jaki projektowano przeciwników. Jest ich stanowczo za mało, choć przyznam, że z zainteresowaniem myślałem o tym, co jeszcze mnie czeka. A mamy tu nagie kobiece demony, pieruńsko szybkie, którym nagle wyrasta z waginy ogromne... coś. Mamy też obleśnych grubasów z żuchwami w różnych miejscach ciała czy potężne potwory przypominające połączenie kozła i ciężkozbrojnego rycerza. Gdy poruszamy się w śmiertelnym tańcu, chce się tylko jednego – więcej rozmaitych oponentów.
Zaskakującą perełką w temacie oprawy wizualnej są przerywniki filmowe, spełniające rolę wspomnień Dantego i prezentację przeszłych wydarzeń. Dzielą się one na dwa typy. Pierwsze to rysunkowe, przypominające komiks klipy, w których obserwujemy przewinienia głównego bohatera, jego ścieżkę do obecnej sytuacji. Cechuje je naprawdę ciekawy, miły dla oka, oryginalny styl, który bez wątpienia chciałbym zobaczyć w dłuższej produkcji. Drugi rodzaj cutscenek to animacje CGI, w których obserwujemy głównie los Beatrycze (tak, nie wycięto jej z gry!) i jej obecne w każdej możliwej scenie piersi. Nie żebym miał coś przeciwko takim widokom, jednak czasami miałem wrażenie, iż zamiast dążenia do estetyki, za styl przerywników umożliwiono decydować niewyżytym gimnazjalistom. Ogólny obraz w należyty sposób uzupełnia udźwiękowienie, które daje nam wrażenie, iż tak właśnie może brzmieć piekło (o ile w nie wierzymy...). Dobrze sprawuje się aktor wcielający się w Dantego, w porządku brzmią też cytaty z „Boskiej Komedii”, wygłaszane przez Wergiliusza. Szkoda, że większych nakładów nie położono na ambitniejszy soundtrack, o który aż prosiła się produkcja o takiej tematyce.
Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, iż Dante's Inferno samo w sobie nie jest tytułem złym, którego zakup z miejsca trzeba odradzić. Po prostu kampania reklamowa okazała się zdecydowanie bardziej oryginalna (symulator mszy, "przekupywanie" recenzentów) niż sama promowana gra. Bazowanie na „Boskiej Komedii”, nawet jeżeli zdecydowano się na konwencję slashera, aż prosiło się o naprawdę mocny trzon fabularny, jeszcze więcej oryginalności w projektowaniu poszczególnych kręgów. No i bardziej epickie zakończenie. Dante's Inferno jest jak lokalny przygłup, który na wiejskim weselu przebiera się za Michaela Jacksona – elementy występu mogą być interesujące, część osób może się przy nim dobrze bawić, ale gdy impreza dobiega końca, wszyscy uzmysławiają sobie, że król jest tylko jeden. I cholernie trudno jest mu dorównać, nie mówiąc o jego pokonaniu.
Jeżeli uważasz, że ten artykuł był dla Ciebie ciekawy, nie bądź bierny Poleć go innym!
Post edytowany 2010-02-06 o godzinie 13:23:13
Post edytowany 2010-02-11 o godzinie 11:55:09
Post edytowany 2010-02-11 o godzinie 14:12:39
OSTRZEŻENIE: Wszystkie komentarze na portalu Valhalla.pl są monitorowane. Nie obrażaj nikogo, pisz na temat i sprawdź pisownię. Niepodporządkowanie się do tych zasad będzie się wiązało z usunięciem twojej wiadomości.
Użytkowników przeglądających Valhalla.pl: 443 (442 anonimowych użytkowników i 1 zalogowanych)
Zalogowani: rat
Chcesz zamieścić reklamę? Kliknij tutaj!
Post edytowany 2010-02-06 o godzinie 01:39:44