Chcesz zamieścić reklamę? Kliknij tutaj!


Jedenaście lat musieliśmy czekać na to, by studio Rebellion znów pozwoliło nam wcielić się w Obcego, Predatora i Kolonialnego Marine’a na pecetach. Przedpremierowa wersja Aliens vs Predator przypomniała mi jak bardzo tęskniłem za piskiem wykrywacza ruchu, sykiem nacierających ksenomorfów i klekotem polującego Predatora. Zauroczyła mnie ona klimatem, oprawą i kilkoma ciekawymi pomysłami. Czy ostateczna wersja gry jest jeszcze lepsza od próbki jej możliwości? Tego dowiesz się już za kilka chwil.
W tytułowym dziele przenosimy się na planetę BG 386. Korporacja Weyland-Yutani zbudowała na niej jeden ze swoich ośrodków badawczych. Wzniesiono go wokół świętej piramidy Predatorów, którzy na niegościnnym globie walczyli ze swoim odwiecznym wrogiem – Obcymi. W nowym AvP powierzchnia planety stanie się areną zmagań między postaciami wymienionymi w leadzie recenzji.
Studio Rebellion oddaje w ręce graczy trzy kampanie powiązane ze sobą przeplatającymi się fragmentami fabuły. Dzielni Marines przybywają na BG 386 po otrzymaniu prośby o pomoc z korporacyjnej bazy. Jednocześnie dowiadujemy się, że jeden z wielu klonów Weylanda (w tej roli jak zawsze świetny Lance Henriksen) eksperymentował z Obcymi, którzy wydostali się na wolność i wymordowali naukowców zatrudnionych przez megakorporację. Zanim to się stało, firmie udało się jednak wejść na święte ziemie kosmicznych myśliwych. Przy okazji jej pracownicy uruchomili „alarm”, który ściągnął na planetę statek pełen Predatorów.
Tak zaczyna się dość krótka przygoda dla wielbicieli rozgrywek single player. Jej przejście zajmuje około dwóch wieczorów i niestety pozostawi nas z uczuciem dużego niedosytu. Nie chodzi zresztą tylko o samą długość gry, ale również o sposób w jaki przedstawiono kampanię. Studio Rebellion przygotowało jedynie sześć lokacji, które zwiedzimy aż trzy razy pod rząd.
Gracze zobaczą między innymi mieszkalną i doświadczalną część bazy Weyland-Yutani, potężną rafinerię, dżunglę otaczającą instalację czy tajemniczą piramidę Predatorów. I choć wykonano je poprawnie, ba miejscami potrafią one nawet oczarować klimatem, to zmuszanie nas do przechodzenia ich kilka razy pod rząd było fatalnym pomysłem. Gdyby chociaż autorzy gry postarali się i poprowadzili nas innymi ścieżkami, gdyby pozwalali każdą z postaci zajrzeć w różne zakątki BG 386, to nie miałbym powodów do narzekania. Niestety po ukończeniu pierwszej w kolejności kampanii, kolejne po prostu nudzą ponieważ widzieliśmy już praktycznie wszystko, co gra miała do zaoferowania w tej materii.
Z początku nic nie zwiastuje nadchodzącego dramatu. Kampania Kolonialnych Marines jest najmocniejszą częścią gry single player. Uczucie bycia zwierzyną, na którą polują szybsi i silniejsi wciąż jest obecne w grze. Wędrując po ciasnych korytarzach bazy czy odwiedzając inne lokacje z niepokojem wsłuchujemy się w pulsujący czujnik ruchu, czekając aż w uszach zadzwoni nam charakterystyczny wysoki ton, świadczący o zbliżaniu się czegoś groźnego. W porównaniu do Predatora i Obcego, Marine jest chłopcem do bicia, który w każdej sekundzie spędzonej na planecie walczy o przetrwanie.
Podejrzewam, że większość z nas przy AvP znów poczuje się tak jakbyśmy wrócili do roku 1999. Siedząc na krawędzi fotela będziemy wypatrywać zagrożenia trzymając palec na spuście wirtualnej broni. I choć momentów kiedy porządnie się wystraszymy w grze w zasadzie nie ma, to Rebellion przygotowało garść tzw. set-pieces (efektownych scen, które muszą się rozegrać tak jak rozpisali je autorzy gry) skutecznie podnoszących poziom adrenaliny w organizmie.
Rozczarowanie spada na nas kiedy zabierzemy się za pozostałe dwie kampanie. O fatalnym błędzie – trzykrotnym przechodzeniu tych samych plansz - już wspominałem. Teraz dodam więc, że przygoda Obcego jest króciutka. Wydawało mi się, że przebiegłem przez nią dosłownie w parę godzin. I choć okres ten mógł być minimalnie dłuższy, to trzeba zaznaczyć, że tą postacią ukończymy jedynie pięć misji (pozostałymi po sześć). Predator cierpi zaś z powodu umieszczenia jego przygód na samym końcu gry single player. Znane lokacje przechodzi się niejako z rozpędu tylko po to, by poznać zakończenie kampanii. W przypadku tytułowych bohaterów nie potrafią one oczarować atmosferą, która w porównaniu do tego, co zaprezentowano w pierwszym zestawie misji, wydaje się być rozmyta i pozbawiona charakteru. Dodać do tej należy też inną wadę. O ile Marine jest zwierzyną walczącą o życie, to Obcy i Predator są maszynami do zabijania. W obu przypadkach nadużywać będziemy ciosu umożliwiającego zabicie dowolnej postaci (poza bossami) po wciśnięciu jednego przycisku na kontrolerze. Powoduje to, że najważniejszy element porządnego shootera – atrakcyjność walk – w zasadzie nie istnieje.
Kampanie uzupełniają także inne rodzaje zabawy. Pobawić możemy się między innymi trybem Survivor, w którym samotny wojownik staje naprzeciw coraz liczniejszych grup wrogów. Ten rodzaj zabawy znudzi się nam jednak bardzo szybko ponieważ studio Rebellion przygotowało w nim tylko dwie mapy.
Możemy też grać w usłudze Xbox Live. Tu wybór jest już większy. Wypróbować możemy sześ różnych trybów gry. Znajdziemy wśród nich zarówno takie, w których naprzeciw siebie stają konkretne „rasy” (Species Team DeathMatch) jak i te, w których walczą drużyny mieszane (Mixed Species DeathMatch). Dla wielbicieli Predatora przygotowano Predator Hunt, w którym samotny myśliwy poluje na wrogów, a na fanów Obcego czeka Infestation. Jeden potwór zamienia w nim zabitych przeciwników w kolejnych ksenomorfów. Pozostałe dwa tryby to Domination (zabawa w zdobywanie i utrzymywanie flagi) oraz klasyczny Deathmatch. I choć zabawa w sieci zwiększa atrakcyjność recenzowanej produkcji, to osobiście uważam, że podstawą jest w niej słaby tryb single player. Czy warto zatem sięgnąć po AvP myśląc przede wszystkim o zabawie w sieci? Niespecjalnie, ponieważ tu pokona go bardzo mocna konkurencja. Multi jest więc tu dodatkiem, który wypróbujemy (albo i nie), po czym wrócimy do bardziej lubianych produkcji.
Następna strona (2/2)
Jeżeli uważasz, że ten artykuł był dla Ciebie ciekawy, nie bądź bierny Poleć go innym!
Post edytowany 2010-03-11 o godzinie 14:22:16
Post edytowany 2010-03-11 o godzinie 14:22:16
Post edytowany 2010-03-15 o godzinie 11:12:00
Post edytowany 2010-03-15 o godzinie 11:12:46
Post edytowany 2010-03-18 o godzinie 10:04:48
OSTRZEŻENIE: Wszystkie komentarze na portalu Valhalla.pl są monitorowane. Nie obrażaj nikogo, pisz na temat i sprawdź pisownię. Niepodporządkowanie się do tych zasad będzie się wiązało z usunięciem twojej wiadomości.
Użytkowników przeglądających Valhalla.pl: 1019 (1016 anonimowych użytkowników i 3 zalogowanych)
Chcesz zamieścić reklamę? Kliknij tutaj!
No ale dzwiek panowie ...mmmm klasyka!(przenioslem sie w 'kuli czasu' do pierwszych avp!)