Film polski. Niedofinansowany. Pełen ładnych obrazków, ale bez scenariusza. I najgorsze – pełen scen, których normalnie nie powinno być, ale sponsor się uparł i trzeba było je dostawić. Bardzo długo w dziedzinie kuriozalnych product placementów prym wiódł u mnie film „E=mc2”. Agnieszka Włodarczyk zakładająca soczewki Bauscha… Czarek Pazura, narzekający, że znowu nie wykupił abonamentu w HBO, a przecież to jego domowe kino… I tak dalej i tak dalej. Ostatnio zdecydowałem jednak, że palma pierwszeństwa należy się jednak „Korowodowi” Jerzego Stuhra – to tam występuje zupełnie niezwiązana z niczym scena lądowania samolotu Wizzair, wszystko załatwia „ta miła pani z Neckermanna”, a cały świat używa laptopów Toshiby i komórek Samsunga. Rozpacz.

A jak to jest w filmach zachodnich? Bond nosi zegarek Omega ale nie musi nim wywijać przed ekranem, żebyśmy o tym wiedzieli. Jeśli gdzieś używa komórki, to jej logo jest bardzo dyskretne, albo w ogóle się nie pojawia – poznajemy markę producenta po charakterystycznym kształcie. Holywoodzcy spece od product placementu wiedzą, że lepiej podpuścić widza, dać mu powód do zastanowienia się, niż walić go po oczach nachalną reklamą. Ostatnio oglądałem w TV „Krucjatę Bourne'a” i dosłownie przez sekundę mignęło mi logo znanej firmy. Zacząłem się zastanawiać, czy to nie było złudzenie i trach – znowu pojawiło się na ułamek chwili. Po czym zniknęło na wieki, a ja nie tylko nie byłem wściekły na tę paskudną reklamę, ale nawet cieszyłem się, że taki jestem spostrzegawczy.

To prawda – wydawcy gier, kiedy tylko zobaczą, że ktoś chce się u nich reklamować, niczym polski producent filmowy, od razu zastępują głównego bohatera puszką napoju gazowanego. Przykłady z przeszłości nie napawają optymizmem, ale jeśli jakaśtam Lara Croft dzwoni z komórki, to dlaczego nie miałaby to być prawdziwa komórka, obsługiwana przez prawdziwego operatora? Nie czaruję się, że reklamy w grach obniżą ich ceny (czemu żądać mniej, skoro można więcej?), ale subtelne umieszczenie prawdziwych produktów i logosów w grze może wpłynąć na jej realizm bardzo pozytywnie.

Producenci, a szczególnie marketingowcy, muszą tylko uważać, żeby całość nie wyszła plastikowo i sztucznie. Jeśli akcja gry dzieje się w wyimaginowanym mieście Gródek, w którym bracia Mostowiakowie nigdy nie oglądają telewizji, chodzą w bluzach z zaklejonym czarną taśmą logo producenta i jeżdżą tajemniczymi samochodami, z których ktoś ukradł wszystkie znaczki, to wprowadzenie do niej czerwonych kubków z napisem Nescafe raczej nie tchnie w nią ducha realizmu. Co najwyżej jeszcze bardziej podkreśli i wyostrzy nieudaną próbę wypimpowania takiego, czy innego produktu.

A więc – reklamować, czy nie? Ja powiem szczerze, że reklamy mi nie przeszkadzają. Wypadałoby wprowadzać je subtelnie i dyskretnie, a przede wszystkim tak, żeby pasowały do świata gry. Młot na gobliny marki Black & Decker czy Coca-Cola regenerująca poziom many są naturalnie wykluczone. Ale skoro ja używam takiego a takiego telefonu, robię zdjęcia takim a takim aparatem i pożywiam swoje nędzne kiszki w takim a takim barze z kanapkami, to czemu nie ma tego robić jakiś umięśniony twardziel z gry komputerowej? Może to jedyna rzecz, która mnie z nim łączy? 😉

[Głosów:0    Średnia:0/5]

14 KOMENTARZE

  1. Zależy w których. Elf machający (nawet dyskretnie) mieczem Fiskarsa trochę by psuł ogólnie pojęty klimat produkcji. Ale gry, które są osadzone w naszym świecie. . czemu nie – tyle, że takich produkcji jednak jest niewiele. Inna sprawa, jeśli mówimy o symulatorach – czy to samochodowych, czy to militarnych. . tam nawet obowiązkowe powinno być używanie przedmiotów ze świata realnego (i nawet często tak jest). pozdrawiam

  2. Do tego kanonu powinniśmy jeszcze dodać „Operację Samum” z kultową sceną w której pierwszoplanową rolę przez kilkanaście sekund gra butelka piwa (chyba w sejfie, czy lodówce). Zresztą było tam kilka takich nachalnych scen dla sponsorów.

  3. Hollywoodzkie filmy wcale nie są wolne od nachalnego product placementu. Dla mnie koronnym przykładem nachalnego, wręcz śmiesznego (może to było jednak zamierzone. . . ) PP, jest film Wyspa z McGregorem i pani Johansson. Ale jak zaznaczyłem w nawiasie, może takie przerysowanie miało czemuś służyć, choć szczerze w to wątpię. A co do gier – jeśli nie osiągnie owe zjawisko wymiaru porównywalnego z „Wyspą”, to nie mam nic przeciwko, przynajmniej człowiek czuje sie . . . swojsko 🙂

  4. mi pp zupełnie nie przeszkadza, każdy chce zarobic jak najwięcej i bynajmniej mnie to nie dziwi 🙂 poza tym mówicie o produktach komercyjnych, więc w sumie nie wiem o co ten ‚szum’. . .

  5. To wszystko zależy od tego jak jest podane. Weźmy film pt”I, Robot”. Przecież to reklama Audi. Jeżdżą tam jakieś inne wozy? Strasznie chamsko to wygląda. Weźmy teraz film Babilon A. D. – tam główny bohater leci samolotem linii Coca-Cola. Wywalone jak krowie na rowie ale mimo wszystko pasuje do stworzonej wizji swiata. Wszystko jest dla ludzi ale trzeba znaleźć umiar.

  6. Trochę załamany jestem takimi komentarzami :(Ostatecznie ja płacę za grę, czasami niemałe pieniądze, to niby czemu producent ma mnie jeszcze faszerować reklamami? A to mało ich jeszcze przyjmuję przez cały dzień? TV, radio, gazety, bilbordy. . . . litości jeszcze gry? :(Nawet jak do kina pójdę, płacąc kupę kasy za bilet, to najpierw pół godziny muszę oglądać reklamy. . . Ostatnio nigdy nie przychodzę punktualnie na seans, bo niby po co?

  7. A to dziwne rzeczy się wyprawiają. Jedni muszą płacić, by jakaś marka pojawiła się w grze, a innym płaci się za to, by ją w grze zareklamować : ).

  8. Nawet jak do kina pójdę, płacąc kupę kasy za bilet, to najpierw pół godziny muszę oglądać reklamy. . .

    Swieta racja jerry71. Czlowiek kupe kasy daje a tu na samym poczatku 15 minut sie gapi na te reklamy. Ja zeby sie nie denerwowac zbytnio zawsze soebie tlumacze, ze Polska to taki specjalny kraj i gdyby nie te reklamy to pewnie ten bilet by 2x wiecej kosztowal. Co zrobic.

  9. No właśnie. Nie sądzę, aby nawet po wtłoczeniu 10 ton reklam do danej gry, stała się ona jakoś zauważalnie tańsza. Szczególnie w naszym ukochanym grajdołku. Tym samym będziemy mieli spartaczony reklamami klimat za te same 120 lub 250 złotych. Nie chciał bym być specjalnym pesymistą, ale jakoś tak mi się wydaje. . .

  10. Nie mam nic przeciwko pojawianiu sie reklam w grach, ale tu jest bardzo wazny sposob podawania ich nam przez autorow, i dostosowanie tego w sposob taki by reklama byla pewnym niezbyt razacym elementem gry, czyli, zeby jej nam nie narzucano – jak to obecnie robi sie w telewizji. Bo przypuszczam, ze nikt nie chcialby grajac pewnego dnia w jakiegos gestego FPS’a, szarzujac na wielkiego bosa, wrzeszczac c’mon MDFK!, nagle przed oczami zobaczyc wyskakujaca wielka tablice z napisem „reklamy” i 10 min. przerwy na ogladanie Stoperanu na sraczke. Producenci gier na pewno sa swiadomi tego, ze reklama to bardzo dobre zrodlo pieniedzy, grubych pieniedzy, moze nawet sposob na odkucie sie za straty powodowane przez piratow, ale wiedza rowniez, ze jest to takze jeden z czynnikow, ktory moglby bardzo zniechecic graczy do produktu, i pewnie dlatego jeszcze w grach nie mamy takiego zasypu reklam jak to jest w przypadku TV, gdzie co 15 min. wala nam przed oczy 20-minutowy blok reklamowy, przerywajac seans filmowy. Jedni sie na to godza, inni nie. Telewizji nie ogladam juz od kilku lat i wcale mi jej nie brakuje. Filmy ogladam na DVD, wiadomosci czytam w internecie. Nie chcialbym by kiedys bylo podobnie z grami, bo w przeciwienstwie do telewizji, dla gier nie znajde alternatywnej ucieczki przed reklamowym spamem.

  11. Bond nosi zegarek Omega ale nie musi nim wywijać przed ekranem, żebyśmy o tym wiedzieli.

    Wczoraj patrzyłem na Casino Royale. Wcale nim nie macha, po prostu pada dialog:- To Rolex?- Nie, to Omega. ROTFL 😛 Niezauważalnie :PNie mówiąc o tym, że w Casino Royale przynajmniej 3-4 razy pokazują zbliżenia komórek różnych osób i za każdym razem jest to Sony Ericsson 😀

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here