Krzystof Pielesiek recenzuje jednego z klonów Grand Theft Auto. Czy True Crimes: NYC ma szansę zarządzić podobnie do superserii od Rockstar?

[Głosów:0    Średnia:0/5]

2 KOMENTARZE

  1. Nowy York trochę nie jak Nowy York. W końcu miasto to słynie z kulturowo- etnicznego mixu, jakim są jego mieszkańcy. Oczywiście- jak autor zauważył- przechodnie potrąceni przez policjanta oślepionego powaga pościgu są wstanie ambitnego gracza nauczyć paru nowych sformułowań w różnych językach. Niemniej jednak charakterystyką mieszanki Nowojorskiej (brzmi to jak całkiem dobra słodycz- limited edition od Wedla na święta??:)) nie są cztery języki na krzyż które można usłyszeć w miejskim zgiełku tylko wielość twarzy, różnorodne indywidua . No i właśnie o tym autorzy prezentowanej powyżej gry najwyraźniej zapomnieli. Ilość postaci jest bardzo ograniczona, co może stać się irytujące, kiedy po raz dziesiąty „pożyczasz” auto od obywatela, którym (o ironio!!!) jest wciąż ta sama otyła czarnoskóra gracja. Do denerwujących detali należy także monotonna symulacja usterek samochodów…zawsze ta sama, rytmicznie podskakująca przednia klapa…nuda, no i ta fatalna sterowność o której mówi nam Katmay…szczególnie uciążliwa przy wykonywaniu wymyślnych sexmisji z udziałem radiowozu…co moim zdaniem z jednej strony jest dość żenującym urozmaiceniem, ale z drugiej- „Czy takie małe „pod zadanie” nie daje satysfakcji?”:) Co do muzyki…naprawdę milo jest usłyszeć stare hip hopowe numery, które przez przypadek zostały zakopane w lamusie…w końcu nie ma to jak EC!!! Pomijając grę samą w sobie… Bardzo ładny tekst- klarowny, składny. . no i konkretny. Wiadomo, czego można się spodziewać po tym tytule. Ale to, co ponad wszystko imponujące jest w tej recenzji to brak błędów ortograficznych, które ostatnio zdają się nawiedzać waszą redakcje

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here