A gdyby tak komiks ożył? Czemu by nie animować postaci rysowanych kredką, a dymków zamienić na prawdziwe dialogi? Ależ oczywiście, że można, a przekonuje nas o tym poczciwa „trzynastka”.

Nie tak dawno, bo na samym początku listopada, Samuel Suder recenzował pecetową wersję najnowszej piłki od Electronic Arts. Sammy szczególną uwagę postanowił zwrócić na kluczową, dla komputerowej edycji Fify 09, zmianę, czyli kompletny przewrót w kwestii sterowania piłkarzami. Konsolowcy jednak na triumfalny powrót myszy, jako kontrolera, liczyć za bardzo nie mogli. Również widgets, umieszczone w głównym menu okienka z informacjami podsumowującymi nasze dotychczasowe osiągnięcia oraz ważnymi wieściami obiegającymi futbolowy świat, nie trafiły do gry EA Sports, przeznaczonej dla Xboksa 360 oraz PlayStation 3. W takim układzie, Elektronicy musieli pewne braki rekompensować innymi zmianami. Skutki tego przedsięwzięcia niestety nie są do końca zadowalające.

Na zielonej trawce

Celuje w klejnoty?

Twórcy najnowszej Fify rewolucyjną nowością nazwali świeżutki silnik odpowiadający za fizykę tej gry piłkarskiej. Miał on wnieść realizm rozgrywki na zupełnie nowy, lepszy poziom. Dzięki temu rozwiązaniu, wreszcie masa i budowa ciała danych piłkarzy miałaby faktyczny wpływ na to, jak radzą sobie oni przy starciach bark w bark z innymi zawodnikami. By wyglądało to jeszcze lepiej, EA obiecało cały ten cudowny wynalazek oblec w zestaw nowych animacji. No i gdyby wszystko poszło tak, jak Elektronicy mieli w planie, najprawdopodobniej dziś ciężko byłoby odróżnić konsolową Fifę od weekendowego posiedzenia przy kolejnej kolejce naszej ulubionej ligi. Niestety, jak już zapewne sami wywnioskowaliście, nie poszło i fizyka w tegorocznym wydaniu piłkarskiej gry od branżowego giganta niezupełnie oddaje to, co możemy zaobserwować, gdy prawdziwi piłkarze biegają po równie prawdziwej murawie za napompowanym kawałkiem skóry.

Kolizje zawodników miały być ultra-realistyczne. Ta obietnica absolutnie nie została spełniona. Owszem, wyraźnie widać różnicę w porównaniu z edycją poprzednią – UEFA Euro 2008. Piłkarze zderzają się, odbijają, ścierają w pojedynkach o górne piłki (to prezentuje się zdecydowanie najlepiej) i padają na murawę. Niestety, niewiele ma to wszystko wspólnego z realizmem i co gorsza, zamiast czynić rozgrywkę ciekawszą, potrafi momentami wprost doprowadzać do szału. Niemalże wszyscy piłkarze zamiast sprawiać wrażenie smukłych sportowców, wydają się być kolosami na glinianych nogach. Większość starć kończy się tym, że będący przy piłce zawodnik pada jak rażony gromem i zanim zdąży się podnieść akcja jest już w zupełnie innym miejscu. Do tego warto dodać, że sztuczna inteligencja z lubością to wykorzystuje. Co więcej, zauważyć wypada, iż przy biegu bark w bark nasi podkomendni reagują na polecenia z opóźnieniem, czyli na ogół wcale – bo zanim nasz szanowny kolega piłkarz zdecyduje się machnąć tym swoim wirtualnym kulasem, to walczący z nim obrońca, czy nazywa się Głowacki, czy Ferdinand, zdąży już spokojnie zażegnać niebezpieczeństwo i zastawić pułapkę off-side'ową na wypadek kolejnej groźnej akcji. Wyjść z takiej potyczki z piłką przy nodze mogą tylko zawodnicy z najwyższej półki.

Podwórkowe sztuczki

Skoro już przy futbolówce jesteśmy, to warto dodać, że zmiany w fizyce dotknęły również jej zachowania. Momentami wypada to naprawdę nieźle. Piłka krąży między graczami niczym prawdziwa. Są jednak elementy, których można by było się przyczepić. Przede wszystkim, momentami zdaje się być zbyt wolna, ale ten mankament da się obejść przy odrobinie treningu i dobrej woli. Gorzej jest z tym, jak „główna bohaterka” prezentuje się będąc przy nodze prowadzącego ją zawodnika. Co prawda można poczytać za zaletę to, iż futbolówka nie klei się już do posiadacza tak, jakby miał buty posmarowane Ośmiorniczką. Niestety również i w tym aspekcie EA Sports trochę przegięło. Czasem zamiast profesjonalistów, zarabiających na życie tym, że z piłką potrafią zrobić niemal wszystko, oglądamy drewniane kukły, mające problemy nawet z dobrym przyjęciem. Co gorsza, kiedy skończą się takie kręgle, bilard, czy jakkolwiek inaczej to nazwać, zaczyna się inny problem, momentami doprowadzając do szewskiej pasji. Chodzi mi tu o zmianę piłkarzy, czy to automatyczną, czy manualną – momentami choćbyśmy się uparli, to żadnym sposobem nie obejmiemy kontroli nad pożądanym piłkarzem. Mimo tych wszystkich zmian, FIFA 09 wciąż pozostaje grą bardzo podobną, choć pod paroma aspektami bardziej wymagającą, od UEFA Euro 2008.

Od zera do Jana Kollera

Podobnie jak miało to miejsce w nadmienionej przed chwilą grze, również tutaj, zamiast kierować całym zespołem, możemy zdecydować się na poprowadzenie czteroletniej kariery pojedynczego grajka. Możemy wziąć piłkarza już istniejącego w bazie danych gry lub też dodać do niej swojego, stworzonego na własne podobieństwo. Nasz, w trybie Be A Pro jedyny, podopieczny swoją przygodę z piłką zaczyna w rezerwach wybranego klubu i przez cztery kolejne sezony może się piąć w górę zarówno na szczeblu klubowym, jak i reprezentacyjnym. Również umiejętności naszego piłkarza-Made-in-FIFA można podnieść, bowiem po każdym meczu zostaje mu przyznana niewielka ilość punktów doświadczenia.

Można ją nieco zwiększyć, dzięki wykonywaniu postawionych nam przed konkretnym spotkaniem zadań, o bardzo zróżnicowanym stopniu trudności – od oddania celnego strzału, aż do zdobycia dwóch bramek, czy poprowadzenia zespołu do zwycięstwa z przewagą co najmniej trzech goli. Doświadczenie z kolei, niczym w rasowym RPG-u, przeznaczymy na podnoszenie licznych statystyk naszego kopacza.

Trampolina (poza kadrem)

O samym zaś postępie kariery decyduje reputacja, poprawiana na podstawie ocen, uzyskiwanych przez takiego przykładowego Borowicza, w czasie każdego kolejnego meczu. No i niestety tutaj, w momencie wybiegnięcia na murawę, zaczynają się problemy. Elektronicy niestety zapomnieli o poprawieniu denerwujących błędów z Euro 2008, zamiast tego dorzucając jedną kamerę, stworzoną specjalnie dla tego trybu. I wiecie co? Po minucie gry, z zażenowaną miną przełączyłem na klasyczne Tele. Wracając jednak do wspomnianych błędów – przede wszystkim, system oceniania wciąż jest kompletnie idiotyczny, a jedyną zmianą in plus są komunikaty mówiące o tym, za co nasza aktualna nota została zmieniona. Zdarza się jednak i to nagminnie, iż kolejne z tych swoistych aktualizacji są po prostu idiotyczne. A to nasza ocena podniesie się za to, że kolega oddał strzał, a to obniży się, gdy przeciwnik wykona celne podanie. Ale może być i tak, że wskaźnik obrazujący jakość naszego występu ani drgnie, mimo, że straciliśmy piłkę w idiotyczny sposób albo otwarliśmy koledze z zespołu drogę do bramki. Co gorsza, sztuczna inteligencja naszej ekipy też nie będzie w żaden sposób pomocna. Kiedy zasugerujemy przerzut piłki na drugą stronę, czy nawet kilkunastometrowe podanie w poprzek boiska, możemy być pewni, że zamiast błyskawicznie pomknąć przez lukę w obronie rywali, będziemy czekać, czekać i dalej czekać, aż w końcu ten ślamazarny farfocel spadnie na Ziemię, gdzieś z okolic jej jedynego naturalnego satelity. Jakby tego było mało, w Be A Pro nawet trener jest przeciw nam – nigdy nie dostaniemy informacji o tym, że nasza pozycja na boisku została zmieniona. Ale co to kogo obchodzi, skoro i tak pewnie na swojej nominalnej nie zagramy? Niech za dowód tej tezy służy fakt, że mój kreatywny ofensywny pomocnik (środkowy) w Wiśle Kraków występował na obydwu skrzydłach oraz w formacji napadu.

W kupie siła

EA Sports, obok starannie opracowanego modelu fizyki, obiecywało jeszcze jedną, budzącą wiele emocji nowość. Wreszcie, za pośrednictwem Internetu, miał spełnić się sen wielu wirtualnych piłkarzy, czyli nawet dwudziestu graczy na boisku jednocześnie. Po prostu każdy z tych dwóch dziesiątek, niczym w Be A Pro, wciela się w jednego zawodnika danej drużyny – bez „właściciela” pozostają tylko bramkarze. I owszem – można czepiać się tego, że na murawie panuje momentami kompletny chaos. Po prostu futbol totalny, na dziesięciu kopaczy przypada jedenastu napastników, szesnastu rozgrywających, czterech skrzydłowych (każdy na jedną stronę świata!) i pół obrońcy. Do tego przy tych wszystkich nickach, wskaźnikach oraz kursorach momentami ciężko połapać się, którym grajkiem właściwie sterujemy. Ale jakie to wszystko ma znaczenie, kiedy zabawa jest najzwyczajniej w świecie wyborna? Może nie ma to nic wspólnego z realistycznym symulatorem piłki nożnej, ale takie mecze dziesięciu na dziesięciu to twór najlepiej oddający to, co dzieje się na podwórkowym, nierównym boisku, gdzie w czasach wczesnej młodości ganiało się z chłopakami za kultową „biedronką”. Po prostu coś pięknego! A moment, w którym na ekran wjeżdża tablica, informująca o tym, że właśnie nasz piłkarz dostał nagrodę zawodnika meczu…Jezu! Wszystkie niedoskonałości Fify 09 warto dla tego przecierpieć!

Pot i łzy

3 „strzeliłem”

Na temat oprawy graficznej ciężko powiedzieć coś, czego w swoim tekście nie umieściłby kolega Samuel. „Zero-Dziewiątka” to po prostu najładniejsza gra piłkarska na rynku. Można kłócić się co do tego, czy w tej chwili palmę pierwszeństwa powinien dzierżyć PES, czy raczej piłka kopana od Electronic Arts, ale nie powinno być najmniejszych wątpliwości co do tego, z której pozycji screeny przyjemniej się ogląda. Animacji jest mnóstwo (choć nie zawsze takie, jakie powinny), a modele zawodników znalazły się niebezpiecznie blisko swoich odpowiedników z prawdziwych stadionów. Tylko, cholera, te bannery za końcowymi liniami boiska są tak okropne, że już w poprzedniej generacji zdarzało mi się widywać ładniejsze.

Pogrom?

Nie. Pogromu na pewno nie ma. Fifa wciąż nie zdołała uciec konkurencyjnej produkcji ze stajni Konami na wystarczającą odległości i wciąż ciężko jest zdecydować, która pozycja zasłużyła na puchar w tym sezonie. Wyraźnie jednak widać, że gra od Elektroników wkroczyła na drogę zmian. Nie wszystkie są udane, czy dopracowane, ale to jest właśnie ścieżka, którą należy podążać. I choć nie mógłbym z czystym sercem wystawić tej grze aż ósemki, to wierzę, że kontynuując poprawianie silnika fizycznego i eliminując z trybu Be A Pro wszystkie frustrujące elementy, EA Sports uczyni kolejną edycję tytułem z najwyższej półki.

Śmiało można powiedzieć, że w ubiegłym roku nareszcie rywalizacja Fify z Pro Evolution Soccer nabrała rumieńców. Pojawiło się wiele głosów, mówiących o tym, że piłka od Elektroników w końcu była odrobinę lepsza. Starcie futbolowych gigantów w sezonie 08/09 miało ostatecznie rozstrzygnąć spór. Czy ekipa EA Sports zdołała zrobić to na swoją korzyść? Czytajcie dalej!

Plusy

Minusy

[Głosów:0    Średnia:0/5]

1 KOMENTARZ

  1. Tylko 7. 8, nisko. Na wszystkich innych serwisach(zagranicznych i polskich) wersja na X360 i PS3 dostaje oceny pomiędzy 9 ,a 10. Mam ją na moim Xboksie i według mnie zasługuje co najmniej na „dziewiątke”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here