Wypowiedział je jeden z analityków (których uwielbiamy), ekspert od branży elektronicznej rozrywki. Jest nim Mike Hickey zajmujący się sprawą przejęcia Take-Two przez Electronic Arts. Facet jest najwyraźniej wielkim fanem Grand Theft Auto. Mocne słowa padły z jego ust po wypowiedzi prezesa EA, który w rozmowie z dziennikarzami The New York Times stwierdził, że: „EA w tej sprawie (przejęcie Take-Two przyp. red.) pod wieloma względami można utożsamić z rycerzem na białym koniu”.

To właśnie ta wypowiedź podziałała na nerwy Hickey'a, który skomentował ją w następujący sposób: „Uważam, iż Rockstar byłby szczęśliwy, gdyby EA nigdy nie wyszło z propozycją przejęcia. Komentarz na temat rycerza na białym koniu to pieprzenie głupot (w oryginale ‘total bullshit' przyp. red.). Tego typu wypowiedzi są oznaką braku szacunku zarówno dla deweloperów jak i nowego zarządu Take-Two, który już odnotował pierwsze sukcesy”.

Swoje trzy grosze dodał tu nasz branżowy faworyt Michael Pachter. Ten analityk nie dolał jednak oliwy do ognia. Stwierdził on jedynie, że prezes Riccitiello powinien nadrobić zaległości – obejrzeć jakieś bajki.

Rycerzem na białym koniu jest z reguły ktoś, kto ratuje nas przed złym adoratorem. Myślę, że sposób w jaki Riccitiello użył tego sformułowania jest błędny. Być może chciał on pokazać jaki jest sprytny, mądry. EA w żadnym wypadku nie można tutaj nazwać rycerzem na białym koniu” – mówił Pachter.

I co wy na to? Hickey za chwilę przeprosi za to, że dał się ponieść emocjom? A może facet już pakuje swoje rzeczy do kartonu i szuka nowej pracy? Jak oceniacie wypowiedzi prezesa i analityków?

[Głosów:0    Średnia:0/5]

5 KOMENTARZE

  1. Dobrze powiedział. EA to rycerz na białym koniu? Mi bardziej EA kojarzy się z TPSA. Zresztą, jak można szanować EA, kiedy zamiast starać się o jakość swoich produkcji wydają taśmowo kolejne sequele nic nie warte.

  2. EA ciągnie za sobą przekleństwo dużych koncernów. Rządzą nimi prezesi, którzy znają się na zarabianiu pieniędzy i na niczym więcej. Zasadniczo osoby na takich stołkach mogą dziś prowadzić koncern elektronicznej rozrywki, jutro kompanię górniczą, a pojutrze być magnatem gazowo-naftowym. Decydują o ważnych sprawach opierając się na analitykach, którzy opierają się na innych analitykach, którzy opierają sie na ekspertach. A taki wydłużony ciąg decyzyjny źle wpływa na przedsiębiorstwo w tak dynamicznej branży jaką są gry komputerowe. Im większe przedsiębiorstwo tym ta „ociężałość decyzjna” i oderwanie od rzeczywistości bywa większe. A co do bajek to EA może co najwyżej odegrać rolę wilka cwaniaka w bajce o czerwonym kapturku, co to pożre wszystkich byle dostać tego kogo zechce. Na szczęście tuż za rogiem był pewien leśniczy – analityk branżowy i wypalił z fuzji w wilka.

  3. analityk pozostanie analitykiem może li tylko prognozować ale do zmian przyczynia się średnio. Wciąż liczę na upadek EA, trochę ostatnio miotają się z kasą i inwestycjami, raz wspominają o nowych kreatywnych teamach, drugi raz szarpią się by wyrwać oklepane już marki z których mogliby zrobić kolejne tasiemce (jakby teraz nie były). Póki co nowe tytuły nie wypaliły im specjalnie Hellgate potknął się o własne błędy a Crysis zjadła jego własna propaganda fajerwerków graficznych, gracze po prostu bali się kupić ten tytuł (pójdzie, nie pójdzie?).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here