Można by się spierać czy gry Johna Carmacka i spółki z id Software faktycznie są tak rewelacyjne jak zwykło się o nich mawiać. Z jednej strony Wolfenstein był jednym z pierwszych prawdziwych FPS-ów, Quake jako pierwszy wykorzystał w pełni trójwymiarową grafikę, która w 1996 roku powodowała opad szczęki, a Doom do dziś jest modelowym przykładem w każdej „pracy naukowej” traktującej o satanizmie, przemocy i grach wideo. Dodać jeszcze do tej listy Quake III: Arena, popularnego nawet po 10 latach od swej premiery, który stał się synonimem sieciowego młócenia na pecetach i otrzymujemy obraz firmy wielkiej.

Jest jednak jeszcze druga strona medalu – Dooma 3 do udanych tworów z czystym sumieniem nie można zaliczyć, a eksploatacja trzech marek zabiegła w ślepą uliczkę. Wydawało się, że id Software na dobre zamknęło się w niszy corridor-shooterów. Nic jednak z tych rzeczy. Po wielu latach czekania John Carmack pracuje nad zupełnie nowym tytułem, który znacznie odbiega od reszty portfolio twórców kultowych strzelanek.

Spis treści

Rage against the mutants

id Tech 5 już zapowiada się na kawał solidnie wykonanej roboty…

Żeby tradycji stało się zadość, po raz kolejny wcielimy się w bohatera pozbawionego imienia i nazwiska. W niedalekiej przyszłości na Ziemię uderzy asteroida, która spowoduje znaczne zniszczenia na całej planecie. Ludzkość zawczasu wiedziała o problemie, dlatego postanowiono wdrożyć w życie projekt Eden, polegający na tworzeniu Ark – dobrze wyposażonych schronów, w którym zostaną umieszczeni wyselekcjonowani przedstawiciele ludzkości, aby po katastrofie wyjść na powierzchnię i dzięki swej wiedzy oraz umiejętnościom na nowo odbudować ludzką cywilizację. W jednym z takich schronów znajdzie się nasz bohater, obdarzony przez naturę niebywałą zdolnością regeneracji zdrowia. Pech jednak chce, że kosmiczna bryła okazała się bardziej zaskakująca niż przewidywano. Nasz protagonista okazał się jedynym ocalałym ze schronu w którym się znajdował, a po którym zostały zaledwie gruzy. Inne arki również nie wytrzymały w pełni uderzenia. Co gorsza część ludzkości pozostałej na zewnątrz przed kataklizmem przetrwała zamieniając się w agresywnych mutantów lub tworząc swój własny nowy porządek świata. Wszechobecna anarchia, miasta rządzone przez grupy przestępcze oraz świat wyglądający jak po wojnie nuklearnej – w takim otoczeniu przyjdzie nam egzystować.

Pierwsze kroki postawimy w miasteczku Wellspring, którego mieszkańcy cudem przeżyli uderzenie asteroidy i zdążyli się już zaadaptować w nowo zastałych warunkach, tworząc własne społeczeństwo i gospodarując swą przestrzeń lokalną. Widok obcego przybysza ubranego we wszystko mówiący o jego pochodzeniu skafander nie wzbudzi w nich sympatii. Co gorsza, na miejscu okaże się, że „nową” Ziemią rządzi organizacja The Authority, która w swych priorytetowych działaniach uwzględniła odnalezienie i pojmanie każdego ocalałego uczestniczącego w projekcie Eden. Jak łatwo można się domyślić, szybko staniemy się głównym celem, ale bez obaw. W końcu to my jesteśmy po stronie dobra i zaczniemy na własną rękę prowadzić dochodzenie w sprawie „co do diabła tu się stało?!”.

Jak nie id Software

Nawet po apokalipsie mają lepsze drogi niż w Polsce…

Szczytem oryginalności warstwa fabularna z pewnością nie będzie, za to zaskakują inspiracje, które można wyłowić przyglądając się temu, co być może już w przyszłym roku zaoferuje nam Rage. Sam świat przypomina nieco ten z najnowszego Fallouta połączonego z kultowym „Mad Maxem”. Początkowa osada do złudzenia przypomina Megatone z F3 i podobnie jak w grze Bethesdy, tak i tu w pierwszej fazie rozgrywki będzie naszą bazą wypadową, w której przyjmiemy misje czy naprawimy ekwipunek. Gra ma być podzielona niejako na dwie części, gdzie w pierwszej przemierzać będziemy głównie pustkowia ze zniszczonymi autostradami, podziwiać zniszczone budynki oraz eksplorować jaskinie pełne mutantów. Druga zaś to czas na zmierzenie się z prawdziwymi wyzwaniami czyli wizyty w zgliszczach wielkich dawnych metropolii. Świat ma być otwarty, nie będziemy uganiać się przez większość czasu w ciasnych korytarzach jak to było do tej pory, a twórcy zapowiadają, że pomimo szerokich horyzontów w grze się nie zgubimy i nawet jeśli zapędzimy się gdzieś daleko, bez problemu powinniśmy z powrotem trafić na szlak głównego wątku.

Nie bez powodu padło porównanie do Mad Maxa. W nowej grze Carmacka i spółki bowiem… pościgamy się specjalnymi pojazdami zwanymi buggy. Jeśli właśnie skojarzyliście sobie to wszystko z niedawno wydanym Fuel to nie do końca słusznie. Co prawda w Rage wyglądające jak złom pojazdy będą także środkiem transportu, jednak same wyścigi można by określić jako połączenie Motorstorma z Wipeoutem. Na trasie wyścigu ma toczyć się zacięta walka, w której oponent staje się głównym celem. Pomoże nam w tym nasz własny pojazd. Nie wiadomo póki co w jaki sposób nabędziemy swego pierwszego metalowego potwora, ale demonem prędkości to on z pewnością nie będzie. Dopiero wraz z rozwojem naszej kariery można będzie ulepszyć nasze narządzie destrukcji, wyposażając je w broń, tarcze czy magnes, który pozbierana trasie znajdźki i power-upy bez konieczności najeżdżania na nie.

Z bumerangiem na mutanta

One way ticket…

Nie można zapominać, że Rage to jednak przede wszystkim FPS. A to ekipa Carmacka potrafi robić najlepiej. Dlatego należy spodziewać się zdecydowanie zręcznościowego i prostego modelu jazdy, a zarazem rzetelnego strzelania w pierwszej klasie. Arsenał z całą pewnością będzie obfity i satysfakcjonujący dla gracza. Nie zabraknie karabinów, strzelb czy pistoletów, ale możemy liczyć także na nieco bardziej oryginalne oręża takie jak kusza czy narzędzie swym działaniem przypominające pospolity bumerang, a wyglądem ostrze z Dark Sector. Jednak najlepszą opcją może okazać się to z czym mieliśmy do czynienia już w Bioshocku, tyle że tam było to zrobione na mniejszą skalę. Mowa o tworzeniu własnych broni z części jakie znajdziemy u poległych wrogów czy na jakie natkniemy się przemierzając bezdroża. Tworzenie wieżyczek czy zdalnie sterowanych samochodzików z ładunkiem C4 na pokładzie może przynieść nie lada frajdę i wyzwanie. Ba, niczym młody Anakin Skywalker będziemy mieli możliwość skonstruowania własnego robota, który będzie jak pies chodził przy nodze i atakował wrogów.

Naszymi przeciwnikami będą przede wszystkim mutanty, w przypadku których nie ma co liczyć na wyrafinowaną inteligencję – będą przeć hordami prosto na nas, byle dopaść i rozszarpać na strzępy. Trudniej będzie w przypadku bojowników The Authority. Aby dorobić się nieco w tym brutalnym świecie dostaniemy możliwość uczestnictwa w programie Mutant Bash TV. Charakter programu do bólu przypomina Serious Sama. My, giwery, zamknięta lokacja i masa mutantów do wyrżnięcia. Oldschoolowa rzeźnia nagrywana na żywo, a do tego jeszcze nam będą za to płacić.

Tech-5

Bzzz…

Gra powstaje w zaciszach id Software już kilka lat i obecnie jest to priorytetowy tytuł ekipy Johna Carmacka. Na jego potrzeby napisano zupełnie nowy silnik napędzający grę oznaczony kodem Tech-5, który ma zapewnić masę nowoczesnych rozwiązań graficznych (nazw i funkcjonowania większości z nich nikt poza samym Carmackiem do końca nie rozumie). Efekty dotychczasowych prac możecie podziwiać na załączonych do tekstu screenach i trzeba przyznać, że prezentują się nad wyraz dobrze. Co prawda gra jest tworzona głównie na rynek konsolowy i autorzy zapewniają, że zarówno na X360, jak i PS3, Rage prezentować ma się tak samo znakomicie, ale w przypadku PC – jeśli posiadamy odpowiednio mocny sprzęt – będziemy mogli cieszyć się lepszymi teksturami. Autorzy nie wspominają za to nic o multiplayerze, którego obecności jednak nie wykluczają. Mają na to czas, bowiem Rage ujrzy światło dzienne nie prędzej niż w 2010 roku. Do tego czasu warto trzymać rękę na pulsie i śledzić kolejne informacje o tym intrygującym tytule. W końcu pierwsza nowa marka id Software od czasów Quake’a nie może się nie udać, prawda?

[Głosów:0    Średnia:0/5]

3 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here