W poprzedniej, piątej odsłonie naszego stałego, kinowego cyklu mogliście obejrzeć krwawy horror oraz film z Jackie Chanem. Co dziś w planie? Z filmowego kanału YouTube wybraliśmy dla Was Ostatniego Mohikanina. Kto nie czytał słynnej powieści Jamesa Fenimore’a Coopera, która od pokoleń rozpala wyobraźnię fanów wielkiej przygody niech się wstydzi. Jeśli jednak nie gustujecie w czarno-białych produkcjach to z serwisu Iplex polecamy prawdziwy hit i to w dodatku w jakości High Definition. O czym mowa? O dziele w reżyserii Guillermo del Toro, czyli Labiryncie fauna. Przygody małej Ofelii w tajemniczym ogrodzie powinien obejrzeć każdy miłośnik dobrego kina.

Ostatniego Mohikanina macie w poniżej w YouTube’owym okienku, a Labirynt Fauna HD obejrzycie klikając w poniższy obrazek. Gorąco polecamy.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

11 KOMENTARZE

  1. Nie no Mohikanina to chyba nie obejrzę ;P ale Labirynt w dobrej jakości za darmochę strimowany. Jezu nie wiedzialem, że są takie serwisy. Obejrzę sobie. Dzięki 🙂

  2. Labirynt strasznie przereklamowany. Wizualnie przepiękny, to prawda, ale poza tym nic szczególnego. Ani jakiejś zajmującej fabuły – zero elementu zaskoczenia, ani intrygującego nastroju. . . do tego główna bohaterka swoim zachowaniem (scena z zabronionym jedzeniem. Myślałem, że rozbiję monitor z frustracji jak to oglądałem) potrafi doprowadzić do szału. Nic specjalnego. Nie aż tak przeceniane jak „Kręgosłup Diabła”, ale i tak bez szału. Z hiszpańskiego kina z ostatnich lat polecam w sumie chyba najgłośniejszy ichni film – Sierociniec. Zakończenie co prawda słabe, ale dobra historia, ciężka, gęsta atmosfera i REWELACYJNE efekty dźwiękowe to jest to 🙂

  3. @kloperfieldpolecam i Ostatniego Mohikanina, ale tą nowsza wersję z roku 1992. Świetny film i muzyka Trevora Jones’a fenomenalna, ścieżka dźwiękowa tego filmu to arcydzieło. Nadal często słucham, ciary przechodzą po plecach. Tak więc jak już się skusisz to oglądaj głośno 🙂

  4. siergiej ja cię proszę. . . . jak możesz porównywać Labirynt Fauna i Sierociniec. Toż to dwa zupełnie inne filmy. Nawiasem mówiąc z twoją opinią o Labiryncie również się nie zgadzam i to mocno. Jakiego elementu zaskoczenia spodziewałeś się w filie, który ma oddziaływać na widza głównie poprzez swoją nieprawdopodobną plastyczność? Stary to nie kino popularne. Tak samo nie rozumiem dlaczego uważasz, iż film nie ma żadnego nastroju. Ten film to tylko i wyłącznie nastrój, opowiada pewną historię poprzez pewne nieuchwytne bodźce oparte w głównej mierze właśnie na stronie wizualnej i klimacie. To co o nim napisałeś jest w moich oczach co najmniej niesprawiedliwe :)Chyba jednak nie mamy podobnego gustu, ponieważ o Sierocińcu myślę dokładnie odwrotnie. Dla mnie zwykły horror, niczym nie różniący się od setek innych. Oklepane chwyty łączenia ze sobą przeciwieństw, długie ujęcia suto zakrapiane oklepaną, mającą wzbudzać napięcie muzyką i tak dalej. Nie ma tam jak dla mnie kompletnie nic wartego zainteresowania, choć nie powiem, bałem się jak diabli, ale ja boją się nawet przy mocniejszym zatwardzeniu – taki już jestem. :)Podsumowując – nie suchajcie siergieja, bo on siem nie zna na doprym kinie i prafcifej sztuce. 🙂

  5. Sierociniec jest strasznie nudny i oklepany. Labirynt pomijając przechyły lewacke ;P reżysera jest jak napisał d_c czymś co się pysznie ogląda. Iplex coraz większe wrażenie robi. Podłączyłem kompa pod telewizor i sprawdziłem jak to wygląda w tym HD i powiem, że jestem pod wrażeniem.

  6. Z filmów del Toro został mi jedynie do obejrzenia wymieniony przez siergieja „Kręgosłup diabła”. Oba Hellboye również zostały ulepione z magicznej plasteliny, o której wspomina digital. Trzeba przyznać, że Hiszpan jest jednym z niewielu reżyserów, którzy mając określoną wizję, nie idą na kompromisy z producentami. „Albo wszystko, albo nic” – tylko pozazdrościć takiej konsekwencji. To dzięki temu obraz skrzy się wspaniałością przedstawionego świata. To co widzieliśmy w „Labiryncie Fauna” ewoluowało dalej i przyniosło nową jakość. Obraz, czasami monumentalny, czasami skromniejszy, jest wysmakowany. Efekty komputerowe są zaś użyte umiejętnie, by pasowały do reszty scenografii. Niejeden raz zachwycając się przedstawionymi lokacjami czy potworami, można zadać sobie pytanie: jak del Toro potrafi tak tworzyć dzieło, by można w nie uwierzyć? Odpowiedzi nie udało mi się do końca uzyskać ;-). Soundtrack do „Ostatniego Mohikanina” o którym wspomina newton to dla miłośników muzyki filmowej zakup obowiązkowy. Zresztą wystarczy popatrzeć na jego recenzje i oceny. Z ostatnio obejrzanych:Man Behind The Sun – Niejako przy okazji lektury książki sięgnąłem po film, o którym słyszałem wiele sprzecznych opinii. Japonia tworzy w Mandżurii marionetkowy rząd, zgodnie z nową doktryną ekspansji terytorialnej. Założone tam labolatorium podległe oddziałowi 731 zajmowało się badaniami nad bronią biologiczną. Tyle jeżeli chodzi pokrótce o samą historię. Jeżeli zaś chodzi o sam film – nie znajdziemy tutaj żadnych znanych twarzy. Jednak nie przeszkadza to, a wręcz przeciwinie – dodaje autentyczności. Aktorzy świetnie wprowadzają nas w klimat tego dzieła. Początek jest spokojny, nie czuje się jeszcze grozy tego miejsca. Gdy jednak obserwujemy co się dzieje wewnątrz, dostajemy psychicznie pałką po głowie. Dużo rzeczy już w życiu oglądałęm, ale specyficzna atmosfera filmu przybija człowieka do ziemi, wszystkie papierki z deklaracjami praw człowieka można wyrzucić do kosza i spalić. I choć upłynęło trochę czasu od seansu, to jeszcze doskonale pamiętam wiele scen. A główny sprawca tego masowego ludobójstwa był dzięki Amerykanom uniewinniony i dalej prowadził dla nich badania. „Friendship is friendship. History is history”Cold Prey 1,2 – norweski slasher, ale zrobiony całkiem dobrze. Ładne plenery, młodzież (bo któżby inny) bardziej ogarnięta niż amerykańskie mięso armatnie. Świetny klimat odosobnienia i brudu. Druga część za to jest zrobiona tak na siłę, że szkoda gadać. W dodatku gdzieś w środku zdarza się coś tak głupiego, że sam nie wierzyłem własnym oczom. O zgrozo podobno będzie trzecia część. Dziękuję, postoję. Resident Evil – Afterlife – Lepsza od trójki, ale i tak seria jest wyraźnie ciągnięta na siłę. Zombiaki to już tylko tło dla jakiś popłuczyn z Matrixa. Tylko Mila wydaje się jakaś ładniejsza, wiek jej służy ;). No i komiczny Wesker na deser. Dla maniaków do jednorazowego obejrzenia. Predators – Pewnych rzeczy się nie przeskoczy. Wie o tym doskonale Nimród Antal który podjął się realizacji nowej części o tytułowych łowcach. Nawiązania muzyczne do jedynki ze Schwarzeneggerem, miejscami naprawdę udane sceny akcji. Nie jest to jakaś rewelacja, porządne kino zrobione trochę w duchu lat 80-tych. Panowie którzy popełnili dwie części AVP powinni obejrzeć go parę razy, żeby dowiedzieć się jak należy kręcić film. Machete – Robert Rodriguez kontynuuje swoją przejażdżkę rollercoasterm po kinie klasy B,C i dalszych literach. Dany Trejo, Steven Seagal, Michelle Rodriguez, Jessica Alba i wreszcie Tom Savini. Nawet leciwy Don Johnson z serialu Miami Vice,hehe. Bezpretensjonalny kicz wymieszany z dużą dozą przemocy, ale i z humorem. Tutaj nie ma okazji by się zacząć nudzić. Będę musiał niedługo go obejrzeć jeszcze raz. Mirrors – Nie, nie będę pisał że „24” to bardzo dobry serial. Choćby z tego względu, że go w ogóle jeszcze nie miałem możliwości obejrzeć ;). Za to Kiefer Sutherland który gra tutaj główną rolę wypadł przekonywująco. I choć rola rozbitego psychicznie gliniarza nie jest czymś świeżym, to sama fabuła to wynagradza. Mroczny, miejscami krwawy ale nie przasadzony. W pewnym momencie zacząłem domyślać się o co chodzi, ale i tak nie było źle. Piranha 3d – ten sam reżyser, kompletnie inne podejście. Wszędzie pełno bikini, seksownych dziewczyn, oś akcji prosta jak cep. Popkulturalny bigos który może jednym smakować, a u innych wywołać co najwyżej zgagę. Ale mnie smakowało, trzeba tylko wyłączyć na 1,5 godziny myślenie i się odprężyć ;). Do następnego seansu.

  7. Digital – ale ja przecież wcale nie porównałem nigdzie Sierocińca i Labiryntu. Po prostu napisałem, że ten pierwszy jest godny polecenia, a ten drugi mnie do gustu nie przypadł i jest przereklamowany. Stwierdzenie, że Labirynt Fauna nie jest kinem popularnym to też trochę nadużycie. To, że miał trochę większe ambicje niż ogromna ilość mainstreamowych produkcji, nie stawia go od razu na piedestale sztuki wysokiej. Co do fabuły i plastyczności – zgadzam się, ze wizualnie to jest absolutne mistrzostwo świata. Jak ktoś mnie pyta, o film ze świetnymi efektami specjalnymi, to w pierwszej kolejności nie idzie z mojej strony Avatar, Matrix, Star Wars czy Transformers, tylko właśnie Labirynt, choć SFX został tu zrealizowane nieporównywalnie mniejszym kosztem. Natomiast to bynajmniej nie zwalnia scenarzysty z obowiązku skonstruowania ciekawej historii. A tej w tym filmie del Toro akurat nie ma. Zero napięcia + zero zaskoczenia = scenariusz bez szału. Nastrój z kolei po prostu mnie nie przekonał, nie zaintrygował, choć zapowiadało się naprawdę świetnie. Laberinto del Fauno z całą pewnością warto zobaczyć, ale to jest zobaczyć w bardzo, bardzo dosłownym sensie tego słowa. Film piękny, ale tylko wizualnie. Poza tym niestety nuda.

  8. Może faktycznie z tym porównywaniem nieco się zagalopowałem. Pewnie dlatego, że postawiłeś je jakby koło siebie i stąd to nieporozumienie. Ale co do nudnego scenariusza nadal się nie zgadzam. Scenariusz jest taki jak w każdej baśni, a Labirynt to typowy przykład współczesnej właśnie baśni. Ja nazwał bym go prędzej oklepanym, choć to również niezbyt trafne słowo. Może „typowo baśniowy”? 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ