Każdy, kto choć na moment zetknął się z grami komputerowymi kojarzy i rozpoznaję markę EA. Wystarczy wymienić takie tytuły jak Need For Speed, NBA Live, FIFA, NHL, Command & Conquer, SimCity czy wreszcie The Sims. Dorzucić można jeszcze takie perełki z przeszłości jak choćby niezapomniany Syndicate. Na dźwięk wielu z tych tytułu sporo osób z uznaniem pokiwa głową inni zaś skrzywią się z niesmakiem. A to zaledwie nikły ułamek tytułów, do których prawa posiada Electronic Arts.

Bez wątpienia EA jest obecnie niekwestionowanym liderem na rynku gier komputerowych i skupia w swoim portfelu większość znaczących tytułów ostatniej dekady. Dlaczego zatem co chwilę padają ze strony graczy gromy na wydawcę z Redwood City w Kalifornii? Czy EA od zawsze było utożsamiane z Wcieleniem Zła w branży gier?

Otóż nie. Electronic Arts w swej 25-letniej historii przechodziło różne okresy i nie przypominam sobie, żeby w latach 80-tych czy nawet wczesnych 90-tych przypisywano wszystko co złe właśnie tej firmie. Co więcej, wielu kojarzyła się ona bardzo dobrze. Dla mnie osobiście logo EA (to stare zamienione na obecne gdzieś na przełomie tysiącleci) było wyznacznikiem pewnej jakości – gwarancji, że gra, w którą miałem zagrać będzie co najmniej niezła. Co zatem się stało? Wydaje się, że EA stało się ofiarą własnego sukcesu. Konsekwentna polityka wykupywania mniejszych studiów developerskich sprawiła, że w ciągu ostatnich 10 lat EA urosła do roli absolutnego giganta. Co gorsza, przejmując owe studia moloch z Kalifornii nie wahał się ich zamykać nawet jeśli te mogły się poszczycić w przeszłości olbrzymimi sukcesami. W ten sposób zakończyło swój żywot Westwood Studios (2003) czy legendarny Bullfrog (2004). Jak można się domyślać nie przysporzyło to EA szczególnej sympatii tysięcy fanów wspomnianych firm.

Jednak poza zamykaniem znanych studiów EA naraziła się graczom czymś znacznie gorszym. Z wielu świetnych tytułów zrobiła komputerowe telenowele marnej jakości. Trudno nie zgodzić się z faktem, że pierwsze odsłony serii Need for Speed były co najmniej niezłe. Może jestem dziwny, ale ja osobiście bawiłem się przy nich doskonale. Wydane w 2000 roku Need for Speed: Porsche Unleashed przez wielu graczy jest uznawane za jedną z lepszych gier wyścigowych na komputerach osobistych. Niestety potem serię rozmieniono na drobne i przyszły czasy kiedy kolejne odcinki NFSa ukazywały się niemal w corocznych odstępach. Zmieniał się tylko nieznacznie design, no i podtytuł. Zamiast solidnej pozycji otrzymywaliśmy odgrzewanego kotleta. Jak będzie z ProStreet? Diabli wiedzą. Ja wiem natomiast, że znudzony i zmęczony poprzednikami trzy razy wcześniej się zastanowię nim sięgnę po pudełko z najnowszym NFSem.

Trudno odmówić również znaczenia serii NBA Live, FIFA czy NHL. Gorzej jednak, jeśli jedyną zmianą kolejnej edycji jest np. wprowadzenie sędziego w NBA czy nowego triku, który potrafią wykonać piłkarze w FIFA. Nowe menu, nowy track i jedziemy do tłoczni.

Ta opinia masowego wydawania tasiemców zrobiła wiele złego marce EA i chyba głównie przez to firma ta jest utożsamiana z wszelkim złem jakie dotyka wirtualną rozrywkę. Niestety również to sprawiło, że EA jest postrzegana jako wydawca bardzo zachowawczy, wręcz konserwatywny, który wszystkimi łapami będzie się bronił przed wydaniem czegoś nowatorskiego preferując dobrze znane graczom i świetnie się sprzedające odgrzewane kotlety czy też wydając 1567422 dodatki do The Sims. Choć z jednej strony można się z tym zgodzić z drugiej strony nie należy zapominać, że EA zainwestowała w tak odważny projekt jak Spore, które jeśli zostaną spełnione obietnice Willa Wrighta może okazać się tytułem przełomowym.

Jeśli chodzi o lawinową krytykę jaka ostatnio ma miejsce w stosunku do EA to mam wrażenie, że wielokrotnie narzekanie to wynika po prostu z faktu, że jest to teraz à la mode. W końcu któż się lepiej nie poczuje od przywalenia liderowi? Czyżby syndrom giganta z Redmond, na którego przyjęło się „jechać”, pomimo że zdecydowana większość z nas codziennie korzysta z jego produktów?

Podsumowując moje rozważania pozwolę sobie zauważyć, że o ile faktycznie w wyniku działań EA zdecydowanie zbyt często otrzymujemy cykliczne „odgrzewańce”, o tyle w moim przekonaniu nie można obarczać tylko i wyłącznie EA za to jakie gusta mają obecni gracze i jakie tytuły kupują. „Efekt EA” jest pochodną przeobrażeń jakich doznała branża. To już nie chałupnicza produkcja garażowa, ale masowa produkcja, biznes i najdynamiczniej rozwijająca się gałąź rozrywki. A skoro biznes to pieniądze, zysk i brutalna rynkowa walka. Oczekiwanie czegoś sprzecznego z tymi zasadami jest co najmniej niepoważne.

Rozumiem, że to wydawcy w dużej mierze mają wpływ na to w co gramy, ale nie tylko oni. Nie zapominajmy, że ostatecznie to MY podejmujemy decyzję o zakupie nowego tytułu. To MY wydajemy pieniądze i to MY popieramy finansowo jakąś ideę. Wybierając tytuł małego, ambitnego studia dajemy wyraźny znak, że preferujemy produkt o określonej, wysokiej jakości. Sięgając po odgrzewanego kotleta, tylko dlatego, że „kumple już mają i grają” utwierdzamy giganta o słuszności jego dotychczasowej polityki.

Wniosek – mniej płaczu, więcej wiary i rozsądnych decyzji podczas zakupów. Pytanie tylko czy jesteśmy na tyle dojrzałą grupą konsumentów, żeby móc wpływać na rynek czy wciąż zdominowaną przez graficznych onanistów bezwolną masą, która kupi wszystko co jest trendy i jazzy.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

27 KOMENTARZE

  1. Ja studia EA nie lubię. Wydali ostatnio jedną grę, która tak naprawdę mi się spodobała ” Bitwę o Śródziemię”, reszta od pewnego czasu jest chyba robiona zgodnie z zasadą : ‚weź start dobry tytuł, dodaj superowską grafikę, dodaj setki opcji, dodaj cuda-na-patyku, dodaj marketing i wciśnij odbiorcom kolejnego odgrzewanego kotleta. ‚ A da się inaczej. . . Większym studiem które lubię jest Ubisoft – u nich chociażby w trylogii Prince of Persia FAKTYCZNIE widać było zmiany i FAKTYCZNIE każda część była coraz lepsza (jesli zapachniało fanboystwem to cóż. . ale tak po prostu jest 🙂 ). Chociaż swoją drogą to ostatnio w nowości praktycznie w ogóle nie gram, same klasyki. Pozdrawiam

    • taki długi tekst o EA i ani słowa o tym, jak zamordowano Origin i Westwood? wstyd 🙂

      Oj Seraphim Seraphim. Potwierdzają się moje słowa z wczoraj 🙂 Narzekać to Ty lubisz, ale czytać ze zrozumieniem chyba nie, albo narzekasz mimo tego, że nie przeczytałeś tekstu. Jeśli przeczytasz go jeszcze raz to gwarantuje Ci, że znajdziesz tam taką frazę „W ten sposób zakończyło swój żywot Westwood Studios (2003) czy legendarny Bullfrog (2004)”. O Originie faktycznie nie wspomniałem, bo i nie widziałem potrzeby, wszak to nie tekst pt „lista ofiar EA”. Chyba że Twoje marudzenie mam zrozumieć, że nie opisałem W JAKI SPOSÓB doszło do zamordowania Westwood etc. – ale przyznam, że w takim wypadku zupełnie nie rozumiem celowości po co miałoby się to znajdować w tekście. Co do dyskusji na temat – jak przypuszczałem większość pomstuje na EA. Czyli są „be” bo robią niezły biznes?. Bo zakładam, że nie ma wśród Was tak naiwnych osób, że wierzycie w tworzenie gier dla samej idei tworzenia. O takich przypadkach można mówić jeszcze w latach 80-tych, ale teraz to olbrzymia forsa, przemysł rozrywkowy pełną gębą. Bebe—-> obawiam się tylko że scenariusz z przeczekaniem, aż dorośnie nam grono graczy do ambitnych tytułów może zająć trochę czasu, a postępujące upraszczanie gier zajdzie już tak daleko, że może nie być już powrotu. Nadzieją wg mnie jest scena niewielkich producentów wciąż starających się wydawać tytuły ambitne. Pytanie tylko czy i one nie zostaną pożarte przez giganta.

      • Oj Seraphim Seraphim. Potwierdzają się moje słowa z wczoraj 🙂 Narzekać to Ty lubisz, ale czytać ze zrozumieniem chyba nie, albo narzekasz mimo tego, że nie przeczytałeś tekstu.

        pierwsze prawdziwe, drugie nie, trzecie też prawdziwe. Zobaczyłem tekst to EA. Ctrl+F i szukaj „origin”. Nie ma. Szukaj „westwood”. Nie ma (znaczy jest, nie kliknąłem „poprzednie”). Dla mnie w tym momencie tekst stracił atrakcyjność i wiarygodność, więc zrezygnowałem z czytania. Napisałem w komentarzach czego brakuje i, co ciekawe, nie robiłem żadnych wycieczek osobistych, które jak widać są bardzo lubiane przez redaktorów Valhalli. I tyle.

        • (. . . ) Ctrl+F i szukaj „origin”. Nie ma. Szukaj „westwood”. Nie ma (znaczy jest, nie kliknąłem „poprzednie”). Dla mnie w tym momencie tekst stracił atrakcyjność i wiarygodność, więc zrezygnowałem z czytania. (. . . )

          Haha. . . Pięknie, sam się zdemaskował. Ciekawe podejście do czytania newsów. „Poszukam błędów, pomarudzę, ponarzekam, powytykam. „

          • Haha. . . Pięknie, sam się zdemaskował. Ciekawe podejście do czytania newsów. „Poszukam błędów, pomarudzę, ponarzekam, powytykam. „

            po prostu szanuję swój czas 🙂 nie chcę go tracić na byle co – więc muszę się najpierw upewnić, że warto coś przeczytać, ot, choćby sprawdzając czy autor ma przynajmniej podstawową wiedzę w temacie (w tym przypadku zawiodło, bywa, do błędu przyznać się umiem :D). Poza tym, jak to powiedział pewien Czukcza starając się o przyjęcie do radzieckiego klubu literatów – „ja jestem pisarz, a nie czytacz” 😀 taki nawyk 🙂 no i kto by wam marudził i wytykał błędy, gdyby nie ja, co? 🙂 ciągłym czepianiem się wzmagam waszą czujność i operatywność 🙂 chyba zacznę się ubiegać o oficjalny status maskotki i nadwornego błazna 🙂 macie przewidziany taki etat, a jeżeli tak, to ile płacicie? 😀

          • po prostu szanuję swój czas 🙂

            To nasz czas też uszanuj. :> Potrafimy sobie sami znaleźć błędy, ale (przynajmniej w moim przypadku) mamy podejście nieco bardziej holistyczne – czytamy cały artykuł, a nie szukamy przez ctrl+f. :> A tak to się człowiek musi przebijać – czepialski post Seraphima -> ściemnianie Seraphima -> przeprosiny Seraphima. :]A już poważnie – twoje czepialstwo ma też ten niefajny wydźwięk, że pracujesz u konkurencji. Oczywiście, załóżmy nawet, że czepiałeś się słusznie – ale, jak w tym dowcipie, niesmak pozostaje. 😉 Nie odmiawiam ci prawa do krytyki, jako prywatnej osobie. Ale od redaktora poważnego, przynajmniej w swoim mniemaniu, serwisu, oczekiwałbym pewnej klasy i odpowiedzialności.

          • mamy podejście nieco bardziej holistyczne – czytamy cały artykuł, a nie szukamy przez ctrl+f. :> A tak to się człowiek musi przebijać – czepialski post Seraphima -> ściemnianie Seraphima -> przeprosiny Seraphima. :]

            jedni czytając holistycznie, inny wybiórczo 🙂 nie będę się sprzeczał który sposób lepszy 🙂 a względem tych postów o czepianiu i przeprosinach – gdyby ktoś tej sprawy nie rozdmuchał, byłby całe trzy posty 🙂 czepiający mój – wyjaśniający autora – przepraszający mój 🙂 moja wina że zrobił się „wątek o Seraphimie”? 😀

            A już poważnie – twoje czepialstwo ma też ten niefajny wydźwięk, że pracujesz u konkurencji. Oczywiście, załóżmy nawet, że czepiałeś się słusznie – ale, jak w tym dowcipie, niesmak pozostaje. 😉 Nie odmiawiam ci prawa do krytyki, jako prywatnej osobie. Ale od redaktora poważnego, przynajmniej w swoim mniemaniu, serwisu, oczekiwałbym pewnej klasy i odpowiedzialności.

            a co ja poradzę na to, że pracuję w Onecie? który zresztą wcale nie jest konkurencją dla Valhalli – inny target, inne założenia i tak dalej. Valhalla jest jak PC, wysublimowana i zaawansowana, dział growy Onetu to zwykła konsola – popularna, ale przyciągająca najczęściej niezbyt „wyrobionych” czytelników, że tak oględnie się wyrażę 🙂 a mnie się na Valhalli po prostu podoba – fajnie pomyślany serwis, fajni ludzie, niektóre recenzje wcale nie są takie złe 😛 dobrze mi tutaj – a z drugiej strony wierzę w konstruktywną krytykę. Nie taką „nie podoba mi się i już”, tylko merytoryczną. I do tej pory tylko raz musiałem przepraszać, bo nie miałem racji 🙂 fakt, mógłbym pisać pod inna ksywką i wtedy nikt by pretensji nie miał, ale. . . jakoś dziwnie czuję właśnie niesmak na taką myśl. Zbyt wiele razy miałem do czynienia z ludźmi naprawdę małego formatu, którzy zmieniali ksywki jak rękawiczki – trzymam się swojej kurczowo, choćbym miał mieć przez to nieprzyjemności. najczęściej zresztą mam 🙂

          • fakt, mógłbym pisać pod inna ksywką i wtedy nikt by pretensji nie miał, ale. . . jakoś dziwnie czuję właśnie niesmak na taką myśl. Zbyt wiele razy miałem do czynienia z ludźmi naprawdę małego formatu, którzy zmieniali ksywki jak rękawiczki – trzymam się swojej kurczowo, choćbym miał mieć przez to nieprzyjemności. najczęściej zresztą mam 🙂

            Coś w tym jest. Z drugiej strony, Valhalla daje możliwość wyrobienia sobie nowej marki. Precedens już był – z branży pisują tutaj inkoguto chociażby kot czy poslo i jego niezliczone aliasy. 🙂

  2. Dla mnie sprawa jest prosta. EA wydało masę sztucznych i tandetnych zapychaczy rynku w stylu Sims i serie sportowe i niewiele więcej. Zaniżają poziom ale koszą kapuchę bo masy, jak to wiadomo, są ciemne i lubią siorbać papkę. Origin, Westwood, teraz Bioware?Nie wiem czy to dramatyzowanie, ale ja nie widzę tutaj ani jednego dobrego słowa, które o EA mogę powiedzieć. Dla mnie EA jest jak czarna dziura i niewiele osób zdaje się widzieć jaką krzywdę czynią rynkowi gier na dłuższą metę.

  3. Po prostu – w grach od EA nie liczy się jakość, a ilość. Bo czym się różnią kolejne FIFY od siebie, poza delikatnie zmienionych gameplayem i lepszą oprawą wizualną? Kiedyś jak tworzyli pierwsze części wspomnianej fify, czy nba to robili pewnie to z pasją – teraz liczą się tylko pieniądze.

  4. Strzał drugi :NFL – exclusive rights secured by EA http://www.gamespot. com/news/2004/12/13/news_6114977.htmlNHL – exclusive rights secured by EA http://www.gamespot. com/news/2005/06/24/news_6128105.htmlESPN – exclusive rights secured by EA http://www.gamespot. com/news/2005/06/24/news_6128105.htmlNCAA – exclusive rights secured by EA http://www.xbox365. com/news. cgi?id=GGGPPLLurP04130717AFL – exclusive rights secured by EA http://play. tm/wire/cluster/103322UEFA Champions League – exclusive rights secured by EA http://www.gamesindustry. biz/content_page.php?aid=22202FIFA World Cup – exclusive rights secured by EA http://www.gamespot. com/xbox360/sports/fifawor. . . id=6148440NASCAR – exclusive rights secured by EA http://query. nytimes. com/gst/fullpage.html?res. . . A9659C8B63PGA http://www.mobygames. com/game-group/electronic. . . olf-seriesBOKS (prawa do 38 najbardziej znanych bokserów – w tym Muhammad Ali, Evander Holyfield, Sugar Ray Leonard and Oscar De La Hoya http://findarticles. com/p/articles/mi_m0EIN/is. . . i_50038405Ograniczylem sie tutaj TYLKO do licencji na sport. A może jeszcze to ? :Harry Potter http://www.out-law. com/page-895Licencje niesportowe mozna wymienic w innym poscie. A teraz pytanie naprowadzające – „Czy monopol jest dobry dla klienta, czy dla firmy?”Na wszelki wypadek – co to jest monopol za Wiki:Monopol to struktura rynkowa charakteryzująca się: * występowaniem na rynku tylko jednego dostawcy danego towaru, który kontroluje podaż i ceny, oraz wielu odbiorców; * występowaniem barier uniemożliwiających innym firmom wejście na rynek (np. ustawodawstwo, patenty, koszty itp. );Monopol może mieć charakter:wymuszony – kiedy jeden z producentów towaru/usługi osiąga taką pozycję na rynku, że pozostali producenci bankrutują;Na razie – nie komentuje. More IS coming.

  5. Nie przestaje mnie dziwić narzekanie na „złe” EA. To jest normalna firma i jako taka chce zarabiać. Produkuje gry, które ludzie kupują. Pretensje o poziom gier należy więc kierować do ludzi, którzy te gry kupują. Przecież nie ma przymusu kupowania kolejnej fify czy NFSa, skoro jednak wciąż są produkowane i zarabiają na siebie, to znaczy, że komuś się podobają w obecnym kształcie i częstotliwości. Wyjść z sytuacji widzę kilka. Wyjście pierwsze: przeczekać. Jest szansa, że pokolenie obecnych pożeraczy fif dorośnie kiedyś i zainteresowanie swoje skieruje na dojrzalsze i ciekawsze tytuły, a wówczas nawet EA będzie czesać takie Planescape: Tormenty. Obyśmy tylko dożyli. 🙂 Wyjście drugie: liczyć na dalszy rozwój rynku. Teoretycznie, jeśli rynek będzie dalej rósł i rósł, to tak strasznie urośnie, że nawet dzisiejsza garstka pasjonatów gier ambitnych będzie na tyle liczna, że będzie się opłacało produkować i wydawać gry niszowe na obiektywnie dużą skalę. Wyjście trzecie, niehumanitarne: po prostu zdjąć wszystkie naklejki ostrzegawcze w rodzaju „gorącą kawą można się poparzyć!” i pozwolić, by problem rozwiązał się sam. 😉

  6. To nie jest normalna firma. Zarabiac mozna na rozne sposoby,ale dazenie do monopolu to juz zagranie nieczyste. . I przez to jest sie – slusznie- skazanym na brak sympatii u tych, ktorzy zdaja sobie sprawe z tego co sie dzieje. . O wiele ciekawiej byloby gdyby Origin, Westwood czy Bullfrog i inne istnialy. . . Konkurencja zawsze wychodzi na dobre przede wszyskim klientom i sprzyja postepowi. . . A obecne pokolenie pozeraczy fif dorosnie i przestanie sie grami tak interesowac, a nowe tez bedzie fify chcialo. . . W ogole nie jestem pewien , czypomysl, ze 30 latek bedzie chcial gier ambitniejszych ma w ogole jakis sens. Ten przecietny 30 latek zwyczajnie na takie gry, w odroznieniu od 16 latka czasu nie ma

  7. Strzał trzeci :I work at EA now and wonder: Why do people hate EA?Wątek z forum IGDA – International Game Developers Association. Uczestnicy to w dużej mierze developerzy i ludzie z doświadczeniem w branży. Poruszają zarówno plusy jak i minusy w tym wątku. Do plusów należy zwłaszcza stabilność finansowa EA. (podstaw tej stabilnosci mozna sie doszukiwac w poscie #6 tego wątku)wątek http://www.igda. org/Forums/showthread.php?s=20. . .der+people

    They release endless supplies of non-descript games, many of which are licensed games with no real purpose for existance than the attempt to capitalize on popular franchises, rather than produce truely great pieces of software.

    On a side note, a company with EA’s resources should definitely be much more of an industry leader in terms of pioneering groundbreaking new game concepts and game mechanics. Instead, they tend to focus on acquiring independent studios that specialize in these things, and then Borgifying them until those studios lose whatever magic they once had.

    Where was EA when FarCry came out? Oh yeah, they were plotting to buy up the publisher that gave its developer that first shot, Ubisoft.

    EA’s a business, and it’s legally obligated to pay dividends for its shareholders.

    Things like Spore are really not typical for EA. They are smart enough to let projects like that happen because shareholders like having creative figureheads like Will Wright in the company, and he probably wouldn’t stay if he couldn’t „do his own thing”.

    EA does not work to better the industry or inspire innovation. They aren’t looking to create better games, they’re looking to line their pockets.

    When a big fish eats a little fish, it doesn’t mean the little fish lives on in spirit. There’s just a big fat fish.

    People will buy EA games simply because they have a finger in every genre and take up 90% of the retail shelf, but I think the time for them to regain any reputation or admiration is a long way off.

    Wypada uwzględnić że ci ludzie chcą jeszcze w branzy popracowac – a to wymaga pilnowania swojego języka.

  8. Czyli są „be” bo robią niezły biznes?. Bo zakładam, że nie ma wśród Was tak naiwnych osób, że wierzycie w tworzenie gier dla samej idei tworzenia. O takich przypadkach można mówić jeszcze w latach 80-tych, ale teraz to olbrzymia forsa, przemysł rozrywkowy pełną gębą.

    Czy dobrze rozumiem jolo ze wylacznie tak patrzysz na elektroniczna rozrywke ? Nie darzysz jej ani sympatią, ani sentymentem ani nie widzisz w niej „czegoś więcej” ?It’s all about the benjamins ?(retoryczne to pytanie – jakby co, wierze ze widzisz cos wiecej 🙂 )Ze tworcy pracuja zeby placic rachunki, a nie dla miski soczewicy – to jest zrozumiale i nie ma w tym nic zlego. Oni pracują na rachunki , dom , rodzine. Zeby byla jasnosc – jestem swiadom ze EA istnieje dla pieniedzy. Ale ja ich nie zarabiam. Pracownicy EA ich nie zarabiaja. Ale KTOŚ je zarabia. I ten ktoś MA W DU*IE gry i to co znaczą one dla graczy. Mamy sie zgadzac z tym ze jakies cwaniaki zweszyly dobry moment w rynku, zdominowaly go a teraz blokują oba pasy i ani ich wyprzedzic ani jechac za nimi sie nia da – bo zaraz cie wykupia ? Nie godze się na to. Łapy precz od naszego hobby. Podsumowując – nie są be bo robią niezły biznes. Be jest sposób w jaki ten biznes robią. I możemy machnąć ręką – bo taki już jest kapitalizm. albo . . . . Możemy pisać posty które i tak nic nie zmienią 😛

    • Podsumowując – nie są be bo robią niezły biznes. Be jest sposób w jaki ten biznes robią. I możemy machnąć ręką – bo taki już jest kapitalizm. albo . . . . Możemy pisać posty które i tak nic nie zmienią 😛

      Albo zebrac sie i samemu zaczac robic gry. . . Po czym dac sie wykupic i miec wszystko w d. . 😛

  9. gunj—> jasne że nie tak patrzę na gry, zresztą czytając moje teksty powinieneś to już wiedzieć 🙂 Przyznam się, prowokuję Was do dyskusji :DChoć z drugiej strony faktycznie odrzucając emocje – trudno odmówić EA skuteczności w swoim działaniu. . .

  10. Bingo krewki ;)Panowie z Bullfrog czy innych Westwood podostawali solidne czeki – na igda ktos pisal o milionach dolarów (i to nie 2 , 4 czy 9 – ale 2 cyfrowe liczby . . . ) wiec gra nie idzie o zapalki ;)jolo co do skutecznosci – to EA jest niewiarygodnie wrecz skuteczna. Sa perfekcyjni w sposobie jakim manipulują i czytają rynek. Do tego teraz inwestycje w Chinskie biura (EA Shanghai) inwestycja prawie 170 milionow baksow w firme mającą wyłączne prawa do dystrybucji World Of Warcraft w CHINACH ! (wyobrażacie sobie ile sałaty tam do zgarnięcia ?? WoW w CHINACH ??? )Ogolnie wielki szacun dla skutecznosci. Gdyby tylko wykorzystywali swoją pozycję by czynić dobro, uzdrawiać chorych i pilnować ładu i porządku w galaktyce . . . 😉

  11. seraphim—> przyznam szczerze, że tą wypowiedzią straciłeś wiele w moich oczach. Sam przyznałeś się, że zamiast czytać tekst doszukujesz się w nim najpierw błędów. Mnie to wygląda po prostu na czepialstwo dla zasady. I jak już powiedział gdzieś wcześniej krewki – jest to trochę śmieszne. A co do wycieczek osobistych, nie mam pojęcia gdzie Ty je widzisz. Czy ja Ci gdzieś napisałem, że jesteś „gupi”, łysy, szpakowaty czy parchaty? 🙂 A to, że piszę to co myślę (że marudzisz i się czepiasz) to po prostu moje osobiste odczucia (zresztą jak widać nie tylko moje), a nie wycieczki osobiste. Dalszą polemikę uważam za bezcelową i proponuję zamknąć temat, bo do niczego te dyskusje nie prowadzą. Twoje święte prawo marudzić, moje święte prawo takiej postawy nie rozumieć. Ja postaram się nie wyrażać swojego zdziwienia, a Ty. . . zrobisz co zechcesz. BTW: poprzez intensywne odpisywanie na Twoje komenty wreszcie przyswoiłem sobie, że ksywka kończy się na M, a nie N co wcześniej mi się notorycznie zdarzało mylić. Jak widać z wszystkiego może być pożytek. gunj—> rynek graczy w Chinach to w ogóle klucz do sukcesu, nie tylko dla EA. Liczby mówią same za siebie. Zresztą EA wyraźnie daje do zrozumienia, że to widzi mówiąc o przestawianiu się na docelowego odbiorcę jako gracza nie-amerykanina, bo oni (gracze Amerykanie) stanowią jedynie nikły odsetek całości tortu.

  12. Kocie, gdzie tu napięcie i wibracje? Ot, zwykła wymiana zdań. Gdybyśmy rzucali w siebie wirtualnymi talerzami albo coś – to rozumiem. A tak. . . zero emocji 🙂 Szanuję swoje zdrowe. Gdybym miał się stresować takimi bzdurami to już bym dawno leżał na intensywnej. Pełen chill out 🙂

Pozostaw odpowiedź Bartosz Kotarba Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here