Niedawno pokazywaliśmy materiał wideo o drugiej odsłonie Dragon Age w którym pan Mike Laidlaw zapewniał, że pecetowa odsłona DA2 będzie zawierała elementy taktyki, a więc nie będzie zwykłym slasherem. Zapewne wielu graczy, którzy świetnie bawili się w Origins odetchnęło z ulgą. Dziś możemy zaprezentować oficjalne wymagania sprzętowe tego tytułu. Jaki sprzęt musimy posiadać, aby już w marcu zagrać w Dragon Age 2? Oto wymagania sprzętowe. Te zalecane są całkiem spore. Warto podkreślić, że DA2 będzie obsługiwał biblioteki DirectX 11.

Minimalne:

Procesor: C2Duo 1.8 GHz lub jego odpowiednik AMD ( Athlon 64X2)

Ram: 1 gigabajt pamięci operacyjnej RAM dla Windowsa XP oraz 1.5 GB dla Visty/Win7

Grafika: karta graficzna Radeon 2600 Pro 256MB, lub GeForce 7900 GS 256 MB

HDD: 7 GB wolnej przestrzeni na dysku twardym.

Zalecane:

Procesor: 4 rdzeniowy Core 2 Quad 2.4 GHz lub Phenom II X3 2.8 GHz

Ram: 2 gigabajty dla Windows XP lub 4 dla Visty/Win7

Grafika: karta graficzna Radeon 3850 lub GeForce 8800 GTS. Do obsługi DX 11 wymagana karta – Radeon 5850/ GeForce GTX 460 lub lepsze.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

19 KOMENTARZE

  1. Zasatanwia mnie czemu oni podaja ciegle te wymagania. Przeciez 99% gier ma niskie, lacznie z DA2. Zeby ta gra nie poszla to trzeba miec jakiegos biurowego laptopa od taty. . .

  2. od 3 lat nie muszę zadawać sobie pytania: „czy ruszy?” Nie dlatego, że mam konsolę tylko dlatego że rozwój „mocy” pieców zatrzymał się na obecnej generacji konsol. Co by nie zrobili i tak ruszy :). Następnego pieca kupię w rok po premierze kolejnej generacji konsol i też starczy na kilka lat :). Pamięta ktoś jeszcze czasy, kiedy średnio co rok należało wymieniać przynajmniej grafikę by gry nie „skakały”? 🙂

  3. No dokladnie, teraz gry chodza na niezlych antykach. Rozwoj gier totalnie sie zatrzymal. Z jednej strony dobrze, bo mozna zaoszczedzic kasy, ale za to gry nie oferuja juz nic nowego, a czasem nawet prezentuja zenujacy poziom od strony wizualnej. Gdyby chociaz nadrabialy scenariuszem, co niestety zazwyczaj sie nie udaje. Ale jeszcze z rok dwa i konsole beda tak przestarzale, ze nastapi jakis przelom. Zreszta juz teraz producenci zapowiadaja wyzszosc wydan PC nad konsolowymi.

    • U mnie grafa daje radę(HD 4850), ale niestety procek AMD 4000+ i 2GB ramu uziema niektóre gry skutecznie 🙁

      Pewnie masz s. 939. Wystarczy wymienic procesor na jakis X2 (Manchester a najlepiej Toledo). 4GB RAMu i wiecej to tez zaden problem dla tej platformy.

      Do DX 11 to jednak trzeba mieć o oczko wyżej 😉 choć 8800 no to karta staruszek jakby nie patrzeć

      Chyba raczej kilka oczek, bo u NV dopiero seria 4xx ma obsluge DX11.

  4. @borojak dla mnie to na scenariusz w origins nie ma co narzekać. no ale nowego DA to się pewnie już nie będzie tyczyć, teraz wchodzi ta mass efectowa bieda z kolorowanymi odpowiedziami dobre/zle, jak dla mnie – rpg’owe dno

    • @borojak dla mnie to na scenariusz w origins nie ma co narzekać. no ale nowego DA to się pewnie już nie będzie tyczyć, teraz wchodzi ta mass efectowa bieda z kolorowanymi odpowiedziami dobre/zle, jak dla mnie – rpg’owe dno

      Historia w DA1 faktycznie jest przyzwoita. Jak sie gra to jest zdecydowanie lepiej niz mozna wywnioskowac z roznych filmikow promocyjnych. Tez sie boje ze DA2 moze stac sie zwykla nawalanka, ktorej usprawiedliwieniem bedzie jakis banal. No ale zobaczymy. Co do ME to zgodze sie, ze konwersacje byly zalosne. Do tego nie dalo sie na nich utknac, bo NPC zawsze ci powiedzial co musisz wiedziec. A i sama walka nie byla zadnym wyzwaniem. 90% wrogow zalatwia sie zwyklym pistoletem.

  5. Dialogi dialogami, ale akurat jeżeli o scenariusz chodzi, to Dragon Age obok którejkolwiek z części Mass Effect nawet nie leżał.

  6. Dragon Age obok którejkolwiek z części Mass Effect nawet nie leżał.

    Ciężko mi sobie wyobrazić lepszy komplement. Dla Dragon Age. No, chyba, że jest jeszcze gorszy i jeszcze bardziej nie trzyma się kupy. . . Ale to ciężko mi sobie wyobrazić.

  7. no widac jak rozbiezne sa zdania nt dziel bioware – ja choc jestem tzw graczem starej daty uwazam me za arcydzielo, fabularny majstersztyk w ktorym sama gra nie przeszkadza – pewno ze to nie te czasy kiedy zaciskalo sie kciuki zeby cos tam sie udalo itd bo jest to gra znacznie bardziej. . . lajtowa. . . a z drugiej strony da – niby oldskoolowe, niby baldurowate a na dluzsza mete. . . nijakie, mialkie, kompletnie pozbawione epickosci bg (choc niby fabula taka epicka) – ot, dla mnie taki troche lepszy (a czasami troche gorszy) drakensang. do tego przegadany, a sam system rozmow w wydaniu bioware imho ten z me po prostu jest duzo duzo lepszy i wbrew swojej umownosci. . . bardziej jasny i klarowny. nie zebym narzekal na da – jak napisalem w weekendowym graniu 100-ka za tyle i takiej jakosci gry to w tych czasach prawdziwa okazja, tyle tylko ze ja naleze do osob ktore – choc przeciwne absolutnie kierunkowi crpg ktory wyznacza np bethesda – ktore uwazaja ze mass effect to seria bedaca absolutnym przelomem, gra ktora za 20 czy 30 lat bedzie sie stawiac na tej samej polce co odpowiednio wczesniej baldury (ktore przeciez swego czasu byly dosc mocno krytykowane przez rpgowa ”linie” konserwatystow), a da bedzie tylko jednym z wielu solidnych crpgow. . .

  8. coppertop, coś mi się zdaje, że pisałeś iż od ME się odbiłeś i daleko nie przeszedłeś. Także jak możesz pisać, że się to kupy nie trzyma? Toż uniwersum ME jest obiektywnie patrząc jednym z najlepiej dopracowanych obecnie.

  9. @TwilitekidOwszem, masz rację, daleko nie doszedłem. I bynajmniej nie ciągnie mnie z powrotem. Być może (najpewniej?) nie powinienem więc wygłaszać osądów (szczególnie tak kategorycznych), ale wiesz, zwykle nie wchodzę do budynku jeśli widzę, że nadaje się najwyżej do rozbiórki. A tak właśnie jest (jak dla mnie) z Mass Effect. Od pierwszych chwil miałem gigantyczne „WTF” zamiast tak zwanej imersji. Jeśli potraktować Mass Effect jako science fiction, a zdaje się, że pod ten gatunek chciałoby być podpisywane, to niestety od pierwszych chwil jest zwyczajnie słabo. Człon „science” kompletnie nie przystaje do tej gry, nawet w zestawieniu z „fiction”, nie wspominając o tym, że twórcom ewidentnie miejscami poważnie zabrakło wyobraźni (albo bazy, na której mogliby ją oprzeć), którą w grze (niestety skutecznie) zastępuje patos i rozmiar. Krótko mówiąc jest to raczej ilość niż jakość — trochę jak z tymi planetami do eksploracji. Lista zarzutów, jakie mogę postawić w stosunku do konstrukcji świata jest bardzo długa. Żeby wymienić tylko te, które w tej chwili pamiętam:Wszystkie postacie mówią tym samym językiem mimo, że wiele z nich mogłoby nie mieć nawet strun głosowych. Bardzo mało prawdopodobne jest, żeby gatunki ewoluujące na różnych końcach galaktyki mogły być wystarczająco zbliżone, by mogły posługiwać się jednolitą mową. Co więcej, gdyby rozwiązać to inaczej, to świat gry byłby znacznie bardziej interesujący i znacznie bardziej wiarygodny, przynajmniej dla mnie. Ogromna większość postaci to humanoidy z „odzwierzęcymi” facjatami. Argumentacja jak wyżej. To samo z faktem, że wszystkie spotkane przeze mnie gatunki na Cytadeli czują się świetnie w jednakowych warunkach, czyli „ludzkiej” atmosferze i grawitacji. Ani to kreatywne ani prawdopodobne. Wystrój samej cytadeli też jest, cokolwiek, dziwny. Wydaje się idealnie dostosowana do ludzi, mimo, że są w niej nowością (i właściwie nic nie wskazuje na to, by był to element jakiejś „Wielkiej Tajemnicy Gry”, może poza faktem, że postać gracza jest człowiekiem. . . ). Choć z drugiej strony nie powinno to dziwić zważywszy, że pozostałe postacie to dwunożne, dwuręczne zwierzaki mierzące średnio 1. 80 m wzrostu. . . Do podróży przez całą galaktykę w mgnieniu oka się nie przyczepiam, bo byłoby to zaprzeczeniem gatunku, natomiast sama galaktyka wydała mi się niesamowicie mała. Być może był to wynik moich wygórowanych czytaniem peanów oczekiwań, ale moim zdaniem Bioware mogło wykonać mapę galaktyki w taki sposób, by rzeczywiście przytłaczała swoim ogromem od pierwszych chwil. A tak zwyczajnie nie jest. Przynajmniej ja pomyślałem raczej „to wszystko?” niż „wow, jakie to wielkie”. A to tylko na szybko, bo oglądam snookera więc na większe pisanie (i przypominanie sobie tych strasznych przeżyć) nie mogę sobie pozwolić. Oczywiście większość z tych zarzutów wynika z mojego „niskiego przebiegu” w grze, z tym nie zamierzam dyskutować, ale nawet jeśli są one naprawione/wyjaśnione w późniejszych jej fragmentach, to ja nieskromnie uważam, że gra powinna mieć sens od pierwszych chwil. Nawet jeśli coś jest Wielką Tajemnicą Świata Gry, to powinno być jako taka przedstawiane. W przeciwnym wypadku biorę to za zamierzony element projektu i nie wygląda to za dobrze. Rozumiem też, że niektórym takie błędy (bo nie będę tego inaczej nazywał) mogą nie przeszkadzać, ale ja mam zwyczajnie próg „zawieszenia niewiary” ustawiony bardzo wysoko i ciężko mi dogodzić. Ale, powiem szczerze, że fabuła jest i tak najmniejszym problemem Mass Effect. W porównaniu z mechaniką i <ciarki> interface’em, można ją uznać za dzieło wiekopomne.

  10. coppertop, po prostu przejdź grę. Znajdziesz odpowiedź na sporo postawionych przez siebie pytań. A sens pseudo-naukowy to też wszystko ma, wystarczy poczytać kodeks. Widzę, że podszedłeś do tej gry na zasadzie „jest gupia” i tak Ci zostało. Równie dobrze mógłbyś się w identyczny sposób każdego, dosłownie każdego kosmicznego SF czepiać od Star Warsów poczynając.

  11. Widzę, że podszedłeś do tej gry na zasadzie „jest gupia” i tak Ci zostało.

    Nic bardziej mylnego. Podszedłem do niej z wielkimi nadziejami. Nie poddałem się może hype’owi, ale wiedziałem, że jest to jeden z lepszych RPG ostatnich czasów i byłem przekonany, że przyjemnie spędzę czas. Niestety, skończyło się wielkim WTF. Natomiast co do Star Wars. . . Science fiction? Żartujesz, nie? Narażę się teraz milionom fanów, ale jeśli Gwiezdne Wojny można nazwać „science fiction” to Władcę Pierścieni też. . .

  12. Natomiast co do Star Wars. . . Science fiction? Żartujesz, nie? Narażę się teraz milionom fanów, ale jeśli Gwiezdne Wojny można nazwać „science fiction” to Władcę Pierścieni też. . .

    Seconded. Pod resztą Twojej opinii niestety podpisać się nie mogę. Pewnie, że ME ma pewne oczywiste uproszczenia – Ty nazywasz je błędami, potrafię zrozumieć takie podejście, ale uważam je za przesadzone. To rozrywkowa gra action RPG, a nie wirtualna rozprawka na temat tego, czy istoty z drugiego końca Drogi Mlecznej rozwinęłyby struny głosowe. Zgadzam się – byłoby absolutnie genialnie gdyby twórcy rozważali każdy taki element. Ale z drugiej strony – wtedy codex byłby dłuższy niż Biblia, a samo tworzenie go zajęłoby drugie tyle co pisanie samej gry, albo i dłużej. Bo co chwilę wyskakiwałaby jakaś nowa pierdółka, którą trzeba dopracować. A że to biznes, to nie ma czasu się nad tym rozwodzić i nie ma innego wyjścia jak pogodzić się z pewnym uproszczeniami. Jedyny zasadny zarzut jaki podałeś to ten na temat języka, bo tu wystarczyło dodać krótki wpis w codeksie o jakichś super-inteligentnych implantach, konwertujących wypowiedziane słowa na mowę wspólną, czy coś podobnego. Z drugiej strony, mam mgliste wspomnienie że coś w ME było na temat języka, ale już nie pamiętam, a nie mam chwilowo czasu szukać w codeksie. Natomiast nazwanie ME grą nie trzymającą się kupy. . . cóż, w takim razie nie znam gry, która by się trzymała. Mass Effect to, biorąc pod uwagę rozmach i rozmiar, najbardziej spójna wewnętrznie produkcja z jaką się zetknąłem (choć pewnie ominęło mnie sporo mniej znanych świetnych tytułów, ale nvm). A twierdzenie, że ME nie trzyma się kupy, bo na Cytadeli są warunki odpowiednie dla ludzi to trochę tak, jak twierdzenie, że Matrix ma głupią fabułę, bo przecież nie żyjemy w wirtualnej rzeczywistości, uprawiani przez maszyny. Kurcze Copper, teraz przez Ciebie trzeba się będzie spieszyć, żeby zdążyć na kolokwium 😉

  13. cóż, w takim razie nie znam gry, która by się trzymała

    Też znam takich niewiele. Natomiast potrafię to bez problemu przełknąć kiedy sama gra (tudzież film czy książka) nie traktuje swojego świata nazbyt poważnie. O Mass Effect niestety nie da się tego powiedzieć, ta gra jest patetyczna do obrzydliwości i jedynym, co przyjemnie łamie ten smak jest Wrex w wersji PL. Ale jeden kroganin wiosny nie czyni. Jak dla mnie ten klimat „powagi sytuacji” w zestawieniu z konstrukcją świata zwyczajnie się gryzie. Powiem wprost — dla mnie Mass Effect jest osadzony w kosmosie na siłę. Tej grze to zupełnie nie było potrzebne, ale wiadomo, że fajnie wygląda na trailerach. . . Widać, że BioWare bardzo chciało A) własnego uniwersum, B) własnego kosmicznego uniwersum, ale wyszło to cokolwiek słabo. Albo wykorzystuje się potencjał takiego fundamentu, a potencjał w ME z pewnością był, albo robi się grę o ludziach osadzoną na Ziemi. Tak ja to widzę. Mówisz, że kodeks musiałby być dłuższy niż Biblia. . . Pozwolę sobie na uszczypliwą uwagę, że niechby i był, byle tylko bardziej od niej spójny. Natomiast nie zgodzę się, żeby było to konieczne. Wszystkie poruszone przeze mnie kwestie (i więcej) można załatwić bardzo prosto. Kwestię języka rozwiązałeś sam. Kwestia cytadeli to bardziej problem projektowania lokacji (w kwestii którego BioWare pokazało, że lubi iść na łatwiznę) niż czegokolwiek innego. To samo z projektem postaci — wystarczyłoby dodać niektórym więcej nóg czy więcej rąk i już byłoby git. Kwestia atmosfery i grawitacji jest do załatwienia koniecznością noszenia skafandrów i, wspomnianą, zmianą projektów postaci. Itd. Oczywiście nie jest to aż tak proste, ale takie zabiegi sprawiłyby, że świat gry byłby znacznie bardziej interesujący w interakcji i sprawiałby wrażenie znacznie bardziej obcego, czego cholernie mi brakowało w ME. Kompletnie nie czułem się jak w kosmosie. Cytadela nie dawała mi do zrozumienia, że ludzie dopiero co się do niej wprowadzili. Wręcz przeciwnie, zanim mi tego jak krowie na rowie nie wyłożyli, to miałem wrażenie, że władamy Cytadelą. . . Natomiast, trzymając się jeszcze tego języka, wytłumaczenie dla możliwości bezpośredniego porozumiewania się z rasą/rasami, która ewoluowała niezależnie, w zupełnie innych warunkach, na drugim końcu galaktyki powinno być podane na samym początku gry. I to wielkimi literami, bo dla każdego, kto ma choć niewielkie pojęcie o ewolucji jest to zwyczajnie absurdalne. Tak samo jak fakt posiadania jednolitego (na dodatek skrajnie ludzkiego) systemu społeczno-politycznego, ale tego się nie czepiam, bo rzeczywiście BioWare musiałoby pewnie spędzić lata na tworzeniu czegoś ciekawego w tej kwestii. Inna sprawa, że pojawia się pytanie, po co umieszczać grę w kosmosie i tworzyć zróżnicowane (choć zdecydowanie zbyt mało) rasy, skoro mają być bardzo wyraźnie ludźmi w tandetnych kostiumach. . . Nawiasem mówiąc, oczywiście rozumiem, że taka a nie inna konstrukcja obcych była konieczna, żeby można było puknąć Asari, ale dla mnie to nie jest żadne usprawiedliwienie. . . Co do samego kodeksu jeszcze, to nie uważam, żeby był on elementem koniecznym tej gry. To, jak często gracze się do niego odwołują w kontekście Mass Effect trochę mnie martwi, bo mam wrażenie, że prezentację świata w tej grze zastąpił jego opis. Co mi z tego, że w Kodeksie opisano interesujące aspekty tej czy innej rasy, skoro w kontakcie bezpośrednim ta rasa jest, ni mniej ni więcej, przebranym homo sapiens? Gra jest grą, a nie książką, ponieważ prezentuje i pozwala doświadczać, a nie ogranicza się do opisu. Jeśli celem jej poznania mam czytać kodeks, czy inne czysto tekstowe, nieinteraktywne, przylepione do gry opisy, to ja za taką grę podziękuję. Osobiście uważam, że Mass Effect zdecydowanie skorzystałby na byciu mniejszym. Mniejsza przestrzeń, mniej ras, mniej patosu, za to wszystko znacznie bardziej dopracowane i przemyślane, oraz lepiej zaprezentowane. Ale, jak mówisz, to jest biznes i na pewne rzeczy nie ma w nim miejsca. Pytanie tylko, czy powinniśmy się tym zadowalać. Moim zdaniem nie. Rozumieć, tak, ale nie dawać pierdyliarda kompletnie niezasłużonych, moim zdaniem, nagród.

    A twierdzenie, że ME nie trzyma się kupy, bo na Cytadeli są warunki odpowiednie dla ludzi to trochę tak, jak twierdzenie, że Matrix ma głupią fabułę, bo przecież nie żyjemy w wirtualnej rzeczywistości, uprawiani przez maszyny.

    Nie, to trochę co innego. Właściwym przykładem z Matriksa byłby fakt, że koncepcja wykorzystania ludzi jako źródła energii najprawdopodobniej zaprzecza podstawowym prawom fizyki. Zresztą, Matrix, przy całej mojej sympatii do tego filmu, też w wielu miejscach jest niespójny (o częściach kolejnych nie wspominając). Ale ja już tak mam, że zauważam nawet najmniejsze błędy ciągłości w rodzaju „przed zmianą ujęcia trzymał kubek w lewej ręce”.

  14. jak mowil lebowski: ‚hmmm, tak, to jest twoja opinia’ :)co do patosu – moznaby rzec ze kazdy jeden crpg i rpg ma w sobie wiecej lub mniej patosu. patos me mi odpowiada jak i wszystko inne w tej grze – bo to patos sytuacji ogolnej, ale sama akcja i to co my robimy z patosem chyba ma niewiele wspolnego (no niech bedzie ze moze poza sama koncowka me1) – mi to przypomina bardziej dajmy na to sw niz np da, gdzie patos jest totalnie idiotyczny – jakies pomioty wyskoczyly ze studni a tu wasciowie (powstan) szarzy straznicy (spocznij) tocza jakies epickie bitwy. . . jak mowie, kazdy ma swoje widzimisie, ale akurat tu i chyba nie tylko tu my mamy inne :)na koniec powiem tak – sa uniwersa wykreowane przez ksiazki, gry, ale z tych wykreowanych przez gry uniwersum me jest dla mnie absolutnie numerem jeden, a szukanie dziury w calym dziala zawsze, mi tam nic przy tej grze nie dokuczalo – ani logicznie, ani fabularnie, ani miedzymordziowo.

  15. coppertop przeczytałem twoje wpisy i powiem ci tak Science Fiction jakie ty lubisz już nie żyje. Nie żyje od kilku dekad i bardzo dobrze bo bełkot członu Science zabijał wspaniałe Fiction. Jeszcze w latach 70 kiedy hard SF było w piórkach na jednym ze zlotów w USA do panelowej dyskusji zaproszono fizyka i to jednego bardziej tęgich głów tamtych czasów, który skonsternował pisarzy twierdząc bez ogródek tu cytat, że straszliwie pieprz. . po czym dyskutant wyszedł. Dlaczego na przykład taki Hawking jest fanem (nawet wystapił w odcinku) Star Treka? Czy Jak ty sobie wyobrażasz wyeliminowanie zarzutów, które masz do ME i chyba ogólnie do SF? Przecież w takim razie laserowej broni by nie było, a jeśli już jakimś cudem to czemu jest widoczna w próżni. Poza tym filmy byłyby nieme bo skąd te całe ziuuu, bziuuuu i odgłosy też w próżni? i tak dalejTo jest konwencja i tyle. Nie powiesz mi że Mass Effect i jego świat jest gorszy koncepcyjnie od takich Gwiezdnych Wrót, serialowego mega, naprawdę MEGA hitu ostatniej dekady

ZOSTAW ODPOWIEDŹ