Warszawska firma, słynąca z wydawania gier budżetowych, nareszcie oddaje w ręce fanów elektronicznej rozrywki „duży” tytuł. W promujących go materiałach, Sniper wyglądał naprawdę bardzo dobrze. Pozwalał myśleć, że City Interactive zechciało awansować do ekstraklasy producentów gier. Czy sztuka ta udała się rodzimej firmie?

Postrzelaj mi tato

Duch jakiś?

Historia opowiedziana w recenzowanej produkcji, czy w ogóle w grach akcji, nigdy nie była rzeczą specjalnie ważną. Tak jest i tym razem. Z fabuły przedstawionej w Sniper: Ghost Warrior zapamiętałem jedynie to, że jako strzelec wyborowy US Army wykonać mamy kilka zadań na fikcyjnej wyspie znajdującej się gdzieś w okolicach Ameryki Południowej. W tle przewija się jeszcze reżim wojskowy, który obalił legalny rząd, radioaktywne materiały, z których można zrobić bombę atomową, źli generałowie i dobrzy agenci. W tej grze mamy się jednak zajmować strzelaniem i skradaniem się, a nie myśleć o jej sztampowej fabule.

Snajper, komandos, obserwator

Jak tu się zresztą koncentrować na historii przedstawionej w tym tytule, kiedy da się przez niego przebić w jeden lub dwa wieczory (w zależności od wybranego poziomu trudności). Sniper, jak widać, nie jest grą długą. Przejście kilkunastu misji rozłożonych na cztery rozdziały, zdaniem końcowych statystyk, zajęło mi siedem godzin i dwadzieścia minut. Czas ten był w sumie znacznie dłuższy, ale o tym napiszę jeszcze za chwilę.

Aż tak pięknie niestety nie jest

Najpierw pochwalę autorów omawianego dzieła za to, że potrafili do niego wprowadzić odrobinę różnorodności. W trakcie zabawy wcielimy się nie tylko w snajpera, ale i żołnierza będącego częścią niewielkiej jednostki do zadań specjalnych. Oprócz eliminowania wrogów po cichu, z dużego dystansu, będziemy więc mieli okazję wystrzelać kilkaset pocisków podczas bardziej żywiołowych, gorących misji. Gra pozwala nam nawet wcielić się w „spottera”, czyli towarzysza strzelca wyborowego, podsuwającego mu cele do eliminowania.

Niestety ta część gry mogłaby być zrealizowana lepiej. Nie dość, że w drugą połówkę duetu snajperskiego wcielamy się tylko raz, to zabawa sprowadza się tu do biegania z lornetką i naciskania jednego przycisku na padzie, kiedy już wypatrzymy wrogiego żołnierza. To wszystko. Pozytywnie zaskakuje również to, że podczas niektórych zadań na zmianę wcielamy się i w snajpera, i w komandosa. Ten pomysł mi się akurat spodobał, gdyż pozwala obserwować daną misję z perspektywy różnych postaci. Szkoda tylko, że przejścia pomiędzy nimi często odbywają się w dziwacznych momentach. Wyobraźcie sobie, że siedzicie na wieży, czekacie na chwilę, gdy zaczniecie eliminować wrogów. Pada pierwszy strzał, drugi, trzeci. Nagle ekran ciemniej, a nam wydaje się, że właśnie „oblaliśmy” misję z jakiejś nieznanej przyczyny. Nic takiego jednak się nie dzieje. To tylko City wymyśliło, że w trakcie akcji przerzuci nas na drugi koniec mapy. Pomysł jest więc przyzwoity. Wykonanie już nie.

Sieciowy zwiadowca

Oprócz kampanii single player, w Sniperze znajdziemy też trzy tryby gry multiplayer. Są nimi deatmatch, deathmatch drużynowy i V.I.P. Ten ostatni polega na tym, że jeden gracz na mapie jest bardzo ważną osobą. Tylko on zdobywa punkty za zabijanie wrogów. Ustrzelenie VIPa powoduje, że sami się nim stajemy.

Grać możemy czterema klasami postaci różniącymi się wyposażeniem oraz ilością zdrowia i szybkością. Chętnych do zabawy nie brakuje, więc do tych kilku godzin spędzonych przy kampanii single player możemy doliczyć kolejne, które „stracimy” w sieci. Narzekać można tu jedynie na niewielką liczbę przygotowanych map. W sumie jest ich zaledwie sześć.

Jeden strzał

Samo wcielanie się w strzelca wyborowego wyszło w grze nieźle. Z cichego poruszania się, czołgania w trawie, wybierania celów, mierzenia i obserwowania jak wystrzelony pocisk rozrywa głowę kolejnego wroga, czerpałem sporo przyjemności. Miłym smaczkiem jest tu tzw. „bulletcam”. Ten widok z kamery pozwala dokładnie obserwować tor lotu pocisku i rozkoszować się najlepszymi trafieniami. Ci, których rola snajpera kręci jak żadna inna, powinni więc dać szansę nowej produkcji City Interactive.

Broni w grze niestety nie ma zbyt dużo. Skorzystamy zaledwie z jakichś czterech rodzajów karabinów snajperskich, pistoletu i karabinu szturmowego. Od czasu do czasu możemy też podnieść pukawkę upuszczoną przez wroga. Nie wiem jednak po co mielibyśmy to robić skoro gra praktycznie zmusza nas do korzystania ze snajperki. W tym temacie nie jest więc najlepiej.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

7 KOMENTARZE

  1. Fajnie, że recenzja tak szybko. W sumie to pierwsza recenzja Ghost Warrior, jaką czytałem. Zapowiadało się w sumie fajnie, ale widać, że błędy mocno przyćmiły potencjał. Jak tak to czytam, mam wrażenie, że parę dziesiątych do oceny dodała polskość produkcji i cena ; ). I mam pytanie takie – grze jest bliżej do takiej zręcznościowej snajperko-strzelanki (np ten element koncentracji) czy może gra ma jakieś predyspozycje do bycia swego rodzaju symulatorem?

  2. Przydałyby się newsy z cyklu „Premiera”, albo „Od dzisiaj w sklepach” (czy już jakkolwiek, byle ten sam sens), bo ja naprawdę nie jestem na bieżąco z datami wydania gier. . . Myślę, że byłoby to fajne widzieć np. „Premiera – Sniper: Ghost Warrior” i po krótce przypomnieć produkcję, dać jakiś filmik a’la gameplay, czy trailer i nawet podać ceny z różnych sklepów, porównywarek, serwisów aukcyjnych. . . Założę się, że skorzystałaby z tego większa ilość użytkowników. Co do recenzji: szkoda, że tyle bugów, Polska pod względem produkcji gier mogła się porządnie wykazać (poza Wiedźminem), a tu niestety.

  3. I mam pytanie takie – grze jest bliżej do takiej zręcznościowej snajperko-strzelanki (np ten element koncentracji) czy może gra ma jakieś predyspozycje do bycia swego rodzaju symulatorem?

    Raczej to pierwsze. Tryb koncentracji sprowadza się do wciśnięcia bodajże analoga. Rolę spottera też opisałem. Nie ukrywam jednak, że chętnie zagrałbym w „symulator” snajpera.

  4. No cóż nie wystarczy zapędzić stada grafików do roboty i stać nad nimi z batem by powstał dobry produkt. Raczej City powinno zatrudnić ludzi z wizją i znajomością tematu, koniecznie z doświadczeniem w designie, bo inaczej zawsze będą wychodziły przeciętniaki. Słabo!

  5. Fajnie, że rodzima produkcja, ale gra jest słaba. Nie dał jej tyle punktów. Jak zobaczyłem syndrom farcry jak to ładnie określił katmay to mnie krew zalała. . . Od razu uninstall i wystawiłem swoją kopie na allegro. Na szczęście szybko poszła.

  6. Trochę smutno. Liczyłem na ten tytuł. O mały włos zresztą nie kupiłem kopii dla siebie. Chciałem w końcu zobaczyć grę tego typu i nie ukrywam, że gęba mi się ucieszyła widząc opakowanie Snajpera w Empiku. Cóż, może jeszcze będzie mi dane zagrać w coś tego pokroju, unikając jednocześnie błędów wymienionych przez katmaya. . .

ZOSTAW ODPOWIEDŹ