Na kilka tygodni przed premierą zerkamy na najnowszego space-sim'a z Niemiec. Autorzy wybrali osobliwą taktykę łaczenia elementów z każdej podobnej gry w historii. Dowiedz się więcej z naszej zapowiedzi Darkstar One!

My Polacy lubimy czasem przesadnie chwalić wszystko, co nasze albo usprawiedliwiać nie do końca udane przedsięwzięcia. W efekcie, nasi sportowcy zajmują „mocną dwunastą pozycję”, filmy bywają „niezłe, jak na polskie warunki”, a rodzime gry wideo są dobre, bo „nie mamy przecież tylu milionów, co zachodnie studia”. Nie mam pojęcia, czy to w gruncie rzeczy sympatyczne zjawisko, jest równie charakterystyczne dla innych nacji. Mam za to wrażenie, że powstający właśnie Bulletstorm będzie kolejną po Wiedźminie polską produkcją, której nie będziemy musieli traktować na specjalnych warunkach.

Adrian Chmielarz już dawno odszedł od swoich przygodówkowych korzeni (Tajemnica Statuetki, Teenagent) i od czasu Painkillera jasno określił, że w grach interesuje go niczym nieskrępowana zabawa, śmierdząca trochę old-schoolem. Wspomniany Painkiller był początkiem, przygotowanie wersji Gears of War na PC potwierdzeniem warsztatowych umiejętności, zaś Bulletstorm może okazać się nowym znakiem jakości w najcięższej obecnie kategorii wagowej czyli w FPS-ach.

Pulp Fiction

Fabularnie gra nie będzie niczym odkrywczym. Główny bohater, Grayson Hunt pracował kiedyś dla elitarnej agencji najemników Dead Echo. Po odkryciu, że to nie był najlepszy życiowy wybór, zdradzony przez dowódcę, ląduje na głębokim zadupiu galaktycznym i wiedzie spokojny, piracki żywot, wolne chwile spędzając z kieliszkiem czegoś mocniejszego. Gdy jednak pojawi się szansa rewanżu, Hunt nie będzie się długo zastanawiał. Obierze kurs kolizyjny i jak nietrudno zgadnąć rozbije się na nieznanej planecie, gdzie gościnność nigdy nie była mocną stroną mieszkańców. W towarzystwie starego kumpla jeszcze z czasów Dead Echo, cyborga Ishi Sato, będzie musiał nie tylko wydostać się z tej nieciekawej sytuacji, lecz także dopaść dowódcę Dead Echo. Historia ma być utrzymana w konwencji literatury pulpowej i, jeśli wierzyć słowom Adriana Chmielarza, została wymyślona jeszcze zanim zatrudniono scenarzystę Ricka Remendera. Jego zadaniem będzie więc wygładzenie dialogów, doszlifowanie narracji i zadbanie, by cała opowieść trzymała się przysłowiowej kupy. Swoją drogą, Rick Remender nie jest wcale żółtodziobem. To nie tylko znany w światku komiksowym autor (współtworzył zeszyty Punishera, czy komiks Fear Agent) ale także współtwórca scenariusza Dead Space.

Painkiller na sterydach

O sile Bullestorma ma jednak zadecydować oprawa graficzna i przede wszystkim wolna, niczym nieskrępowana rozwałka. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że to będzie Painkiller na sterydach. Już teraz gra prezentuje się bardzo dobrze i widać, że panowie z People Can Fly wycisnęli z najnowszej wersji silnika Unreal Engine 3 naprawdę dużo (zwłaszcza pod względem optymalizacji). Cechą charakterystyczną oprawy mają być też imponujące widoki i rozległe przestrzenie. Przypuszczam, że wielu recenzentów posłuży się po premierze nieśmiertelną frazą – „zatrzymywałem się, by podziwiać otoczenie”. Prawdą jest jednak, że na wszystkich dotąd opublikowanych filmikach gra wygląda nieźle  i nie brakuje w nich chwil – może jeszcze nie zapierających dech w piersiach – ale na pewno budzących uznanie dla grafików.

Gang Bang i inne atrakcje

Choć esencją rozgrywki jest walka, to równie istotny będzie też styl, w jakim przejdziemy daną planszę. Za każdą bowiem akcję w grze otrzymujemy punkty. Przypomina to trochę Borderlands i pojawiające się nad głowami przeciwników liczby, tyle że Bulletstorm nie próbuje nawet flirtować z gatunkiem RPG. Produkcja People Can Fly to pełnokrwisty (dosłownie!) przedstawiciel FPS-ów. Zaś ta trudna do opisania pierwotna satysfakcja płynąca z brutalnej rozgrywki będzie w dużej mierze stymulowana właśnie przez bardzo duże możliwości masakrowania oponentów. Bohater będzie mógł kopniakiem otwierać drzwi (które następnie zmiażdżą stojącego za nimi przeciwnika) wykonywać efektowne wślizgi, czy posługiwać się energetycznym batem – np. po to, by uderzeniem wzbić w powietrze adwersarzy. Na jednym z filmików widać, jak za pomocą owego bata można zerwać z ofiary pancerz i władować cały magazynek w odsłonięte miejsca (przypomina to trochę walki z niektórymi bossami w Metroid Prime: Corruption).

Jeśli chodzi o bronie, to zanosi się, że będzie ich całkiem sporo. Wprawdzie na razie nie zaprezentowano zbyt wielu, ale pamiętając wymyślne pukawki z Painkillera, jestem raczej spokojny o arsenał w Bulltstormie. Póki co twórcy przekonują nas, że jedną z ciekawszych zabawek będą dwa granaty połączone łańcuchem, które po wystrzeleniu oplotą się wokół szyi, nóg czy korpusu pechowca – za każdym razem wywołując inny efekt.

Duże znaczenie dla rozgrywki i frajdy z niej płynącej będzie miał system tzw. skillshotów. Za każdą akcję (headshot, zrzucenie przeciwnika z platformy, zabicie grupy przy pomocy eksplodującego fragmentu otoczenia etc.) dostaniemy określoną liczbę punktów. Przypuszczalnie wszystkie nasze akcje będą mogły łączyć się w efektowne comba, a te z kolei wprowadzą zmienny mnożnik bonusowy. Zdobyte w ten sposób punkty będziemy mogli wydać na ulepszenia. Autorzy chwalą się, że każde ulepszenie będzie miało realny i odczuwalny dla gracza wpływ na rozgrywkę. Na razie jednak nie można powiedzieć na ich temat nic konkretnego poza tym, że będą.

Słowo na niedzielę

Nowa gra studia People Can Fly wydaje się mieć wszystko, by odnieść duży komercyjny sukces – dobrą oprawę graficzną, efektowną walkę czy wsparcie takich gigantów rynku jak EA i Epic Games, z samym Cliffem Bleszinskim na czele. Na papierze sprawa wydaje się być przesądzona – to nie może się nie udać. Niemniej, jak wiadomo, taka sucha kalkulacja rzadko bywa miarodajna. Zwłaszcza, że patrząc chłodnym okiem, można dostrzec dość duże podobieństwa do wcześniejszych produkcji Epic. Postacie w Bulletstormie, choć mniej masywne, mimo wszystko wyglądają jak kuzyni Marcusa Feniksa. Trochę rozczarowuje też ten charakterystyczny dla wszystkich gier pracujących na Unreal Engine 3 styl graficzny, sprawiający, że choć gra wygląda dobrze, to jest czymś w rodzaju kolejnej taśmowej produkcji na UE3 (to nie jest jednak taka modyfikacja, jak w Bioshocku, gdzie stworzono coś wyjątkowego graficznie i nie mam tu na myśli inspiracji Art Deco, ale ogólne wrażenia estetyczne). W jednym z filmików możemy podziwiać sekwencję z pociągiem, która – przykro to mówić – wygląda jak żywcem wyjęta z pierwszej części Gears of War, tyle że z drobnymi zmianami (inni przeciwnicy, otoczenie etc.). Słowem – to wszystko może okazać się zarówno przekleństwem, jak i błogosławieństwem. Liczę jednak, że twórcom uda się upchnąć na tyle dużo ciekawych pomysłów, że pełna wersja rozwieje wszystkie tego rodzaju wątpliwości.

Bulletstorm ukaże się na PC, Xboksie 360 i PlayStation 3 w lutym 2011.

Autor: Juliusz Konczalski

[Głosów:0    Średnia:0/5]

7 KOMENTARZE

    • Nie dość, że słabo to jeszcze literówki.

      A co to jest?!Jakis nowy konkurs?! -na ocenianie, marudzenie i wytykanie bledow w recenzjach?To moze zechcialbys napisac cos wiecej,niz te marne ochlapy ,które to nawet trudno nazwac komentarzem. . .

  1. Czyli jak ktoś zauważy literówki to ma wsadzać mordę w kubła i nie bulgotać? Twój komentarz też trudno uznać za komentarz. Równie dobrze mogę to nazwać bezmyślnym lizusostwem bo twój wrzask nie usunął literówek. Minusa ci nie dam bo nie zasługujesz na takie wyróżnienie z mojej strony.

  2. Zielony K-:)daj minusa :)no daj. . . :)-tez cie polize:P-chlip. . . chlip . . :Phehe. . . mialem juz nic nie pisac w tym temacie,bo co najwyzej wywoluja usmiech na mojej gebie wasze zgryzliwe komenty,a co do mojego wpisu wczesniej chodzilo mi o bezzsensowne krytykowanie bez podania powodu . . . ale:)-Kaczuch -zawzietosc godna Obroncom Krzyza!-marnujesz sie :)lizac lizac:P 😛 😛

  3. Dobrze, że ktoś spróbuje jeszcze zrobić grę równie przyjemną jak pierwszy Painkiller z dodatkiem. Sequele i Necrovision nie umywały się do niego. Patrząc na screeny aż chce się naciskać lewy przycisk myszy :). Szkoda, że nie wyjdzie w tym roku.

    • Patrząc na screeny aż chce się naciskać lewy przycisk myszy :). Szkoda, że nie wyjdzie w tym roku.

      Patrząc na ostatni screen odnosi się wrażenie trafności nazwy studia 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ