Imperium zachodzącego słońca – recenzja Final Fantasy XIII (PS3)

Gdybym musiał użyć nomenklatury wojskowej, to napisałbym, że japońskie gry przegrupowują się na z góry upatrzone pozycje. Pisząc wprost wychodzi jednak, że produkcje z Kraju Kwitnącej Wiśni coraz częściej przegrywają walkę o portfele klientów z tytułami tworzonymi w bliższych nam częściach świata. Głośno mówią o tym już nawet zaniepokojeni tym stanem rzeczy szefowie japońskich firm ze świata elektronicznej rozrywki. Po kilkudziesięciu godzinach spędzonych przy Final Fantasy XIII przekonamy się dlaczego tak jest.

Nie(ch) ogarnie cię Mrok – recenzujemy The Darkness

Twórcy recenzowanej produkcji stanęli przed zadaniem po trzykroć trudnym. Musieli stworzyć dzieło, które będzie równie dobre bądź lepsze, niż odrobinę niespodziewany hit Kroniki Riddicka. Musieli stawić czoła wielu znakomitym strzelankom między którymi w tym roku będzie wybierał posiadacz konsoli. W końcu musieli przenieść na ekrany telewizorów całkiem udany komiks. Czy odpowiedź na te pytania to jednogłośne 3xTAK? Sprawdźmy.

Legenda tylko z nazwy – recenzja gry Legendary

Są takie produkcje, które wyglądają bardziej niż przyzwoicie kiedy się je ogląda lub o nich czyta. Przeglądając screeny z tego rodzaju gier mamy nadzieję, że będzie dobrze, a zabawa będzie przednia. Tak właśnie sądziłem o najnowszej produkcji od Spark Unlimited przed jej premierą. A potem w TO zagrałem.

Niech żyje heavy metal! – recenzja Brutal Legend

Nie będę ukrywał – jako fan Jacka Blacka, przy okazji sporą sympatią darzący zespoły potrafiące ostro dać po garach, w tym roku czekałem przede wszystkim na jedną grę. Twarz mi się czerwieniła z niecierpliwości, gdy czytałem o Modern Warfare 2 albo erpegowym New Shit w postaci Dragon Age, ale to każda kolejna wieść o Brutal Legend sprawiała, że wyciągałem z szafy zakurzone glany, przyozdabiałem się ćwiekami, a w zęby chwytałem czarnego kota i nieudolnie growlowałem przez kolejne sześćset sześćdziesiąt sześć minut. Tak naprawdę to nie mam glanów, ćwieków, ani nawet kota, ale i tak nowy projekt Tima Schafera jeszcze na długo przed swoją premierą był dla mnie murowanym kandydatem do gry roku. Sprawdźcie, co wyszło ze współpracy pomiędzy Tenacious D, gwiazdami metalu i Double Fine Productions.

Znów na polu bitwy – recenzja Battlefield 1943

Seria Battlefield niestety nie gości zbyt często na konsolach. Poza średnio udanym Modern Combat i znakomitym Bad Company, zaostrzającym apetyt na inne produkcje, posiadacze maszyn Sony i Microsoftu musieli obejść się co najwyżej smakiem. Pojawiło się jednak światełko w tunelu, a jest nim Battlefield 1943.

Pieskie życie recenzenta

Gdy krzyżuje się dwa rodowodowe psy tej samej rasy, niemal ze stuprocentową pewnością można spodziewać się, że potomek będzie wyglądał tak samo jak jego rodzice. Tymczasem z połączenia dwóch kultowych gier komputerowych - Cywilizacji i Twierdzy - wyszedł... kundel.

Każdy kiedyś zaczynał – recenzujemy Dracula: Początek

Hrabia Drakula, w przeciwieństwie na przykład do takiego Sherlocka Holmesa, nie bywa zbyt często głównym bohaterem gier komputerowych. To prawda, że dobrych kilka lat temu Wanadoo popełniło dwie przygodówki z jego udziałem, ale, powiedzmy sobie szczerze, niewielu dziś o nich pamięta. Nadeszła pora na odświeżenie legendy czarującego krwiopijcy – zapraszam do lektury recenzji gry Dracula: Początek.

Śladami Magnum, P.I.

Hawajska wyspa Oahu to miejsce niesamowite – niby tropikalny raj, ale zarazem w pełni ucywilizowana lokacja z siecią dróg, której pozazdrościłby każdy powiat w Polsce. Tu kręcili kiedyś Magnuma, Gliniarza i Prokuratora i Park Jurajski, dziś zaś filmowany jest serial Lost. Dzikie lasy, piękne plaże, luksus i blichtr...

Szał orka – recenzja Dzikich Hord

Wojna w świecie Ashan wciąż trwa. Do walczących ze sobą stron dołącza jeszcze jedna, nieco zapomniana rasa - orkowie! Czy brutalna siła znów zatriumfuje, a może ugnie się pod potęgą magii, z którą przyjdzie jej się zmierzyć? Tego wszystkiego dowiecie się grając w drugi dodatek do Heroes of Might & Magic V.

Wario wariuje

Nintendo Wii to konsola stworzona do mini-gier. Jeszcze przed premierą systemu wieszczono jej zalew intensywnych i krótkich tytułów tego typu, wykorzystujących możliwości wiilota do maksimum. I stało się. Dostaliśmy Wario Ware: Smooth Moves.

ZOBACZ TEŻ