Ech widocznie się starzeję. Kiedyś, jeszcze w czasach szkolnych, szczególnie w podstawówce wakacje były czasem magicznym. Dwa miesiące bez porannego wstawania i meldowania się do szkoły wydawały się całym wiekiem. A teraz? Teraz narzekam na pogodę. A bo to za gorąco lub za zimno. Pada, wieje i tak dalej. No tak. Właśnie złapałem się na tym, że to już kolejne Weekendowe granie, które zaczynam od pogadanki o warunkach atmosferycznych. Osio pogodynka. Niech i tak będzie. Powstrzymajcie mnie tylko w momencie, gdy zacznę utyskiwać na wpływ ciśnienia na samopoczucie. To będzie znak, że czas złożyć się do grobu. Ze starości.

Ale zanim położą mnie na desce. To jeszcze podskoczę i zagram troszeczkę! A jest w co. Muszę się przyznać, że najbardziej ucieszyła mnie wczorajsza premiera Sins of A Solar Empire. Wielokrotnie marudziłem, żeby w końcu któryś z dystrybutorów zajął się tą niezwykłą produkcją. No to się doczekałem. Oprócz tego od wczoraj bawię się pecetowym Mass Effect i muszę przyznać, że warto pobiec do sklepu po rodzimą wersję językową. Tylko nie wiem po co mi te pocztówki. Hmm… w sumie miły akcent! Posłużą jako zakładki do książek. Ach właśnie jakoś zaprzestałem pytać was – szanowni Czytelnicy – co ostatnio czytaliście albo zamierzacie przeczytać. Jako, że mnie porwały kosmiczne klimaty – Sins of a Solar Empire i Mass Effect to i lektura powinna być odpowiednia. Na chybił trafił sięgnąłem zatem i z domowej biblioteczki wybrałem „Potrójną reintegrację” Roberta Sheckleya. Weekend powinien być naprawdę miły.

Tak więc już wiecie co wziąłem na celownik w tym tygodniu. A wy? W co zamierzacie sobie zagrać (i ewentualnie przeczytać) przy okazji wolnych dwóch dni?

[Głosów:0    Średnia:0/5]

13 KOMENTARZE

  1. Ho hooo, znowu pierwszy 😉 Co do grania, to jakoś Condamned2 mi jednak nie siadł zbytnio, chyba jednak cykor jestem, albo klimat zbyt mdło-przyciężkawy. W każdym bądź razie nie daje mi radochy więc – going under szafa. Na tapetę wskoczył za to zakupiony jakiś czas temu Szymuś Czarodziej 4ty. Muszę powiedzieć że chłopaki za Muru Berlińskiego (dawnego) postarały się nie na żarty. Dopiero zaczynam, więc nie ma co szafować wyroków zbyt szybko, ale potencjał humoru jest – to najważniejsze. No i ten dubbing – masakra. Gość podkładający głos Simona powinien dostać za to Oskara. Oczywiście mowa tu o wersji angielskiej. Co do „Potrójnej Reintegracji” to szczerze polecam. Zresztą tak samo jak i inną prozę Sheckley’a. Nie zawiedziesz się na pewno. Miłego weekendu wszystkim. 😉

  2. A tym razem nie będę nikogo ani niczego zabijał. Jutro wybieram się dla odmiany popatrzeć jak młucą się inni. Mianowicie pod Grunwald, na inscenizację jakiejś tam małej bitewki 😉

  3. Ubersoldier 2 – graliście? Ja gram od środy i co chwilę gębę rozdziawiam ze zdumienia. To drugi FPS po COD4, który mnie zachwycił w tym roku. Niezła fabułka (wcale nie taka znowu „bułka” z masłem), prześlicznie to wszystko narysowane, różnorodne lokacje i. . . klimat – słowem: miodzio! Jeśli zaś chodzi o książki. . . Po dziesięciomiesięcznym roztrząsaniu przygód Kleksa, Pinokia, losów Stasia i Nel, ewentualnie Uli i Zenka – z prawdziwą przyjemnością przeczytałem „trylogię husycką” naszego rodzimego ASa. Polecam! W biegu połknąłem wznowiony „Relikt” Prestona i Childa (niebotyczne ceny na Allegro dały o sobie znać). Nie polecam! Dziś zaś zacząłem sagę Jabłońskiego o średniowiecznym magu Witelonie. Pierwsze rozdziały zapowiadają się nieźle. . . Poczta Polska wozi gdzieś po świecie mojego ‚Assasyna”. Wiele sobie po przygodach Altaira obiecuję. Oby dotarł w te wakacje. A już tak na koniec. . . metodą ustawicznego wiercenia dziury w brzuchu od kilkunastu dni nastawiam Szanowną Małżonkę na zakup pecetowego Mass Effecta. Żonka mięknie a ja zacieram ręce. Czymś wypełnić trzeba nieutulony żal po Wiedźminie. Ach, byłbym zapomniał – moja niebieska wersja LBMA (pozdrawiam autora tekstu) skończyła siedem miesięcy i właśnie pobrała kolejny patch aktualizujący do trybu siedzącego. Pozdrawiam Wikingów! To się rozpisałem. Hough!

  4. W zasadzie to nie wiem czy coś z tego grania w ten weekend będzie, bo zapowiada się bardziej towarzysko, a nie w domu z padem czy klawiaturą. . . A jeśli tak, to nadrobię zaległości w postaci TR: Anniversary :] Jeśli chodzi o książki, to w tamtym tygodniu przerobiłem „Spacerując po księżycu” Weissa (tak, byłem na koncercie :]) i rozmowy z Gustawem Holoubkiem, obie świetne. Jak pogoda nie będzie zbyt kapryśna to w weekend leżaczek i „Czysta anarchia” Allena 🙂

  5. Ja na przymusowych wakacjach gram sobie ostatnio w gre o tytule Job Seeker. Jak za przygodowkami nie przepadam tak ta przypadla mi do gustu jak zadna inna 😉 Niestety jeszcze nie ukonczylem pierwszego etapu. A gdy sie moje szare komorki zmecza sie juz wysilkiem intelektualnym na pulpit (zaraz po Painkiller, GRAW 2 i Bioshock) poleci Diablo 2. Po tylu latach wkoncu sie przelamalem i zainstalowalem ta gre. Poki co zagubiony jestem aczkolwiek nawet mi sie spodobala. . . 😉

  6. O tym w co gram, nie napiszę, bo znowu nie zagram 😛 w dodatku mam troche bajzlu z wyjazdami, więc prosze sie nie dziwić gdyby wywiało mnie z Valhalli na jakieś 3 tygodnie ;)Za to czytam. w ciągu roku szkolnego jakoś nei było czasu, to się teraz wziąłem. Przeczytałem „Głos Pana”, a czeka „Eden” Lema. Przeczytałem „Niedzielę palmową” Vonnegut, czekają „Recydywista” i „Rzeźnia numer pięć”. Przeczytałem „Alchemika” Coelho, a czytam. . . „Sto lat samotności” Garcii Marqueza 😉 i do literatury Brazylijczyka raczej nie wrócę. A, i z klimatów wakacyjnych – „Katedra w Barcelonie” kogośtam. . . A jutro pewnie kupię coś Prachetta ;)Ksiazki w dłon, Wikingowie! 🙂

  7. A jestem w trakcie Dark Sector. Ale nie zagram w niego o tej porze, wolę w dzień – cykor jestem. Jeszcze podczas walki mogę, ale jak mam się przedzierać nocą przez jakieś opuszczone i nawiedzone kompleksy to wysiadam. Gra może przeciętna, ale klimat jaki budują efektami dźwiękowymi, dziwnymi odgłosami sprawia, że gra się całkiem przyjemnie i straszno 🙂 Jak dla mnie straszniej niż w serii Condemned. Ale nie straszniej niż w Silent Hill czy też AvP.

  8. w aoca gram juz naprawde malo, w wolnej chwili chce wyskoczyc kupic mass efect, mam juz obiecane ‚gnebienie’ w vanguardzie w sprawie poprobowania rajdowania w tej grze. ale wszystko jakos tak powoli, bez entuzjazmu. nawet pracowac sie nie chce. ale za to rower jest katowany maksymalnie, o i to jest fajna gra na lato 😉

  9. Zakupiłem UT III na X360 i może popykam? Jakoś ten cały multiplayer wydaje mi się tak bezsensowny w grach. . . No i wciąż czeka Condemned (kurde jedyne 15 jurków dałem za nówke). Dalej GoW na splicie i pewnie stary Dungeon Siege. Z ksiązek to chęć przyszła mi na „Gre Endera”. Straszna rzecz ale co kupie gierke to jej nie skonczę, bo kupuję coś nowego i poprzedni tytuł ląduje na pólce. Fatalnie, że tak często wydaja gry.

  10. Ja to generalnie Burnout P na chlebaku, zwłaszcza jak pojawił się Cagney. A jeżeli nie to, to MGS4 lub. . . Ghost Master na PC 🙂

  11. Wiktor —> gratulacje udanego spatchowania LBMA 😀 Przypuszczam, że niedługo również pojawi się dla twojej wersji patch mobilny. . . wtedy ponoć robi się naprawdę zabawnie :)U mnie na tapecie podobnie jak u Osia Sins of a Solar Empire, czego efekty ujrzycie zapewne wkrótce w postaci recenzji. Mogę tylko powiedzieć, że gra jest warta grzechu i wciąga jak jasna cholera. W ramach odskoczni od SoaSE pogrywam w Trackmanie United Forever (recenzja już wkrótce pojawi się na Valhalli) i w coś zupełnie dla mnie egzotycznego, czyli przygodówkę Tony Tough 2 – całkiem miłą odskocznie od gier, w które gram zazwyczaj. Gdzieś tam jeszcze oczywiście przewija się COD4 i Wiedźmin (któego już prawie skończyłem) ale wątpię abym miał dla nich czas w ten weekend. Chociaż. . . 🙂 I tak wszystkie moje plany zniweczy moja słodka córeczka jak jej się odwidzi grzeczne spanie po zjedzeniu. . . taki lajf z własną wersją LBMA (pozdrawiam wszystkich posiadaczy i gratuluję i chylę czoła przed weteranami) :DA na celowniku (w perspektywie najbliższego czasu) też mam Mass Effecta w wersji PC i przyznam, że już się nie mogę tej pozycji doczekać. Jeśli zaś chodzi o lekturę to nocami poczytuję „Merde! W rzeczy samej” Stephena Clarke’a – fenomenalną książeczkę (jest to kontynuacja „Merde! Rok w Paryżu”) ukazującą Francję i Francuzów oczami Anglika. Rozśmiesza do łez i co najgorsze doskonale oddaje charakter tego kraju i jej mieszkańców 🙂

Pozostaw odpowiedź Krzysztof Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here