Dokładnie tak! Motto ze wstępu do tego felietonu będzie mi drogowskazem. Tak się jakoś złożyło, że mamy nowy rok. Już na początku stycznia staram się nie zaglądać do Internetu, a raczej do serwisów poświęconych grom wideo. Dlaczego? Ponieważ wiem co tam zobaczę – kolejne TOP TEN/BEST best games of… i tak dalej. Na ogół w formie kilkustronicowej co nabije odsłony. Chciałem się wymigać z tekstu o podobnym stylu, ale jak trzeba to trzeba. Będzie jednak „po kociemu” z kosza pełnego gier w które graliśmy w mijającym roku wyciągnę tylko dwa, według mnie ważne tytuły i koniec. Basta! Na pocieszenie, ale już w drugiej części wspomnę o kilku wydarzeniach, które zapadły mi w pamięć, a były związane z branżą elektronicznej rozrywki. No to zaczynajmy.

Gry Kota!

Zacznijmy tę minimalistyczną, kocią wyliczankę od pięknej klamerki, czyli wydania drugiej odsłony Mass Effect. Początek ubiegłego roku to premiera na konsolę Xbox 360 oraz komputery PC. Rok później, czyli dosłownie kilka dni temu ME 2 zawitał na Playstation 3. Oczywiście można zadać sobie pytanie po co w ogóle „czarnuli” przygody Sheparda? Krótka odpowiedź brzmi: ponieważ dobrych gier nigdy za wiele. Oczywiście nietrudno zauważyć, że jest to delikatny i spóźniony skok na kasę. Wystarczy szybki rzut okiem na ceny tej gry w wersji na PC i Klocka. Co jeszcze zwróciło moją uwagę w mijającym roku? Oczywiście Battlefield Bad Company 2, God of War III. Z pewnym wahaniem dodam tez do tej listy Alana Wake oraz Bayonettę, Halo: Reach i Enslaved. Wakacje natomiast to Red Dead Redemption, ale o tej grze powiem jeszcze przy okazji podsumowania naszego rodzimego podwórka.

Przeczytaliście powyższy akapit i myślicie, że trochę tego mało? Cóż! To gry, które sprawiły mi najwięcej przyjemności w 2010 roku. Jednakże – przynajmniej dla mnie – ubiegły rok najlepiej podsumowują trzy tytuły. Mowa o Heavy Rain, Call of Duty: Black Ops oraz oczywiście Starcraft II,

Zacznę może od końca, czyli do drugiego Starcrafta. Jak zwykle Kocim zwyczajem wrzucę teraz przysłowiowy granat do latryny i powiem to o czym już chyba nie raz wspominałem. Nigdy nie ceniłem sobie Blizzarda tak bardzo jak czyni to 99 procent tak zwanej branży. Pamiętam czasy kiedy ten deweloper wypuszczał na rynek badziewne gry pokroju scrollowanej bijatyki z Supermanem w roli głównej, wzorowanym nieco na Prince of Persia Black Thorne i tak dalej. Oczywiście podobał mi się pierwszy Warcraft, a o Diablo, który zabrał mi kawałek życia i nabił spore rachunki telefoniczne nawet nie będę wspominał. Dość powiedzieć, że nie oczekiwałem wiele od drugiego Starcrafta, ale nie można nie wspomnieć o tym tytule. Swoją drogą SC2 uratował nieco pecety i sprzedał się nad wyraz dobrze. Gdyby tak inne gry pecetowe osiągały takie sukcesy rynkowe…

Premiera drugiego Starcrafta w 2010 roku ucieszyła mnie też z innego powodu. Nareszcie coś się ruszyło w sprawie Diablo III i jest nadzieja, że zobaczę ten tytuł zanim zostanę kocim dziadkiem. Tu naprawdę nie ma się co śmiać. Jeden z moich znajomych stwierdził kiedyś tak: w Diablo grałem, gdy kończyłem podstawówkę. Dwójkę zaliczyłem na studiach. Wygląda na to, że w trójeczkę zagrać jak będę już żonaty i dzieciaty. Dziękuję ci Blizzardzie za tempo prac. Kolega (jeśli to czyta) z pewnością się nie obrazi jeśli zdradzę, że zmienił „stan” tak ze trzy lata temu. Zgodnie z tą logiką zachęcam go do… no wiecie czego 😉 W końcu chcę zagrać w tego D3.

Wróćmy jednak do naszej wyliczanki. Kolejnym ważnym, a dla mnie jednym z trzech najważniejszym gier ubiegłego roku był Call of Duty: Black Ops. Od razu zastrzegam, że „najważniejszy” wcale nie oznacza najlepszy. Broń cię Panie Boże. Należy jednak zdjąć czapkę i pokłonić się w pas przed tą gargantuą, kolosem, tytanem branży gier. Można by powiedzieć tak: kolejny rok… kolejny CoD. Był Modern Warfare 2 i rok później został zmiażdżony finansowo przez Black Ops. Nie będę przytaczał danych – odsyłam was do działu newsy. Czy w tym roku kolejna odsłona modern Warfare pobije wynikami finansowymi poprzednika? Zapewne tak ponieważ baza użytkowników Xboksa 360 z każdym rokiem rośnie co w znakomity sposób przekłada się na sukces tej marki.

Gdybym był złośliwy to napisałbym, że Black Ops doskonale obrazuje społeczność Xboksowych graczy i proszę się nie obrażać bo mówię tu o graczach zza wielkiej wody – młodocianych fetyszystów militariów kochających głupawe strzelanki. A zresztą co tu dużo gadać niech przemówią obrazy – oto różnica między poziomem z gry w 1993 roku i takim z ubiegłego. Może to i żart, ale obrazujący smutną prawdę. Dość o BO! Swoje żale dotyczące tej gry jasno wyłożyłem w recenzji tego tytułu.

Dochodzimy do końca mojego kulawego „Top 10”. Tu muszę ostrzec przed spojlerami. Jeśli zatem szanowny czytelniku jeszcze nie grałeś w Heavy Rain, a masz taki zamiar to opuść kilka następnych akapitów. Grałem w Heavy Rain. Przeszedłem Heavy Rain. Po przejściu Heavy Rain niemalże zwymiotowałem nadmiarem głupoty serwowanej przez pana Davida Cage’a i jego brygadę. Ooo… słyszę już tupot biegnących na mnie z batem fanatyków „poważnych” gier, blogerów, którym staje (zegarek) na samo hasło „HR” i całej reszty wszelakiej maści dziennikarzy „growych” mających kompleks niższości względem innych gałęzi branży rozrywkowej – z X muzą na czele. Ja nie mam tego problemu i bez skrępowania mogę napisać, że nawet film kategorii „B”, jakiś typowy średnio budżetowy obraz, który trafia bezpośrednio na DVD i kończy w wypożyczalni pluje w oko WIELKIEMU DZIEŁU jakim jest to co stworzył w swoim umyśle David De Gruttola, czyli David Cage. Problem w tym, że dla tak zwanego „dobra branży” praktycznie nikt o tym nie chce mówić i Heavy Rain – tytuł fabularnie ułomny – jest wymieniany jako jeden z przełomowych dzieł elektronicznej rozrywki.

Na początku sądziłem, że to moja przekora, ale przygody Origami killera pożyczyłem znajomemu, który zajmuje się na co dzień branżą filmową. Jego wnioski były nawet bardziej druzgocące od moich.

Co zatem nie podobało się mnie i znajomemu w Heavy Rain? Przede wszystkim grałem kiedyś w Shenmue i nie uważam Heavy Rain za jakieś wielkie objawienie. Tak pod względem mechaniki rozgrywki jak i fabuły. Szalenie podobało mi się inne dzieło Quantic Dream, czyli Omikron: The Nomad Soul. Tytuł ten uważam za bardziej „artystyczny”, bardziej złożony i rozbudowany. Po prostu lepszy od HR.

Ponoć w Heavy Rain mamy niespotykane do tej pory w grach wideo studium relacji między ojcem a synem (synami). Mowa oczywiście o etapach z Ethanem Marsem i jego potomkami. Czar pryska po kilku minutach gry, kiedy to darłem się jak opętany w centrum handlowym szukając wirtualnego syna – kretyna. Dlaczego kretyna? Kto to widział, aby 10 latka zafascynował kolorowy balonik na litość boską! Sprawę z Jasonem podsumowała pięknie flashowa gra Press X to Jason. A jeśli ktoś chciałby zobaczyć jak może wyglądać mistrzowsko zagrana na ekranie relacja syn-ojciec to polecam obejrzeć ot choćby film Droga z Viggo Mortensenem. I naprawdę do zmiany zdania nie przekona mnie żaden bloger-psychopata (ani tym bardziej blogerka), czy inny dziennikarz „growy” uprawiający na łamach pewnego periodyku donkiszoterię, która w gruncie rzeczy ośmiesza gry wideo. Tym nawiedzonym osobnikom dedykuję wideo, które znajdziecie na dole.

W ogóle cały Heavy Rain to festiwal pomyłek i logicznych dziur. Dlaczego Madison Paige po chwili znajomości wskakuje do łóżka nieogolonego faceta poszukiwanego przez policję? Zapewne tak działają amerykańskie dziennikarki – rżną się z nieznajomymi w obskurnych motelach. Coś jeszcze? Ba! A zastraszanie lekarza przez detektywa Blake’a? Takiej kliszy nie widziałem nawet w marnym serialu kryminalnym. Nawet scena samobójstwa Ethana w celi rodzi pytania – skąd na miłość boską wziął sznur? Inna alternatywa, czyli samobójstwo za pomocą pistoletu. Strzał w czoło i „fikołek” rodem z filmów o Flipie i Flapie budzą po prostu śmiech.

Mimo to uważam, że Heavy Rain jest jedną z najważniejszych gier minionego roku. Przede wszystkim wywołał dyskusje. Na niedoróbki scenariusza można jakoś, przy dużej dozie dobrej woli, przymknąć oko. Odnośnie gameplayu/rozgrywki to tutaj bardzo pomogła implementacja Playstation Move. Do dziś zachodzę w głowę dlaczego Sony nie postanowiło wstrzymać premiery Heavy Rain i uczynić z tego tytułu gry startowej z nowym kontrolerem.

Kocie podsumowanie

To tyle. Powyżej przedstawiłem trzy najważniejsze dla mnie gry 2010 roku. Nie dziesięć, anie nie dwadzieścia. Wielu tytułów nie wymieniłem. Cóż… w końcu to moje podsumowanie. Co ciekawe żaden z trzech tytułów nie uważam za NAJlepszą grę ubiegłego roku. Ten tytuł wędruje z kocich łap do Red Dead Redemption.

W drugiej części „Rok według Kota” zajmiemy się wydarzeniami branżowymi z kraju i ze świata. Napiszę o tym dlaczego irytował mnie pewien murzyn. Oraz dlaczego cieszę się ze spektakularnej śmierci pewnego gatunku gier. Przypomnimy indolencję polskich dystrybutorów gier, a także nie damy zapomnieć o tych, którzy mają rodzimych graczy w przysłowiowych czterech literach i tak dalej.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

19 KOMENTARZE

  1. Ja się zastanawiam kiedy marka Call of Duty przestanie rosnąć i przynosić te krociowe zyski. Jak nie w tym roku to kiedy? W końcu coś musi drgnąć.

  2. A mnie ciekawi po co do głosowania dodają taki wybór jak „nie mam zdania”. . . Jeśli się nie ma zdania, to się w ogóle głosu oddawać nie powinno, do kroćset!

    • A mnie ciekawi po co do głosowania dodają taki wybór jak „nie mam zdania”. . . Jeśli się nie ma zdania, to się w ogóle głosu oddawać nie powinno, do kroćset!

      Powinno sie oddawac, bo to pokazuje obraz calosciowy.

  3. Nareszcie coś się ruszyło w sprawie Diablo III

    Ode mnie ekskluzywne concept-arty i informacje o nowych klasach postaci. http://i. imgur. com/PxaUW. jpgCo do Heavy Rain – pełna zgoda. Jednak sama koncepcja wybiegła od tego, czym jesteśmy zazwyczaj karmieni przez developerów. Oczywiście błędy są, czasami zastanawiam się jak niektóre można było popełnić. Wystarczy obejrzeć parę dobrych thrillerów żeby się odrobinę dokształcić. Mam nadzieję że panowie z Quantic Dream ruszą swoimi zwojami i zrobią Omicrona 2. Pierwsza część i zarazem debiut firmy to dla mnie czysta magia. Narracja, kompleksowość świata, wczucie się w całą historię. muzyka Davida Bowiego i Xaviera Despasa – niestety, przez wielu niedoceniona. Denerwowały mnie elementy bijatyki, mniej zaś fpp. Jednak fabuła rekompensowała to z naddatkiem. Czekam na 2-gą część, wtedy sam wyłuszczę swoje myśli w dłuższej formie.

  4. Kurde, w Omikrona grałem tylko na DC, w dodatku w jakiegoś obciętego ripa, bo koniecznie chciałem to sprawdzić, a gry po prostu nie szło kupić na konsolę. I niestety ale był bez muzyki i odstraszyło mnie toporne sterowanie. Chyba rozejrzę się za pecetową wersją, o ile mi ruszy. . . Co do HR. Robiłem sobie wielkie nadzieje, bo pomimo wielu koszmarnych wad Fahrenheit mi się podobał. Liczyłem właśnie na taką poważniejszą opowieść. Ale spotykam się ostatnio z coraz większą ilością opinii, jakoby David Cage przesadził. Cóż, i tak zagram, kiedy już będę miał okazję.

  5. koleś z wideo rządzi. Jim Sterling z Destructoida bat na intelektualnych pozerów. Wady Hrain widzi się jak już się gierkę skończy. Faktycznie są tam koszmarne dziury logiczne w scenariuszu. Trudno

    I naprawdę do zmiany zdania nie przekona mnie żaden bloger-psychopata (ani tym bardziej blogerka), czy inny dziennikarz „growy” uprawiający na łamach pewnego periodyku donkiszoterię, która w gruncie rzeczy ośmiesza gry wideo. Tym nawiedzonym osobnikom dedykuję wideo, które znajdziecie na dole.

    Odniosłem wrażenie, że w 2010 blogeria mniej pieprzyła bzdur. Może się im znudziło?twilitekid Omikron bez muzyki Davida Bowie? Chłopie straciłeś jakieś 50procent klimatu tej gierki. DAWAĆ DRUGOM CZYŃŚĆ!

  6. imho rok udany. Kudosy dla autora za wspomnienie, że Blizzarda to nie tylko Diabolus i Warcraft ;)HeavyRain podobał mi się, fabularnie do przełknięcia. Z racji zawodu mnie w grze raziło co innego. Coś związanego z modelowaniem postaci bohaterów i pewnymi technologicznymi barierami. Jak Kot zgadniesz o czym mówię to nazwę cię miszczem. Podpowiedź : Czuu czu czu czu, wiuuu

    • Jezu jacy wy niedobrzy dla kota jesteście 🙁 Za stary już jestem na kalambury, ale no dobra wujka Kota nie zagniesz słonko ;P Czas się trochę wymadrzyć jak jakiś zasrany bloger piszący za darmo. 😉

      Coś związanego z modelowaniem postaci bohaterów i pewnymi technologicznymi barierami

      Zgaduje, że masz na myśli termin Uncanny Valley- Doliny Niesamowitości wywodzący się z robotyki, a który kilka lat temu wraz z postępem technologicznym na polu 3D został zeauważony w grach i animacjach. Z tego co pamiętam, ale tego pewny na 100 % nie jestem po raz pierwszy w grach zauważono to CHYBA w którejść odsłonie NBA od EA. im bardziej realistycznie wygladały postaci tym bardziej były „sztuczne jak kukły”. Najbardziej jednak w Dolinie Niesamowitości zatracają się, jesli można to tak określić generowane postaci dzieci, które wyglądają przerażająco jak małe potwory. Tak w Heavy Rain też to jest. Gesty, a konkretniej mimika dzieciaków jest hmm. . . niepokojąca. Zresztą nie tylko ich. Sugeruję przyjrzeć się w jednym z zakończeń Ethana Marsa jego żonie, a raczej jej twarzy. A pra pra pra definicję, lub raczej jej podwaliny UV roddevie stworzył niemiecki psychiatra Ernst Jentsch w swojej książce, która „z polska” ma bodajże tytuł „Psychologia niesamowitości”Dodam jeszcze że Dolina Niesamowitości łączy się jeszcze z takimi mało poważnymi zagadnieniami jak Transhumanizm o którym pisałem w jednym z komentarzy pod którymś z newsów o nowym Deus Exie. A jako, że akurat tym tematem bardzo się interesuję to i „Dolina” nie jest mi obca. Wystarczy? Bo właśnie tym wpisem wyczerpałem sobie (no prawie) temat na bloga 🙁 za który dostaję Dolę Niesamowitości, czyli żywą gotówkę 😛 No, ale skoro ktoś wywołuje Kota do tablicy to jest jak wojna. Jak trza to trza. Osz prawie bym kurka wodna zapomniał

      Podpowiedź : Czuu czu czu czu, wiuuu

      Podpowiedź zbędna chodzi o film Polarny Ekspres Zemeckisa i wywołujących u widza traumę dziecięcych bohaterach. Od siebie dodam, że w Heavy Rain mimo wszystko animację twarzy (emocje) dzieciaków były lepsze niż w tym wysokobudżetowym filmie CGI

  7. o żesz kulwa Kocura opętał duch Olafo-Szewczykowy zmiksowany z bełkotem pewnej blogerki-ludolożki i pierdzieli smuty jakby wdarł się na katedrę UJotu

    DAWAĆ DRUGOM CZYŃŚĆ!

    No właśnie nie mędrkować dawać!

    • nie kumam ani jednej linijki z tego co napisał rod i kot :(dolina Niewysrawalności? Transseksualism?

      To zacznij trochę czytać, albo chociaż sprawdź na googlach przed następnym tego typu postem co to znaczy. Szyderczo przekręcając owe pojęcia uraziłeś być może Kota i Roda (bo to swego rodzaju przejaw braku szacunku) oraz mnie (uważam to za istotny i ciekawy temat). Kocie, z czystej ciekawości. Dlaczego określiłeś transhumanizm mianem „mało poważnego zagadnienia”?

  8. Post numer 10 to chyba prowokacja, chociaż z drugiej strony to nie pierwszy raz. Użytkowników przeglądających Valhalla.pl: 1359 (1340 anonimowych użytkowników i 19 zalogowanych) nice!PS dawać cześć drugą!

  9. Fakt, Jim Sterling jest zajebisty, uśmiałem się nieźle. Choć muszę powiedzieć, że pomimo fantastycznej formy przekazu, gość jakoś nie przekonał mnie do zakupu Bulletstorma czy tym podobnych. . . Ot tak, pooglądać, pośmiać się i zapomnieć.

  10. glorian, skończ już te twoje idiotyczne prowokacje prowadzić, a jeśli serio nie znasz takich pojęć to się do tego nie przyznawaj, tylko sprawdź, masz internet. To już nie jest śmieszne, zaczynasz być takim valhallowym Gracjanem czy tam Luntkiem, i nie, nie jest to dobrze.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ