Nic chyba dziwnego w tym, że życie nudnego człowieka jest dla przeciętnego obserwatora tak samo nudne jak on sam. Grzech twórców recenzowanej przeze mnie gry Undercover: Operation Wintersun polegał przede wszystkim na tym, że takiego właśnie nudziarza uczyniono głównym bohaterem. I co się okazało? Gra wyszła nudna. A czego się spodziewałeś?

Po moich przygodach z True Crime paczka z redakcji, zawierająca grę Scarface wydawała mi się okrutnym żartem. Średniactwo tamtego tytułu spowodowało, że do dzieła Radical Entertainment podszedłem sceptycznie nastawiony. Już po kilku minutach grania okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Z wszystkich gier bandycko/rozbójniczych Scarface w moim odczuciu jest produktem najlepszym. Pewnie dlatego, że Tony Montana ma większe jaja niż wszyscy pozostali gangsterzy wzięci do kupy.

Gangesterskie nauki

Podobnie jak w przypadku True Crime – Streets of NYC na początku wypada wspomnieć o oprawie audio recenzowanego produktu. Ta jest po prostu rewelacyjna! Moim zdaniem śmiało można ją wydać w postaci osobnych płyt audio i sprzedawać w sklepach. Znajdziemy na niej między innymi produkcje popowe z wczesnych lat osiemdziesiątych, trochę rocka oraz wyśmienite reggae i muzykę kubańską.

Dla samej oprawy audio warto zagrać w ten tytuł

Samych utworów jest ponad sto i w trakcie grania ani na chwilę nie chciałem ich wyłączyć lub zmienić na swoje pliki mp3. Mimo to młodsi gracze niekoniecznie docenią prawdziwe piękno tej ścieżki dźwiękowej. Wśród osób studiujących i starszych szybko może stać się ona jednak hitem. Gdy swe największe przeboje śpiewać zaczną Billy Ocean, Debbie Harry, Iggy Pop czy Johny Cash część z nas znów poczuje się jak skaczące po drzewach szkraby. A na tych nazwiskach lista dopiero się zaczyna. Oprócz nich warto wspomnieć chociażby o Afrika Bambaataa, Buju Bantonie, Cypres Hill, Run DMC czy Public Enemy.

Wiele zaczerpnięto z GTA

Efekty dźwiękowe stoją na porządnym poziomie, nie są „inwazyjne” dzięki czemu nie zmuszają do ściszania głośników. Na osobne, ciepłe słowa zasługuje aktor podkładający głos Tony’ego Montany (rzecz jasna nie usłyszymy w grze Ala Pacino). Osoba ta zrobiła to praktycznie bezbłędnie i ciężko rozróżnić teksty wygłaszane w grze od filmowego oryginału. Krótko podsumowując – już dla samej oprawy audio warto zagrać w ten tytuł.

Z najważniejszym aspektem każdej gry komputerowej, czyli grywalnością, w przypadku Scarface’a jest już jednak różnie. Choć jest typowym klonem Grand Theft Auto, nie próbującym wnieść wiele nowego do gatunku, potrafi na swój sposób urzec i wciągnąć potencjalnego gracza w wirtualny świat.

Scarface to nie gra dla dzieci

Akcja gry rozpoczyna się w momencie, w którym skończył się film (SPOILER!). Tony uchodzi cało z najazdu na swą posiadłość i nie umiera jak w obrazie De Palmy. Niestety w wyniku ataku traci on kontrolę nad Miami a cały jego dobytek ulega zniszczeniu. Naszym zadaniem będzie więc odbudowanie narkotykowego imperium Montany i zapewnienie mu wszystkiego co tak bardzo lubi czyli tony koksu, łatwych a zarazem pięknych kobiet oraz szybkich samochodów/łodzi. Mmm mógłbym zostać jego najlepszym kolegą.

Aby odbudować reputację emigranta z Kuby musimy przejąć kontrolę nad całym Miami (podzielonym na cztery części). Dokonamy tego poprzez ponowne nawiązanie kontaktów z dilerami i nabywanie kolejnych lokalów, w których będziemy rozprowadzać biały proszek. I tu pojawia się największa bolączka tego tytułu. Pomimo tego, że jest tu co robić to po pewnym czasie gracz zaczyna być mocno poirytowany powtarzalnością misji. Wszystkie zadania poza „dużymi” w trakcie których staramy się przekonać właścicieli do sprzedania nam lokalu są łatwe, nudne i schematyczne.

Białe zamienia się w zielone

Trzeba niestety mocno zacisnąć zęby żeby zobaczyć wszystko co Scarface ma do zaoferowania i dograć do jego końca. Do tego wszystkiego dochodzi bardzo upierdliwy rodzaj mini-gry, która towarzyszy nam we wszystkich jej kluczowych chwilach. Naszym zadaniem będzie przytrzymanie jednego z klawiszy i puszczenie go w odpowiednim momencie. Gdy zrobimy to zbyt wcześnie lub zbyt późno zawalimy daną, najczęściej istotną, część misji. Element ten staje się łatwiejszy po kilku godzinach spędzonych przy grze. Mniej cierpliwy prędzej jednak odinstalują ten produkt niż zobaczą końcowy filmik (a przy okazji zapewne zaczną przeklinać nie gorzej niż tytułowy człowiek z blizną).

[Głosów:0    Średnia:0/5]

3 KOMENTARZE

  1. Grałem już nieco, ale przyznam szczerze, że gra mi się średnio podoba. Ma parę irytujących wad i przeciętną grywalność. Za to całkiem niezłe wykonanie. W mojej opinii 7+/10.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here