Nie mogę się nadziwić umiejętnościom speców od marketingu z Activision. Potrafili oni wmówić graczom, że piekielnie drogie zestawy map do Modern Warfare są rzeczą, którą po prostu trzeba mieć. A my to łyknęliśmy. Udało im narzucić diablo wysoką cenę na StarCraft 2 (zresztą nie tylko na ten tytuł), a przy okazji podzielić go na trzy części. Pomimo tego, wielbiciele elektronicznej rozrywki pobiegli do sklepów niczym stado bezwolnych owieczek, by rozstać się z gotówką. Genialne! W całej swej chciwości, excuse-moi, mądrości, nie udało im się jednak wykonać innego, świetnego posunięcia.

Od kilku ładnych dni gram w StarCraft 2. Nie, nie zwariowałem i nie wydałem na dzieło Blizzardaprawie dwustu złotych. W wolnych chwilach zaglądam do kumpla, i siedząc przy kufelku mineralnejgadamy o głupotach. W międzyczasie powoli przechodzę kolejne misje kampanii single player,które przygotowała dla nas Zamieć. Muszę przyznać, że bawię się naprawdę bardzo dobrze. Gra wdużym stopniu przypomina mi starego dobrego StarCrafta, ale ma w sobie tyle drobiazgów (niezbytoryginalnych, ale zawsze), że gdyby nie moje i znajomego obowiązki, pewnie siedziałbym u niego ponocach żeby tylko zaliczyć grę – w końcu dużymi krokami zbliża się premiera Mafia 2.

Przeszedłem jakieś dziesięć misji, inwestując zarobioną gotówkę w ulepszenia dla wojaków, pojazdówi budynków. Niczym świnia trufle, wywąchiwałem ukryte na planszach „artefakty”, by móc prowadzićbadania naukowe; budować nowe maszyny lub modyfikować już posiadany sprzęt. Z przyjemnościąwsłuchuje się w rozmowy prowadzone przez poszczególnych bohaterów i oglądam wiadomości wtelewizji (oby język spuchł i odpadł przeklętemu Donniemu Vermillionowi!). Czasem zaglądam też doknajpy i wydaje dolara, by pograć w The Lost Viking. Jest naprawdę nieźle.

Duży, zły Protoss

Jedna myśl wciąż nie daje mi jednak spokoju, więc postanowiłem się nią podzielić. Ta sama myśl, niepozwala zapewne zasnąć sztywnym panom w garniturach, pracującym dla Activision. Przechodzęprzecież wydaną przez nich grę, a nie wydałem na nią ani grosza. Przy okazji jej nie spiraciłem. 1:0 dlamnie?

Otwarcie przyznam się jednak do tego, że rozstałbym się z gotówką, gdyby amerykański wydawcaprzygotował odrobinę inny produkt. Mam na myśli produkt, który bez większych problemów mógłbyzostać wydany chociażby w wersji cyfrowej.

Branżowi eksperci już jakiś czas temu nauczyli się okrajać swoje „przeboje” z tego czy tamtegodrobiazgu. Przy okazji wmawiają nam, że było to konieczne, bo goniły terminy, zespół był za małyalbo prezes w myślach liczył już kolejne dolary wyciągnięte z naszej kieszeni.

Nie rozumiem więc dlaczego Activision nie sięgnęło po wielki, rzeźnicki topór i szerokim cięciemnie odrąbało z StarCraft 2 multiplayera, tym samym oferując mi samą kampanię single player?Zwariowałem? Niekoniecznie. Już tłumaczę dlaczego.

Po pierwsze – zabawa w sieci jakoś specjalnie mnie nie kręci. Po drugie – na grę online nie mam czasu,a nawet gdybym go miał, to nie chciałbym go tracić na toczenie internetowych bojów. Po trzecie –jestem już dziadkiem, i wiem, że w starciu z kolegami z Korei (i nie tylko z nimi) nie mam żadnychszans. Po co mam się denerwować…

Typowe wojskowe ciuchy w Polskiej Armii

Gdybym jednak mógł nabyć samą kampanię single player za powiedzmy sto (lub trochę mniej) złotych, to zapewne sięgnąłbym po kartę płatniczą. Niestety wybór mam prosty. Albo kupujęprodukt, którego teoretycznie najważniejszej części nie ruszę, i pukając się mocno w czołoprzechodzę singla, albo obchodzę się smakiem. Ewentualnie ściągam grę z sieci. To trochę tak,jakbym miał kupić pudełko lodów tylko po to, by wyrzucić jego zawartość, a ze smakiem wylizać dosucha samo opakowanie. Nikt o zdrowych zmysłach czegoś takiego nie robi.

Naprawdę nie rozumiem więc, dlaczego nikt nie wpadł na opisany przeze mnie pomysł. W swejprostocie wydaje mi się on być wręcz genialny. A może się mylę? Może ci, którzy chcieli przejśćkampanię, rzucili pod nosem kilka przekleństw, ale koniec końców dołożyli swoje oszczędności dowypełnionego kasą materaca, na którym śpi Bobby „usuńmy całą radość z tworzenia gier wideo”Kottick?

Nie, to po prostu niemożliwe. Tacy ludzie pogodzili się zapewne z faktem, iż StarCraft 2 nie zagościw ich domach, albo wpraszają się do przyjaciół tak jak ja. Jako młody geniusz, postanowiłem jednakpodpowiedzieć fachowcom z Activision, jak zarobić jeszcze kilka baksów. Liczę oczywiście na jakiśprocent ze sprzedaży „wykastrowanego” StarCrafta 2. Jeśli jednak jego kolejna odsłona zostaniewydana w dwóch wersjach, to na pewno kupię tę offline’ową. Obiecuję. W końcu będę już wtedybogaty, bo zarobię krocie na opisanym przed chwilą pomyśle.

duży, brzydki Mutalisk, ale smakuje podobnie do kurczaka

Już tak na zakończenie dodam, że na normalnym poziomie trudności, granie nie ma żadnego sensu.Przynajmniej moim zdaniem. Ciekawie robi się dopiero „na hardzie”. Dobrze, że zdałem sobie z tegobardzo szybko sprawę i rozpocząłem kampanię od nowa. Kumpel chyba nie był do końca zadowolony,ale nie powiedział ani słowa. I dobrze, bo musiałbym napuścić na niego zerglingi.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

25 KOMENTARZE

  1. Fajny artykul. Co do tych szans w multi – sa ladery i matching meczy wiec mozna dac rade. (Chyba, nie gralem). Gra faktycznie na normalu jest latwiutka ale dzis juz taki jest trend niestety. Easy czy jak to sie tam nazywa jest chyba dla szesciolatkow. Co do wydawania kasy na S2 – dla duzej ilosci ludzi ten wydatek zapewni rozrywke na lata. Przynajmniej zapewnilby, gdyby „dodatki” byly w rozsadnej cenie. Ale ogolnie rzecz biorac pomysl dzielenia godny uwagi 😉

  2. Moim zdaniem zrobili jak zrobili, bo ta gra to prawie kult i wiedzieli, że kupią ją za taką cenę nawet Ci, którzy nie będą grali w multi. Chcieli jak najwięcej zarobić i udało im się. Albo wydasz 200zł i masz singla i multi albo obchodzisz się smakiem. Większość kupiła bo to StarCraft. . . Rozumie tych ludzi, bo ja kupie Diablo 3 za każdą kwotę 😀 i nie będę się kierował rozsądkiem

  3. Panie dziadku, nie trac wiary w swoje moce giercowania. Ja tez myslalem ze po dlugich latach przerwy od sieciowych gier bede na samym dole listy statystyk. Jednak za kazdym razem jak cos odpale na multi, to laduje w scislej czolowce. Wytlumaczenie jest proste – teraz na multi graja prawie same casualowe lamy, ktore maja problemy z przejsciem gry na easy. Z takimi „wymiataczami” to poradzisz sobie nawet grajac jedna reka na 1-przyciskowej myszy od Maca. Oczywiscie zdarzaja sie gry klanowe, ale zakladam ze jako gracz ktory nie ma czasu na takie durnoty grasz na serwerach publicznych. A tam poziom jest tak zenujacy, ze nawet najgorsze AI jest wiekszym wyzwaniem. A co do samej kampanii single player – gralem w to troche i powiem tak: gra sie bardzo podobnie do SC1, ze sterowaniem zasadniczo nie ma problemu, ale same misje sa dosc banalne, zarowno od strony designu leveli jak i poziomu trudnosci. Wlasciwie przecietny gracz problem moze miec tylko z koncowa misja, gdzie wylewaja sie na nas miliony robali. Sorry, ale jak dla mnie taki upgrade SC1 powinien ksoztowac maksimum 50zl.

  4. 200 zł to cena z księżyca. Nie wiem czym się kierował Blizzard, ale można podejrzewać, że. . . niczym. Po prostu wzięto cenę sugerowaną w „ju-es-ej” i przemnożono przez aktualny kurs dolara w PL. Mi się udało nabyć SC2 po znacznie niższej cenie – sam klucz, który umożliwił pobranie mi instalatora na dysk. Czy jestem zadowolony? Jak najbardziej.

  5. o tak!doskonały pomysł! ja mam jakoś wrodzoną niechęć do gier multi (trawię tylko battlefielda) i kupienie samego singla SC2 byłoby doskonałym rozwiązaniem. Za rozsądną cenę oczywiście. Pomysł wielce szczwany 🙂

  6. Właśnie! Szkoda, że producent nie pomyślał o tych, co grają tylko w singla. Tym sposobem zapewne gra wyląduje u mnie w trybie uT ;). Albo i nie, specjalnego ciśnienia nie mam, chwilowo wolę pograć w coś innego.

  7. japko @ 2010-08-19, 12:30No to jak w końcu jest? :):)Stary ciałem młody umysłem 😉

    Też tak to odebrałem 🙂 Całkiem nieźle się to czyta. Oby tak dalej.

  8. Tylko, że w takim wypadku każdą grę można obciąć z multi. Bo dla osób, której tego trybu nie lubią/nie używają będzie zawsze zbędny w grach. Więc ok, można rozważać, że fajnie jest mieć wybór, ale to nie zadziała. To tak jak z wersjami elektronicznymi, jeżeli masz nową grę to pudełkowa i elektroniczna praktycznie kosztuje tyle samo. Nie ma tu tego przebicia cenowego na korzyść wersji elektronicznej, o którym wszyscy mówili. Jest tylko zwykła eliminacja rynku wtórnego. Sorry za mały offtop.

  9. Ahh czekałem ja i czekałem aż pojawi się jakiś artykuł na Valhalli odnośnie SC2. I bezczelnie powiem że wcale nie dlatego żem ciekaw spostrzeżeń redakcji tylko po to aby dać nieskrępowany pokaz swojego niezadowolenia. Niezadowolenia właśnie z trybu single player a szczególnie fabuły. Kiedyś, kiedy byłem mały, podział na gatunki Science-fiction i Fantasy był bardzo wyraźny. Otóż w SF panowie latali po kosmosie, strzelali się laserami, kolonizowali planety, przenosili w czasie a co niektórzy nawet zostawali mesjaszami i robili rewolty w skali ogólno galaktycznej. W fantasy natomiast, buściaste panny wywijały mieczami, wyczarowywały kule ognia (i to nie tylko w celach kulinarnych), zostawały syrenami, królewnami lub co odważniejsze zabijały nawet smokopodobne istoty wraz z ich panami. Kiedy byłem mały, pojawiała się pierwsza część Starcrafta i wspaniale wpisała się w mój doskonały świat podziałów i szufladek. Owszem czasem jakiś uduchowiony protos wyskakiwał z tekstem o mitycznej rasie, czasem zergi przypominały istoty z otchłani piekieł ale cały czas był to miks nomen omen zapakowany w opakowanie science fiction a przynajmniej w space operę. Kiedy już jestem nieco starszy i dojrzalszy z coraz większym zdumieniem przecierałem oczy niczym dziecko jakieś. Przecierałem na widok faceta w metalowej bojowej zbroi z cygarem w zaplutej mordzie, który pierdzi coś o „pradawnym”. Pierdzi o artefaktach, które nie wiadomo jak działają, wiadomo natomiast co robią (fakt, faktem nikt z zamieci nie obiecywał logiki w fabule), pierdzi o przeznaczeniu. Smrodzi w końu o końcu świata! Był by se tam pierdział! Ale cała oś fabuły tej nieszczęsnej gry jest oparta na jakimś niepojętym dla mnie mistycyzmie, absolutnie niepojętych zjawiskach, fantasamagoriach i o zgrozo miłości. A przypominam mówimy o grze, w której główny bohater i jego najlepszy kumpel to faceci jedzący kości zergów popijając szkłem z butelki whiskacza!Z litości tylko nie wspomnę o dialogach typu: „jestem facetem, który doprowadza sprawy do końca” (oczy popuściły i zalewają się oceanem łez). Może ja jestem jakimś anachronicznym typem, który szuka wszędzie przegródek, szufladkuje i tkwi w swoim małym zamkniętym świecie. Być może nie dostrzegam subtelnego i wysublimowanego kontrastu pomiędzy magią a karabinem maszynowym. Być może o to chodzi że w nawet najtwardszym facecie drzemią siły miłości i poezji zdolne znośic wszelkie przeszkody w drodze ku ukochanej. Być może też, że tylko siłą przyzwyczajenia nie jestem zdolny zaakceptować tak sprtynie wplecionego wątku łączenia sacrum i profanum. Wiem natomiast to że, gdyby Arnie w predatorze pokonał swojego przeciwnika siłą modlitwy, że gdyby Vigo strzelał z Ak47 do Saurona a Obcy strzykał ektoplazmą na marines to każdy normalnie myślący facet powiedziałby że coś jest nie tak i z pewnością nie zapamiętałby powyższych postaci. Pytam się, więc, dlaczego wybaczamy i nie widzimy tych wszystkich niedorzeczności w najnowszym „dziele” Blizzarda?PS. Panom z Bioware, mogę wszystkie powyższe zarzuty jakoś wybaczyć. Wszak ci, wyrośli i stali się kim są dzieki wyprodukowanym przez siebie grom w świecie fantasty. Nie dziwota tedy że Mass Effecty są grami fantasty ubranymi tylko w ciuchy SF.

  10. IMO Taka opcja w opinii Producenta/wydawcy jest niekorzystna -” A co tam, niech płacą”-, ale jednak większość i tak zassa grę z neta, przejdzie Singla i grę wyrzuci ( z dysku, of kors ). A nuż trafiłby sięjakiś Honorowy, który by zapłacił. . .

    • IMO Taka opcja w opinii Producenta/wydawcy jest niekorzystna -” A co tam, niech płacą”-, ale jednak większość i tak zassa grę z neta, przejdzie Singla i grę wyrzuci ( z dysku, of kors ). A nuż trafiłby sięjakiś Honorowy, który by zapłacił. . .

      Ciekawa teoria. Czyli wg ciebie kazdy gracz single player to pirat? A jak to sie ma do popularnych tu teorii, ze na konsolach piractwa nie ma. Przeciez wiekszosc typowo konsolowych pozycji jest dla jednego lub dwoch graczy, calkowicie offline.

  11. @egahenTwoja wypowiedź nadawała by się na osobny felieton, bardzo mi się spodobała. Wyciągasz to co najważniejsze, od razu walisz w sedno. Powiem Ci jednak jak to było w moim przypadku i w przypadku wielu moich znajomych, po prostu grałem bo to SC, olałem fabułę. W tej grze fabuła była dla mnie tylko uzupełnieniem.

  12. Wszyscy wciaz powtarzaja, ze podzielono StarCrafta II na 3 czesci, zamiast przyznac, ze poprostu zapowiedziano juz przed premiera 2 dodatki. . . Fabula Wings of Liberty bylo, nie bylo mimo wszystko jest spojna, wiec. . . Ja osobiscie nie mialem takiego wrazenia. . Wlasciwie to Blizzard wpadl na takie rozwiazanie dotyczace single-playera. Zostalo ono wprowadzone w Rosji, gdzie mozna kupic gre za pol ceny i nie ma sie dostepu do multiplayera -dostepny po wykupieniu na abonament, tak jak w WoWieInna kwestia, dlaczego nie uzyto tego rozwiazania w innych czesciach swiata?. . . ________________@egahenCo do fabuly, to wystarczylo przejsc pierwsza czesc UWAZNIE sledzac jej fabule. . . (abstrachuje juz od tego, ze na podstawie jedynki powstalo ~10 powiesci, w ktorych wspominano o tych wszystkich „pradawnych”. . . )______________________A do osob, ktore typowego multi w strategiach nie lubia. . . Polecam przyjrzeniu sie dzielom Galaxy-Editora. . . Juz w SC1 udalo mi sie spokojnie zagrac w szachy, czy pokera, a w tej chwili, w dwojce zdaza mi sie grywac w karcianke inspirowana MTG ^^

  13. egahen SC jest zwykłą podróbą Warhammera 40K tak jak Warcraft zerżnął z Warhammera NAWET cholerny styl graficzny (toż to Warhammer FB) !! Blizzard nie dostał licencji najpierw w bodajże 92 lub 93 na WH potem na WH40K i musiał sobie radzić. Zawsze mnie dziwiło, że Games Workshop po Warcrafcie 1 nie wytarł Blizzardem podłogi w sądzie.

  14. @osioSkad u ciebie podobienstwo SC do WH40k?. . . Serio, naprawde jakos tego nie czuje. Czyzby chodzilo ci o podobienstwo Dominium do Imperium? Juz sa, fakt jak powstaly te 2 „organizacje” zdecydowainie je rozroznia (Imperium liczace sobie kilkadziesiat tysiecy lat, ktore podbija cale galaktyki w imie Imperatora, a koles, ktory doprowadzil poprostu do rebelii. . . )Owszem, WarCraft mial kilka podobienstw, zwlaszcza pierwsze czesci. . . Ale idac takim tropem moznabyloby powiedziec, ze lore pierwszych WH jest kiepska kopia tego z D&D (nie, nie jestem jakims fanboyem Duegone’a, bo wlasciwie, to grywam juz 3 lata w WHFRP, poprostu kiedys robilem z kumplem porownanie)

  15. @egahen, mi też bardzo się podoba Twoja wypowiedź, jednak osobiście jestem nieco bardziej wyrozumiały 🙂 Takich błędów nie mógłbym wybaczyć grom które celują w jak największy realizm, ale SC to bajka z założenia, więc przymykam oko. ps. a MassEffecty mi wyjątkowo przypadły do gustu 🙂

  16. Tym co chcą pograć samego singla polecam wysępić od kumpla guest pass’a. Teoretycznie pozwala tylko na 7godzin grania(multi i single) ale po ich wyczerpaniu możemy logować się jako gość(tryb offline bez achievmentów) i grać singla do woli. W tym startować kampanie od nowa i na innych poziomach trudności. Będzie to działać bez limitów do czasu reinstalacji gry.

  17. Nie zgadzam się z tym artykułem. . . SC2 Od początku był tworzony jako gra do rozgrywki sieciowej. Kampania zapewnia jakieś 8-10h zabawy, co Jak na RTS’a nie jest imponujące, dodając do tego że to gra Blizzarda to w ogóle jest porażka. Kampania sprawia wrażenie, że jest tylko i wyłącznie dlatego bo wypada by była. . . Jednak gdy wchodzimy na battlenet sytuacja całkowicie się zmienia. Po pierwsze zabawa z innymi po drugie możliwości tworzenia niezwykłych map w edytorze, które przełamują wszelkie stereotypy RTS’a wyciągając rozgrywkę na kompletnie inny poziom polecam strony dla map mekerów na prawdę kolesie robią cuda. Owszem można się przyczepić do ceny podziału na trylogie itp. Zawsze się znajdzie ktoś komu coś nie pasuje (mi osobiście kampania). SC2 nie był tworzony z myślą o niedzielnych graczach tylko z myślą o pasjonatach gatunku i tytułu.

  18. Kampania jest nawet fajna, ale jak ktoś kupuje SC2 tylko dla singla, to się raczej rozczaruje. Po prostu fabularnie jest trochę średnio, za dużo wątków pobocznych, które nic nie wnoszą do meritum. Ostatecznie też zakończenie pozostawia niesmak, bo nie czuć jakby to była kulminacja czegoś. Nie to samo co w Diablo 2, gdzie choć zakończenie było otwarte, było także świetne. Co do multi. Ja przed graniem w multi SC2 byłem RTS-owym żółtodziobem, ale po obejrzeniu replayów (warto, żeby podpatrzeć jak i co stawiać) i pograniu trochę gier z kumplem (naprawdę, naprawdę to polecam, niesamowita radocha), zacząłem to ogarniać i raczej dobrze się tam trzymam w złotej lidze zarówno 1v1 jak i 2v2. Dlatego nie warto z miejsca skreślać multi.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ