Choć Dan Houser, producent i scenarzysta Red Dead Redemption,pytany o swoje filmowe inspiracje przy pracy nad ostatnią grą Rockstar, wymienia całkiem ciekawą listę tytułów, to jednak mam wrażenie, że z premedytacją pomija dwa filmy, których wpływ na ostateczny charakter gry i jej klimat jest trudny do przecenienia.

O filmowych inspiracjach Red Dead Redemption napisano całkiem sporo. Tropiono nietylko tak oczywiste nawiązania, jak strzelanie z Kartaczownicy Gatlinga (ang. Gatlinggun) niemal żywcem wyjęte z zakończenia „Dzikiej bandy” Sama Pekinpaha, ale takżesubtelniejsze smaczki. Zestawiano głównego bohatera gry z bohaterem kultowych jużdziś spaghetti westernów Sergia Leone, granym przez niezapomnianego Clinta Eastwooda(rysy twarzy, sylwetka, czy słynne meksykańskie poncho, które przyodziejemy docierającdo Meksyku właśnie). Odkrywano też, że ujęcia z samej gry są stylizowane na ujęcia zkonkretnych westernów („3:10 do Yumy” , „The Searchers” – co ładnie widać w zestawieniuprzygotowanym przez serwis IGN). Niemniej gra Rockstar nie jest westernem kanonicznym,jak sztandarowe „W samo południe” czy „Siedmiu wspaniałych”. Red Dead Redemption to wmoim odczuciu western refleksyjny, niespokojny, zapadający na długo w pamięci. To już nietylko archetypiczna opowieść o walce dobra ze złem (jak choćby „W samo południe”) ale cośznacznie bardziej chwytającego odbiorcę za serce.

Clint Eastwood w Red Dead Redemption?

Pierwszym westernem, który pamiętam i który tak radykalnie odróżniał się od mainstreamu,są „Dwa oblicza zemsty”. Film wyreżyserował w 1961 roku wielki Marlon Brando i choć byłjedynym, wyreżyserowanym przez tego wybitnego aktora, stał się kultową produkcją. Była toopowieść o zemście, której dokonuje po latach Kid (Brando) wystawiony przez kumpla (KarlMalden), mimo że początkowo nic jej nie zapowiada. I właściwie przez cały film obserwujemycoś w rodzaju wojny psychologicznej między postaciami, aż do wielkiej kulminacji. FilmBrando sprawił, że zacząłem w westernach szukać po prostu czegoś więcej niż tylko wartkiejakcji i ładnych plenerów. Bez wątpienia bez tej produkcji nie byłoby „Zabójstwa JessegoJamesa przez tchórzliwego Roberta Forda” Andrew Dominika. I to właśnie ten ostatniwestern jest pierwszym z dwóch filmów, które w moim odczuciu miały największy wpływ nastyl Red Dead Redemption.

W „Zabójstwie…” ogromną rolę odgrywają zdjęcia Rogera Deakinsa, który nie tylkospecjalnie przygotował taśmę filmową, by uzyskać ostateczny efekt zbliżony do obrazówAndrew Wyetha, ale przede wszystkim zastosował w wielu ujęciach starego typu obiektywy,takie, jakimi posługiwali się pierwsi filmowcy. Dzięki temu zabiegowi uzyskał specyficznerozmycie ostrości po bokach kadru. I choć nie potrafię wskazać konkretnej sceny, dałbymgłowę, że to rozmycie pojawia się w Red Dead Redemption.

Dead Redemption?

Deakins w bardzo subtelny sposób operuje też światłem. Ikoną jego pracy jest niewątpliwiescena nocnego napadu na pociąg, kiedy widać tylko i wyłącznie światła latarenek bandytówi przebijające się przez drzewa światło nadjeżdżającego pociągu. To specyficzne operowanieświatłem widać także w ujęciach przyrody. Zestawiając je z ujęciami z gry, gdy obserwujemyzachody i wschody słońca, a zwłaszcza, gdy na linii horyzontu pojawiają się jacyś ludzie(ujęcia pod światło właściwie) bez trudu można znaleźć odniesienia do „Zabójstwa…”.

Wprawdzie w westernach strona wizualna zawsze odgrywała ważną rolę, niemniej nikomuprzed Deakinsem nie udało się uzyskać tak potężnego efektu. I ten jego specyficzny sposóbfotografowania został – mam takie wrażenie – podpatrzony przez twórców Red DeadRedemption. Abstrahując na chwilę od zdjęć – „Zabójstwo…” także za sprawą oprawymuzycznej (autorstwa Nicka Cave’a i Warrena Ellisa) wprowadza widza w specyficzny,refleksyjny nastrój. Przyznam, że po obejrzeniu pierwszego zwiastuna Red Dead Redemptioni zestawieniu go ze zwiastunem „Zabójstwa…”, choć w ujęciach dzieje się co innego, trudnomi było oprzeć się wrażeniu, że pod względem estetycznym oba dzieła tak mocno się ze sobąłączą.

Red Dead Redemption?

Ważną rolę w „Zabójstwie…” ogrywa przyroda, która dzięki wspomnianemu sposobowikadrowania zyskuje trudną do wyrażenia moc i wcale nie przez epatowanie rozległymiplenerami. Ta specyficzna rola przyrody zostaje zachowana także w Red Dead Redemption.Tyle, że w grze Rockstar stanowi ona istotny kontrapunkt dla cywilizacyjnych przemian, jakierozgrywają się w Ameryce w 1911 roku. Te zmiany cywilizacyjne – pojawienie się pierwszychsamochodów chociażby, czy tak mocno akcentowana kolej żelazna – to znak, że trzebapowiedzieć o drugim filmie, mającym ogromny wpływ na grę Rockstar – „Aż poleje się krew”Paula Thomasa Andersona.

Anderson rozpoczyna swój film bez dialogów. Początek „Aż poleje się krew” toilustrowana muzyką sekwencja, w której widzimy jak główny bohater, Daniel Plainview– późniejszy potentat naftowy – zaczynał swoją ciężką drogę na sam szczyt. Ale muzykato minimalistyczna, rytmiczna, chwilami przeciągła. W niektórych scenach przejmujezdecydowanie rolę wiodącą nad stylem narracji (jak w sekwencji spalenia jednego z szybów,kiedy syn Daniela traci słuch). Ten minimalizm przenosi się do gry. Wspaniały zabiegtwórców Red Dead Redemption – wprowadzić muzykę, która jest w tle, ale tak, jak byjej nie było wcale (mistrzowskie zawodzenie trąbki w Meksyku). Dzięki temu, gdy w grzepojawia się utwór Jose Gonzaleza „Far Away” efekt jest piorunujący – to właściwie pierwszypełnoprawny utwór muzyczny w grze i w połączeniu z samotnym przemierzaniem skalistegoterenu rozkłada odbiorcę na łopatki. Warto też na koniec dodać, że w grze bez truduodnajdziemy teren szybów naftowych, który wygląda jak plener z filmu „Aż poleje się krew” aktóry nazywa się Plainview – a więc tak samo jak bohater dzieła Andersona.

Red Dead Redemption?

Zapewnie ciekawych tropów w Red Dead Redemption odnajdziemy jeszcze więcej. Jaskupiłem się na tych filmowych, ale jestem pewien, że dla uważnego odbiorcy gra Rockstarmoże okazać się prawdziwą kopalnią inspiracji i nawiązań. Mam też wrażenie, że Dan Houserzdradził nam w wywiadach jedynie mały procent tego, co faktycznie inspirowało Rockstarprzy pracy nad Red Dead Redemption.

Autor: Juliusz Konczalski

[Głosów:0    Średnia:0/5]

10 KOMENTARZE

  1. Jedna z najlepszych gier. . . w historii. Absolutnie fantastyczna, tak że nawet najlepszy komplement może być uwłaczający jej wielkości. Nie lubię GTA ale RDR uwielbiam, 13/10, znak jakości oraz order za odrodzenie wiary w Rockstar. Padłem. PS. ) Dziwne. . . sandboxów też w sumie nie lubię a jednak. . . PSS. ) Valghlla?! It’s Alive!!! Buachachacha. . .

  2. Od czerwcowej premiery RdR takich artykułów w zachodniej sieci jest aż za dużo. Nie sądziłem, że przekopywać się będę przez kolejne. O tym, że region Plainview wziął się od nazwiska bohatera filmu to tę odkrywczą tajemnicę czytam już chyba po raz n-ty.

    Dzięki temu zabiegowi uzyskał specyficzne rozmycie ostrości po bokach kadru. I choć nie potrafię wskazać konkretnej sceny, dałbym głowę, że to rozmycie pojawia się w Red Dead Redemption.

    Autor popełnia typowy dla przeintelektualizowanych artykułów błąd przypisując zbyt wiele znaczeń według swojego własnego widzimisie. Rozmycie po bokach w RDR podczas ruchu kamery jest prozaiczne i twórcy RDRa o tym mówili w kilku wywiadach – blur pozwala oszukać oko, któremu się wydaje, że obraz jest dzięki temu płynniejszy. Nadinterpretacji za dużo, oj za dużo. Co do archetypu bohatera. Co ma Marston z kanonicznych bohaterów westernów takich jakich kreował Clint Eastwood? Oprócz lekko podobnego fizys (co też nie jest do końca prawdą wystarczy się przypatrzeć) to nie ma nic wspólnego. Eastwood wykreował typ mrocznego, zimnego rewolwerowca z fizys jak wykutą z kamienia. Milczka, którego sam wyraz twarzy mówił wszystko, a zdawkowo rzucane zdania mroziły towarzystwo dookoła. Marston to typ samouka-erudyty co można zauważyć już po kwadransie z RDR. Jest wygadany, słownictwo ma bardziej niż bogate – i nie chodzi o wulgaryzmy – jest w sensie leksykalnym antytezą rewolwerowca jakiego znamy z westernów. Z drugiej strony, co pewnie było założeniem RDR Marston nie ma też nic z ikony kowboya stojącego po przeciwnej stronie niż Eastwood, czyli John’a Wayne’a, jowialnego, prawego, PRAWDZIWEGO Amerykanina. Marston nie jest typowym bohaterem westernu tak jak RDR nie jest Westernem.

    Red Dead Redemption to w moim odczuciu western refleksyjny, niespokojny, zapadający na długo w pamięci

    Powtórzę co wyżej, RDR niejest westernem, jest bardzo inteligentnie skonstruowanym GTA w settingu post-Dzikiego Zachodu z poruszającą fabułą w konwencji pre-industrialnej Ameryki, która podczas zabawy w RDR puka, nie nawet jest już w drzwiach co pięknie obrazuje chociażby achievement Manifest Destinyktóry dostaniemy po wybiciu ostatnich bizonów. I wreszcie zupełnie NIE kanoniczne starcie z ostatnim przeciwnikiem na którego polujemy zakończone. . . . (nie będę spojlerował bo może ktoś jeszcze nie skończył gry)

    To już nie tylko archetypiczna opowieść o walce dobra ze złem

    Red Dead Redemption w ogóle nie jest archetypiczną opowieścią o walce dobra ze złem. Gry Rockstara z GTA na czele mają problem w pewnym momencie z fabułą i tym, że kwestie moralne gdzieś się rozpływają ku mojemu zaskoczeniu w RDR poradzili sobie całkiem dobrze. Tyle, że tu nie ma żadnego archetypu, żadnego manicheizmu itd. Mamy byłego bandytę-rewolwerowca wykonujacego zlecenie rządowe na skutek szantażu. I tak dalej i tak dalej. Generalnie Julesie tu jest Valhalla, a nie Kronika Gier i naprawdę te przemyślenia, które może i są fajne sęk w tym, że to w większości twoje widzimisie bardzo słabo uargumentowane. To może przejdzie wśród czytających to, mających siano we łbie nastolatkow bo nie przeczę, potrafisz zarzucić słowotokiem sprawiającym, że człowieka młodego może spotkać konfuzja, ale jak ktoś już coś o temacie liznął to z przykrością ci mówię – słabo. Tak na trójeczkę z minusem. I na koniec mojego wywodu się nie obraź, ale od dawna krytykujesz i kpisz z Olafa Szewczyka, publicznie w podkastach wyśmiewasz go mówiąc o bełkocie intelektualnym jakiego nadużywa w stosunku do opisywanych przez niego gier i w ogóle zjawiska gier. Tylko. . . co ty zrobiłeś powyżej? Dokładnie to samo. W dodatku nie było to nawet oryginalne bo jak napisałem na wstępie takich artykułów w sieci jest bezliku. PS. Za fabułę RDR odpowiedzialny jest Christian Cantamessa i Michael Unsworth pan Houser wpływ na fabułę ma taką jak zwykle – po prostu jako jeden z wielkich Houserów się podpisuje. PPS. Swoją drogą żaden wnikliwy felietonista piszący o grach nie zauważył niewybaczalnego błędu RDR. Gra ma setting w 1911 roku a w saloonach możemy grać w Texas Hold’em. Tylko, że tę odmianę Pokera wynaleziono w 1920 roku.

  3. Ponieważ V olewa nas niemalże na całej lini dlatego poniżej umieszam linki do kilku cikawych filmików, które znalazłem w necie:1) Nowy zwiastun Dragon Age II (POLECAM): http://www.youtube. com/watch?v=9bR4DR76MQg&fea. . . r_embedded2) Gameplay Crysis 2 z pamiętnikiem dewelopera: http://www.youtube. com/watch?v=Qs06GGjCZHs&fea. . . embedded#!3) F1 2010 Sizzle Gameplay (muzyka w tle troche niebardzo, ale mimo wszystko warto): http://www.youtube. com/watch?v=4K_2stmQK5I&fea. . . r_embedded

  4. Budując logiczne, długie zdania zapominamy o interpunkcji. 😉 ciężko nadążyć co tam autor miał na myśli kiedy szwankuje składnia nie dzielona interpunkcyjnymi znakami, prawda? i pan felieton i pan nauczyciel. Refleksja Pana Felietona poruszyła mnie ogromnie mimo, że w stu procentach popieram uwagi Pana Kornika. Prawdopodobnie dziś jeszcze po rabocie udam się do sklepu po grę RDR . Panowie powinni pisać razem artykuły niczym dwaj zgryźliwi tetrycy po 30 😉 buziaczki

  5. Budując logiczne, długie zdania zapominamy o interpunkcji. 😉 ciężko nadążyć co tam autor miał na myśli kiedy szwankuje składnia nie dzielona interpunkcyjnymi znakami, prawda?

    Zgadza się tylko skromnie zauważę, że różnica jest taka, że pan felieton 😉 miał czas i komfortowe warunki żeby go napisać, a pan nauczyciel (o Jezu nie nie) chciał w miarę szybko w małym okienku komentarza zawrzeć w miarę zwięźle i na szybko myśli powstałe po lekturze tego nadętego badziewia.

    Panowie powinni pisać razem artykuły

    Nie sądzę, że byłbym dobrym felietonistą, szczególnie, że V trzymała kiedyś pod tym względem jakiś poziom i nie chciałbym uzurpować sobie czegokolwiek. Niestety takiej samopokory 😉 nie ma 99% internetowych pseudodziennikarzy przez co czytamy teksty potworki jak powyżej. W dodatku w komentarzu pod innym info można się dowiedzieć, że za to coś zapłacono autorowi 100 złotych co mnie rozbawiło jak to przed chwilą przeczytałem.

    niczym dwaj zgryźliwi tetrycy po 30

    Nie jestem zgryźliwy bo gdybym był to przy okazji wcześniejszego komentarza wytknąłbym niechlujne literówki w tekście. Po 30 będę za jakieś 10+ lat.

    buziaczki

    cmok cmok 😛

  6. Rozpisywać się nie będę bo już to zrobiono wyżej. Od siebie dodam, że dawno takiego syfu tutaj nie czytałem. Ten artykuł jest cienki jak dupiszcze grzechotnika z RdR.

  7. „I choć nie potrafię wskazać konkretnej sceny, dałbym głowę, że to rozmycie pojawia się w Red Dead Redemption. ” – padłem:)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ