Przed weekendem mogliście przeczytać naszą relację z tytułowej imprezy. W trakcie tego wydarzenia nie słuchaliśmy jednak tylko i wyłącznie przedstawicieli CD Projektu. Firma pozwoliła nam także rzucić okiem na kilka produkcji, które w niedalekiej przyszłości dzięki jej staraniom trafią do sklepów. Sprawdźcie czego dowiedzieliśmy się na ich temat.

O japońskim studiu GrassHopper Manufacture po raz pierwszy zrobiło się głośno, kiedy z górą dwa lata temu wydali na GameCube'a oraz PlayStation 2 dość dziwną i kontrowersyjną grę akcji, zatytułowaną Killer 7. Na początku nadchodzącego roku GHM wrócą z duchowym spadkobiercą swojego hitu. Z tym, że No More Heroes skierowane jest tylko i wyłącznie do posiadaczy Nintendo Wii.

Rola głównego bohatera NMH przypadła w udziale chłopakowi o nazwisku Travis Touchdown, który na pierwszy rzut oka zdaje się wykazywać spore podobieństwo do Aurona, znanego z Final Fantasy X. Ale prawdopodobnie wspólne cechy tych dwóch panów kończą się właśnie na aspekcie wizualnym.

Za chwilę ten obrazek trzeba będzie ocenzurować

Travis jest zabójcą. Z tym, że nie „jakimś tam” łysym hitmanem z kodem kreskowym na potylicy. Ani nie chodzi w drogim garniaku, ani specjalnie nie dba o to, by pozostać niezauważonym (wręcz przeciwnie!), o broni nawet nie wspominając! Daleko mu bowiem do uśmiercania swoich ofiar przy pomocy wypolerowanych na błysk gnatów. Pan Touchdown woli używać świetlnego miecza, który nazywa się Beam Katana. Wszedł w jego posiadanie dzięki…zwycięstwu w internetowej aukcji, na której ów przedmiot był wystawiony. Przyznać trzeba, że odpowiedzialny za scenariusz Suda 51 (a tak naprawdę, to Goichi Suda) ma dość oryginalną koncepcję na grę. Tym bardziej, że pomysł z Beam Kataną to dopiero wierzchołek góry lodowej.

Pierwsza liga zabójców

Cała przygoda Travisa, jako zawodowego zabójcy zaczyna się od spotkania niejakiego Heltera Skeltera – człowieka, który zupełnym zbiegiem okoliczności trudni się w identycznym fachu. Między obydwoma panami dochodzi do pojedynku, który można obejrzeć na pierwszym zaprezentowanym zwiastunie filmowym No More Heroes. I należy dodać, iż prezentuje się on znakomicie. Render, bo render ale niewiarygodnie efektowny i przy tym zachowujący specyficzny, grasshopperowski klimat.

Zwycięzcą oczywiście zostaje Touchdown, który bezlitośnie uśmierca swojego oponenta. Wtedy na scenę wkracza kolejna postać – Silvia Christel przyznając głównemu protagoniście 11-tą pozycję w rankingu zabójców miasta Santa Destroy. Jednocześnie wyznacza mu nowy cel, który staje się motywem przewodnim całej gry. Jest nim rzecz jasna wspięcie się na sam szczyt tabeli morderców, oczywiście dzięki eliminowaniu kolejnych konkurentów z wyższych pozycji.

Ten zapewne też

Co ciekawe, panowie z GrassHopper Manufacture nie starają się nam na siłę narzucać żadnych rozwiązań czy dróg, którymi musimy podążać. Tak więc na własną rękę eksplorujemy Santa Destroy i chwytając się najróżniejszych zadań zbieramy fundusze na ulepszenie swojego ekwipunku, bo bez tego ani rusz, jeśli chce się walczyć z najlepszymi zabójcami na świecie. Dopiero kiedy mamy na to ochotę, zabieramy się za polowanie na kolejnych speców od mordu.

Krew i piksele

Na w pełni renderowanych filmikach walka prezentuje się wprost niesamowicie. Bardzo szybko, efektownie i w sposób w zasadzie typowy dla produkcji pochodzących z Japonii. Niestety, tak wesoło nie jest już, kiedy spojrzymy na właściwy gameplay, bo wówczas Travis Touchdown, wraz ze swoją Beam Kataną tracą nieco mocy. Nie twierdzę, broń Boże, że jest kiepsko, aczkolwiek nie ma co ukrywać – kiedy porówna się faktyczną grę z tym, czego można było doświadczyć na trailerach, to można się troszkę zawieść.

Przede wszystkim przeciwnicy wydają się być jacyś tacy niemrawi. Z tego, co na dotychczasowych gameplay'ach dało się zaobserwować, to pospolici oponenci, jakich w No More Heroes jest na pęczki, służą raczej za mięso armatnie, niż faktyczne przeszkody. Momentami sprawiali takie wrażenie, jakby nawet nie starali się atakować Travisa i tylko czekali na zadanie przezeń śmiertelnego ciosu.

A w tej kwestii akurat pan Touchdown radzi sobie znakomicie, dzięki łączeniu w walce technik posługiwania się „laserową kataną” i tych, których używają profesjonalni wrestlerzy. O ile w przypadku tego pierwszego, główną rolę odegrają przyciski umieszczone na Wiilocie, o tyle do wykonywania rzutów będziemy musieli się bardziej przyłożyć, robiąc odpowiednie ruchy zarówno pilotem, jak i Nunchukiem. Poza tym, wiele zależy jeszcze od tego, na jakiej wysokości trzymamy kontrolery. Rzecz jasna im wyżej, tym wyżej swoje ataki będzie kierował Travis, mogąc w ten sposób ominąć blok przeciwnika.

Oczywiście nie ma takiej możliwości, by atakować bez przerwy – to byłoby zbyt łatwe. By temu zaradzić, ekipa GrassHopper Manufacture uczyniła Beam Katanę sprzętem o bardzo ograniczonym zasobie energii. Będzie się ona regularnie wyczerpywać, ale bez obaw – w każdej chwili można ją podładować, dzięki energicznym, horyzontalnym ruchom Wii-lota. Oczywiście należy przy tym uważać, by w promieniu paru metrów nie było nikogo, kto może nas zaatakować, bo wtedy z odnawiania mocy nici.

Wspomnieć należy, że NMH to pozycja bardzo brutalna. Co prawda gracze z Japonii zamiast krwi dostaną tylko czarne, pikselowate dymki, ale już mieszkańcy Starego Kontynentu i Ameryki Północnej mogą liczyć na całe hektolitry tryskającej posoki. Przy pomocy naszej głównej broni bez specjalnego problemu da się rozcinać kolejnych przeciwników na pół, zachlapując bordową cieczą wszystko wokół. Do tego dochodzi klasyczne skracanie ludzi o głowy oraz zapaśnicze chwyty. Nie zabraknie również efektownych ciosów specjalnych, uzupełniających wachlarz iście zabójczych możliwości Travisa Touchodwna.

Ekipa

Parę akapitów wyżej wspomniałem o tym, że słabo wypadają pospolici przeciwnicy. Nie stawiają niemal żadnego oporu (poza okazyjnym blokowaniem), kiedy główny bohater sieka ich na plasterki, przeplatając tę czynność efektownymi i równie bolesnymi chwytami prosto z wrestlerskich ringów. Na szczęście akurat w tym aspekcie grę ratują bossowie, którzy mogą okazać się wyzwaniem zdecydowanie większym.

Jako pierwszego (nie licząc denata Heltera Skeltera) poznajemy istnego dziwoląga – Destroymana. Ten wyglądający jak połączenie Power Rangera ze Shrekiem facet, to dziesiąty zabójca w rankingu, czyli pierwszy cel na naszej liście. Nieustannie krzyczy „Destroy!”, w ramach akompaniamentu do strzelania laserami z oczu, rąk i…krocza. Czy wspominałem już o tym, że Goichi Sudzie, czego jak czego, ale akurat pomysłowości na pewno odmówić się nie da?

Kolejną „szefową”, którą poznaliśmy dzięki trailerom jest wciąż bezimienna i choć zdecydowanie bardzie normalna niż Destroyman, to jednak wciąż na wskroś japońska kobieta. Pierwszą rzeczą jaka zwraca uwagę w jej przypadku jest…fryzura. W końcu białe afro to widok nieczęsto spotykany, nawet w grach z dalekiego wschodu. Ważniejsze od włosów jest jednak jej uzbrojenie. A walczy ona kataną – i to na odległość. Potrafi bowiem posyłać za jej pomocą fale, mogące z łatwością zranić Travisa.

Jest jeszcze jedna, jak dotąd nienazwana panna, ale fragmenty ją pokazujące były niestety bardzo krótkie. Jedyne, czego można się było o niej dowiedzieć, to to, iż uzbrojono ją w całkiem sympatyczną kombinację granatów i coś, co z wyglądu przypomina nieco znane z serii Kingdom Hearts Keyblade'y.

Styl!

Grafika to w przypadku No More Heroes element niezwykle istotny. I bynajmniej nie ze względu na shadery, mappingi i inne miliony polygonów, bo z tym jak chyba już wszyscy wiedzą, w przypadku Nintendo Wii jest raczej kiepsko. Ogromną rolę natomiast odgrywa tu niepowtarzalny design, który mocno kojarzy się ze wspomnianym już na początku tego tekstu Killer 7. Wspaniały cell-shading, który jeśli miałbym z czymś porównać, to niewątpliwie byłoby to jednocześnie Okami i seria MegaTen. Jakkolwiek są ta produkty dość od siebie odległe, tak „dizajn” No More Heroes jest ich idealnym wymieszaniem, za co ekipie GrassHopper należą się spore brawa.

Muzyka nie wypada ani trochę gorzej, od sfery wizualnej. A przynajmniej te jej fragmenty, które można było usłyszeć na zaprezentowanych dotychczas filmikach. Idealnie pasują one do dziwacznego klimatu gry i kiedy trzeba potrafią doskonale zagrzać do walki. Jeśli wszystkie kawałki będą na tak samo dobrym poziomie jak te, które już usłyszałem, to liczę na to, iż kiedyś na rynku pojawi się soundtrack z NMH – nabywców z pewnością nie braknie.

Nareszcie coś dla dojrzałego odbiorcy

Gorzej sprawa ma się z voice-actingiem. Ten jest po prostu tragiczny i jedyna osoba, której da się słuchać bez skrzywienia, to Silvia Christel. Resztę aktorów, na czele z tym, podkładającym głos pod Travisa, należałoby raczej odesłać do jakiegoś mniej istotnego projektu, bo w No More Heroes po prostu się nie sprawdzają. Mam tylko nadzieję, że GrassHopper Manufacture pójdzie w ślady Nippon Ichi Software i pozwoli włączyć japoński dubbing, bo jeśli nie, to podczas dialogów będę musiał wyciszać telewizor.

Killer(7)-ap?

No More Heroes ma zadatki, by stać się produkcją wprost wyśmienitą. Co prawda bierność zwykłych przeciwników może być momentami nieco irytująca, ale można mieć nadzieję, iż to oraz fatalny voice-acting, to mankamenty, które znikną pod falą zalet tego slashera. Największą z nich jest chyba ten niepowtarzalny styl, który wykreować potrafi tylko Goichi Suda. Poza tym ciekawie rozwiązana walka, quasi-nieliniowy scenariusz i coś, czego wielu grom dziś tak bardzo brakuje – oryginalność – to elementy, które z NMH mogą zrobić coś, czego na dzień dzisiejszy na Wii jest niedostatek. Grę nie dla casuali, a dla prawdziwych graczy, którzy zaliczyli już najnowszą Zeldę, Red Steel oraz trzeciego Metroida i powoli zaczynają się nudzić. Na szczęście No More Heroes ukaże się już w lutym.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here