No dobra, to dość karkołomne połączenie tematów, ale jakoś to musiałem zrobić. Najpierw a propos kosmosu: ukazały się informacje o pojawieniu się w sklepach Space Empires V oraz nowej grze Sins of a Solar Empire.

Ta pierwsza to wariacja na temat strategii w kosmosie, budowania imperiów, projektowania statków i innych dupereli, druga zaś skupia się bardziej na akcji – koniec końców chodzi o RTS-a w kosmosie, mocno inspirowanego serią Homeworld.

Nie jestem jakoś strasznie wkręcony w żadną z tych gier, ale za to przypomniał mi się hicior sprzed lat, czyli Frontier – całkowita wolność, potężna galaktyka… Tym bardziej postanowił powrócić do czasów radosnej młodości, czyli gry Elite IV, kontynuacji Frontiera, która jest w produkcji od… hoho, będzie z 5 lat. Ale kiedyś powstanie. Jestem pewien.

W ramach rozluźnienia zaś coś niesamowitego dla każdego, kto lubi muzykę i orientuje się co nieco w tematyce okładek albumów (pozdrowienia dla czytelników ostatniej strony Teraz Rocka!).

[Głosów:0    Średnia:0/5]
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułMagia powraca!
Następny artykułGotowy na Vistę?

9 KOMENTARZE

  1. Panie Krzysztofie a seria X? X beyond the frontier, X2, a teraz X3. przeciez X2 the threat to gra genialna, pominmy ze programisci EGOSOFT wogule nie znaja sie na optymalizacji kodu i ich gry potrzebuja nie samowitych komputerow. To mimo wszystko ich gry sa swietne, wszystkie Freelancery i „darkstar łany”(specjalnie z malej litery) to sa przy x-ach cienkie jak sik pajaka 😛

  2. Freespace IMO bardzo bardzo dobry tytuł (obie części). Wiele godzin spędziłem przy tym tytule. Do dziś pamiętam jaką miałem maxymalną podnietę jak nagle z nadprzestrzeni wyszedł koło mnie jakiś olbrzymi statek-matka. Czuło się tą wielkość. . . Świetny tytuł. Co do Freelancera – też nie było to złe. Na początku trzeba się było przyzwyczaić do sterowania, ale potem już było dobrze. Ładnie, lekko i przyjemnie – a tego głównie oczekuję od tego typu gier. Seria X muszę przyznać, że mi średnio podeszła. W X2 pograłem trochę dłużej (z obowiązku recenzenckiego i nie tylko), ale wkurzały mnie pewne braki w grze co doprowadzało do frustrujących mocno sytuacji. . . Co by nie mówić – cholernie lubię „kosmiczne gry”. A w Elite grałem jeszcze na C-64 gdzie wszystko było zaznaczone wektorami (czasem było się ciężko zorientować czy się leci prosto w planetę czy przestrzeń. . . hehe), ale było świetnie.

  3. Taaak, „kosmiczne gierki” rzadza. Co do X2 to zgadzam sie wersja bez pacha i bonus packa jest hmm upierdliwa, no ale juz z bajerami to juz wogule inna para kaloszy. Freelancer byl swietny, bardzo przyjamnie przechodzilo mi sie watek fabularny, niestety po skonczaniu owego, pozostaje jeszcze z 5h grania – zdobywasz najlepszy mysliwiec w grze (chyba Corsair costam) i jest sie juz niepokonanym, mozna walczyc z calym systemem – nudaaa. Inna sprawa to to ze wiem ze istnieja mody kotore podobno duzo zmieniaja i „utrudniaja” gre zeby sie tak szybko nie nudzila itd. No ale to juz zupelnie inna kwestia. . .

  4. ehh, Frontier i „Nad modrym Dunajem” w czasie dokowania 😀 albo „Noc na łysej górze” na chwilę przed starciem z piratami. . . Dziś się już takich gier nie robi niestety – skończyło się na Freespace moim skromnym zdaniem, a najlepsze gierki wyszły jakieś 7-8 lat temu – TIE Fighter, Wing Commandery, Privateer, Master of Orion. No, w strategiach jeszcze nie jest tak fatalnie – ostatnio wyszedł bardzo sympatyczny Sword of the Stars, a już niedługo będzie Sins of a Solar Empire i Horizon (mam nadzieję, bo już go ładnych parę lat robią). A na ELite IV też czekam – David Braben dłubie i dłubie, za długo jak na mój gust, ale czekać warto.

  5. Freespace to nieco inna para kaloszy, bo jednak sprowadza się do wykonywania misji i takiego bojowego trybu życia a’la wojsko. Fajna gra, ale nie o to chodzi. Freelancer nawiązywał bardziej do Privateera, ale znowu tutaj rozgrywka była taka lekka i niezobowiązująca. Handel szczątkwoy, planet brak, sektory. Serię X zakatowałem do końca. Trójkę ściągałem za jakieś kosmiczne pieniądze z Niemiec i niestety, ale dobiła mnie – nie da się w to grać. Jest super, ale poziom trudności mnie przerasta. Gdyby tak wziąść engine X3 i połączyć go ze światem Frontiera. . . Ah.

  6. Nie rozumiem tego spolecznego wychwalania serii X. Gra jest w porzadku, ale. . . No wlasnie „stary” Frontier to nie byla gra, to bylo zycie w doslownym znaczeniu tego slowa. W pierwszym Frontierze, to chyba z dwa tygodnie sie z bratem glowilismy jak przeleciec do innego systemu(Amiga 600), jak do tego doszlismy to bylismy totalnie „ocipieni”. Rozkoszowalismy sie ta gra do granic mozgowego onanizmu. Potem byl First Encounter, gra „ktorej nie sposob opisac”. Pomimo wielu lat caly czas zagladam do stron Brabena czy cos nowego sie nie szykuje. Po prostu gra nie do pobicia. Odnosnie muzy. . . Fakt ze we Frontierach tylko midy graly, ale z jednej strony muza klasyczna, ktora wrecz niewyobrazalnie dodawala klimatu tej grze, to jescze sama wspolczesna muzyka byla jakos tak MAGICZNIE skomponowana ze we frontiera gralo sie tak. . . jakos tak. . . Jak jeszcze od czasu do czasu czytam sobie nowelki umieszczone w oryginale Frontier: The First Encounter, (pomimo ze grafomanskie na maksa, lecz oddajace klimat swiata FFE) to slysze gdzies w glowie stare dobre midy komandora Jamesona:)Nigdy nie bylo i nie bedzie lepszej gry od Frontier: The First Encounter. Szkoda i radosc: ja w ta gre przegralem zycie:)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here