Spluwy, dragi i vendetta!

Vic Corbet to najlepszy agent do zadań specjalnych! Teraz, kiedy narkotykowi bandziorzy wdarli się do kwatery głównej DEA w Kolumbii i zamordowali wszystkich pracujących tam agentów tylko on może wypełnić zemstę, której domaga się rząd Stanów Zjednoczonych. Recenzujemy El Matador - grę, w którą zagrywają się baronowie narkobiznesu z Kolumbii!

FIFA po raz kolejny

Nieco ponad dwa miesiące temu miałem przyjemność uczestniczyć w prezentacji gry FIFA07 zorganizowanej przez EA Polska. Wtedy też po raz pierwszy nadarzyła się okazja by zagrać w nowe dzieło EA Sportsu. Zaprezentowana wtedy wersja niestety nie zachwycała.

EXP-ienie na zakrętach!

Patrząc na ilość gier wyścigowych, w jakie grałem podczas mojej pracy recenzenta zastanawiam się jak to jest możliwe, że nie mam jeszcze prawa jazdy*. Przecież po przejechaniu tylu tysięcy kilometrów i wygraniu setek wyścigów powinienem dokument ten dostać od ręki.

Podróż za kresy wyobraźni

Momentami autentycznie żal mi fanów gier przygodowych. Głównie dlatego, że producenci praktycznie nie dostrzegają ich istnienia, a ci z kolei muszą przez lata żyć taką Syberią czy Najdłuższą Podróżą. I kiedy już w ich naiwne serduszka zawitała iskierka nadziei – zapowiedź kontynuacji hitu The Longest Journey – okazało się, że to w sumie nie będzie klasyczna przygodówka. A w każdym razie nie tylko.

Witaj na froncie!

Zapewne część z was swego czasu oglądało włoski kanał GameNetwork. Tematyczny kanał telewizyjny poświęcony grom. Swego czasu był on moim jedynym źródłem informacji o branży. To właśnie na nim, poraz pierwszy zobaczyłem Halo, Dead or Alive 4, na nim oglądałem premiery NGC w i Xbox'a. Także na nim ujrzałem grę, w której z miejsca się zakochałem: Battlefield 1942. Niestety mój laptop do gier się nie nadawał. Pozostało mi więc jedynie oglądanie, z wiszącym i ociekającym śliną jęzorem, fimików emitowanych na GameNetwork.

Zaczarowana rączka tu nie pomoże

Zawsze wychodziłem z założenia, że gry nie można oceniać po kilku godzinach. Niektóre tytuły po prostu muszą być ukończone w całości, aby w pełni zaprezentować swoje atuty. Z takim właśnie przeświadczeniem grałem w Enchanted Arms i za każdym razem kiedy patrzyłem na zegarek, wmawiałem sobie: „Spokojnie, dalej na pewno będzie lepiej”.

Nie wszystko złoto, co się świeci

Przepis na zareklamowanie strony internetowej o grach komputerowych jest prosty. Wychwalaj każdy wydawany tytuł pod niebiosa. W ten sposób cytat z Twojego serwisu trafi na opakowanie tytułu A lub B. Nieważne, że w ten sam sposób tworzysz dziesiątki „gier roku”, a pozycji nadzwyczajnych, miażdżących jakością i rewelacyjnych pewnie już setki. Inspiracją dla niektórych recenzentów wydają się być parafrazowane słowa polityków: pisz cokolwiek, ciemny gracz i tak to kupi.

Móóóóóózgi!!!!

Potrzebowałem już od jakiegoś czasu gierki, w której mógłbym sobie pobiegać i poniszczyć to, co zobaczę dookoła. Tak się jakoś złożyło, że ostatnio miałem okazję mykać w strategie maści wszelkiej, a gry akcji omijały mnie szerokim łukiem. Ucieszyłem się, gdy trafiła do mnie gierka pozwalająca mi się nieco odmóżdżyć. I to dosłownie!

Agent 47 w najwyższej formie

Zamknięty w jednym z apartamentów swojej willi Don Fernando Delgado, jak zwykle o tej porze, oddawał się grze na wiolonczeli. Zwrócony plecami do pustego pokoju spoglądał przez otwarte drzwi balkonowe na góry. Piękny dźwięk instrumentu rozpływał się w powietrzu tak, że mafijny boss nie słyszał nic, prócz własnej muzyki. Nie miał pojęcia, iż właśnie zagrywa ostatnie nuty w swoim życiu…

To jeszcze nie to!

Podczas jednej z sesji filozoficznego rozmyślania nad sensem egzystencji doszedłem do wniosku, że byłoby naprawdę fajnie, gdyby seria GTA zawitała na komórki – nawet jeśli miałaby wyglądać tak, jak “jedynka”. Dwa dni później grałem już w Miami Vice.

ZOBACZ TEŻ