Grając w wydany jakiś czas temu World in Conflict zachwycaliśmy się grafiką, delektowaliśmy się efektami nalotów i ataków artyleryjskich, cieszyły nas ciekawe przerywniki filmowe. Gra okazała się być naprawdę dobra i zasłużenie zdobywała wysokie noty we wszystkich niemal recenzjach. Pogodziliśmy się z porzuceniem klasycznego budowania baz i wieżyczek obronnych na rzecz nowoczesnego pola walki i manewrowania małymi oddziałami. Mimo niewątpliwie wysokiej jakości tego tytułu, wciąż czegoś w nim brakowało. Dopiero teraz, po niemal dwóch latach dostajemy upragnioną kampanię wojsk radzieckich. Warto było czekać?

Młodość

Rozmowa z Marion Glenn (lat 83) sąsiadką TK-ia w roku 1978.

Valhalla: Czy mogłaby Pani opisać jaki był TK kiedy Pani go poznała

Babcia Glenn nie jeździ tym autem

Marion Glenn: TK przyjechał do miasta mając 18 lat i już wtedy wiedziałam, że będzie z niego niezłe ziółko. Wie pan, to był chłopak z prowincji. On chciał zaistnieć. Bardzo chciał. I wpadł w złe towarzystwo. On… chciał być jak ten Wielki Złodziej Samochodów. Słyszał pan o nim? Taki właśnie chciał być, szybkie samochody, kobiety, łatwe pieniądze i śmierć. Bo pan wie, że to zawsze prowadzi do śmierci. Zawsze.

V: Co ma pani na myśli mówiąc o złym towarzystwie? Czy widziała pani z kim się spotykał?

MG: Czy widziałam?! Proszę pana, nie dało się nie widzieć! Zaczęło się od kontaktów z niejakim Slinkiem. Imponował chłopakowi. Miał pieniądze, kontakty, był duszą towarzystwa. Uosabiał to co chciał osiągnąć TK.

V: Skąd ksywka TK?

MG: To pan nie wie? Ech, ci dzisiejsi dziennikarze, wszystko wam trzeba pod nos… The Kid – Młody, tak go nazywali. Wszyscy.

V: Wracając do Slinka, czy poza nim byli inni.

MG: Byli. Był Ray – mechanik, Meksykanin – lokalny zabijaka, Bishop – weteran Wietnamu, Candy – którego wyciągnęli z więzienia, było o tym wtedy głośno w prasie. No i był jeszcze… Pan się domyśla kto?

V: Proszę powiedzieć

MG: On, ten zabity szef policji. Corrigan. To on był szefem, przynajmniej tak mi się wydaje.

V: Rozumiem, że wszystkie wymienione przez panią osoby łączyły stosunki o charakterze przestępczym?

TK we własnej osobie

MG: Że niby jak w mafii? Tak jak w Wielkim Złodzieju Samochodów? Słyszał pan o tym? Widzi pan, z tym było dziwnie. Na pewno coś ich łączyło. Ale daleko im było do historii, którą opisywali w gazetach przy aferze Wielkiego Złodzieja.

V: Co pani ma na myśli mówiąc że było im daleko do Wielkiego Złodzieja?

MG: Synku, mafia, tak? Ciemne interesy, knucie przeciw sobie, podgryzanie się, cicha walka o wpływy. Nie oglądasz telewizji? Tutaj tego nie było. Banalna i prosta historia. Po prostu byli. Los ich ze sobą zetknął, a oni jakby to zaakceptowali i nic nie chcieli zmieniać. Jeszcze długo po aresztowaniu TK-a oczekiwałam informacji o walkach między jego byłymi przyjaciółmi. Ku memu wielkiemu zdziwieniu nic takiego nie nastąpiło. Dziwne…

V: A TK, jak dostał się do tego grona?

Times Square

MG: Podobno był świetnym kierowcą. Kochał samochody. Wielokrotnie mi powtarzał „pani Glenn, nie ma nic przyjemniejszego niż jazda po Nowym Jorku”. Uwielbiał odwiedzać niektóre miejsca w tym mieście: Times Square, Twin Towers. Przyznał mi się, że czasem stawał tylko po to żeby popatrzeć na Statuę Wolności czy Most Brookliński. Ten mały kochał to miasto i czerpał olbrzymią przyjemność z życia w nim. A przecież miał gdzie żyć – od New Jersey i Bronxu po Brooklyn i Queens. No i tak się załapał. Tamci potrzebowali kierowcy. On pieniędzy i sławy, no i adrenaliny. Jak to nastolatek….

V: Czy TK spędzał większość czasu tu, w domu?

MG: A gdzie tam! W warsztacie. Ray, ten mechanik miał sieć warsztatów w różnych częściach miasta. Słyszałam, że TK ponoć dla niego pracował. W zamian za to Ray reperował i garażował mu samochody.

V: Czyli TK miał sporo samochodów? Chłopak z prowincji?

TK kocha reklamy

MG: Na początku miał jeden. Nawet nie wiem skąd. Ale chyba od kogoś dostał bo pojawił się dość niespodziewanie, pan rozumie… Uczciwym ludziom takie rzeczy się nie przytrafiają. A co do samochodów… właściwie ich nie potrzebował, bo tak często kradł nowe z kumplami. Nie było sensu naprawiać zniszczonego auta, a co dopiero w niego inwestować – łatwiej było po prostu ukraść. Sam mi to kiedyś powiedział.

V: Nie bał się, że pani go wyda policji?

MG: Gdzie ja bym go wydała! Wtedy nie przeżyłabym do następnego dnia. Pan wie w jakim on otoczeniu się obracał i co robił? Strzelaniny, pościgi samochodowe, morderstwa na zlecenie. A gdzie ja miałabym się podziać po tym jakbym na niego doniosła glinom?!

V: Dziękuję pani bardzo serdecznie za wywiad. Czy chce pani jeszcze coś dodać.

MG: Tak, mam nadzieję, że go złapią i posadzą na dobre. Najlepiej dożywocie. Ten chłopak zbyt wiele dusz ma na sumieniu, żeby mógł swobodnie chodzić po ziemi.

Odsiadka

Rozmowa z Hermanem Ferraro (lat 54) towarzyszem z celi TK w latach 1978-2006. Nowojorskie więzienie Sing Sing.

V: Dzień dobry. Dziękuję, że zgodził się pan odpowiedzieć serwisowi Valhalla.pl na kilka pytań

HF: A co miałbym się nie zgodzić?! Tak jak obiecałem, informacje za towar. Strażnik już mi dostarczył przesyłkę, więc możemy gadać.

V: Siedział pan z TK-iem w jednej celi. Poznał go pan chyba bardzo dobrze. Czy może pan powiedzieć naszym czytelnikom dlaczego TK trafił do więzienia?

HF: Wsypali go. Te gnoje, z którymi pracował. TK nigdy im nie wybaczył… hehe. Co zresztą widać. Trup ściele się gęsto. Wszyscy dostali kulkę.

V: Jak go wsypali? Wydali go policji?!

HF: Nie, to nie tak. Zostawili go… TK wielokrotnie mi to opowiadał. To miała być kolejna akcja. Jakieś porwanie. TK miał tylko przewieźć delikwenta. No i jak zwykle wywiązał się z zadania koncertowo. Ale zamiast hajsu za robótkę, dostał kulkę. I zostawili go razem z tym porwanym. A Corrigan przypisał sobie jego ujęcie no i awansował. Niezły skurwysyn był z niego.

V: I w ten sposób TK trafił do więzienia?

HF: Tak, wsadzili go na 28 pieprzonych lat. 10227 dni. Wyliczył to. Odznaczał każdy odbyty dzień. On tu trafił jako 18-latek, a wyszedł mając 46. Najlepszy okres szlag trafił. Te wszystkie dupy, które mógł mieć, forsę, którą mógł zbić. Wie pan, on miał talent. A ci skurwiele go tu wpakowali. Nie mógł im tego zapomnieć.

V: Czy już w więzieniu planował zemstę?

HF: Hehe, od pierwszego dnia kiedy wrzucili go do mojej celi. W tym dzieciaku było widać olbrzymią determinację. On tu wiele przeżył, ale wszystko po nim spływało. Jakby go tu nie było. Był już tam, 28 lat później. Dopełniając sprawiedliwości. Im bliżej było końca wyroku tym bardziej było widać jego poruszenie. Nie mógł się doczekać. On tu wszystko zaplanował. Z góry założył, że tą gnidę Corrigana zostawi sobie na koniec. Na Wielki Koniec. I z tego co słyszałem tak zrobił. Nawet nie znaleźli jego ciała… hehe. Mam nadzieję, że się wywinie i nie da złapać. Zresztą, pewnie już dawno jest gdzieś na Karaibach.

V: Czy rozmawiał pan z TK-iem na temat jego życia przed wpadką? Czym zajmował się konkretnie?

HF: Początkowo, kiedy trafił do Wielkiego Jabłka robił dla Slinka. Jako kierowca. Zwijał utarg z klubów, rozwalał lokale konkurencji, kradł im samochody, albo ściągał na nich uwagę policji. Nic wielkiego. Ale kiedy okazał się w tym niezły zaczął robić karierę. Pomagał w wyciągnięciu Candy'ego z pierdla. Niezła akcja. Wjechał tam koparką! Potem był już ścisłym współpracownikiem całej paczki. On, Slink, Meksykanin, Candy, Bishop no i Corrigan. Chcieli przejąć władzę nad miastem. Zrobiło się naprawdę gorąco. Morderstwa, pościgi ulicami połączone ze strzelaniną. To TK lubił najbardziej. Chwalił się, że kiedyś zasuwał przez centrum 130 mph i walił z granatnika do uciekającego mu samochodu!

V: A policja?

HF: Co policja, co znów policja? Te słabe psy?! Gonili go całymi stadami. Była wtedy jeszcze większa zabawa. TK zawsze powtarzał, że nowojorska policja to banda debili i nieudaczników. Nigdy nie potrafili go złapać. Wystarczyło, że zawinął się gdzieś za róg w jakąś niewielką alejkę i od razu gubili trop. Wystarczyło porzucić „spalony” samochód. No chyba, że wypatrzyli go jak z niego wysiadał. Wtedy był większy problem i najczęściej musiał się ewakuować do jednego z warsztatów Ray'a. Tam było bezpiecznie i potem już gliny się nie czepiały.

V: Pracował tylko dla Corrigana i spółki?

HF: Głównie tak, choć mówił, że było też sporo zleceń od innych. Tak, żeby podreperować budżet i zainwestować w fury. Lubił to choć zmieniał auta jak rękawiczki. Nowe nadwozia, lepsze części, silniejsze silniki. Wszystko oczywiście w warsztacie Ray'a.

V: Jakie to były zlecenia, mówił panu?

HF: Głównie drobne rzeczy. Czasem nawet zupełnie legalne – jak na przykład wyścigi na torze. No albo uliczne. Zdarzyło mu się nawet jeździć taryfą. W NY można na tym nieźle zarobić, choć trzeba się spieszyć. Była też brudna robota. Ściąganie haraczy, zabójstwa, kradzieże samochodów.

V: Mówi się, że miał wiele samochodów. To prawda?

HF: Tak, miał ich sporo. Jak już mówiłem, trzymał je u Raya. Choć tak naprawdę co chwile kradł nowe. TK mówił, że lubił wybierać się w różne części NY i wyszukiwać perełki. Ponoć w niektórych dzielnicach można było wyhaczyć bryczkę, której nigdzie indziej nie można było zobaczyć. Lubił to robić. Takie… kolekcjonerstwo.

V: Lubił to co robił?

HF: Panie, to był showman. On to uwielbiał. Narzekał tylko na to, że kiedy wysiadał z samochodu i przemieszczał się na nogach to coś nie tak było z kamerą. Że ciągle trzeba było nią kręcić. Przyznam, że nie mam pojęcia, o co mu chodziło. Nigdy mi tego nie wyjaśnił. No chyba, że kazał się komuś filmować i kiedyś chce nakręcić o tym wszystkim film… hehe. To by nawet do niego pasowało.

V: Czy był ktoś jeszcze? Ktoś, komu TK ufał?

HF: Był Ray. Osobisty Bóg TK-ia… hehe. Mechanik. Miał warsztat. Lewe interesy, kradzione fury i te sprawy. W każdym razie TK mu ufał. Bezwzględnie. Z tego co mówił, Ray nic nie wiedział. Nie było go tam tego feralnego dnia.

V: Dziękuję panu za rozmowę.

HF: Nie ma sprawy, nieźle za to zapłaciliście.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

5 KOMENTARZE

  1. Dobry pomysł an tekst i dobrze zrealizowany. Sprawnie udało się wybrnąć z różnych pułapek, które się pojawiają przy takich recenzjach. Sama ocena gry też bardzo zgodna z tym co czytałem gdzie indziej.

  2. queight —> i za to Was cenię. Patrzycie nam na ręce. Oczywiście mój błąd radosnej TFUrczości. Zaraz naniosę poprawkę 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here