Na wojennym paliwie – recenzja Frontlines: Fuel of War
Nad moją głową przeleciał helikopter bojowy potwierdzając fakt trwającego od dwóch minut ataku. Radio bezustannie informowało o zaciętych walkach w okolicach oddalonego ode mnie o 700 metrów punktu kontrolnego. Przyłożyłem oko do lunety jeszcze raz omiatając przedpole w poszukiwaniu snajpera wroga. Pojedynczy strzał, który usłyszałem chwilę wcześniej zdradził jego obecność w okolicy. Nie miałem wątpliwości, że i on mnie szuka. Zdradzały mnie dwa trupy leżące poniżej urwiska na którym się rozłożyłem. Przeczesałem już prawie wszystkie korzystne pozycje, w których mógł się zadekować wrogi snajper. Pozostała ostatnia - wieża po drugiej stronie doliny. Już miałem opuścić karabin kiedy nagle zza niej wyłoniła się ledwie widoczna sylwetka strzelca. Nie widział mnie lecz powoli zmieniał pozycję kierując okular swojej lunety wprost na mnie. Wstrzymałem oddech. W celowniku dostrzegłem nagłe poruszenie. Już wiedział gdzie jestem! Za późno. Pojedynczy strzał przetoczył się przez dolinkę. Opuściłem karabin. Znów się udało...
Walka z przeludnieniem – recenzja The Club
Co jakiś czas pojawiają się na rynku gry, w których próżno szukać wymagającej, skomplikowanej rozgrywki. Jeśli są to strzelanki, to najczęściej spodziewać możemy się jednego – totalnej rozwałki i masy trupów padających na glebę w akompaniamencie wystrzałów setek karabinów. Pół biedy, jeśli są to rozbudowane prezentacje silnika graficznego, jak to było w przypadku Serious Sam. Co jednak, jeśli producent chce wcisnąć taką produkcję w ramy pełnoprawnego FPSa, a przed premierą zapowiada go jako coś cudownego i dotąd nie widzianego?
Wielki powrót do szkoły – recenzujemy grę Bully
Twórcy kultowego Grand Theft Auto lubią szokować publikę. Tym razem zapraszają do Akademii Bullworth. Elitarna szkoła w Nowej Anglii nie jest jednak tym co mogliśmy zobaczyć w „Stowarzyszeniu umarłych poetów”. Wręcz przeciwnie. Przygotujcie się na prawdziwy szok!
Małe jest piękne. A duże? – Recenzja Ratchet & Clank: Size Matters
W połowie ubiegłego roku na PlayStation Portable trafiły nowe przygody znanej każdemu graczowi pary – heroicznego rysia Ratcheta i zawsze służącego intelektualnym wsparciem malutkiego robota Clanka. Niedawno recenzował je na naszych łamach dzielny Wiking Jan Stojke. Nie mógł się on kieszonkowego tytułu od High Impact Games nachwalić. Teraz jednak przyszła kolej, by sprawdzić czy wydany niedawno na PS2 port Size Matters sprawdził się tak dobrze, jak miało to miejsce w przypadku wersji kieszonkowej.
Ela Drzazga i spółka, czyli recenzja gry Sam & Max: Sezon 1
Kiedy ponad dwa lata temu studio Telltale rozpoczynało wydawanie gier komputerowych w odcinkach, gracze patrzyli na to z pewnym dystansem. Z czasem bardziej postępowi zaczęli oswajać się z takim sposobem wydawania produktów, jednak jak widać na załączonym obrazku nie przekonali się do niego wszyscy. Chcąc dotrzeć ze swoim tytułem do większej grupy graczy, Telltale zapakowało sześć odcinków Sama i Maxa do pudła i postanowiło wysłać je do sklepów. Jeden egzemplarz takiego pudła udało nam się przechwycić. Oto recenzja całego zestawu.
Smakosz – recenzja Dark Sector
Rzadko recenzuję tytuły, które potrafią mnie zauroczyć jednym czy dwoma drobiazgami na tyle, bym podniósł ich końcową ocenę o cały punkt. Taką grą jest Dark Sector. Produkcja ta jest bardzo specyficzna. Na pewno nie spodoba się każdemu. Zaryzykuję wręcz stwierdzenie, że polubi ją niewielu fanów elektronicznej rozrywki. Ma jednak ten magiczny drobiazg, który nie pozwalał mi się od niej oderwać. Czytaj dalej jeśli chcesz się dowiedzieć dlaczego powinieneś unikać tego tytułu albo czym jest ten detal.
Aż na Euro szczyt – recenzja UEFA Euro 2008
Całe dziesiątki lat my – Polacy – byliśmy zmuszeni czekać na to, aż piłkarska reprezentacja naszego pięknego kraju w końcu zakwalifikuje się na imprezę tak prestiżową jak Mistrzostwa Europy. Teraz, pod wodzą słynnego Leo Beenhakkera, w którego CV znajdują się takie kluby jak Real Madryt, Feyenoord Rotterdam, czy Ajax Amsterdam, w końcu naszym piłkarzom udało się zdobyć przepustkę do tych wspaniałych rozgrywek.
Bałkański trop – recenzja Grand Theft Auto IV
Gdybym na wstępie napisał, że nie czekałem na czwartą odsłonę Grand Theft Auto to skłamałbym jak pies. Jedna z największych premier w branży elektronicznej rozrywki tej dekady. Najdroższa gra w historii, której budżet zamknął się niebagatelną kwotą stu milionów dolarów. Trudno było w ostatnich miesiącach uniknąć tematyki związanej z najnowszą grą Rockstara. Wpływ Grand Theft Auto na kulturę masową i media został ostatecznie potwierdzony kilka tygodni temu – Hollywood obawiało się amerykańskiej premiery przygód Niko Bellica.
Bo na świecie już nie ma bohaterów – recenzja No More Heroes
Nieślubne dziecko Tarantino i Bakunina wyglądałoby jak Travis Touchdown. Nierób i nieudacznik, którego życiowym celem jest zbieranie mangi, oglądanie pornosów i pykanie w gierki. I który tak się składa jest głównym bohaterem najnowszej pozycji od japońskiego rebelianta branży gier wideo – Sudy 51.
Karaluch erotoman – recenzja eXperience 112
W jednym z moich ulubionych brytyjskich seriali - „Allo, allo” - porucznik Gruber (ten od małego czołgu) przesłuchanie przedsiębiorcy pogrzebowego zaczął od: „My wiemy już wszystko”. Dziś z czystym sumieniem również ja mogę wypowiedzieć te słowa, oto bowiem grałem nie tylko w ogólnodostępne demo eXperience 112, ale też w angielską betę oraz finalną, polską wersję tego tytułu. Co więc powinienem uczynić, skoro wiem wszystko na temat przygód Lei Nichols? Napisać recenzję? No niby, ale to przecież takie klasyczne.

